Kronika UOTW

drukuj
ag, 06.10.2016

Notatka z wykładu pani Lidii Zabłockiej-Żytka  "O sposobach prowadzenia konstruktywnej kłótni"  9.04.2021 r.

W piątek 9 kwietnia 2021 roku już o godzinie 10-tej spotkaliśmy się, oczywiście online na wykładzie pani Lidii Zabłockiej-Żytka, w którym udowadniała, że dobra kłótnia nie jest zła i dawała rady jakich walorów trzeba użyć, aby była ona konstruktywna. Plan tego spotkania widać na pierwszym slajdzie. I tak to miało się odbywać, ale złośliwy chochlik sieciowy i teamsowy spowodował lekkie perturbacje w kontakcie z panią Lidią i z jej prezentacją. W końcu wszystko wróciło do normy i dalej już przekaz odbywał się bez zakłóceń. Słuchacze w trakcie wykładu wyrażali swoje opinie, do których namawiała oczywiście prowadząca. Okazało się, że wszystkie emocje są ważne i wszystkie przeżywamy z różnym nasileniem. Niektóre są pozytywne, a inne negatywne. Takie jak złość, strach, lęk, wstręt, poczucie winy, to znaki, które dają nam pewną informację. I tak np. radość nas motywuje do działania, jest to przyjemne uczucie. Smutek najczęściej dotyczy przeszłości i jest wynikiem czegoś, co nie udało się osiągnąć. Lęk, czy strach to bardzo ważna wskazówka. Kiedyś człowieka chronił przed zagrożeniem i dotyczy przyszłości, ale często nas paraliżuje. Złość, gniew to przeżycia, gdy czegoś nie możemy osiągnąć. Żeby radzić sobie ze złością, musimy być świadomi, że ją odczuwamy. Musimy poznać swoje reakcje i zachowanie ciała na takie emocje jak złość i trzeba szukać lepszych sposobów radzenia sobie z nimi. Dobrym sposobem na konflikt, spór czy złość jest jej unikanie i wycofanie się z sytuacji np. konfliktowej. Na slajdach przedstawione są cztery kolejne etapy wyrażania złości. Przykład kina, ciekawy film i ktoś kopie w fotel. Na etapie pierwszym, grzecznie zwracamy uwagę tej osobie. Drugi etap - mówimy bardziej ekspresyjnie, dobitniej, wyraźniej. Gdy nie wystarcza trzeci etap, to szukamy pomocy np. w obsłudze kina, ostrzegając, że zwrócimy się do ochrony kina i wreszcie czwarty etap, gdy te trzy nie zadziałały, rzeczywiście prosimy o interwencję obsługi. I tu pani Lidia zwróciła się do słuchaczy, aby wyrazili swoje uwagi na temat tych etapów. Czy mają sens, czy nie bardzo. Padały opinie potwierdzające słuszność takiego postępowania. Często przeskakujemy ten pierwszy etap, a być może, że osoba przeszkadzająca nie zdaje sobie sprawy ze swoich działań. Spokojne zwrócenie uwagi, być może od razu by pomogło rozładowując tę nieprzyjemną sytuację.   

A teraz sposób na konstruktywną kłótnię, która ma swoje zasady i cele. Spór konstruktywny daje szansę na wzajemne zrozumienie stron i obniżenie napięcia. Słowem można bardzo zranić, a tu chodzi o to, aby nie ranić drugiej osoby, ale obniżyć przeżywane napięcie. Efektem ma być wyjaśnienie i omówienie kwestii konfliktowej i jej rozwiązanie. Na kolejnym slajdzie widzimy fazy sporu konstruktywnego, który ma trzy etapy. W fazie wstępnej musimy umówić się na spór, informując tę drugą osobę o czym będzie mowa i kiedy to nastąpi, oczywiście stosunkowo szybko i trzeba dojść do konsensusu w sprawie miejsca i terminu naszej rozmowy. Może być sytuacja, że druga strona nie będzie chciała rozmawiać. A teraz druga faza - musimy powiedzieć o co nam chodzi w tym sporze i poprzeć naszym spojrzeniem na ten problem, po czym uwiarygodnić przez określenie swoich emocji i je odreagować, wręcz się uspokoić. Potem trzeba podzielić się argumentami. I faza ostatnia tego sporu, to uznajemy też własne błędy, co jest moją słabą stroną i zauważenie zalet osoby z którą prowadzimy spór. W czasie takiego konstruktywnego sporu należy omawiać tylko ten temat, na który się umówiliśmy. Nie wolno sięgać po inne tematy, bo wówczas nie dojdziemy do porozumienia. Dalej na slajdzie widzimy wymienione zasady komunikacji podczas sporu. Między innymi musimy unikać obrażania, urażania itd. – są to chwyty nie fair. Wówczas zamyka to komunikację i kończy rozmowę. Pomocne są komunikaty o własnych odczuciach. I teraz nastąpiła dyskusja na temat czy te rady i zasady sporu, które tu zostały przedstawione, przydadzą się w życiu, czy mają sens i jak słuchacze sobie radzą w takich konfliktowych sytuacjach. Oczywiście wywiązała się ożywiona dyskusja. Po czym podziękowano pani Lidii i spotkanie zostało zakończone.

https://photos.app.goo.gl/fN3FcV9EXddgB1516

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Krótka notatka z wycieczki online do Muzeum Mydła i Historii Brudu w Bydgoszczy.    8.04.2021 r.

W środę 8 kwietnia słuchacze UOTW przenieśli się wirtualnie do Muzeum Mydła i Historii Brudu. Pierwsza część, to informacja o tym jak doszło do założenia muzeum i jak ono działa. Potem szczegółowe przedstawienie czym się zajmuje i jakie ma w swoich zasobach zbiory. To wszystko widać na trzech pierwszych slajdach. Każdy podpunkt był rozwijany i omawiany. Nieśmiało poprosiliśmy, aby pan Mateusz opowiedział trochę o historii mydła, czy brudu i wówczas postanowił on pochodzić z laptopem w ręku po muzeum i pokazać nam co można obejrzeć w salach muzealnych oglądając wystawione tam eksponaty. Ja miałam trudności ze zrobieniem print screenów względnie ostrych, ale wszyscy słuchacze ożywili się, dyskutowali, zadawali różne pytania w miarę pojawiania się różnych opowieści na temat oglądanych eksponatów. Nareszcie było ciekawie, ludzie wspominali tary, na których prały jeszcze nasze mamy, czy pralkę Franię, którą nie jedna/jeden z nas używał w młodości. Zobaczyliśmy mydło "Biały jeleń", które było szare używane kiedyś do mycia, czy prania. Potem oglądaliśmy fotele z dziurą w środku, służące jako toaleta dla króla, czy nocnik używany już przez wszystkich w średniowieczu, szczególnie w nocy, a rano np. z pierwszego piętra wylewano jego zawartość bezpośrednio na ulicę. Kolejne pomieszczenie, to pralnia i różne akcesoria, jak drewniana balia, tara, czy półautomatyczna pralka. Dalej irygator z dwudziestolecia międzywojennego, czyli aparat kąpielowy "Helios" do płukania różnych części ciała, z wymienną końcówką. Pralka stworzona w latach 60-tych XX wieku. Jest ona na wózku i właściciel, jednocześnie konstruktor jeździł po Bydgoszczy i za drobną opłatą prał ludziom ubrania, gdy nie mieli jeszcze pralek. Dalej sklep kolonialny z dwudziestolecia międzywojennego, Dziadusia Ażurowego. W Bydgoszczy i okolicach używa się czasami gwary bydgoskiej. I tu przykłady takiej gwary: fyrtel – część dzielnicy, region., ryczka – mały stołek, bambetle – drobiazgi, lutrus – hultaj, rajzefiber – strach przed podróżą. Dużo wyrazów pochodzenia niemieckiego, po zaborach. Bratnik to piekarnik. Kolejne pomieszczenie i łazienka z PRL-u, bielizna oraz ręczniki z tamtego okresu. Na kolejnym ujęciu wystawa etykiet różnych mydeł i pralka Polar, już nam bardzo dobrze znana. przez długie lata używana. Kolejna sala z wystawą drogeryjną: szampony farbki, maszynki do strzyżenia i golenia, pędzle, perfumy z tamtych czasów jak "Pani Walewska" czy woda kolońska "Przemysławka". Jeszcze jedna pralka czechosłowacka "Romo" z dwoma bębnami – jeden do prania, drugi do odwirowywania. Przypomnienie proszków do prania: "Cypisek" czy "Ixi". Proszek Ixi wykorzystywano między innymi jako konserwant do mleka czy piwa. I ścianka z mydełkami: polskie "ForYou" "Jacek i Agatka" czy "Zielone jabłuszko". To ostatnie wkładało się często do bieliźniarki, aby bielizna ładnie pachniała jabłkami. Koniec ekspozycji, oczywiście zaproszenie do Bydgoszczy, kiedy będzie taka możliwość. Koleżanki wspominały te siermiężne czasy, ale jak było słychać z łezką w oku, bo to przecież nasza młodość. Przypominały różne produkty, kiedyś przez wszystkich używane, bo nie było wyboru, a jednak słychać ten sentyment w głosach. Coraz więcej wspomnień, różnych zdarzeń z tamtych lat. Wreszcie podziękowania dla pana Mateusza i na tym spotkanie zostało zakończone.

https://photos.app.goo.gl/wvoRXM7A9Psp7pKfA

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Krótka notatka z wykładu o kłamstwach w Internecie       7.04.2021 r

W pierwszą środę po Świętach Wielkanocnych, czyli 7 kwietnia 2021 roku, wysłuchaliśmy wykładu państwa Aleksandry i Piotra Stanisławskich o fake newsach. Radzili oni jak rozpoznawać kłamstwa w Internecie i jak się przed nimi bronić. Pierwszy slajd prezentacji mówi, że na celowych kłamstwach internetowych oczywiście zawsze ktoś zyskuje. Mogą być naukowe, zdrowotne, czy polityczne. Dalej kilka przykładów typowych fake newsów. Facebook jest najczęściej wykorzystywanym narzędziem do rozpowszechniania kłamstw w Internecie. Proszę obejrzeć te przykłady przekłamań, kłamstw, przeinaczeń. Oglądając kolejne slajdy, można się zorientować, na czym polegały te oszustwa. A teraz kto i po co kłamie w Internecie. Walcząc o władzę, czy jątrząc w sprawach nauki, wynajmują troli, czyli opłacają osoby, które prowadzą akcje dezinformacyjne, często zaostrzają dyskusje, dzielą ludzi aby się bardziej kłócili. Kolejny powód kłamstwa internetowego, to zarabianie pieniędzy. Pojawia się jakaś sensacyjna wiadomość zwykle nieprawdziwa i wiele ludzi wchodzi na tę stronę, a przy okazji wyświetlają się reklamy, na których właściciel strony zarabia. Ponadto kłamstwo może być spowodowane tym, że piszący mocno wierzy w to co pisze, chociaż jest to wierutna bzdura. A jakie są narzędzia, mogące zdemaskować tego typu manipulacje. Narzędzie TinEye służy do wyszukiwania jakiegoś konkretnego zdjęcia w internecie. Pokazany przykład zdjęć kobiety opublikowanych w sierpniu 2020 roku i podpis o grzybicy spowodowanej noszeniem maseczek. Kiedy znaleziono narzędziem TinEye to zdjęcie okazało się, że było publikowane we wrześniu 2019 roku i ta pani ma chorobę zapalenia skóry. Nie ma nic wspólnego z noszeniem maseczek. Poniżej przesłane przez wykładowców linki do stron, które zajmują się fake newsami i ich weryfikacją. Polecany Demagog.org.pl. A teraz rada: pomyśl, zanim udostępnisz. Nie rozsyłaj od razu, kiedy zobaczysz jakąś niezwykle zadziwiającą informację. Często ludzie nie otwierają linków, tylko dalej przesyłają, nie sprawdzając co w nich jest. Wiarygodne źródła to np. badania naukowe, a nie odwołania np. do filmików na YOU TUBE. Należy zawsze sprawdzać daty z informacji, jaki jest kontekst i być sceptycznym. I to tyle najważniejszych informacji o kłamstwach w Internecie. Krótka rozmowa z prowadzącymi i podziękowanie

https://photos.app.goo.gl/Evof9MAULNZwEd9H9

Demagog:
https://demagog.org.pl/

FakeNews.pl
https://fakenews.pl/

Snopes (anglojęzyczny):
https://www.snopes.com/

AFP Sprawdzam:
https://sprawdzam.afp.com/

Pan Tabletka:
https://pantabletka.pl/

prof. Tomasz Dzieciątkowski:
https://www.facebook.com/profile.php?id=100059484522998

prof. Krzysztof Filipiak:
https://www.facebook.com/profKrzysztofJFilipiak

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pani Barbary Tichy o ikonografii Zmartwychwstania Pańskiego    1.04.2021 r.

W ostatnią środę 31 marca 2021 roku, słuchacze UOTW spotkali się z panią Barbarą Tichy, aby wysłuchać wykładu o ikonografii Zmartwychwstania Pańskiego w okresie Wielkiego Tygodnia. Sama idea może być bardzo różnie przedstawiana w sztuce. Dzieje się tak dlatego, że samego momentu Zmartwychwstania nie opisano w ewangeliach. Artyści przedstawiając tę scenę posługiwali się pewnym utartym kanonem, a kościół zachęcał do pokazywania tego, co opisują ewangelie, a więc co działo się wokół samego wydarzenia.

Pierwszy slajd z prezentacji pokazuje fragment obrazu Giovanniego Belliniego, artysty weneckiego renesansu, gdzie widać Zmartwychwstałego Chrystusa ukazanego w białym perizonium rozwiewanym przez wiatr, przypominającym całun, którym był owinięty w grobie i z atrybutem, który trzyma zawsze w ręku, czyli chorągwią Zmartwychwstania. Widzimy ją kiedy wychodzi z grobu, kiedy pokazuje się swojej matce, figura z tą chorągwią jest też ustawiana w czasie wielkanocnym w kościele. Symbol ten wywodzi się z czasów starożytnych.

 Dalej widzimy figurkę żołnierza z czasów cesarza Konstantyna Wielkiego, który umieścił na rzymskim sztandarze cesarskim znak – monogram Chrystusa - Chi Rho – Chrystogram i napis – "W tym znaku zwyciężysz". Znak ten był na czubku chorągwi otoczony wieńcem laurowym.

Przeszedł on do ikonografii chrześcijańskiej i jest również w centrum na sarkofagu z IV wieku, gdzie pojawiają się sceny związane z Pasją Chrystusa. Na kolejnym slajdzie powiększenie tego znaku z Chrystogramem, z wieńcem laurowym podtrzymywanym przez gołębice symbolizujące nieśmiertelność, a figury żołnierzy znajdujące się pod ramionami krzyża – jeden patrzy w górę, drugi śpi - symbolizują Słońce i Księżyc – dzień i noc – światłość i ciemność. Idea odkupienia związana jest z przejściem z nocy w dzień, ze śmierci do życia. Krzyż jest sztandarem zwycięstwa nad śmiercią, nad grzechem.

 Na reliefie z kościoła wizygockiego z VII wieku n.e. Chrystus przedstawiony jest jako słońce, po nocy rozświetlające ciemności, a aniołowie unoszą ku niebu clipeus, (tarcza męstwa w starożytnym Rzymie) z wizerunkiem Chrystusa, z którego głowy wychodzą promienie słoneczne.

Na dyptyku z kości słoniowej widać podobną ikonografię z 2 połowy V wieku, pokazującą Chrystusa w znaku baranka, jako zwierzęcia ofiarnego i wieniec składający się z 4 różnych części: owoców, zboża, drobnych pąków i innych owoców, symbolizujących cztery pory roku.

 W malarstwie katakumbowym symbolem związanym ze Zmartwychwstaniem Chrystusa jest często przedstawiana scena wskrzeszenia Łazarza, który pomimo jego wskrzeszenia jednak w swoim czasie oczywiście zmarł. Był to cud najbliższy idei Zmartwychwstania, który w żadnej ewangelii nie jest opisany.

 Scena, gdy Chrystus wychodzi z sarkofagu, albo się nad nim unosi pojawia się jedynie w ikonografii zachodniej. W kościele wschodnim jest scena zstąpienia do otchłani. W ikonografii zachodniej są dwa wizerunki. W jednym sam wychodzi z grobu i tu należy zauważyć jego moc i siłę. Inne przedstawienie, gdy unosi się dzięki nadprzyrodzonej mocy nad sarkofagiem, zapowiadającym jego Wniebowstąpienie. Na ilustracji z XIII wiecznego manuskryptu widać, że Chrystus wychodzi z sarkofagu, przechodzi ponad śpiącymi żołnierzami i wyjątkowo muzykujące anioły, których zwykle nie ma w takich scenach, ogłaszające światu Zmartwychwstanie. Jak zwykle chorągiew towarzyszy Chrystusowi, jego ciało jest piękne, przemienione w nowego Adama, ale widoczne znaki męki – Chrystus umarł za nasze grzechy, a jego rany są dowodem jego męki.

Obraz już w całości, który pojawił się na początku prezentacji i Giovanni Bellini pokazujący Chrystusa unoszącego się na tle nieba z chorągwią Zmartwychwstania. Poniżej skała grobu i ciemna jaskinia – pokonana śmierć, Część strażników śpi, ale jeden wpatruje się i zdezorientowany powtarza gest błogosławieństwa. Natura mówi o odrodzeniu życia. Pojawia się królik – symbol płodności widać młode pędy na drzewach- pora wiosny. 

Najbardziej znanym przedstawieniem Zmartwychwstania Chrystusa jest malowidło ścienne wykonane przez Piero della Francesca z pomnikowymi postaciami. Chrystus wychodzący z grobu jest silnym, muskularnym człowiekiem, delikatne ślady męki, wychodzi o własnych siłach z grobu. Na pierwszym planie śpiący strażnicy. Wydaje się, że nie ma tu nic wyjątkowego, ale jednak okazuje się, że spoglądając na pejzaż w tle widać ten wyjątkowy moment i figura jest wyraźną cezurą, czyli rozgranicza w tle naturę. Po lewej jest umarła, a po prawej pobudzona do życia, wszystkie drzewa mają liście, jest wiele krzewów.

Włoski artysta Andrea Mantegna – mistrz perspektywy, jej ostrych skrótów i iluzji perspektywicznej, przedstawia Zmartwychwstanie Chrystusa w zbieżnej perspektywie. Otaczają go Cherubini i Serafini oświetlając postać, jest on w glorii promienistej. A skałę grobu Chrystusa rozsadzają rośliny, krzewy, drzewa, powodując spękania, śmierć została zwyciężona.

 W wyjątkowy sposób scenę Zmartwychwstania przedstawia Grunewald we fragmencie ołtarza poliptyku z Isenheim z 1515 roku. Widać tu światłość przełamującą ciemność nocy, a twarz Chrystusa przedstawiona jest trochę jak na Całunie Turyńskim – rysy się rozmywają, prezentuje on swoje rany. Aureola ma tęczowe barwy i jest symbolem przymierza Boga z ludźmi.  Widać tez strażników wręcz porażonych tą światłością.

 Rembrandt był uważnym czytelnikiem Pisma Świętego i zobrazował Zmartwychwstanie zgodnie z opisem św. Mateusza. To jedyna ewangelia, gdzie są odniesienia do samego momentu Zmartwychwstania. Mowa o Aniele, który spadł z nieba, jaśniał jak błyskawica, jego szaty były białe jak śnieg i to on odrzucił kamień z grobu. W kompozycji anioł jest źródłem światła, ciężki kamień bez wysiłku zdejmuje z grobu, strażnicy uciekają w popłochu, a Chrystus jeszcze w całunie, bezsilny powoli budzi się do życia, dopiero się podnosi. Zupełnie inna wizja.

 Następna, już bardzo dynamiczna Paolo Veronese, artysty weneckiego. Chrystus unosi się nad sarkofagiem z rozkrzyżowanymi rękami, prezentując rany, strażnicy przestraszeni, chcą uciekać, w tle rozmowa niewiast z aniołem opisana w ewangelii. 

W tradycji wschodniej nie ma wizerunków Chrystusa wychodzącego z grobu, natomiast jest Chrystus zstępujący do otchłani w Wielką Sobotę, kiedy idziemy do jego grobu. To dzień, kiedy zstąpił on do otchłani i uwolnił czekających tam na zbawienie. Pojęcie otchłani wprowadzone zostało w XV wieku i jest to miejsce, gdzie oczekują dusze sprawiedliwych, którzy zmarli i jeszcze nie doczekali Zmartwychwstania Chrystusa, ale tam nie cierpią. Otchłań jest zamknięta, a szatan ma klucz do wielkich drzwi. Obrazuje to przedstawienie średniowieczne w kościele w Konstantynopolu. Pokazuje Chrystusa w białej szacie. Pierwsze postacie jakie są wydobywane, to prarodzice Adam i Ewa. Według apokryfów Adam dożył na Ziemi aż 930 lat, więc jest przedstawiany jako leciwy starzec z długa brodą. Inni wydobywani to Dawid, patriarchowie, z Nowego Testamentu pojawia się Dobry Łotr czy Jan Chrzciciel.

 W scenie namalowanej przez Duccia widać wrota otchłani przygniatające szatana i depczący go Chrystus.Obok prarodziców jest król Dawid z księgą Psalmów oraz inni czekający na wyprowadzenie i znalezienie odpoczynku w raju.

Albrecht Durer – renesansowa grafika. Diabelskie bestie demony i wydobywani z otchłani prarodzice, Łotr, ale są też dzieci, które zmarły niewinnie.

Scena ukazania się Chrystusa zmartwychwstałego matce, to scena apokryficzna wg. Ewangelii Nikodema łączona jeszcze z Wielką Sobotą. Maria pokazana jest tu jako zrozpaczona matka cierpiąca, przeżywająca mękę swojego syna. On jej pierwszej pokazuje się po Zmartwychwstaniu.

 Piękna scena związana ze Zmartwychwstaniem to "Noli me tangere", opisana w Ewangelii św. Jana gdzie relacjonuje wydarzenia poranka Zmartwychwstania, które sam przeżył. Maria Magdalena obudziła uczniów, mówiąc, że zastała pusty grób i św. Jan ze św. Piotrem natychmiast pobiegli tam, zajrzeli w głąb i zobaczyli leżące płótna. Jan ujrzał chusty i uwierzył, że ciała nie wykadziono, a dokonało się Zmartwychwstanie. Maria Magdalena pozostała w ogrodzie płacząc, spotkała aniołów, a potem ujrzała człowieka jej nieznanego. Myślała, że jest on ogrodnikiem, wówczas Chrystus odwrócił się i zawołał ją po imieniu. Rozpoznała, że jest to Zmartwychwstały Chrystus, padła do jego kolan, objęła go za nogi, ale stanowczo powiedział, aby go nie zatrzymywała, bo jeszcze nie trafił do ojca, jest jeszcze w drodze. W scenie tej ogród to cmentarz, Chrystus ogrodnikiem który założył ogród Eden bo dokonał odkupienia całego świata. Pokonuje grzech i śmierć, kiedy wychodzi z grobu, cała natura staje się jakby nowym ogrodem Eden, Stąpa po łące, a drobne kwiatki z czerwonymi płatkami to odbicie ran Chrystusa. W tle są drzewa i każde z nich jest innego gatunku – nawiązanie do tradycji ogrodu rajskiego, gdzie rosły oliwki, palmy, cyprysy, cedry czy dęby, z których został wykonany krzyż. Spotkanie Chrystusa i Marii Magdaleny można też odnieść do Adama i Ewy i odwrócenia grzechu pierworodnego.

Kolejne przedstawienie wczesnego dzieła Tycjana, gdzie Maria Magdalena spotyka Chrystusa pod drzewem – odtworzenie kompozycji Adama i Ewy. Tam dokonał się grzech pierworodny, tutaj zbawienie ludzkości. Widać subtelny gest, będący tajemniczym elementem wskazujący na prośbę o niedotykanie i nie zatrzymywanie.

Trzy Marie u grobu – plakieta z kości słoniowej. Anioł spotyka trzy Marie u grobu. Grób ma formę Anastasis jerozolimskiej wzniesionej przez Cesarza Konstantyna. Ponadto na tej plakiecie mamy też Wniebowstąpienie Chrystusa. Jest to narracja symultaniczna.

Kolejny slajd i również "Trzy Marie przy grobie" gdzie jest ciemna czeluść grobu, siedzący anioł, chusty zwinięte w dwóch miejscach i trzy Marie, dwie były przyrodnimi siostrami Matki Boskiej i Maria Magdalena. Sztuka ta była pod silnym wpływem ikonografii bizantyjskiej.

I znów ikonografia bizantyjska i podobna ciemność grobu Chrystusa do otchłani. W wizerunku Duccia Anioł mówi do niewiast "Czemu szukacie żyjącego wśród umarłych? – nie ma go tu, Zmartwychwstał. Powiedzcie uczniom, niech idą do Galilei, tam go zobaczą".

W przedstawieniu Fra Angelico widać Matkę Boską klęczącą, Maria Magdalena zagląda do grobu, a nad nimi góruje Chrystus Zmartwychwstały, którego kobiety nie widzą, z palmą męczeństwa z proporcem i ze śladami męki.

A teraz scena z uczniami w Emaus, pochodząca z głębokiego średniowiecza. Kiedy idą oni do miasta w skrajnej rozpaczy, spotykają człowieka, któremu opowiadają co się zdarzyło w Jerozolimie. Dopiero rozpoznają Chrystusa przy łamaniu chleba, będąc już z nim w gospodzie. Tu zaburzenie proporcji, dłonie uczniów są nienaturalnie duże, aby można było rozpoznać gesty, które wykonują.  

Redakcja Caravaggia jest teatralna, w ostrym kontraście światła i cienia – "Wieczerza w Emaus", kiedy uczniowie rozpoznają Chrystusa przy łamaniu chleba, są niezmiernie zdziwieni i poruszeni. Na stole namalowana w iluzjonistyczny sposób martwa natura. Jest chleb, wino, a więc jakby ten stół staje się ołtarzem. Jest też mięso – odwołanie do zwierzęcia ofiarnego, kosz z owocami na granicy stołu, który wydaje się, że za chwilę spadnie,

Często też pojawiają się oberżysta i służący, jak na ikonografii Bassano i tu scena, kiedy jeszcze uczniowie nie rozpoznali Chrystusa. Są też na stole wiśnie, czy czereśnie, symbolizujące krople krwi Chrystusa. 

I jeszcze jedno przedstawienie, widać wpływ Caravaggionizmu na tego artystę. Zastawa stołu podobna, ale zamiast mięsa jest ryba bezpośrednio związana z symboliką chrystianizmu.

A teraz o martwych naturach i żywych zwierzętach związanych ze Zmartwychwstaniem. Obraz francuskiego artysty pokazujący postne jedzenie: jajka, cebulę dymkę i ryby.

 Kolejny obraz martwej natury, odnoszący się już do zbawienia i Zmartwychwstania Chrystusa. Pojawiają się winne grona – odniesienie do eucharystii, brzoskwinia – owoc grzechu pierworodnego i homar – symbol Zmartwychwstałego Chrystusa. (Homar zmienia co roku pancerz i całkowicie się odnawia), ma też czerwony kolor jak płaszcz Chrystusa.

Kolejna martwa natura jest symbolem vanitas, ale i są odniesienia do Zmartwychwstania. Motyle to symbol  nieśmiertelnej duszy, jajka ptasie to symbol zmartwychwstania – skorupa przypomina kamień, a jest zalążkiem nowego życia. Podobna symbolika ślimaka. Jaszczurka podążająca za światłem, za słońcem jak osoby podążające za Chrystusem. Ta martwa natura jest w jaskini, do której wpada światło przez otwór, gdzie widać kawałek nieba. Pełnia życia czeka nas dopiero w raju.

Symbolika zwierząt widoczna na mozaice IX wieku z tradycji późno antycznych. Był to feniks – zwierzę mityczne, długowieczne, które przed śmiercią zapala się od słońca, spopiela, a z popiołów rodzi się młody nowy feniks. Odrodzenie tego ptaka kojarzone było ze Zmartwychwstaniem Chrystusa.

Kolejne zwierze łączone ze Zmartwychwstaniem to lew. Małe lwiątka rodzą się śpiące i wyglądają jak prawie martwe przez 3 dni. Trzeciego dnia lew ojciec rykiem i oddechem budzi je do życia. Jak Chrystus przez 3 dni leżał w grobie i trzeciego dnia Zmartwychwstał. A więc różne motywy w sztuce przywołują ideę Zmartwychwstania. I na tym pani Barbara zakończyła bardzo interesujący wykład. Jeszcze życzenia Świąteczne i krótka wymiana zdań i uwag ze strony słuchaczy. 

https://photos.app.goo.gl/vc2r3JcSkCqd5SzA8

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z warsztatów z Joanna Stanowską         30.03.2021 r.

Warsztaty z Joanną Stanowską 26 marca 2021 roku. Początek to informacja od naszej pani koordynator Oli, że już został rozesłany program zajęć na kwiecień 2021 roku. Jeszcze co prawda nie w tej ładnej szacie graficznej, ale każdy może już się zapoznać, o czym dowie się w nadchodzącym miesiącu. A pierwsze zajęcia zaczynają się w pierwszą środę po Świętach, czyli 7 kwietnia.

I już zaczynamy ćwiczenia oczu, które mieliśmy na ostatnich warsztatach, oczywiście Joanna je prowadzi, wykonujemy cały cykl, jak widać na zdjęciach. Potem jeszcze oddechy przy otwieraniu i zamykaniu klatki piersiowej, ćwicząc całymi rękami co widać również na zdjęciach. Koniec ćwiczeń oddechowych i sprawdzenie pracy domowej o skojarzeniach. Teraz zadania intelektualne. Widać je na slajdach prezentacji, Są to trzy różne zadania, ostatnie w trzech wersjach. Kto ma ochotę, niech popracuje, świetna zabawa, ale należy kontrolować czas realizacji, dane nam były trzy minuty w pierwszym i drugim. Kolejne zadanie, to przeczytać od końca podane wyrazy z drugiego ćwiczeniu,. Np. ynawonifaryw.

Następne ćwiczenie to zapamiętywanie liczb co drugiej w kolumnie przez 15 sekund, potem już ich  nie widzimy i musimy je zapisać w ciągu 10 sekund. Są trzy różne wersje tego ćwiczenia i możemy sprawdzić, czy w miarę zapamiętywania kolejnych cyfr mamy lepsze wyniki. Próbujemy zapamiętać więcej, gdy dostajemy więcej czasu zwiększonego do 20 sekund. Spróbujcie Państwo.

 I ostatnie zadanie, a właściwie zabawa ruchowa wielkanocna -  historia o jajkach. Na zdjęciu widać tekst i każdemu wyrazowi podporządkowany jest jakiś gest ruchowy. Należy wykonywać to ćwiczenie na stojąco. Pięć słów pierwszych w tej historyjce "A co, a jak, a to było tak" i pięć uderzeń dłońmi o uda. "małe, duże jajo kurze jajo kurze, jajo kurze duże, małe" - rękami pokazujemy kształt małego i dużego jaja a uderzamy dłońmi o kolana, kiedy mówimy o jajach kurzych. "ogniotrwałe, ogniotrwałe" ręce do góry, jak na zdjęciu. "Bęc" – ręce na kolana. I przyspieszamy tempo.

To była zabawa na Wielkanoc, aktywizująca nasze ciało z naszą głową.  

Poniżej link ze zdjęciami z zajęć,  link do filmu o powięzi "Powięź, tajemnicza tkanka" oraz link do "cyrkoteki", który szczególnie polecam, bo można tam znaleźć i różne gry edukacyjne czy scenariusze, w które wchodząc i otwierając dokumenty PDF zobaczymy super ćwiczenia różnego typu. Ponadto codziennie należy ćwiczyć oczy. Na koniec zajęć oczywiście przekazywanie wzajemne życzeń świątecznych.

https://photos.app.goo.gl/5AaY19ETY3NyNDDf7

https://freedisc.pl/Seewald,f-11854891,powiez-tajemnicza-tkanka-mp4

http://www.arenakultury.pl/cyrkoteka

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pana Pawła Bienia o portretach Józefa Simmlera       29.03.2021 r.

W czwartek 25 marca 2021 roku już tradycyjnie wykład muzealny online i pan Paweł Bień, który opowiada o polskim malarzu, portreciście warszawskim Józefie Simmlerze, przedstawicielu realizmu, malującego portrety, obrazy historyczne i religijne. Obecnie nie jest on bardzo znanym malarzem, a jego prace w dużej części zostały zniszczone w czasie wojny, chociaż sporo z jego spuścizny udało się przechować. Urodził się on 14 marca 1823 roku w Warszawie, jego rodzina pochodziła z Niemiec, ale zamieszkali w stolicy Polski, pracując jako rzemieślnicy, więc Józef czuł się Polakiem. Nie cieszył się długim życiem, bo umiera już w 1868 roku na tyfus, mając zaledwie 45 lat. Na slajdzie można przeczytać notkę Jaroszyńskiego o Simmlerze i jego życiu nie usłanym różami, szczególnie w początkowej jego fazie. Na początku lat czterdziestych XIX wieku chodzi na pierwsze kursy rysunkowe i decyduje się zostać zawodowym artystą. Potem wyjeżdża na dalsze kształcenie do Akademii Drezdeńskiej. Tam najpierw rysuje modele gipsowe, potem przechodzi do malowania żywych modeli. Na slajdzie widać szkic olejny aktu męskiego malowany przez Simmlera na pierwszym roku studiów malarstwa. Postać ta jest upozowana na niewolnika – chodziło o poprawność malowania ludzkiego ciała, są doskonałe proporcje, jego trójwymiarowość i świetnie uchwycony światłocień. Po pierwszym roku opuszcza Drezno i przenosi się do akademii monachijskiej. Tam niestety zaczyna chorować na zapalenie opon mózgowych i wyjeżdża do rodziny w Genewie. W 1842 roku przebywa na kuracji w Szwajcarii dochodząc do zdrowia wykonuje rysunki rodziny. Oddaje indywidualizm każdej twarzy, rysuje bardzo miękko, a kompozycja jest niezwykle interesująca. Pokazana rodzina jest pełna ciepła i czułości, Kiedy nasz bohater już dojdzie do zdrowia wraca do Monachium, tam poznaje swoją przyszłą małżonkę, zaczyna się rozwijać jako portrecista.

Wczesne portrety powstają od 1849 roku. Na pierwszym Regina Friedlein. Umocowany on jeszcze mocno w konwencji akademickiej. Simmler nigdy nie dąży do malowania rewolucyjnego, nowoczesnego, tkwi raczej w wartościach mieszczańskich, dominuje u niego potęga warsztatu i solidnego rzemiosła. Na portrecie Reginy, twarz uchwycona malarsko biegle, świetnie układa się światło, powłóczyste spojrzenie modelki skierowane jest wprost na widza. Na razie tło jest nieokreślone. Kolejny obraz jest w tej samej konwencji, typowy styl biedermeierowski.

 Następny, to  portret podróżnika dr Tripplina, gdzie widać wiele romantycznego napięcia – po lewej skała jak dekoracja do spektaklu, po prawej wzburzone morze, klif i okręt. Wzrok modela też już nie jest skierowany na widza, tylko patrzy w daleką przestrzeń. Elementem czysto dekoracyjnym jest suto drapowana czerwona tkanina aby stworzyć kolorystyczny kontrast do czarnego surduta i fularu. Już kształtowany jest artystyczny charakter portretu. Na zbliżeniach widać z wielką starannością namalowaną dłoń i głowę portretowanego z widocznymi puklami włosów. Inaczej światło pada na czoło, a inaczej na włosy.

Dalej rysunek ołówkiem damy z parasolką i w zestawieniu z rysunkiem innego malarza neoklasycysty francuskiego. Widać podobny układ postaci, sposób kadrowania i fryzurę taką, jaką panie w tamtym czasie nosiły. Oczywiście nasz bohater rysuje bardziej starannie, jakby rzeźbił tę bryłę.

 A teraz portrety rozrastające się w większe sceny, mające znaczenie symboliczne. Pokazany wizerunek kobiety zwanej Deotymą. To polska poetka prowadząca salon w Warszawie, gdzie bywało dużo osobistości XIX-to wiecznej stolicy. Słynęła ona z improwizacji swoich tekstów i tu właśnie w takim momencie została uchwycona przez malarza, a jednocześnie przedstawiona jako antyczna wieszczka. A teraz poszczególne elementy. Na dole obrazu dwie postaci spisujące to, co Deotyma improwizuje. Styl ten zbliżony jest do malarstwa Rafaela. Sama Deotyma jest na tle antycznej kolumny, stanowiącej dobre tło dla głowy. U jej stóp lira, czyli atrybut poetów.

A teraz pan Paweł przechodzi do omawiania obrazów ze scenami historycznymi. Oglądamy Katarzynę Jagiellonkę z synem Zygmuntem w więzieniu. Katarzyna wzorowana na Madonnie Rafaela. Porównanie wyglądu Katarzyny na obrazie Simmlera i na miniaturze malowanej za życia. A więc jakieś podobieństwo artysta starał się zachować. Detale takie jak krucyfiks czy dłoń z różańcem pokazują szczegółowość tych malowanych elementów.

 Największe i najbardziej znane dzieło mistrza nawiązujące do wątku romansowego w historii to "Śmierć Barbary Radziwiłłówny", który powstał na zamówienie prywatnego kolekcjonera. Widać łoże z kotarowymi zasłonami, wyglądające jak teatralna kurtyna. Po lewej stronie fotel na którym leży książeczka do nabożeństwa, a w prawym dolnym rogu kadzielnica, która potrzebna była, aby woń rozkładającego się ciała nie dominowała przy łożu umierającej. Postać Barbary jest na obrazie bardzo atrakcyjną osobą, bez śladów zżerającej ją choroby. Kunszt malarski Simmlera uwydatnia się w sposobie malowania tkanin. Na koszuli Zygmunta Augusta wspaniale układa się światło, dokładnie namalowane koronki czy puszystość futra. Dalej powiększenie twarzy Barbary i obok jej portret, kiedy żyła, z XVI wieku. Porównanie również Zygmunta Augusta. Jak widać malarz starał się nadać podobne rysy swoim bohaterom. Obraz ten był podziwiany i chwalony przez recenzentów kiedy powstał, jak i obecnie. Społeczeństwo ówczesne chciało odkupić ten obraz do kolekcji państwowej. I udało się, zapoczątkowując kolekcję Zachęty właśnie od tego dzieła. Jest jeszcze jedna wersja –  mała replika, znajdująca się w Muzeum Jarosława Iwaszkiewicza w Stawisku.

Kolejne dzieła, to już dojrzałe obrazy z lat 60-tych, które przysporzyły mu największej sławy. Pierwszy z nich to portret Julii Bokg i tu tło już zaznaczone, chociaż sama postać portretowana jest oczywiście najważniejsza. W tle pojawia się kolumna oraz fotel, którego kolor zbliżony do barwy elementów sukni. Na tle ciemnej sukni pięknie kontrastują białe koronki kołnierza i mankietów. Portret ten prezentuje dużą zamożność bogatej Warszawianki.

Kolejny portret tym razem dzieci bogatej rodziny Kronenbergów, sportretowanych z psem na tle oranżerii, z teatralnie udrapowaną kotarą. Trafnie odmalowana obrażona mina młodszej z sióstr bawiącej się lalką. Z jednej strony portret oficjalny, pokazujący zamożność rodziny, z drugiej widać domowe ciepło i urok. Na detalach można zauważyć światło na wstążce, którą jest przepasana starsza dziewczynka, dalej martwa natura uzupełniająca cały obraz. Na rycinie oglądamy Pałac Kronenbergów, który był naprzeciwko Zachęty.

Następny okazały portret Emilii Reszke, znów ciemne tło i suknia z białymi koronkami. Twarz w złotym rembrandtowskim świetle. Wzrok skierowany w dal, nie patrzy na widza.        

Oglądamy jeden z najciekawszych portretów - generałowej Aleksandry Zatlerowej. Tło gładkie, krzesełko skromne, ale suknia niezwykle bogata, wręcz można sobie wyobrazić, że słychać szelest tych jedwabiów. Ramiona przykryte półprzezroczystą mantylką. Specjalne upozowanie modelki ukrywa jej defekt garbatych pleców, co świadczy o ustawianiu przez artystę tak, aby wyglądała jak najkorzystniej. Na zbliżeniu twarzy widać piękne kolczyki, delikatną karnację, połyski we włosach i piękną kolorystykę tego przedstawienia.

Portret z roku 1865 Emilii Włodkowskiej, to głównie przedstawienie wspaniałej balowej sukni ze złotego jedwabiu, co potęguje wyciągnięta noga spoczywająca na podnóżku. W głębi widać neobarokowy kominek z lustrem, zegarem i kandelabrami. Aby zwrócić uwagę na bransoletę, podtrzymuje ją drugą dłonią. Dalej notka o modelce i najciekawsze szczegóły w powiększeniu. Porównanie portretu Włodkowskiej z portretami mistrzów z Europy Zachodniej. Jak widać Obraz Simmlera nie ustępuje pokazanym portretom.

Wracamy do obrazów o tematyce historycznej i w 1867 roku powstaje "Przysięga królowej Jadwigi", gdzie zauważa się już większy kunszt naszego bohatera. Twarze są bardziej zindywidualizowane, gesty od siebie się różnią, ale przedstawienie to jest dosyć teatralne. Zawarte są tam średniowieczne elementy architektury, zielony strój patrycjusza nawiązuje do ubrań XV-to wiecznych. Pokazana też w zbliżeniu broda marszałka, gdzie został uzyskany efekt puszystości.

Twórczość Simmlera określano jako portrecistę malującego na użytek burżuazji, co jest nieprawdą. Malował również starą szlachtę i widzimy powstały pod koniec życia artysty portret Róży Sobańskiej z 1866 – 1868, bardzo poruszający. Odchodzi od malowania kobiet młodych i pięknych. Tu dojrzała kobieta z opuszczonym wzrokiem, dłonie wyglądające szlachetnie już niemłode, na głowie czepiec noszony przez matrony i książeczka do nabożeństwa trzymana w dłoni. Konwencja nie epatuje bogactwem. Łączy różne faktury, futro, koronki, czarny atłas. Najważniejsza jest tu twarz i dłonie modelki mocno oświetlone. Notatka na jej temat na slajdzie.

Na koniec krótka notka podsumowująca twórczość Simmlera, prof. Marii Poprzęckiej. Potęga jego warsztatu malarskiego nie ma równych sobie. Malarstwo Simmlera za jego życia było bardzo popularne, najzamożniejsi zamawiali u niego portrety, ale szybko popadł w niełaskę, bo wchodziły do sztuki nowe prądy takie jak impresjonizm, postimpresjonizm, itd. więc na długo zostaje zapomniany. Wiele prac przechowywanych jest w warszawskich mieszkaniach przez potomków osób malowanych przez Simmlera, wiele prac jest również w mieszkaniu spadkobierców samego mistrza przy ulicy Foksal. Podczas wojny bardzo wiele jego dzieł zaginęło lub spłonęło. W Muzeum Narodowym w Warszawie jest kilkanaście jego prac. Po upadku powstania styczniowego maluje on portret swojej małżonki Julii w stroju żałobnym, ale też z jego ręki powstaje portret generała rosyjskiego. Chciał być pochowany w Warszawie i tak się też stało. Na cmentarzu ewangelickim jest jego grób. W 1979 roku zorganizowano dużą wystawę w Muzeum Narodowym przypominającą twórczość Simmlera. Pomimo, że sztuka ewoluuje, jego pomysły są ponadczasowe i zasługuje on na wspomnienie. Na koniec pan Paweł zaprasza do Muzeum, kiedy to już będzie możliwe aby w realu obejrzeć dzieła Józefa Simmlera. Krótka dyskusja o omawianym malarzu i podziękowanie za tak wyczerpujący i ciekawy wykład.   

Na zdjęciach z prezentacji pojawił się pasek, za który przepraszam.

https://photos.app.goo.gl/uRi2dNAHZTZ5f8P18

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pana M. Artymowskiego o Wszechświecie i możliwym życiu na planetach  27.03.2021 r.

W środę 24 marca odbył się wykład online pana Michała Artymowskiego o możliwościach pojawienia się pozaziemskiego życia we wszechświecie. Pierwszą osobą, która zadała pytanie, czy może pojawić się życie na planetach krążących wokół innych gwiazd, był Giordano Bruno, XVI-to wieczny włoski matematyk. Za głoszenie tego typu tez, został spalony na stosie. Kilkaset lat później pytanie to podjął Enrico Fermi fizyk, który na początku XX wieku dokonał wielu odkryć. Interesowało go, dlaczego jesteśmy sami we wszechświecie, gdzie są inni, dlaczego nie widzimy śladów innych cywilizacji. Przecież w naszym wszechświecie istnieją setki miliardów galaktyk. A typowa galaktyka ma setki miliardów gwiazd. Wokół każdej z gwiazd krąży co najmniej jedna planeta. Policzcie Państwo ile mamy planet we wszechświecie. Jeżeli założymy, że nawet drobna ich część nadaje się do zamieszkania, to powinno być wiele planet przepełnionych życiem. Przecież już wysyłamy i odbieramy sygnały kosmosu, a do tej pory bez efektów. Na ilustracji gigantyczny radioteleskop w Ameryce Płd. który zbiera sygnały z bardzo odległych części wszechświata. A teraz pan Michał zastanawia się, na ile jest prawdopodobne, że gdzieś jednak istnieje życie, może nawet inteligentne, ale takie jakie znamy – forma białkowa, komórkowa bo nie mamy innego przykładu życia i nie bardzo potrafimy sobie go wyobrazić.

Gigantyczna liczba planet nie przekłada się na możliwości istnienia na niej życia. Pokazuje nam to przykład układu słonecznego. Mamy 8 planet i tylko jedna z nich jest zamieszkała przez inteligentne istoty. Są dwa zasadnicze typy planet. Jedne z nich można nazwać Ziemią, zbudowane z żelaza i skał, planety twarde, ale niewielkie. Drugi typ to tzw. Jowisze, czyli giganty gazowe. W naszym układzie są 4 takie planety, to Jowisz, Saturn, Uran i Neptun, w większości zbudowane z gazów, czasami w formie zestalonej lub płynnej. Kluczowym warunkiem do istnienia życia na planecie jest istnienie płynnej wody. Życie jakie znamy potrzebuje od czasu do czasu płynnej wody. Z całego układu słonecznego jest ona tylko na Ziemi. Definiuje się pewien obszar wokół gwiazdy, zwany "Strefą złotowłosej". W tym obszarze w zależności od atmosfery, ciśnienia i innych, może być płynna woda. W naszym układzie trzy planety leżą w układzie tej strefy. Jest to Wenus, Ziemia i Mars. Na Wenus jeszcze miliard lat temu występowały morza, oceany i była ona planetą dobrą do zamieszkania. Globalne ocieplenie sprawiło, że obecnie temperatury sięgają tam wiele set stopni Celsjusza przez całą dobę. Na Marsie miliardy lat temu również były morza i oceany. Tam wielkie wiatry słoneczne zdmuchnęły atmosferę Marsa i planeta straciła swoją całą płynną wodę. Jak widać nie wystarczy być w dobrym obszarze, jeszcze trzeba spełniać masę różnych warunków. Na górze ilustracji widać przykład układu planetarnego Kepler-62, gdzie dwie z kilku planet są właśnie we właściwej strefie – 62e i 62 f. Może tam być ciekła woda, a więc życie. Czy ta strefa jest stała?  Okazuje się, że nie. Za miliardy lat Słońce się zestarzeje, zamieniając w czerwonego olbrzyma. Urośnie do wielkich rozmiarów, będzie bardziej czerwone i zimniejsze. Wchłonie Merkurego i Wenus, a strefa, gdzie może istnieć płynna woda przesunie się w okolice Jowisza i Saturna. Ludzie zmuszeni będą do przeniesienia się na jeden z księżyców obydwu planet. Jakie jeszcze warunki są potrzebne dla życia? Planeta musi mieć w miarę stabilną orbitę, a co za tym idzie stabilny klimat. Jest wiele planet o niestabilnych i zakrzywionych orbitach, a więc niestabilny klimat i warunki. Przykład na ilustracji - raz jest blisko gwiazdy, czasami daleko. W naszym układzie Merkury, Wenus, Ziemia i Mars mają stabilne orbity. Wszystkie skaliste i podobne do Ziemi, okrążają Słońce mniej więcej w stałej odległości. Klimat może być niestabilny również ze względu na niestabilność temperaturową gwiazdy, czyli różną ilość emitowanej energii, są to cefeidy. Na planetach krążących wokół takich gwiazd nie ma szans na rozwój życia. Nie jest też dobrze, gdy gwiazda ma duże rozmiary. Istotną cechą gwiazd jest to, że im jest cięższa, tym krócej żyje. Jest już wiele planet, które człowiek odkrył jako te, które spełniają postawione wcześniej warunki do istnienia na nich życia.

 A teraz pytanie, jak ludzie odkrywają planety poza układem słonecznym, odległe o wiele lat świetlnych od Ziemi?

 (Rok świetlny, jest to jednostka odległości - światło to prędkość 300 000 km/sek. rok świetlny to ok. 9.5 biliona km )

 Pierwszy sposób, to znalezienie planety przez teleskop. Na slajdzie gwiazda bliska, ok. 100 lat świetlnych i krążących wokół niej kilka planet, które odbijają światło widziane przez teleskop. Jednak muszą to być gwiazdy bliskie i bardzo duże planety.

Drugi sposób to stwierdzenie obecności danej planety. Krążąca wokół gwiazdy planeta zmienia jasność gwiazdy i tę zmianę wychwytuje się mierząc ją z wielką precyzją i analizując dzięki skomplikowanym programom komputerowym. Można stwierdzić ile jest tych planet, jak są duże, jak szybko się poruszają, jak są daleko od swojej gwiazdy.

Trzecia metoda pozwala na stwierdzenie, jak ciężka jest planeta. Polega ona na różnicach oddziaływania sił grawitacji gwiazdy i planet, gdyż jednak niewielkie, ale zauważalne są oddziaływania sił grawitacji planet na swoją gwiazdę, co powoduje jej nieznaczny ruch. Z Ziemi widać te niewielkie ruchy różnych gwiazd i dzięki temu można określić ilość planet o danej masie.

Dzięki tym dwóm ostatnim metodom uzyskujemy bardzo wiele informacji na temat oddalonych planet, których nie zobaczymy teleskopem.                    

Ostatnia metoda, o której była mowa na wykładzie, to mikrosoczewkowanie, które polega na tym, że gdy we wszechświecie jest jakaś masa, to ten ciężki obiekt zakrzywia linie światła jak soczewka i na moment wzmacnia jasność gwiazdy. Programy komputerowe przeszukują gwiazdy mające zmiany jasności i w ten sposób znajduje się wiele planet poza układem słonecznym.

Pierwszym naukowcem, który znalazł planetę poza układem słonecznym był Polak Aleksander Wolszczan, pracujący w Stanach Zjednoczonych.

Istotną sprawą dla planet jest to, czy posiadają atmosferę i jaki jest ich skład chemiczny. Ponadto czy mogą utrzymać tę atmosferę na przestrzeni milionów lat. Każda gwiazda wytwarza wiatr słoneczny i zdmuchuje atmosferę z planet. Co sprawia, że na Ziemi, mamy atmosferę. Otóż pole magnetyczne nie pozwala jej zdmuchnąć, jak to stało się na Marsie, a jego oceany zamarzły. Pole magnetyczne Ziemi chroni ją niczym tarcza. A więc należy też sprawdzać na innych planetach, kwalifikujących się jako potencjalnie zdolne do wytworzenia życia, czy jest tam pole magnetyczne. Już stwierdzono, że rzeczywiście niektóre spełniają ten warunek. A jak powstaje pole magnetyczne na planetach?  Otóż w samym środku jest wielkie i ciężkie żelazowe jądro i jednocześnie niezmiernie wysoka temperatura rzędu 5 czy 6 tysięcy stopni Celsjusza. Mimo tych temperatur to jądro jest w formie stałej, bo panuje tam gigantycznie wielkie ciśnienie. Jądro jest otoczone płynnym żelazem, w którym się obraca jak bąk. Dzięki temu wytwarza się pole magnetyczne, które chroni życie na Ziemi. Mars też miał kiedyś pole magnetyczne, które stracił. Prawdopodobnie wnętrze się na tyle wychłodziło, że stało się z płynnego stałe. Księżyc również miał pole magnetyczne i też je stracił. Naukowcy zastanawiają się, jak wiele planet ma pole magnetyczne utrzymujące się przez miliardy lat, aby chronić życie na planecie.

Ważne jest też, jak często planeta jest bombardowana przez asteroidy. Okazuje się, że dzięki czterem gazowym planetom gigantom w naszym układzie słonecznym, tj. Jowiszowi, Saturnowi Neptunowi Uranowi zawdzięczamy, że na Ziemię nie spadają gigantyczne komety. Te ciężkie gazowe planety chronią nas przed nieustannym bombardowaniem przez asteroidy, ponieważ to one przyciągają te liczne ciała niebieskie.

A teraz pada pytanie, czy jest taka planeta bliska ideału?  Naukowcy znają kilka takich przykładów. Na slajdzie pokazany przykład układu planetarnego dwóch planet o masie podobnej do Ziemi, krążących blisko swojego małego czerwonego karła. Cały rok tam trwa kilka dni, ale są tam warunki idealne do powstawania życia. Na slajdzie domysły artysty, jak mogłyby wyglądać zachody gwiazdy na obu tamtych planetach, w porównaniu z Ziemią. Może oczywiście być tam również woda. Planety te są od nas oddalone o 10 lat świetlnych. Jak na warunki wszechświata, jest to odległość niewielka (95 bilionów km). To teraz pan Michał zadaje pytanie: na ile jest prawdopodobne, że tam powstaje życie?

Analizuje jak długo powstawało życie na Ziemi. Wszechświat ma ponad 13 miliardów lat. Układ słoneczny ma 5 miliardów lat, a Ziemia 4,6 miliarda lat, więc nie jest młodą planetą. Życie bakteryjne na Ziemi już 3.6 miliarda lat temu było dosyć powszechne (bakterie żelazowe pozostawiły skamieniałości dzisiaj odnajdywane, które możemy datować). Życie mogło zaistnieć jeszcze wcześniej i rozpoznaje się to badając proporcje węgla 12 i 13, naukowcy mogą powiedzieć, czy pochodzi on od żywego organizmu. Wykryto taki węgiel sprzed 4 miliardów lat, a wówczas były bardzo ciężkie warunki na Ziemi. A więc na wielu planetach może istnieć proste bakteryjne życie, ale to też nie oznacza, że tam będzie rozwinięta cywilizacja. Przecież od ok. 2 miliardów lat od powstania życia na Ziemi powstały pierwsze skomplikowane komórki – to my, grzyby i rośliny. Trzeba czekać więcej niż 500 milionów lat, aby powstały organizmy wielokomórkowe. 500 milionów lat temu wystąpiła tzw. eksplozja kambryjska – życie w morzach i oceanach bardzo się rozwinęło, a życie istniało już 3.5 miliarda lat i potrzebowało tyle, aby stworzyć tak wiele gatunków. Na Ziemi życie istnieje 4 miliardy lat. Gatunki homo powstały 2.5 miliona lat temu. A teraz spójrzcie Państwo na slajdy z fajerwerkami sylwestrowymi, gdzie jest porównanie całego okresu istnienia życia na Ziemi do roku i dalsze porównania czasowe mówiące o niezmiernie krótkim czasie życia cywilizacji w stosunku do czasu życia wszechświata. A sygnały zaczęliśmy wysyłać w kosmos dopiero 90 lat temu. Może są inne cywilizacje, które mogłyby się kontaktować z całym wszechświatem, ale w podobnym czasie, tak jak ludzie, tworzą technologie zdolną  do zgładzenia swojego gatunku. Pada pytanie, jak długo mogą trwać pozaziemskie cywilizacje – jak długo mogą nawiązywać kontakt z innymi cywilizacjami? Ile może jeszcze przetrwać nasza cywilizacja, dopóki sami się nie zgładzimy, z powodu zmian klimatycznych lub innych kataklizmów przez nas wywołanych. Aby skontaktować się z inną cywilizacją, nasze krótkie istnienie, jako społeczeństwa rozwiniętego musi trafić na cywilizacje w tej niezmiernie krótkiej jednostce czasu, która będzie na podobnym etapie rozwoju, co wydaje się nieprawdopodobne w tych bilionowych odległościach i wielkościach czasowych. Możemy mieć szansę 1 na milion na kontakt z inną cywilizacją. Pomimo, że sygnały w kosmos wysyłamy od 90 lat, to one nie dotarły w zasadzie nigdzie. Nasza galaktyka ma średnicę rzędu 100 tysięcy lat świetlnych, a sygnał porusza się z prędkością światła, więc sygnał z jednego na drugi koniec galaktyki dotrze za 100 tysięcy lat. Na slajdzie widać mały zielony punkt to nasza okolica i w powiększeniu, to obszar do którego dotarł sygnał, tylko w najbliższym otoczeniu naszej galaktyki. Radykalna większość obcych cywilizacji nigdy nie zobaczyła żadnego sygnału z Ziemi, a dotarł on do 10000 najbliższych nam gwiazd. Wszechświat jest niezmiernie pusty, a jego wielkość to kilkadziesiąt miliardów lat świetlnych. Typowa odległość między gwiazdami, to 3 czy 4 lata świetlne. Nawet do najbliższej gwiazdy, oddalonej od nas o 10 lat świetlnych, dotarcie jest technologicznie dla nas niemożliwe. A więc te gigantyczne odległości uniemożliwiają nam jakikolwiek kontakt z nimi.

Następna pesymistyczna wersja to być może, że życie jakie znamy, czyli oparte na białkach jest we wszechświecie unikatowym. Niestety nie mamy porównania. Naukowcy przewidują, że nić RNA może powstać na tyle długa, żeby móc stwarzać kolejne życie. Zdania są podzielone, czy jest to możliwe na innych planetach. Dlatego są prowadzone poszukiwania życia na Marsie i na Wenus. Jeżeli sądy tam wysłane znajdą cząsteczki węgla 12 i 13 charakterystyczne dla życia, to tam na pewno kiedyś ono istniało i wówczas znaczyłoby to, że we wszechświecie życie może występować, przy spełnieniu warunków, o których wcześniej była mowa. Nawet z daleka można zbadać skład chemiczny atmosfery danej planety, na podstawie kolorów powstałych w wyniku przejścia światła przez atmosferę. Ponieważ niektóre pierwiastki wytwarzane są tylko przez organizmy żywe, na tej podstawie można stwierdzić istnienie żywych organizmów na danej planecie. W górnych warstwach atmosfery Wenus zostały odkryte związki, które sugerują na istnienie życia i jest to wielka zagadka nauki. Chmury Wenus to środowisko kwasów – zakwaszenie ok. dziewięćdziesięciu kilku procent, czyli żadne ziemskie bakterie by nie przetrwały. Można domniemywać, że stopniowa ewolucja doprowadziła do nowych przystosowań. I na koniec trzy myśli, które są na slajdzie i pan Michał zostawia nas z nimi do własnego przemyślenia, Na tym zakończył się jakże interesujący wykład i jeszcze dyskusja, uwagi oraz podziękowania. 

https://photos.app.goo.gl/wrV1USiEPY6ZroxL6

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

   

Notatka warsztatów z Joanną Stanowską i ćwiczenia gałek ocznych    23.03.2021 r.

W piątek 19 marca odbyły się warsztaty online z Joanną Stanowską.

Pierwsza i główna część zajęć to ćwiczenia ciała i oczu.

Początek zajęć to głębokie oddechy z wdechem przez nos i wydechem przez usta, jednoczesnym odkręcaniem głowy w lewo, na wprost i w prawo. Kolejne ćwiczenie oddechowe z podnoszeniem i opuszczaniem ramion,  Następnie z wdechem ramiona do góry, z wydechem w dół.

A teraz ćwiczenia oczu.

 Patrzymy w górę, potem maksymalnie w dół i powtarzamy 5 razy bez ruchu głową. Zamykamy oczy.

Na prawo i lewo oczami, nie ruszając głową, znów zamykamy oczy. Szukamy punktu po skosie prawo góra i lewo skos dół. Powtarzamy kilkakrotnie i oczy zamykamy.

Druga linia diagonalna przeciwna, powtarzanie, wreszcie znów zamknięcie oczu.

Z zamkniętymi oczami gałka do góry i w dół, potem w prawo i w lewo mocno.

Wyobrażamy sobie zegar, a gałki oczne będą wskazówką sekundową od godziny 12-tej w prawo robiąc całe koło. Można dodać palec i za nim gałka oczna idzie po kole 5 razy.

 A teraz w lewo porusza się palec i gałki oczne też 5 razy. Zamykamy oczy odpoczywając.

Wymyślamy różne cyfry na teoretycznym zegarze, a oczy szukają ich. Każde ćwiczenie kończy się zamknięciem oczu.

 Ćwiczenie ostrości przy przenoszeniu wzroku na różne odległości. Daleki punkt patrząc przez okno i potem na swój palec będący w odległości 20 cm. I tak powtarzamy kilka razy, następnie w szybszym tempie.

Zamykamy oczy, dłonie nagrzewamy trąc o siebie i kładziemy na powiekach.

Kolejne ćwiczenie i etap rozluźniania gałki ocznej. Szukamy kości nad gałką oczną pod brwiami, delikatnie masujemy i odpuszczamy. Powtarzamy jeszcze raz, wytrzymujemy 30 sek. lekko masując i odpoczywamy.

Trzema palcami naciągamy skronie do góry, jak u Chinek. Palce wędrują do góry, aż do włosów i znów od dołu do góry przesuwamy skórę. Potem od oka, skroń, czaszka i do środka.

Od brwi, przez czoło do włosów do potylicy i powtarzamy.

Opuszkami masujemy głowę, ruszamy skórą, świetny masaż głowy i lepsze ukrwienie.

Dwa palce, wskazujący i środkowy przesuwamy od brody do góry przez żuchwę do ucha, jeden palec za uchem, drugi przed.

I szybki masaż za uchem. Rozluźniamy szczękę.

Te ćwiczenia należy wykonywać codziennie. 

Koniec ćwiczenia, a teraz sprawdzenie pracy domowej, potem jeszcze do podanych kilku wyrazów szukamy synonimów. Mamy czas 10 sekund na każde słowo. Kolejna paczuszka słów i pięć sekund. I tu czas okazuje się zbyt krótki, aby wymyślić chociaż po jednym synonimie.

Praca domowa:

Wypisz w ciągu 2 minut jak najwięcej wspólnych cech:

 a) wody i szyby

 b) puchu i tapicerki

 c) drewna i książki

   Przykład: woda, szyba – konieczne w akwarium, przezroczystość

Wymyśl w ciągu 3 minut jak najwięcej nietypowych zastosowań świeczki.

  Przykład: wałek, masażer, przycisk do papieru.

I to już koniec. Zalecane codzienne ćwiczenie przede wszystkim oczu. Podziękowania dla Joanny.

https://photos.app.goo.gl/yXhAvQHv4HMJwn9aA

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z wykładu muzealnego pani Moniki Miżołębskiej o kuchni staropolskiej.   22.03.2021 r.

W czwartek 18 marca odbył się wykład muzealny online pani Moniki Miżołębskiej o kuchni staropolskiej w obrazach i dokumentach. Zawsze ludzie mieli bardzo obsesyjny stosunek do jedzenia, a obżarstwo postrzegano niezwykle negatywnie. Na reprodukcji jest fragment miniatury średniowiecznej. Ukazuje ona ucztę średniowieczną, widać stół, przy którym siedzi wiele osób, do stołu podają diabły, czyli obżarstwo postrzegane jako coś bardzo negatywnego. Kolejna ilustracja przedstawiająca obżarstwo jako jeden z siedmiu grzechów głównych. Zachowały się zapiski z wydatków np. kuchni Jagiellonów i wiadomo, że w czasie średniowiecznych uczt ludzie zjadali niezmiernie dużo. Nawet szczupła i smukła dama spożywała ponad jeden kilogram mięsa w czasie jednej uczty, z czego ok. 30 dkg przypadało na służących, bo resztki dojadała służba. Ucztowanie i picie alkoholu w nadmiarze, towarzyszy innym grzechom, np. rozpuście. (ilustracja pokazująca poczynania syna marnotrawnego). W malarstwie głównie holenderskim jest sporo przedstawień XV, XVI czy XVII wiecznych, pokazujących pięknie namalowane sceny, zastawione stoły i atrakcyjne kobiety, które są przestrogą moralną, aby nie ulegać takim pokusom. W wieku XVI pojawiają się sceny niby religijne, np. "Chrystus w domu Marty i Marii". Jak widać nauczanie Chrystusa jest drugoplanowe, a pierwszy plan to jedzenie pokazane w sposób bardzo szczegółowy, aby obserwator mógł dokładnie obejrzeć każdy produkt. Jest też trochę symboli i tak lilie to czystość. Kolejny obraz i teoretycznie znów religijny, ale tutaj jeszcze mniej widoczny Chrystus z uczniami, a mocno wyeksponowana martwa natura jedzeniowa. Spiżarnia z produktami namalowana tak, aby każdy produkt był rozpoznawalny, wyglądał świeżo i apetycznie. 

A teraz przechodzimy do kuchni staropolskiej, wokół której narosło dużo mitów. Okazuje się, że na obrazach gdzie widać stół i ucztujących przy nim ludzi, nie ma żadnych potraw. Są obrazy z polowań, ale gotowych posiłków nie ma. Na płótnie zastawa, a co na półmiskach nie wiadomo. Tu przy uczcie na dworze królewskim siedzą kobiety i mężczyźni, XVII wiek i moda francuska mocno wydekoltowana. A na kolejnym obrazie przyjęcie szlacheckie, mało eleganckie. W miarę wypitej ilości trunków maniery pogarszają się. Ubolewa się, że w XVII wieku kobiety za dużo piją, co może doprowadzać do niewierności. Ale główna przywara to jednak zbyt obfite posiłki, o czym mówią zapiski z tamtego okresu. Kuchnia sarmacka, staropolska, przypomina kuchnię orientalną, np. hinduską, jest oparta na wielu przyprawach korzennych, bardzo ostra, gorzkawa, często zaprawiana octem, a więc do tego kwaśna i jeszcze dosładzana. Taka kuchnia zupełnie niejadalna dla cudzoziemców. Ten sposób gotowania kończy się pod koniec XVIII wieku. W omawianym okresie pojawiają się cytryny, cukier brązowy, przyprawy korzenne i każdy chce mieć potrawy z nowymi przyprawami na swoim stole. Kuchnia późnego średniowiecza w XVI wieku dominuje w całej Europie. A jakie to przyprawy? Pieprz, imbir, goździki, szafran, gałka muszkatołowa, cytryny, ocet, Dla Polaków staje się kuchnią narodową. Wszystkim smakuje. Palcami jada się bardzo długo, aż do XIX wieku. Używa się noża, aby z dużej porcji odkroić dla siebie kawał mięsa i przenieść na własny talerz widelczykiem w stylu grabek. Potem je się palcami, które po jedzeniu wyciera w serwetę umieszczoną pod obrusem. Jeżeli potrawa bardziej płynna, wówczas konieczna łyżka, którą często współbiesiadnicy noszą z sobą za cholewą. Jest też powiedzenie: "być na szarym końcu", co odnosi się do tego, że środek nakryty białym obrusem, z najlepszymi potrawami, natomiast na końcach stołu brakuje już obrusa i te końcówki przykryte są szarym płótnem. Na ucztach nie mogło nigdy zabraknąć jedzenia ani napitków, byłby to uszczerbek na honorze gospodarza. Kolejny mit naszej kuchni to ziemniaki, które weszły do podstawy jadłospisów w wieku XIX. Wcześniej były kasze głównie z omastą, musiało być dużo tłuszczu, głównie masła. Późniejsza kuchnia polska stała na klarowanym maśle. Potrawy mogą być też iluzją, jakimś przedstawieniem. Chodzi o to, aby spożywającego zaskakiwać. Np. kulki wydają się zrobione z ryby, a są z owoców. A teraz co się tyczy alkoholi, to wypijano duże ilości w całej Europie. Na zdjęciu kielich toastowy bardzo duży, mieścił zwykle ok. pół litra wina. Właśnie ten trunek głównie pijano. Cenione najbardziej to węgrzyn, czyli tokaj – wino węgierskie słodkie. Sprowadzane z basenu morza Śródziemnomorskiego wina słodkie to małmazyje. Gorzałki, czyli wódki gdańskie były również popularne, często traktowane jako rodzaj lekarstwa, po dodaniu dodatków smakowych – piołunówki czy dereniówki. Natomiast niezależnie od stanu, czy to szlachta, czy magnateria i nawet chłopi, ich napitkiem powszechnym od dziecka do staruszka było piwo. Napój ten pity był przez cały dzień w dużych ilościach. Ceniono piwo droższe wareckie, ale ważono też i na dworach i w klasztorach. Uważano, że piwo jest zdrowsze niż woda, bo pasteryzowane. Zarazki w wodzie mogły być zagrożeniem dla życia. "Apteczka przyjemna" to alkohole i słodycze. Na jednym ze zdjęć najstarsza książka kucharska rok 1682, z 333 przepisami kuchmistrza Stanisława Czernieckiego o nazwie Compendium Ferculorum. Wiele przepisów na rosół, barszcz królewski jako potrawa rybna, gąszcz czyli gęsty sos ale wszystkie bez proporcji składników. W kuchni staropolskiej nie ceniono wieprzowiny, natomiast na pierwszym miejscu była dziczyzna. Jak już wcześniej wspomniano, jedzono bardzo dużo, głównie mięsa, co często powodowało chorobę ludzi zamożnych, a była to podagra. Występowały wówczas bóle w stopie spowodowane zapaleniem stawów. Specjały kuchni staropolskiej, które bulwersowały i dziwiły cudzoziemców, to np. łapy niedźwiedzia, czy ogony bobrowe albo pryszki, czyli pyski i uszy wołowe lub jelenie. A więc jakie gatunki mięs jedzono: dziczyznę, potem wołowinę, cielęcinę i baraninę. Dalej ptaki tak domowe jak i dzikie. Na obrazie holenderskim widać np. ciasto z pawia. Ptaki te były przysmakiem i na polskich stołach. Te śpiewające cieszyły się również powodzeniem u smakoszy. Polacy byli mistrzami w przyrządzaniu ryb. Okresy obżarstwa przedzielano okresami postów, powszechnie stosowanych i nikt nie ośmielał się od nich odstępować. Ryby były tanie i w okresach postu jadano ich niezliczone ilości. Dwory magnackie najwięcej pieniędzy przeznaczały na wino i na korzenie, bo te produkty były najdroższe. Ponieważ ryb kupowano niezwykle dużo, toteż te wydatki pochłaniały również sporą część budżetu. Magnateria i szlachta bardzo lubiła ostrygi to kategoria ryby. Książka kucharska Czernieckiego podzielona jest na trzy części: mięsa, ryby i część mieszana, składająca się z potraw mlecznych, pasztetów, tortów i ciast. Torty i ciasta nie musiały być słodkościami, mogły być również słone, np. tort szpikowy czy z cielęciny, tarty z mięsem czy z rybami.  Pasztetnik i cukiernik, to funkcje połączone. Cukier dodawano do bardzo wielu potraw, np. do ryb. Miód popularny w średniowieczu, zanim pojawił się cukier, który był o wiele droższy od miodu. W żadnym przepisie średniowiecznym nie pojawia się miód. Był jedynie składnikiem pierników, jednocześnie dodawano tam bardzo dużo korzeni co dawało piekący, a jednocześnie słodki efekt smakowy. Jedna z pokazywanych ilustracji to postne potrawy. I są tam ostrygi, kasztany, czy marmolada – cukier traktowano jako przyprawę postną, podobnie jak sól. Na paterce cukrowe pałeczki. Kolejny slajd i widzimy warzywa. W XVI wieku Polacy jadali niewiele warzyw. Królowa Bona rozpropagowała nie tylko włoszczyznę, ale i sadownictwo – wielkie sady z jabłoniami pod Grójcem. W książce Czernieckiego wymienianych jest wcale niemało warzyw, np. pasternak, karczochy, kapusta. Do tych potraw dodawano zioła i korzenie np. imbiru, pieprzu, szafranu itd. Klasyką polskiej kuchni staropolskiej był rosół, czy barszcz. Przepis rosołu na slajdzie i okazuje się, że niekoniecznie jest to zupa, ale potrawa z kwaśnych ryb z kminem i kaszą. Barszcz mógł być kiszonką z widocznej na zdjęciu rośliny. Kolejna potrawa tradycyjna to bigos, ale nie jest tym, co znamy. A tam, to siekanina mięś, taki bałagan, tu z jarząbka, mógłby być z ryb. Są to pokrojone różne kawałki przemieszane, dodany kmin, masło, kwiat muszkatołowy i cytryna –to potrawa zakwaszana i piekąca. Z czasem mięso zaczęto zastępować kapustą. Kolejny charakterystyczny element kuchni staropolskiej to gąszcz, czyli gęsty sos z rodzynków gotowanych w winie, przetartych przez sito. Ostatnia część książki to desery staropolskie: owoce, sery ze słodkiego mleka czyli małdrzyki, kandyzowane owoce to wety cukrowe, konfitury to konfekty, ciasteczka czy biszkopty to makarony. Rurki z bitą śmietaną to upliki z pianą. I przepis na deser staropolski z tataraku. Trzeba długo gotować kilkakrotnie odlewając wodę, aby nie było gorzkiego smaku, potem usmażyć w cukrze co dawało smak, jak anyżowe lub lukrecjowe cukierki. Ważny był efekt wizualny. A teraz kuchnia końca XVIII wieku i panowanie króla Augusta Poniatowskiego. Kuchnia francuska zaczyna dominować w Europie. Kucharz Paweł Tremo to ważna postać na dworze króla Stanisława Augusta, który przywiózł go z Berlina, ze względu na swoje problemy żołądkowe. Nowy kucharz łączył tradycyjne przepisy z kuchnią opartą na naturalnych smakach, bez ostrych przypraw, natomiast z dużą ilością ziół. Przepis na baraninę duszoną można nawet w dzisiejszych czasach wykonać. Wówczas uchodziła za kuchnię lekką, dla nas mimo wszystko, wydaje się ciężkostrawną. W XVIII wieku bardzo popularna stała się kawa. Herbata i czekolada na gorąco, to napoje, które przywędrowały razem z odkryciami geograficznymi. Wcześniej kawę pito gorzką, a w XVIII wieku, kiedy ją posłodzono i dodano śmietanki, wówczas stała się niezmiernie popularna, opanowując siadania. Herbatę traktowano jako lekarstwo, środek wymiotny. Na slajdzie pokazano kolejną książkę kucharską "Kucharz doskonały" i pierwsze wydanie 1783 rok – stała się bardzo popularna. Dalej przepis na deser kawowy na żółtkach. Sławna kobieta Lucyna Ćwierczakiewiczowa i 1860 rok. Preferowała kuchnię prostą i tanią, mało wystawną. I przepis na zupę z piwa. Na koniec widzimy kuchnię XIX wieczną i wiele drzwiczek do różnych typów piekarników. Dalej pokój jadalny skromniejszy i kredens czyli pokój kredensowy, gdzie można było podgrzać potrawy przed podaniem na stół. Tak zakończył się dosyć długi wykład, ale zawierający przeogromną ilość informacji o kuchni staropolskiej, z wieloma ówczesnymi przepisami i zadziwiającymi potrawami, w obecnych czasach nie do odtworzenia. Oczywiście podziękowanie od słuchaczy i jeszcze przypomnienie pani Oli o piątkowych zajęciach od godziny 10-tej.

https://photos.app.goo.gl/VJrwRhvC9SZsoQ546

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z wykładu pana Macieja Marciniaka z wyprawy do Peru.    20.03.2021 r.

 Środa, to dzień wykładów na UOTW, co prawda jeszcze online, ale na razie musi wystarczyć. A więc dzisiaj tj. 17 marca spotkanie z panem Maciejem Marciniakiem i wycieczka do Peru. Ale wycieczka nie tylko krajoznawcza, ale i archeologiczna. Pan Maciej jeździ na wykopaliska właśnie do tej części świata i dzisiaj opowiada również o swojej tam pracy i zdarzeniach, które temu towarzyszyły.

 A więc Peru mniej więcej znane i zupełnie nowe, nietypowe. Pierwsza sprawa, to podział Peru ze względów geograficznych i klimatycznych. Jest to państwo trzy razy większe od Polski, 60 % powierzchni to dżungla. Miasto Ikitos jest największym miastem na świecie, całkowicie odciętym od świata - brak dróg i kolei, a komunikacja lotnicza i wodna.  Przez środek kraju przechodzą trzy pasma Andów – Kordyliery Wschodnie, Zachodnie i Centralne, a między tymi pasmami płaskowyż – najwyżej zasiedlony przez ludzi teren na ziemi – 4000 m. n.p.m. Wybrzeże, to tereny pustynne – Atakama, najsuchsze miejsce na ziemi – deszcz nie pada od ponad 200 lat. Jest też najwyżej położone jezioro żeglowne na świecie, to Titicaca. Ponieważ Peru to wiele stref klimatycznych, posterunki kontrolują podróżnych, szczególnie, gdy wjeżdżają w Andy. Nie można przewozić jedzenia, głównie owoców, ze względu na możliwość wwiezienia mikroorganizmów, pasożytów, które mogłyby zagrozić gospodarce rolnej. Na prezentacji widać zdjęcia najpierw morza i strefy pustyni, dalej przedgórza Andów, następnie rzekę i granicę między częścią suchą, a połaciami zieleni w dolinach. Właśnie w takich dolinach są stanowiska archeologiczne, co widać na kolejnych zdjęciach. Odkopują tam zasypane przez piasek budynki, czy zwierzęta ofiarne (zachowane futro lamy) albo kości zwierzęce lub ceramikę. Po zakończeniu tych prac pan Maciej wyrusza z nami na zwiedzanie Peru, ale drogami bocznymi, nie przetartymi przez turystów.

 A więc droga przez wyżynę trwa około 20 godzin. Napotyka jeziora i piękne widoki, dochodzi się do płaskowyżu z wysokimi pasmami gór Kordylierów. W zagłębieniu Altiplano ludzie zajmują się wypasem zwierząt, głównie lam i alpak ale i kóz, owiec czy krów. Zjeżdżając z Andów na wschód wkracza w dżunglę, widać starą ciężarówkę którą już porasta roślinność.

 Podróżując do Peru, przylatuje się do Limy, gdzie mieszka ponad 11 mln. ludności, a w całym Peru 29 mln. W mieście tym jest dzielnica turystyczna Miraflores na samym wybrzeżu. Wzorowana na miastach Stanów Zjednoczonych. Można powiedzieć, że większość tej dzielnicy wybetonowano. W Limie role kantorów pełnią ludzie siedzący na stołkach na rogach ulic i każdy przyjezdny właśnie do nich zwraca się o wymianę waluty. Walutą w Peru jest sol, czyli słoneczny, a jeden sol to jeden złoty i parę groszy. Więc dla Polaków to bardzo wygodna waluta. Okazuje się, że jedzenie tam jest bardzo tanie, oczywiście trochę zależy gdzie chcemy zjeść. Poza jedzeniem, ceny są porównywalne. Najprościej można zaopatrywać się w budkach na kółkach - kioskach, gdzie "mydło i powidło". Transport po miastach Ameryki Płd. jest nieintuicyjny. Zwykle są to małe busiki 9-cio osobowe, które zabierają tylu, ilu jest chętnych do przejazdu. Czym więcej, tym lepiej. Na ich bokach wypisane są nazwy ulic, czy dzielnic przez które jadą, są bez numerów, brak przystanków i zatrzymują się na skrzyżowaniach ulic, kiedy ktoś chce wysiąść, albo pomacha, gdy chce wsiąść. Przejazd jest bardzo tani. W Limie warto zwiedzić muzea. Ciekawą przygodą jest podróżowanie po Peru autokarami. Samoloty są bardzo drogie.  Firma autokarowa widoczna na slajdzie to jedna z bardziej ekskluzywnych. Ma ona swoje poczekalnie, zorganizowane jak na lotniskach. Po kupnie biletu zdaje się bagaż, którego już nie widzi się przez całą podróż. W poczekalni można pooglądać TV. W autokarach dostępny serwis i w ramach ceny biletu serwowany jest często posiłek, czy napoje. Jeżeli przejazd tańszy, to na postojach wchodzi osoba sprzedająca napoje czy posiłek. Czasami podróż trwa nawet 20 godzin. Na dworcu sfotografowany wózek inwalidzki własnego wyrobu. Peru w sumie jest bogatym krajem w złoża naturalne, ale niestety, to kraj skorumpowany z dużym środowiskiem przestępczym, niewiele majątku narodowego trafia do przeciętnego Peruwiańczyka, mimo, że kwitnie tam również turystyka. Kiedy wejdzie się już do autobusu, to nie znaczy jeszcze, że za chwilę on odjedzie. Zwykle, kiedy bilety są tańsze, kierowca oczekuje na podróżnych, aby zapełnić pojazd. Jest bardzo duża różnica w cenie biletu na tej samej trasie. Zależy ona od klasy autobusu, jakie są w nim warunki ale i od ilości postojów. Różnica w czasie dojazdu na miejsce może ulegać podwojeniu. Te mniejsze busiki również hołdują tej zasadzie, aby wypełnić je jak największą ilością podróżnych. Warunki w autokarach są niezłe. W czasie przejazdów puszczane są kiepskie filmy lub peruwiańska muzyka ludowa, co na dłuższą metę trudno wytrzymać. Czasami podróżując przez Peru autobus potrafi się zepsuć. Kiedy nie można już naprawić, wyjmuje się to, co jeszcze można wykorzystać, a resztę, jak widać, porzuca na drodze. Trzeba też uważać w co się wsiada, zwłaszcza, gdy jedzie się w góry. Czasami mają autobusy zrobione z ciężarówki i to jest składak z plastiku nałożony na ramę. Kiedyś było bardzo dużo wypadków z nimi związanych, ostatnio są większe kontrole policji.

Kolejne miasto, do którego pan Maciej nas przenosi, to Arequipa z pięknie zachowaną starówką i widokiem na wulkan el Misti, na który turyści się wspinają, aby z góry podziwiać wspaniałe widoki. Miasto to zbudowane jest z białego kamienia, czyli białe miasto. Na zdjęciach widać też wyposażenie pokoi hotelowych. A wielki baniak, to znak, że w łazience jest prysznic. Do transportu miejskiego wykorzystuje się również taksówki, które jeżdżą samochodami Tico oczywiście w kolorze żółtym. Miasto Arequipa jest kolonialnym dobrze zachowanym, było zawsze stosunkowo bogate (handel srebrem). Na zdjęciu wejście do klasztoru św. Katarzyny, który jest świetnie zachowany bogaty w zdobienia, taki barok hiszpański. I centrum, jak każdego większego miasta to Plaza de Armas (Plac Broni), gdzie jest  kościół i ratusz, tu zachowały się w formie oryginalnej, jak wybudowali Hiszpanie. Na placu są skwery, gdzie widać pucybuta.

A teraz opuszczamy typowe szlaki turystyczne i trafiamy do miejscowości Pampacolca, gdzie pan Maciej prowadził wykopaliska archeologiczne. Leży ona u podnóża wulkanów. Miasto to położone jest w dolinie, ma koło 1000 mieszkańców. W widocznym budynku hotel, w którym grupa archeologów mieszka i pracuje. W Peru trzeba uważać na silną operację słońca i bez nakrycia głowy nie wychodzić. Dalej widać samochód, którym grupa jeździ na stanowiska razem z lokalnymi robotnikami.  Często po drodze dosiadają się różni podróżujący, których nie można nie zabrać. Okazuje się, że ludność przyzwyczaja się do takiego stałego transportu w wyższe rejony gór i codziennie z niego korzysta. Stanowisko nosi nazwę Stara Osada, a na mapie satelitarnej widać tę drogę, którą codziennie pokonują.. To cały szereg budowli z okresu inkaskiego i duża platforma ceremonialna. Na platformie ołtarz bóstwa. Widok na wulkan piękny, dlatego jego kult był właśnie tam sprawowany. Ołtarz jest częściowo rekonstruowany. Zdarza się też wyjście w wysokie góry, gdzie archeolodzy odnajdują magazyny żywności, gdyż w wyższych partiach gór jest po prostu zimniej. Na zdjęciu satelitarnym widać takie kółeczka, to właśnie magazyny, a obok platforma, gdzie rytuały na cześć boga Coropuny odprawiano. Po drodze pasterze ze stadami alpag, Żyjąca tam ludność przebywa sezonowo zajmując się wypasem alpag w okresie zimowym, natomiast w letnim schodzą z gór. Na zdjęciu widać kobietę w typowo peruwiańskim stroju. Ludność identyfikuje się po kapeluszach (region, osada, rody, rodziny, pozycja w społeczności). Kobieta na slajdzie ma tęczową przepaskę na kapeluszu to flaga Inków, czyli ta kobieta jest z grupy Keczua, ma też spięte włosy, to mężatka z dziećmi. Miejscowi mówią, że Gringo (turysta), to głupek, bo zwykle chodzi bez kapelusza. Strój kobiet ludowy, bardzo praktyczny. Ma zawsze 7 spódnic, pod nimi spodnie wełniane ciepłe, ponadto wełniane skarpety i klapki zrobione z opon. Poza miastami wszyscy noszą tego typu obuwie. Na kolejnych zdjęciach widać namiot pana Macieja i ruiny magazynów, które archeolodzy badają. Jedzą zupki chińskie, nie próbując gryzoni o nazwie łyskacze, które kręcą się w pobliżu. Poranne kąpiele w potokach górskich od razu orzeźwiają. Powrót do Pampacolci i święto patrona miasta bardzo hucznie obchodzone, trwające tydzień, czemu towarzyszy wiele imprez, robotnicy od archeologów chodzą cały tydzień pijani, co pociąga za sobą przerwę w wykopaliskach. Natomiast dzięki przerwie w pracach oglądają walki kogutów, mają też możliwość obejrzenia corridy, na którą byki kupowane i sprowadzane są z Hiszpanii.

Kolejna miejscowość o której dowiadujemy się, to Salamanka koło wulkanu Solimana, gdzie mieszka 300 osób, ale mają tam mały stadion do corridy, bo każda miejscowość musi mieć tego typu budowlę. Jest też oczywiście Plac Broni w centrum, gdzie znajduje się budynek administracyjny, wieża przy kościele i komisariat. To ostatnia wioska w dolinie i dalej drogi brak. Miasteczko to lepione z gliny suszonej na słońcu, dachy pokryte strzechą. Dalej widać kilka zdjęć ze stanowiskami do odkrywania przez archeologów. Turyści tu nie przychodzą. Kolejne stanowiska i widać jak są wiekowe. Centrum ceremonialne obudowywano, dobudowywano i nabudowywano kolejnymi elementami. Są to świątynie i place ceremonialne. Ciekawe rzeczy można znaleźć pod ziemią. Widać szyby doprowadzające powietrze do podziemnych korytarzy, które prowadzą do pomnika – monumentu Lanzona – bóstwa, ku czci którego to wszystko wzniesiono. Cały ten kompleks jest zbudowany wokół tego kamienia - pomnika. Oczywiście w pobliżu mieści się bazarek, gdzie można kupić pamiątki.

Kolejne stanowisko na wybrzeżu to Waka de la Luna – Świątynia Księżyca, która jest piramidą. Dalej widać cegły z których budowano ją przez wiele lat – oznaczenia cegieł w okresach czasowych i grupach robotników. Taką świątynię często malowano, nakładając kolejne warstwy farby na stare warstwy. Najmłodsze warstwy uległy zniszczeniu, ale starsze już nie, co widać w malowidłach wojowników. Kolejne stanowisko Huaca del Sol to znów piramida jeszcze zupełnie nieruszona przez archeologów, ze względu na wielkie koszty. Dalej na slajdach naczynia kultury Moche, widać też bogate wyposażenie grobowców i rekonstrukcja strojów włożonych do grobowców.

A teraz o brzydkich pieskach. Na zdjęciu pies peruwiański, który nie posiada sierści. Jest zwierzęciem pustynnym, czasami jakieś resztki sierści blond pojawiają się na głowie czy karku. Ciężko je sprowadzać, są bardzo drogie. Są one medykamentem dla ludzi chorujących na reumatyzm. Pies przytulanka, a jego temperatura ciała to 42 stopnie - działa jak grzejnik. W Peru psów się nie jada, natomiast owoce morza w bardzo dużych ilościach, są tanie. Najbardziej popularna potrawa to ceviche, właśnie z owoców morza serwowana tak na śniadania jak i  kolacje z dodatkiem chipsów bananowych (28 odmian bananów, głównie do gotowania i smażenia). Jada się tam też świnki morskie, jak widać na kolejnych zdjęciach. Następna potrawa, to anticuchos – serce wołowe, czy z alpaki lub z lam zgrylowane jak szaszłyki razem z ziemniakiem i sosem z ostrej papryki. Do picia chicha (3 do 4 %), czyli piwo z kukurydzy, które górale w Andach robią samodzielnie, a zaczyn powstaje z przeżuwania kukurydzy przez góralki, wypluwające ją do kadzi, rozpoczynając w ten sposób proces fermentacji. Słodycze na głębokim tłuszczu to picarones z miodem. Są tam też knajpy – nowoczesne sieciówki hamburgerownie o nazwie Bembos. Tam też można nabyć napój Inca Kola jak u nas oranżada Hellena.

 A teraz geoglify z Nazca które znajdują się na wybrzeżu płaskowyżu peruwiańskiego. Trasa którą widać na zdjęciu, to autostrada, najdłuższa na świecie i biegnie od Alaski do Chile, a przy Nazca tnie ten płaskowyż, który jest pocięty wieloma drogami. Firmy lotnicze oferują krótkie przeloty nad geoglifami. Widać drogi ceremonialne. Kamienie tam rozrzucone, przez ludność rozsuwane, co spowodowało wyłonienie się jaśniejszych warstw żwiru i piachu, tworząc drogi procesyjne. A teraz widoczny pająk. Z prawej strony jest początek tej drogi. Ludność prawdopodobnie wędrowała tą ścieżką, która ma szerokość ok. 0.5 metra. Jak opowiada pan Maciej, wędrowali gęsiego i odtwarzali ten geoglif rysując taki kształt najprawdopodobniej dla bogów, którzy mieli to oglądać. Podobno odwzorowanie takiego rysunku na większą skalę jest bardzo proste przy pomocy patyka i liny. Dalej małpa podkolorowana, żeby była lepiej widoczna. I koliber, gdzie droga zaczyna się od dzioba. Porównanie skali – człowiek i rysunek. Na zboczach też są rysunki – z ikonografii kultury Nasca i wcześniejszej. Obecnie w innych miejscowościach Peru są również napisy na wzgórzach, nawet zdarzają się reklamy, zwłaszcza w Limie.

 W Peru zachowały się w niezłym stanie ciała zmarłych, chowanych w paczkach. Tam też są głowy trofea przytroczone do pasów wojowników. Ludy te zniekształcały głowy, albo spłaszczały, albo wydłużały. Dziecku w niemowlęctwie przywiązywano deseczki do czoła, formując odpowiednio głowę, co świadczyło o pozycji społecznej - arystokracji. Znajduje się też tkaniny czy dywany pięknie zdobione. Figurki pokazane na slajdzie mają ok. 2 cm.

Niedaleko Peru są wyspy, z których pozyskiwano guano – podstawowy nawóz eksportowany za duże pieniądze.

W Cusco święta obchodzą bardzo hucznie, parady w kolorowych strojach, podobnie jak w Brazylii.

I na tym został zakończony wykład długi, a mimo to, nie wszystko udało się opowiedzieć. Nie usłyszeliśmy peruwiańskiej muzyki ludowej, chociaż próby były wielokrotnie podejmowane. Jeszcze słuchacze wyrażali swój zachwyt opowiadaniem pana Macieja i szczegółowością jego przekazu. To tyle również ode mnie.

https://photos.app.goo.gl/CS983YyfkibEVVzV8

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z warsztatów piątkowych, prowadzonych przez Joannę Stanowską      15.03.2021 r.

Piątki to zawsze warsztaty, gdzie umysł i ciało jest zaprzęgane do pracy. 12-tego marca 2021 roku prowadzącą była pani Joanna Stanowska. Jak zwykle przed jej zajęciami należało naszykować wodę do picia, kulki do ćwiczeń oraz kartkę i długopis do notatek. Tak przygotowani słuchacze gotowi są do zajęć. Najpierw rozgrzewka dla ciała, co można zobaczyć na zdjęciach w linku. Po każdym ćwiczeniu łyk wody i kolejne. Kiedy rozgrzewka dobiega końca, praca z piłeczkami i przypomnienie cyfryzacji rzutów. Joanna mówi sekwencję cyfr, a słuchacze w takiej kolejności wykonują odpowiednie podrzuty, albo przerzuty piłeczką. Łyk wody i tym razem ćwiczymy umysł. Widać na zdjęciu polecenie wpisania do podanych słów synonimów i antonimów. Czas krótki i wszyscy się spinają, aby zdążyć. Potem podają swoje napisane słowa. Zabawa przy tym przednia. Ostatnie zadanie to piosenka z wyświetlonymi na ekranach słowami. Joanna śpiewa i trzeba szybko zapamiętać melodię, aby już po chwili śpiewać razem z nią. Ale to nie koniec, bo zadanie jest trudniejsze. Należy zastąpić wszystkie samogłoski występujące w tekście jedną podaną przez prowadzącą. Na pierwszy ogień idzie samogłoska "a" i już pojedynczo słuchacze próbują swoich sił. Potem kolejna samogłoska i następna osoba. Jest wesoło, kiedy poszczególne osoby "łamią sobie język". Drodzy Państwo, popróbujcie na jakąkolwiek melodię wykonać to ćwiczenie. Będziecie mieli trochę radości, kiedy uda się zrealizować zadanie. Zresztą i pierwsze ćwiczenie warte jest wysilenia mózgu, szukając do podanych słów synonimów (bliskoznacznych), czy antonimów (przeciwieństw). I tak czas warsztatów minął bardzo szybko, a Joanna obiecała przysłać jeszcze ćwiczenia, aby popracować w domu. Jak dostanę, nie omieszkam Państwu rozesłać. To tyle ode mnie o świetnych warsztatach.

https://photos.app.goo.gl/6wcrEuzpbciTKZ4R7

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu muzealnego o chorobach uwiecznionych w sztuce   14.03.2021 r.

Czwartek 11 marzec 2021 rok to dzień z wykładem muzealnym. Temat to "Doktor od siedmiu boleści", a opowiada pani Wioletta Cicha. Pierwsza sprawa, to wyjaśnienie, dlaczego taki tytuł i co znaczy "siedem boleści". Okazuje się, że w sztuce religijnej odnosi się do Maryi  Bolesnej i siedmiu jej boleści. Albrecht Durer maluje Ołtarz Bolesnej, Na środku Maria, a po bokach siedem powodów jej smutku. "Obrzezanie Jezusa", "Ucieczka do Egiptu", "Jezus w Świątyni", "Niesienie krzyża", "Przybicie do krzyża", "Na krzyżu", i "Opłakiwanie". Durer pokazuje na twarzy Marii cierpienie duchowe. Z kolei cierpienie fizyczne zauważamy na obrazie Luca Giordano "Prometeusz", któremu co świt sęp wyszarpuje wątrobę. W sztuce antycznej, greckiej, pokazane są sposoby medyczne na radzenie sobie z różnymi problemami zdrowotnymi. Jest naczynie do picia wina i scena z Achillesem, opatrującym rannego Patroklesa. Bitwy pod Troją czy pod Orszą, to tematy wielu malarzy. W zbliżeniu widać działa, broń białą, rany kłute, odcięte członki, czy głowy. I tu chirurdzy mają duże pole do swoich działań medycznych. Starano się przypalać rany gorącym żelazem lub gorącym olejem, aby zapobiec gangrenie. Często dochodzi do amputacji. Obrazy mają wartość dokumentacyjną, medycyna historyczna posługuje się często rycinami czy obrazami aby pokazać zmiany jakie następują przez wieki w sposobach leczenia. Na slajdzie widać jeden z najbardziej znanych obrazów Rembrandta "Lekcja anatomii doktora Tulpa", gdzie doktor dokonuje cięcia ręki, pokazując ścięgna i układ kostny, a widzowie śledzą co robi doktor, porównując z publikacjami. Na stołach operacyjnych zwykle są ciała ludzi straconych. Kolejny obraz przedstawia króla Słońce – Ludwika XIV, który cierpi na wiele chorób. Przede wszystkim ma problemy z układem trawiennym, leczy się go lewatywami, a mimo tego lubi on dobrze zjeść. Ma też problemy z zębami więc wyrywano mu je, co uszkadza szczękę i podniebienie. Zmuszony jeść potrawy przemielone, znane są wspaniałe francuskie pasztety, którymi król się zajada. Kolejne jego problemy zdrowotne, to przetoka odbytu. Narzędzia pokazane po lewej stronie, to narzędzia chirurgiczne, którymi z powodzeniem operowano króla. Następny obraz Diego Velazqueza "Filip IV" pokazuje problemy genetyczne, jakie ma dynastia Habsburgów, wadę wargi nadmiernie wysuniętej i dużej dolnej szczęki oraz kłopoty natury psychicznej. Zawierają oni związki w ramach rodziny, chcąc zachować "błękitną krew".  A teraz obraz malowany przez Domenico Ghirlandaio pokazujący patrycjusza florenckiego z wnukiem, który wpatruje się z miłością i szacunkiem w oczy dziadka. Jest to twarz schorowanego starca, z problemami skórnymi. Często w sztuce z tego typu chorobami pokazywano ludzi o złym charakterze, tu natomiast postać otoczona miłością i szacunkiem. Od najdawniejszych czasów ludziom doskwierają pandemie z ospą, czarną zarazą, uważając, że jest to problem powietrza a sposobem na to izolacja czy palenie zwłok. Lekarze, którzy zajmują się zarażonymi, noszą specjalne okulary, kapelusz, rękawice i maski z dziobem gdzie umieszcza się zioła lub gąbkę nasączoną octem. Często mają oni laskę, aby nie dotykać bezpośrednio zarażonych. Strój taki kojarzy się również z karnawałem. Edvard Munch i jego autoportret wykonany w czasie, gdy zapada na grypę, lub dolega mu tylko przeziębienie. Chorowity, mocno przejmuje się swoim zdrowiem. Obraz Matejki pokazujący Stańczyka, który twierdzi, że na ulicach Krakowa znajdzie wielu, którzy poradzą mu jak wyleczyć się z bólu zęba, pomimo, że w tamtych czasach dentystów było bardzo niewielu. A więc rzeczywiście potwierdziło się, że każdy może być lekarzem i każdy ma swoje sposoby na leczenie. Pierwsi stomatolodzy występują w Chinach, opisywane są procedury leczenia, tam też tworzą pierwsze szczoteczki do mycia zębów. Gdy pojawia się ból, wówczas wyrywa się taki ząb. Na obrazie Luciano Nezzo widać dentystę oglądającego stan uzębienia kobiety, z tyłu trzymając narzędzie do usunięcia tego bolącego. Lepiej to zrobić z zaskoczenia, bo nie ma jeszcze znieczuleń. Sztuka i medycyna spotkają się w zdjęciach rentgenowskich – pierwsza fotografia wykonana przez Roentgena. Obecnie używa się czasami takich zdjęć, aby badać historię obiektów zabytkowych. Choroba, a potem rekonwalescencja, to czas odpoczynku i dochodzenia do sił jak pokazuje James Tissot.

Nie tylko dolegliwości cielesne doskwierają społeczeństwom, ale i choroby ducha, którymi również zajmuje się sztuka. Przykładem "Melancholia" Lucasa Cranacha. Obraz pokazuje bezcelowe działania. W sztuce polskiej, za największego melancholika uważa się Zygmunta Krasińskiego, którego portrecik namalowała jego małżonka Eliza z Branickich. Widać też portret Elizy z dziećmi ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Eliza z wielką cierpliwością znosiła hipochondrię swojego męża. To jednak schorowany człowiek, cierpi na gruźlicę, bywa w kurortach, śmierć najmłodszej córeczki i ojca przyspiesza i jego śmierć. Jednym z najpiękniejszych obrazów pokazujących szaleństwo miłości to "Ofelia" J. E. Millais. Ofelia z dramatu Szekspira oszalała z miłości rwie kwiaty nad strumieniem i wpada do niego, ginąc w odmętach. Artysta maluje ten obraz przez 5 miesięcy. Rośliny tam pokazane kwitną w różnych miesiącach, a modelka pozuje zanurzona w wannie, co kończy się dla niej sporym przeziębieniem- malarz dostał rachunek za jej leczenie. Szpitale dla chorych psychicznie i nerwowo odwiedza ale też przebywa i maluje Vincent van Gogh. Chorzy siedzą przy piecyku, łóżka oddzielone od siebie zasłonami. Jego twórczość może też wynikać z choroby, która go dotyka. Na smutek i melancholię czasami pomagają słodycze. Dzisiaj mówi się, że cukier, to biała śmierć, natomiast np. w 1938 roku pojawiają się plakaty propagandowe, jak widać na slajdzie. W końcu XIX wieku natomiast cukier towarem luksusowym, wydzielanym, zamykanym w szkatułkach i skrzyniach.

 Kolejna część wykładu i wizerunki lekarzy, pojawiających się w sztuce. Na slajdzie widać figurkę ze Starożytnego Egiptu, mającą 12 cm, jest to Imhotep – lekarz Faraona, pisarz i architekt, który buduje piramidę schodkową. Oddawana jest mu boska cześć. Ze Starożytnego Egiptu przetrwały traktaty medyczne, przetłumaczone na początku XX wieku, które przybliżają nam medycynę Egiptu. I obraz z początku XX wieku namalowany na zamówienie, a obecnie w Muzeum Historii Medycyny w Londynie. Wellcome to farmaceuta i wielki przedsiębiorca, potem tworzy wielką korporację farmaceutyczną. Fascynuje się historią medycyny i zamawia dzieła sztuki ją pokazujące. Tu figura Imhotepa, któremu oddawana jest cześć i przyniesiony chory, któremu już żaden lekarz nie może pomóc tylko wiara w modlitwę daje nadzieję. W Egipcie są lekarze specjaliści, a Szkoły Medyczne prowadzone przy świątyniach. Chorych wprowadza się w stan śpiączki, bo sen to bardzo dobry lekarz. Na rycinie widać też kobiety, które uczą adeptów medycyny, jak też same uczą się medycyny, aby w przyszłości być lekarzami. Na kolejnym slajdzie obraz ze św. Jadwigą Śląską. Prowadzi ona życie świątobliwe po śmierci króla małżonka. We wszystkich kwaterach obrazu widać jaką pomoc święta Jadwiga niesie chorym. Holenderscy twórcy pokazywali sceny rodzajowe i tak w pięknym wnętrzu lekarz ogląda w szklanym naczyniu jakąś substancję. Strój nie wzbudza zaufania do jego umiejętności lekarskich. Kiedy w takiej kolbie pojawi się płyn o zabarwieniu lekko czerwonym, domyślamy się, że lekarz bada, czy podopieczna jest w ciąży, czy nie. Sprawdza on mocz, a czerwone zabarwienie to od dodanego tam wina. Dalej widać jak chłopiec jest szczepiony przeciw ospie przez angielskiego lekarza. To pierwsze szczepienie, które namalowano. Kolejny obraz wyszedł spod pędzla piętnastoletniego Picassa. Próby akademickie malarza, za co dostaje nagrodę pokazując miłosiernego lekarza, który ma oprócz umiejętności medycznych cnotę współczucia dla chorego. Kolejny wizerunek lekarza, który budzi szacunek i zaufanie, mierzący puls choremu, a dalej portret lekarza, który, jak opowiedziała pani Wioletta, zmartwychwstał. Otóż kiedyś został on okradziony z dokumentów, złodziej zginął w tragiczny sposób mając przy sobie dokumenty lekarza i tak lekarz został uznany za zmarłego. Kiedy wraca do kraju wszyscy uznali, że zmartwychwstał.. Ludwik Rydygier, znany chirurg pracujący we Lwowie czy w Krakowie nie uznaje kobiet lekarzy, a obraz Leona Wyczółkowskiego uwidacznia tę antypatię do lekarzy kobiet Rydygera.

A teraz obrazy, gdzie pokazano problemy zdrowotne samych artystów. Wzrok dla malarzy to główne narzędzie, a jednak wielu ma z nim problemy. Autoportret w okularach Chardina, gdzie twórca zwraca uwagę na tę swoją wadę. Kolejny malarz Koniuszko, który ma problemy natury psychicznej. Namalowany przed chorobą portret młodej kobiety, ale obok praca Leona Wyczółkowskiego i Koniuszko, który zatracił  umiejętność malowania, stojący bezradnie z pędzlem. Malarka, której wypadek wyznaczył całą działalność artystyczną, to Frida Kahlo. Artysta, który większość życia zmaga się z chorobą, to Stanisław Wyspiański, którego leczy się rtęcią, co powoduje pogorszanie stanu jego zdrowia. Maluje on swoje autoportrety i możemy obserwować, jak zmienia się jego twarz w miarę upływu czasu. Olga Boznańska cierpi na wadę wzroku. Historycy sztuki i naukowcy zastanawiają się, czy wada ta wpływa na rozwibrowaną plamę barwną, którą stosuje malując swoje obrazy. Katarzyna Kozyra pokazuje swoja chorobę nawiązując do dawnej sztuki np. do obrazu Maneta. W sztuce współczesnej kruchość ciała człowieka jest istotą w pracach artystycznych. Niezgoda na własny wygląd oraz wykorzystywanie medycyny artystycznej. Na koniec dowiadujemy się, że kontakt ze sztuką jest jednym z najlepszych lekarstw, powodujących, że jesteśmy szczęśliwsi, mamy lepszy nastrój. Coraz większe znaczenie ma też koloroterapia. Wybieramy różne kolory, w zależności od człowieka, czy też od nastroju. Na koniec jeszcze quiz i powtórka z tego, co usłyszeliśmy, oczywiście słuchacze trafnie odpowiadają na zadawane pytania. I tak kończy się interesujący wykład. Jak zwykle podziękowanie prowadzącej i rozmowy słuchaczy między sobą

https://photos.app.goo.gl/5nf81Q11dAaa6df98

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład pana Macieja Marciniaka - Wielka Lechia - wielkie kłamstwo.    10.03.2021 r

W środę 10 marca słuchacze UOTW spotkali się online na wykładzie pana Macieja Marciniaka, który mówił o Wielkiej Lechii, jako wielkim kłamstwie. Spotkanie to zostało podzielone na dwie części. Była teza, a potem argumenty udowadniające postawiona tezę. W pierwszej części pokazano jakimi założeniami i jakimi dowodami zwolennicy teorii Wielkiej Lechii kierowali się, przekonując społeczeństwo do swoich racji. Druga natomiast to zbijanie tych niby dowodów, podparte badaniami naukowymi. Prezentacja, którą pan Marciniak pokazywał i omawiał jest przejrzysta i podparta wieloma tekstami. Uznałam więc, że tym razem zrezygnuję z notatki. Wykład był bardzo długi, obszerny, merytoryczny i trwał 1.5 godziny z 80-cioma slajdami. Opis więc byłby zbyt długi i dla mnie niezmiernie pracochłonny. Jeżeli temat kogoś z Państwa zafascynował, to pan Marciniak polecał literaturę naukową i popularnonaukową, której pozycje są na jednym z końcowych slajdów. Chciałam jeszcze Państwu, którzy nie połączyli się na to spotkanie napisać, że pomimo tak długiego opowiadania, to po zakończeniu oczywiście jeszcze była dyskusja z wykładowcą o poruszanych przez niego kwestiach. Ale również już gdy słuchacze zostali w swoim gronie, dyskutowany był dalej temat Lechii i ludzi, którzy próbowali zasłynąć, lub zarobić kasę, przekłamując historię. Kiedy okazało się, że mijają już dwie godziny naszego spotkania, szybciutko pożegnaliśmy się do jutra do 11-tej, kiedy to odbędzie się wykład muzealny.

  https://photos.app.goo.gl/x1LoLhVvHdVFxQXJ7

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Zapoznanie z panią Olą Kresowską i wykład psychologa "Umysł i ciało, myślę więc czuję "  09.03.2021 r.

W piątek 5 marca słuchacze spotkali się najpierw z nową panią koordynator naszego UOTW, potem z panią psycholog dr Lidią Zabłocką Żytka. Pani Ola Kresowska przedstawiła się słuchaczom mówiąc, że od lutego przejęła koordynację Uniwersytetu, a TDW ma nowy zarząd. Prywatnie jest ona matką dwóch córek. Prosiła o wyrozumiałość, gdy coś będzie nie tak, wiadomo, początki bywają czasami trudne. Okazało się, że pani Ola współpracuje z różnymi uniwersytetami już od jakiegoś czasu. Ostatnie 7 lat zawodowo spędziła jako edukator w Muzeum Narodowym, prowadziła wykłady, oprowadzała wycieczki po Muzeum, ale także jest przewodnikiem po Warszawie. Od razu wyraziła życzenie, gdy już będzie ładnie i warunki covidowe pozwolą, to osobiście poprowadzi chociaż jeden spacer po stolicy. Może raz w tygodniu, czy raz w miesiącu będzie można pochodzić po mieście na niezbyt męczących spacerach i pójść do kawiarni na Starówkę. Jeszcze prośba o uwagi i sugestie na temat pierwszych wykładów, które już za nami i jakości połączeń, a następnie oczekiwanie na pytania ze strony słuchaczy. Pierwsze głosy wyrażały zadowolenie z dotychczasowych informacji, jak i wykładów. Kolejne pytanie pani Oli o to, czy dalej kontynuować muzealne czwartki, czy może jest mały przesyt. Nie było głosów na nie i na pewno wrócimy w czwartki do muzeów aby chodzić po wystawach, kiedy będzie to możliwe. Pytanie o muzea regionalne, lokalne, czyli muzea w Polsce na wykładach online. Ten pomysł rzucony przez Marysię, Pani Oli bardzo się spodobał. Sylwia zaproponowała zwiedzanie online Muzeum Sztuki Nowoczesnej, pomysł też został  zaakceptowany.

I już pani dr Lidia Zabłocka-Żytka mogła rozpocząć spotkanie. Jest ona psychologiem klinicznym i terapeutą oraz wykładowcą na Akademii Pedagogiki Specjalnej. Stara się wspierać zdrowie psychiczne osób chorych somatycznie. A więc zaczynamy cykl wykładów o zdrowiu psychicznym, o radzeniu sobie ze stresem. Pani doktor oczekuje dyskusji na ten temat. Dzisiaj to "Umysł i ciało, myślę więc czuję". Trzeba pomyśleć, w jaki sposób myślimy i dlaczego warto przyglądać się swojej psychice i swoim myślom. Dzięki temu, możemy wpływać na swoje samopoczucie. Myśl wpływa na to jak się czujemy, a następnie jak działamy. Np. myśl – "jest słoneczny poranek" – działanie – "idę na spacer". A teraz już oglądamy prezentację. Stres ma bezpośrednie przełożenie na naszą fizjologię, odporność, w rezultacie stany chorobowe. Natomiast zdrowe myślenie, wsparcie rodziny, przyjaciół, wpływa na plus na układ nerwowy, odpornościowy, wzmacniając zdrowie. Kolejny slajd mówi o jakiejś sytuacji, która wpływa na myśli, interpretację i jakoś to przeżywamy z mniejszą, lub większą mocą (radość, smutek, żal, samotność, lęk) i wreszcie decydujemy co robimy, lub możemy być bierni. Zwykle ten wykres się zapętla w dodatnim (pozytywne myślenie), lub ujemnym (negatywne myślenie) kierunku. Kolejny slajd – dlaczego należy myśleć o myślach? Bo fakty nas nie denerwują, to my się denerwujemy. – To nie mąż mnie denerwuje, tylko ja się na męża denerwuję – jeśli to ja, to mogę zmienić swoje spojrzenie na tę sytuację. Kolejny slajd i przykład takiej sytuacji. Słuchacze dają przykłady, jakie uczucia ich dotykają. W tym przykładzie, - zniechęcenie, przygnębienie, brak chęci do wyjścia z domu. – uczucia minusowe. Następny slajd ten sam schemat, ale myślenie na plus. W uczuciach - wzbudza zainteresowanie, zaciekawienie. Slajd o pięciu zasadach racjonalnego myślenia. I kolejny slajd – kontrola swoich słów – są zdrowe i niezdrowe. Słowa mogą ranić. A teraz racjonalne myślenie – teoria – to co racjonalne dla jednej osoby, nie musi być takie dla innej. Trzeba do siebie podchodzić ciepło. I znów mała dyskusja ze słuchaczami. Ćwiczenie na slajdzie dwunastym. 1+/- , 2 -, 3 -, 4 -, 5 -. Dobra myśl spełnia przynajmniej 3 z pięciu, tu są 4 ujemne. Po przeformułowaniu tej myśli może być większość dodatnich, Unikać trzeba kwantyfikatorów. Nie "na pewno", a "ciekawe czy".

A teraz o pandemii. – Nieznane budzi lęk. Sytuacja kryzysowa – nagła, nowa, wymaga nowego zachowania, trudno, gdy nakładają się inne sytuacje. Możemy czuć brak kontroli, niepewność, niechęć. Gdy czujemy niepokój, pracuj ciałem, ważna aktywność fizyczna, spacer, kontakt z naturą, należy patrzeć na zielone. Sposób na niepewność – ograniczać ilość wiadomości, wystarczy raz dziennie, sprawdzać, czy myśl prawdziwa.

ABCD emocji. – wszystko i wszędzie – złe kwantyfikatory – przerażenie i strach. Niebezpiecznie jest tam, gdzie brak reżimu sanitarnego, ale nie przesadzać.

Zachować dietę, aktywność, dbać o równowagę w pracach, dbać o relacje i pomóc bliskim jeżeli potrzebują psychologa kiedy występuje za duży smutek i przygnębienie.

A teraz Pani Lidia zaprosiła do dyskusji. Słuchacze wyrazili swoje zadowolenie z tego, że mamy takie dobre wsparcie psychologiczne, bo ten wykład właśnie był takim, szczególnie w tych trudnych czasach pandemicznych. Jeszcze wiele rad od pani wykładowcy, aby starać się nastawiać pozytywnie, pomagając sobie różnymi drobiazgami, które wpłyną na lepsze samopoczucie. Na pogodę złą, należy mieć odpowiednie ubranie, a na samotność pandemiczną jedna z koleżanek radzi rozmawiać przez telefon czy skype, dopóki nie spotkamy się na żywo. Należy się ćwiczyć, aby zauważać małe, drobne dobre rzeczy.  Kolejne spotkanie z panią dr Lidią Zabłocką-Żytka, odbędzie się 9 kwietnia.

  https://photos.app.goo.gl/Lp9QqA6pUEsYuRTE8

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu muzealnego pani Magdaleny Bialic "Mała epoka lodowcowa w sztuce"  8.03.2021 r.

W czwartek 4 marca tradycyjnie wykład muzealny z tematem "Mała epoka lodowcowa", a przedstawia go pani Magdalena Bialic edukator Muzeum Narodowego. W malarstwie XV wiecznym pojawia się pejzaż zimowy w sztuce europejskiej na skutek pewnych zmian w przyrodzie w ówczesnych czasach. W Europie od roku 900 aż do 1600 panuje średniowieczny okres ciepła. Od wielu XIV aż po połowę wieku XIX to okres małej epoki lodowcowej. Jak więc widać, klimat się zmienia. Te klimaty mają duży wpływ na sztukę europejską. Początek prezentacji to kilka średniowiecznych miniatur zwanych kodeksami braci Limburg dla kolekcji księcia de Berry. Kolejne miniatury ukazują czynności charakterystyczne dla danej pory roku. Tu widać czerwiec i lipiec w okresie ciepła. Temperatura wyższa o kilka stopni niż jest obecnie. Uprawia się winorośl tam, gdzie kiedyś nie było to możliwe. Obfite zbiory, piękne zboża, brak chorób, wzrasta populacja. A więc jest to okres, kiedy Europa płynęła mlekiem i miodem, a ludziom żyło się dostatnio. Z miniatur bije bogactwo zbiorów, trwa ogólna szczęśliwość. To wszystko się zaczyna zmieniać mniej więcej od roku 1300. Padają ciągłe deszcze, zboża gniją, burze niszczą plony, zaczynają się długie i srogie zimy trwające po kilka miesięcy od października do połowy marca. Ludzie są przerażeni, pojawia się głód i choroby. Widać to na miniaturze miesiąca lutego. Malarze zaczynają malować te srogie zimy, pokazywać w sztuce w pejzażach. Na pierwszych obrazach zima stanowi tło, nie jest samodzielnym gatunkiem malarskim. Zwykle są to sceny rodzajowe, lub religijne. Na tych miniaturach scenki rodzajowe, co można zauważyć na zbliżeniach. Widać, że mężczyźni, zresztą i kobiety w tamtych czasach nie nosili bielizny. Na miniaturze z miesiącem lutym jest domostwo, ludzie grzeją się przy ogniu, zbierają chrust a w tle dużo śniegu, pejzaż zimowy. Miniatury stały się inspiracją dla innych twórców. W Brewiarzu Grimaniego, w miesiącu lutym, podobne sceny rodzajowe. I kolejne ze styczniem, również typowy zimowy pejzaż oraz sceny rodzajowe takie jak wcześniej. Najprawdopodobniej te pejzaże zimowe, które pojawiły się jako tło do scenek rodzajowych w kodeksach, zainspirowały malarzy średniowiecznych obrazów tablicowych do malowania zimowego tła w obrazach o tematyce religijnej. Uważa się, że obraz z Muzeum Narodowego "Męczeństwo św. Kryspina i Kryspiniana" z końca XV wieku jest jednym z najwcześniejszych w sztuce zachodnioeuropejskiej obrazem tablicowym, gdzie w tle namalowano pejzaż zimowy. Tam widać ludzi na zamarzniętym jeziorze uprawiających grę w kolfa (nie golfa) – ulubionej rozrywce zimowej ludzi głównie z Niderlandów. Pejzaż ten pokazany w błękitnych barwach, ma przypominać zimę, drzewa są bez liści. Do naszych czasów przetrwała tylko część środkowa i prawe skrzydło. Opowieść o braciach i ich męczeństwie możecie Państwo znaleźć w Internecie. Artysta, dzięki któremu pejzaż zimowy stał się popularny w sztuce europejskiej, malarz z południowych Niderlandów (dzisiejszej Belgii) to Pieter Bruegel Starszy, który żył w okresie małej epoki lodowcowej. Występują wówczas wyjątkowo mroźne zimy, np. na przełomie 1564 i 1565 roku, kiedy to wiele ludzi umiera z głodu czy z zimna. Pod wpływem tamtej zimy, powstał pierwszy samodzielny rozległy pejzaż zimowy w sztuce europejskiej  -"Myśliwi na śniegu". Na pierwszym planie widać myśliwych powracających z mało udanego polowania. Wiadomo, że wówczas panuje głód, okresy właściwie bez lata, często padają deszcze, mało słońca, co nie sprzyja uprawom zbóż. W XVII wieku zaczęto walczyć z tym problemem uprawiając koniczynę, rzepę i ziemniaki, zamiast zbóż. Dzięki temu w środku tej epoki lodowcowej uratowano wielu ludzi. Wracając do obrazu, za myśliwymi jest karczma gdzie praży się zboże, a na drugim planie mimo, że dokucza zimno, ludzie żyją i muszą cieszyć się każdą chwilą. Popularność zyskują wszelkie zabawy na lodzie. Jazda na łyżwach, gra w kolfa, puszczanie bączków na lodzie i to właśnie widać na obrazie Bruegela. Jego obrazem również bardzo znanym jest następny w prezentacji, który odnosi duży sukces. Do naszych czasów zachowało się aż 127 kopii tego dzieła. Po śmierci malarza, kopiowany  przez jego syna. Następny pejzaż zimowy, wioska nad brzegiem zamarzniętej rzeki. Widzimy ludzi na lodzie, którzy rozgrzewają się grając w coś czy jeżdżąc na łyżwach. Z drugiej strony jest pułapka na ptaki, kiedyś bardzo popularna w okresie głodu. Złapane ptaki są pokarmem dla wygłodniałych ludzi. Treść obrazu to przestroga mówiąca o tym że kruche jest życie ludzkie jak ten lód na rzece, który może się pod człowiekiem załamać i zakończyć je szybko, jak życie tych łapanych ptaków. A więc jest to jednocześnie pejzaż zimowy jak i moralitet czyli przestroga. Kolejny obraz Bruegela to "Rzeź niewiniątek",  a zimowy pejzaż pełni rodzaj tła dla sceny religijnej pokazanej w scenerii południowo niderlandzkiej wsi. Jednocześnie na obrazie widać, co dzieje się w drugiej połowie XVI wieku w Niderlandach, kiedy hiszpańscy oprawcy nakładają na ludność Niderlandów olbrzymie podatki, co powoduje bunt, a w konsekwencji ich rzezie i pogromy. Malarz będący pod wrażeniem tej hekatomby maluje sceny kiedy niderlandzka wioska jest pacyfikowana przez hiszpańskich żołdaków. Następny obraz Bruegela "Spis ludności w Betlejem", gdzie pejzaż zimowy jest znowu tłem dla sceny biblijnej. Po środku Maryja na osiołku i Józef  już dotarli do Betlejem. Znów ta scena odbywa się w realiach wioski Niderlandzkiej drugiej połowy XVI wieku i wygląda jak pobór podatków dla Filipa II. Widać karczmę, bo wisi wieniec i kufel – to symbole karczmy, jest też tablica z dwugłowym orłem Habsburgów. Kiedy odbywa się pobór podatków, wówczas karczmy wynajmowano. Na środku stajnia z walącym się krzyżem, to  miejsce, gdzie urodzi się Jezus. Oprócz tego na obrazie świniobicie – zwyczaj przed Świętami Bożego Narodzenia, widać też ludzi idących z chrustem, ludzie przechodzący po lodzie, jest karczma w spróchniałym drzewie. Pali się też ognisko i grzejący się przy nim ludzie, bo w domach trudno o ciepły kąt, jak i światło. Jeszcze jeden obraz tego samego malarza "Pokłon trzech króli na śniegu" i jeden z nielicznych obrazów w sztuce europejskiej, gdzie namalowany jest padający śnieg. Pokłon trzech króli można znaleźć w lewym dolnym rogu obrazu, przy szopie. Sam obraz to znów scena rodzajowa z zimowym pejzażem w tle. Bruegel to również twórca grafiki, którą widać w prezentacji. Stanowiła ona inspirację dla innych pejzażystów zimowych, szczególnie z łyżwiarzami. Na zamarzniętym kanale widać ludzi, którzy oddają się różnym sportom, jeżdżą na łyżwach, na saneczkach, jeden ciągnie drugiego. W tamtych czasach obrazy są drogie, natomiast ryciny można zwinąć i przewozić, więc docierają do różnych zakątków Europy i inspirują wielu malarzy. Dalej portret Pietera Bruegela Młodszego, a następnie jedna z kopii obrazu z pułapką na ptaki, właśnie namalowaną przez syna. Kolejny obraz w prezentacji znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie, gdzie widzimy dwóch autorów, którzy inspirowali się pracami Bruegela. Jeden maluje zimowy pejzaż, drugi figurki ludzi. Często tak się zdarzało. Tu pokazana scena biblijna ucieczki do Egiptu w realiach niderlandzkiej wioski w zimowym pejzażu, gdzie przybywają hiszpańscy siepacze i zaczynają rzeź. Koło młyna zabijają dziecko, bliżej ciałka zabitych dzieci, a część ludzi ucieka. Kolejny malarz protestant David Vinckboons musi uciekać do Niderlandów Północnych (w Holandii), gdzie zainicjował gatunek pejzażu zimowego z łyżwiarzami i jachtami lodowymi na zamarzniętym kanale. Malarz holenderski Hendrick Avercamp zwany Niemową z Kampen żyje 49 lat. Urodził się głuchoniemym, mimo tego został wspaniałym malarzem. Na slajdzie widać współcześnie miasto Kampen i kościół św. Mikołaja, gdzie malarza pochowano. W czasie swojego krótkiego życia, jest świadkiem, kiedy pojawiają się niezmiernie ostre zimy. Jedna z nich, na przełomie 1607/1608 roku, jakiej nie było od 40 lat. Wszystkie rzeki zamarzają, bez przerwy pada śnieg, ginie wiele osób, szerzy się głód i choroby. Pod wpływem tej zimy Avercamp maluje pierwszy swój zimowy pejzaż z łyżwiarzami. Na swoich obrazach oddaje najtrafniej, jak toczy się wówczas życie w Niderlandach. Jak ludzie żyją, jak się ubierają, jak wygląda ich dzień. Życie koncentruje się na zamarzniętych kanałach. Obraz "Pejzaż zimowy z łyżwiarzami" z 1608-09 należy do najcenniejszych w Rijksmuseum w Amsterdamie. Na obrazie wioska nad zamarzniętą rzeką, na pierwszym planie karczma, browar, kościół i domy. Na rzece uwięzione łodzie i promy oraz mieszkańcy na lodzie. Mówi się, że Avercampa zainspirował obraz Bruegela z pułapką na ptaki. Na kolejnym slajdzie porównanie tych elementów u dwóch malarzy. Na browarze widnieje herb Antwerpii, gdzie tworzy Bruegl – nawiązanie do jego twórczości. Jak widać na wielu obrazach, ludzie w tamtych czasach w zimę lubią jeździć na łyżwach, (na slajdzie) natomiast w wieku XVII już są inne. Dalej śmieszna grafika sówek na łyżwach. Pomimo, że łyżwy są ostrzone i często dochodzi do wypadków, rozrywka ta jest bardzo popularna, szczególnie w okresie małej epoki lodowcowej. A dlaczego? Otóż to dobra metoda podróżowania, szybkiego przemieszczania się, można też w ten sposób się rozgrzać. Organizowane są też różne konkursy na lodzie dla rozrywki, np. gra w kolfa. G.A. Bredero to pisarz , który w swojej sztuce umieścił zabawy na lodzie i grę w kolfa.. W tamtych czasach bardzo popularnym nakryciem głowy jest czapka z nausznikami, którą można zobaczyć w amsterdamskim muzeum. Natomiast odzież, to wiele warstw ubrania wełnianego, chroniącego przed zimnem. Po zamarzniętych akwenach jeździ się jachtami lodowymi, widocznymi na dwóch obrazach w prezentacji. Innym środkiem transportu są sanie drewniane, albo ozdobne zaprzęgnięte w konie. Często pod siedzeniem w saniach umieszcza się piecyk, który daje ciepło jadącym. Widzimy taki piecyk na obrazie Vermeera z prawej strony. Kolejny środek transportu, to małe saneczki pchane przez inną osobę na łyżwach. Są też sanki zwane prikslee, na których siedząc, samodzielnie się odpychano kijkami z ostrzami. Na obrazie Avercampa widać też różnice klasowe. Jedni ludzie bardzo modnie i bogato ubrani, ale też żebracy proszący o wsparcie. Człowiek niosący trzcinę, którą ocieplano domostwa. Wędkarz i złowione ryby, aby zaspakajać panujący często głód. Na obrazie tym namalowanych jest ponad 200 postaci w różnych sytuacjach życia codziennego, w różnych strojach i podpis autora oraz jego karykatura. Malarz często wprowadza też elementy komiczne- ludzie w wychodkach, kobieta leżąca się na lodzie z wypiętym gołym tyłkiem. Pięknie pokazuje też różnice w strojach, można poznać z jakich regionów pochodzą, czy kobiety to mężatki czy też nie, czy są bogaci, czy też biedni. Kiedy Avercamp wraca do Kampen już nieco inaczej maluje, bardziej starannie, szczególnie ludzi. Wręcz są to ujęcia portretowe. Często widać starszego mężczyznę z brodą, w futrzanej czapce – to alegoria zimy lub symbol ostatniego etapu życia ludzkiego. Wiosna to dzieciństwo i młodość, lato to wczesna dojrzałość, jesień to dojrzałość, a zima to alegoria starości. Jednak na obrazach Avercampa zima - starość nie jest smutna – ludzie są weseli, jeżdżą na łyżwach. Chce on przekazać, że na starość też można czerpać wiele z życia. Na obrazie "Zimowa scena pod murami Kampen" z lewej strony autor namalował swoich braci i autoportret, który dalej pokazany jest w powiększeniu – to niemowa z Kampen. Trzyma kij do kolfa , na lodzie leży piłeczka. A jak on te swoje obrazy maluje? Otóż na deskach farbami olejnymi, szkice wykonuje w naturze, a obrazy w pracowni. Niektóre szkice malowane akwarelą sprzedaje oddzielnie jako skończone. A jaka jest kolejność malowania? Najpierw tło, pejzaż, a na końcu figurki. Avercamp maluje również letnie pejzaże. Bratanek malarza jest jego uczniem i po śmierci mistrza ma swoją pracownię i maluje obrazy w stylu swojego wuja. Obrazy jednego z uczniów Avercampa są monochromatyczne, czyli ogranicza gamę kolorów, w przeciwieństwie do mistrza. Jego uczeń to Jan van Goyen uznany za najwybitniejszego przedstawiciela pejzażu holenderskiego wieku XVII-tego. Właśnie tam pejzaż uważano za najważniejszy gatunek malarstwa. I na koniec kilka jeszcze pejzaży zimowych holenderskich, które są w Muzeum Narodowym w Warszawie. Ostatni pokazany obraz został namalowany w plenerze, podpisany przez autora, że malował go z natury. No i można zadać pytanie, dlaczego klimat się zmienia co jakiś czas? Otóż jest to związane między innymi ze zmianami aktywności słońca, ze zmianą golfsztromu, z erupcją wulkanów, zmianami odległości Ziemi od Słońca i to wszystko powoduje zmiany klimatu. Jest to dowód na to, że bez ingerencji człowieka, klimat ulega zmianom, co pokazane zostało w sztuce. I na tym wykład bardzo ciekawy został zakończony. Jak zwykle jeszcze słuchacze komentują oddanie na płótnach piękna i realiów tamtych mroźnych i trudnych często okresów zimowych, dla życia ówczesnej ludności. Podziękowanie dla pani Magdaleny i na koniec jeszcze rozmowy już we własnym gronie.

https://photos.app.goo.gl/zpQV7ZBvUr6S6tWHA

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pana Macieja Marciniaka o legendarnych początkach Wiecznego Miasta    6.03.2021 r.

W dniu 3 marca został zainaugurowany letni semestr Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku wykładem online pt. Legendarne początki Wiecznego Miasta", poprowadzonym przez pana Macieja Marciniaka. Była to również inauguracja pracy pani Aleksandry Kresowskiej, jako koordynatora naszego Uniwersytetu. Przed rozpoczęciem wykładu kilka słów od pani Oli, która przedstawiła się i podała temat spotkania. Prezentacja pomyślana była tak, aby pokazać, jak Rzymianie widzieli siebie w I wieku p.n.e. w czasach Cezara i Oktawiana Augusta, gdy cesarstwo formowało się i jak Oktawian August promował wizję historii Rzymu.

 Na pierwszym slajdzie Wilczyca Kapitolińska, znana rzeźba rzymsko-etruska i od razu dowiadujemy się, że Romulusa i Remusa dodano w XV wieku. Cała opowieść dotyczy Rzymu, który dopiero się kształtował i nie był jeszcze imperium. Kiedy powstaje Republika Rzymska w końcach VI i początkach V wieku p.n.e. (na mapie najciemniejszy kolor) był to Rzym i okolice z dostępem do morza. Przez 150 lat Rzymianie toczą wojny latyńskie z sąsiadami (kolor czerwony), potem wojny z Samnitami, następnie z Pyrrusem zdobywając "buta italskiego", wreszcie pierwsza i druga wojna punicka, gdzie zyskują przewagę nad Kartagińczykami. Na slajdzie widzimy źródła historii Rzymu. Wykładowca ma oprzeć się głównie na Eneidzie Wergiliusza i dziełach rzymskiego historyka Tytusa Liwiusza, które przetrwały do naszych czasów. Dzisiaj postrzegamy Rzym przez pryzmat filmów, pokazanych na prezentacji. Spostrzeganie Rzymu zmienia się z biegiem lat. Pierwszą wizję przeszłości tworzył Wergiliusz przez 20 lat w dziele Eneida, (na mozaice z dwiema muzami). Był on poetą, pisarzem na usługach Oktawiana Augusta. W Pałacu w Wilanowie można oglądać cytat z Georgików Wergiliusza, który umieszczony został przez króla Jana III Sobieskiego. Wydarzenia sprzed 20 lat w Nowym Jorku upamiętnia ofiary cytat z Wergiliusza.

Na mozaice Wergiliusz czytający Eneidę Augustowi, Liwii i Oktawii. Dzieło to jest eposem rzymskim i dzieli się na 12 ksiąg. Pierwszych 6 odpowiada Odysei Homera, czyli są to opowieści o podróżach Trojańczyków, które snuje Eneasz Dydonie. Na zdjęciu Eneasz ranny po wojnie Trojańskiej, opatrywany przez cyrulika, po lewej stronie na czarnym naczyniu Eneasz wynosi z płonącej Troi na plecach swojego ojca i uciekają z żoną i dziećmi. Po długiej wędrówce na koniec dociera do Italii, dając początek wielkiemu narodowi rzymskiemu. Tak mówią pierwsze księgi Eneidy. Na mapce trasa jego wędrówki. Na dłużej zatrzymuje się w Kartaginie, gdzie opowiada Dydonie o losach i upadku Troi, ona zakochuje się w nim, a kiedy Eneasz ją opuszcza, na stosie palonych jego rzeczy przebija się sztyletem. Wykładowca zachęca do przeczytania Eneidy, dostępnej w Internecie w tłumaczeniu Tadeusza Karyłowskiego. Kolejny obraz pokazuje moment przybycia Eneasza do Italii w miejscowości Cumae. Odwiedza tam wieszczkę Sybillę z Cumae, aby poznać swoje dalsze losy. Spotyka się z nią nad jeziorem Avemus, gdzie było jedno z wejść do Hadesu. Na kolejnym obrazie widać Eneasza i Sybillę w podziemiach. Dante w swojej Boskiej komedii wzorował się na Eneidzie, w której można też doszukać echa starotestamentowe, czyli Wergiliusz czerpał również inspiracje. W początkach XX wieku znaleziono miejsce urzędowania Sybilli z Cumae i jest to jeden z tuneli w miejscowości Baje w Zatoce Neapolitańskiej. W drugiej części Eneidy prowadzone są liczne wojny. Na obrazie Eneasz pokonuje wodza Turnusa, z którym konkuruje o rękę księżniczki. Zaprowadza pokój w Lacjum i urzęduje w mieście Albalonga. Obecnie znajduje się tam miejscowość Castel Gandolfo – letnia rezydencja Papieży. Tu kończy się Eneida – epos czyli wizja poetycka.

 Kolejne losy wiecznego miasta opisuje Tytus Liwiusz w dziele historycznym. Początek, to mit o Romulusie i Remusie, praprawnukach Eneasza. Ich matką jest westalka i dlatego aby nie zginąć w męczarniach pozbywa się dzieci, puszczając je w koszyku rzeką. Odnajduje ich pasterz, który wychowuje jak własnych synów. Na płaskorzeźbie historia bliźniaków. Różne platformy emitują serial "Romulus", który poleca wykładowca ze względu na prawdziwość realiów panujących w tamtych czasach. Rzym urodziny obchodzi 21 kwietnia, a miasto założono w 753 p.n.e. Na grafice widać walkę Romulusa z Remusem zakończoną śmiercią Remusa. Postanawiają oni założyć własne miasto w zakolu rzeki Tyber. Remus chce na wzgórzu Awentyn, a drugi na Palatynie. pytają o zdanie kapłanów. Wola bogów zdecydowała inaczej niż Remus chciał, więc przeskoczył wytyczone pomerium (linię wyznaczającą granice miasta). Romulus go zabija mówiąc, że każdy wróg zostanie zabity, jeśli przekroczy mury jego miasta.

 Rzym wznosi się na 7 wzgórzach, które widać na makiecie. Pierwszy Rzym powstaje na Palatynie, a już w czasach cesarskich rzeczywiście rozrósł się na 7 wzgórzach. Kolejna mapa pokazuje pierwotną wersję. Na rycinie Palatyn za czasów Romulusa. Były to chaty z gliny i słomy. Wiadomo to z urn popielnicowych, zachowanych z czasów kultury Villanova, poprzedzającej kulturę rzymską.

 Wojny, które rozgrywają się w tamtych czasach, to walki plemienne z sąsiadami. Są to plemiona pasterskie, a armie liczą po kilkadziesiąt, do kilkuset wojowników. Pierwszy opisany konflikt, to porwanie Sabinek, pokazany na monecie z pierwszego wieku p.n.e. Kiedy Romulus zakładał swoje miasto razem z nim z Ambalonga udali się sami mężczyźni, więc brakowało tam kobiet. Niedaleko Rzymu mieszkali Sabinowie, podobni kulturowo. Romulus zaprosił ich na igrzyska. Gdy ci przybyli, kobiety sabińskie zostały porwane i uprowadzone na Palatyn, co rozpoczęło wieloletnią wojnę. Po wielu potyczkach Romulus pokonuje wodza Sabinów. Na obrazie widać w jego rękach kij ozdobiony zbroją, którą złożył na Kapitolu. Spolia optima to zwyczaj wojenny zgodnie z którym zbroję pokonanego wodza zwycięzca składał w Świątyni Jowisza na Kapitolu.

 Kolejna anegdota z wojny z Sabinami to historia Tarpei i Tytusa Tacjusza wodza sabińskiego. Tarpeja to córka obrońcy Kapitolu. Rzymianie chronili się w pewnym momencie na Kapitolu. Tarpeja zakochała się w Tytusie Tacjuszu i obiecała otworzyć bramy Kapitolu pod warunkiem, że weźmie ją za żonę, a Sabinowie oddadzą jej to, co noszą na lewych ramionach. Nosili tam bransolety i złote pierścienie. Nosili też tarcze na lewym ramieniu, na nieszczęsne Tarpei i kiedy ich wpuściła przez bramę na Kapitol, nimi została ukamienowana czy utarczowiona. Na pamiątkę tego wydarzenia zachowała się jedna skała zwana tarpejską, na tyłach muzeów kapitolińskich. Z tej skały zrzucano ludzi za cudzołóstwo, krzywoprzysięstwo czy za zdradę stanu.

 Wreszcie dochodzi do ostatecznego starcia między Sabinami a Rzymianami zilustrowanego na obrazie "Interwencja Sabinek" , kiedy to kobiety Sabińskie, które już miały mężów i dzieci w Rzymie  postanowiły interweniować i zakończyć wreszcie bitwy. Sabinowie zostali włączeni do obywateli rzymskich i to z nich mogli się rekrutować przyszli plebejusze. Na pamiątkę tego wydarzenia Romulus dobrał wodza sabińskiego jako swojego kokróla. Od tego czasu było zawsze dwóch konsulów. 

 Kolejne lata obfitują walkami Rzymu z sąsiadami zamieszkującymi południe (obraz "Przysięga Horacjuszy"). Horacjusze byli patrycjuszami rzymskimi czyli najwyższą warstwą arystokracji pochodzącą z rady królewskiej. Trzech braci Horacjuszy miało stoczyć pojedynek z trzema braćmi Kuriacjuszami. Były to konflikty między rodami żyjącymi obok siebie. Chodziło o to, aby pojedynek 6 mężczyzn zastąpił bitwę między dwoma miastami. I tak pozabijali się wzajemnie, został jeden, który na koniec zasztyletował własną siostrę, bo płakała. Powiedział on wówczas do niej, że tak zginie każda kobieta, która płacze po wrogu ojczyzny (miał on być jej mężem). Jak widać, umiłowanie ojczyzny dla Rzymianina i Rzymianki powinno być najważniejsze.

 Ostatniego króla Rzymu (był to król Etrusków) odwiedziła stara kobieta – wieszczka Sybilla z Cumae, która ofiarowała mu 9 bardzo cennych ksiąg za olbrzymią sumę pieniędzy. Tarkwiniusz nie chciał zapłacić, więc Sybilla na jego oczach spaliła 3 księgi i chciała tej samej kwoty za 6 ksiąg. Ten znów odmówił, więc spaliła kolejne trzy i chciała tej samej sumy za trzy ostatnie. Uznał, że księgi muszą być warte tych pieniędzy i zapłacił. Stały się one księgami sybilijskimi, przechowywanymi w Świątyni Jowisza na Kapitolu. Były to księgi do których Rzymianie zaglądali i radzili się w sytuacjach ekstremalnych takich jak klęski głodu, epidemii czy militarne.

 Przyczyną upadku królestwa w Rzymie była historia związana z żoną Lucjusza Tarkwiniusza Kollatyna, Lukrecją, która została zgwałcona przez syna Tarkwiniusza Pysznego Sykstusa. Na froncie skrzyni cassone widać tragiczną historię Lukrecji.

 Lucjusz Brutus złożył przysięgę, która stała się fundamentem Republiki Rzymskiej. Młodzież patrycjuszowska dążyła do powrotu Republiki Królów, sprzeciwiając się wprowadzaniu prawa nazwanego prawem 12 tablic. Brutus zapłacił za ustanowienie Republiki Rzymskiej najwyższą cenę poświęcając synów, którzy zginęli biorąc udział w spisku. Sam wydał na nich wyrok, dla istnienia nowej republiki. Było to wielkie poświęcenie dla dobra ojczyzny.

Potem wybucha wojna z Etruskami, którzy atakują i oblegają Rzym. Bohaterem jest Horacjusz Kokles, który w czasie tego ataku broni w pojedynkę most – jedyna przeprawę przez Tyber. Widać tę walkę na obrazie, który jednak wyolbrzymia heroizm i liczność walczących. Most na Tybrze, był wąską kładką, do zerwania jej rzeczywiście wystarczał jeden człowiek.

Król etruski Porsenna oblega Rzym i wyłapuje ludność,  która nie zdąża uciec za palisadę. Jedna z tych złapanych osób to Klelia, której postępowanie wyznaczało, jak powinna zachować się rzymska matrona. Okazuje się, że Klelia z niewoli ucieka z innymi kobietami, kradnie konie, chociaż kobietom wówczas nie wolno było jeździć na tych zwierzętach. Przedostaje się przez Tyber i wraca na Palatyn. Udaje się do senatu, a patrycjusze każą jej wrócić do obozu wroga, gdyż nie było to godne Rzymianki. Klelia z innymi kobietami wraca do wroga. Król Lars Porsenna z uwagi na odwagę kobiety uwalnia ją wraz z połową jeńców. Tym razem wybrała ona młodych chłopców nie kobiety, bo stwierdziła, że to oni w przyszłości będą walczyć z Etruskami.

 Ostatnia historia z czasów wojen z Etruskami to opowieść o Mucjuszu Scewola (leworęczny). Otóż człowiek ten udał się potajemnie w przebraniu do obozu Etrusków aby zabić Larsa Porsenę za zgodą senatu. W czasie płacenia żołdu pomylił króla ze skarbnikiem. Został pojmany i miał być zgładzony, ale król najpierw chciał się dowiedzieć kim jest zabójca. Odpowiedział, że jest żołnierzem rzymskim, jakich wiele za murami. Kiedy palił swoją prawą rękę, jakby nic nie czuł, król uznał, że tak dzielnych Rzymian nie pokona i wycofał się z oblężenia.

Jeszcze było wiele wojen. Jednym z wojowników był Koriolan, który wsławił się zdobywając miasto Korioli. W czasie kształtowania republiki wywiązał się konflikt między dwiema warstwami społecznymi istniejącymi wówczas w Rzymie. Byli to patrycjusze  - rządzący i plebejusze czyli rolnicy, rzemieślnicy. Patrycjusze mieli władzę, plebejusze nie mieli żadnych praw, więc walczyli o nie dzięki czemu uzyskali urząd trybuna ludowego. Koriolan, jeden z patrycjuszy sprzeciwiał się temu i kiedy panował głód, za zboże dane plebejuszom zażądał aby zrzekli się uzyskanego urzędu. Wówczas trybuni ludowi osądzili Koriolana, a ten uciekł z Rzymu do miasta Korioli, zaczął zajmować okoliczne tereny i wreszcie oblegał Rzym. Przed mury wyszedł korowód kobiet rzymskich, na czele którego była matka i żona Koriolana. Słowa matki widoczne na slajdzie sprawiły, że finalnie został on zasztyletowany, jak widać na obrazie.

 Jednym z większych bohaterów Republiki Rzymskiej był Cyncynat wódz rzymski. Jak mówi legenda, kiedy orał pole przyszli do niego senatorowie, musiał się ubrać w togę i powiedziano mu wówczas, że został dyktatorem Rzymu. Na pół roku otrzymał pełnię władzy. Przyjął tę dyktaturę, bo Rzymowi groziło realne niebezpieczeństwo i nie wolno było debatować, a działać. W 16 dni pokonał wroga i zrezygnował z tej funkcji. Uznano go za ojca ojczyzny.  Innym człowiekiem okrzykniętym drugim założycielem Rzymu, był Marek Furiusz Kamilus, który zwyciężał w wielu wojnach i bitwach. Kiedy zdobył miasto Weje zabronił żołnierzom jego rabowania. Po mieście przejechał w kwadrydze zaprzężonej w cztery białe konie i od tego czasu wszyscy wodzowie tak robili.

 W 390 roku Rzym najeżdżają Galowie, pustoszą i niszczą miasto, Rzymianie chronią się na Kapitolu. Brenus oblegał Kapitol, a kiedy zaatakował, gęsi kapitolińskie. które tam trzymano, swoim gęganiem obudziły obrońców i ci odparli atak Galów. Od tamtej pory czczono gęsi, a karano śmiercią raz do roku psa, bo wówczas właśnie psy spały i nie obudziły żołnierzy swoim szczekaniem. Kiedy Rzymianie zdecydowali się poddać, wódz Galów Brenus chce wielu tysięcy sztuk złota.  Waga okazuje się oszukana. Na szalę więc rzuca miecz mówiąc "biada zwyciężonym". Wówczas do miasta wchodzą liczne oddziały rzymskie i wypierają Galów z miasta. Z historii wiadomo, że Galowie rzeczywiście napadli na Rzym, a po zabraniu łupów i zniszczeniu, opuścili miasto. Wówczas powstały pierwsze mury rzymskie nazywane murami Serwiańskimi, które widać na mapie.

 A teraz historia Marka Kurcjusza. Po najeździe Galów pojawiła się na Forum Romanum wielka szczelina. Księgi Sybillińskie powiedziały, że Rzymianie muszą tam wrzucić to, co mają najcenniejszego, żeby się zamknęła. Próbowano wrzucać złoto, jednak nic nie spowodowało jej zamknięcia. Dopiero wojownik Marek Kurcjusz zrozumiał, że trzeba tam wrzucić męstwo i odwagę żołnierza rzymskiego, więc rozpędził się i z całym rynsztunkiem wskoczył do jamy, która się za nim zamknęła. Na slajdzie miejsce, gdzie była jama, nazywa się Lacus Curtius. Talerz Majolika z Urbino, to scena poświęcenia młodego żołnierza na rzecz republiki. Kolejny obraz Rubensa to devotio czyli ofiarowanie siebie samego w czasie bitwy, w zamian za wygraną własnych wojsk. Na slajdzie pokazano cztery takie zdarzenia i sentencja do przeczytania.

Na skutek wojen punickich, Rzymianie przegrywają z Kanibalem, więc z ksiąg Sybilli dowiadują się, że muszą sprowadzić matkę idajską, czyli boginię obronności miast (korona z murów) Kybelę. W Turcji kupują posąg i sprowadzają go do Rzymu. Statek wiozący Kybele do Rzymu grzęźnie na mieliźnie, a księga mówi, że ruszy ją tylko najcnotliwsza Rzymianka. Poproszono westalkę Claudię i faktycznie pociągnęła łańcuch z barką Tybrem do portu Rzymskiego.

 Ostatnia legenda związana z Rzymianką Porcją Katonis, córką Katona. Zraniła się ona dotkliwie w udo, przez dzień ukrywała gorączkę i duży ból, wieczorem wyjawiła to mężowi, a ten zdradził jej sekret o spisku na życie Cezara, wierząc, że potrafi ona dochować sekretu i na torturach nie wyda spiskowców.

 Rzym w czasach Cesarstwa i Kapitol wyglądał jak pokazano na kolejnych slajdach.

Tak zakończył się bardzo obszerny wykład,  jeszcze krótka dyskusja i podziękowanie dla wykładowcy. 

Jak na początek semestru, to bardzo długi wykład i niestety notatka obszerna. Ale sądzę, że warto poznać te zamierzchłe historie i legendy Wiecznego Miasta, szczególnie jeżeli nie mogliście Państwo uczestniczyć w wykładzie. 

https://photos.app.goo.gl/MBK33iZhmAM2PTwdA

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Dzisiaj odbył się pogrzeb naszej koleżanki Eli Poli     9.02.2021 r.

We wtorek 9 lutego 2021 roku odbyły się uroczystości pogrzebowe naszej przemiłej koleżanki Eli Poli. O 10-tej rodzina i przyjaciele zebrali się w kościele świętych Apostołów Piotra i Pawła w Pyrach aby pożegnać Elę, uczestnicząc we Mszy Świętej. Od słuchaczy naszego UOTW złożyliśmy wiązankę kolorowych kwiatów, jakie lubiła najbardziej. Po mszy wszyscy zgromadzeni, w kondukcie żałobnym odprowadzili ją do grobu na miejscowy cmentarz. Tam po ostatniej modlitwie księdza, odczytane zostały pożegnania. Najpierw od rodziny, potem od słuchaczy naszego Uniwersytetu, który napisała kol. Bogna, a przeczytała przewodnicząca Rady Słuchaczy Basia Baranowska. Było nam wszystkim niewymownie smutno, że już nie zobaczymy w naszym gronie zawsze radosnej Elżbietki. A oto, co zostało odczytane nad jej grobem:

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

parafrazując wiersz noblistki należy powiedzieć, że nie tylko  kotu się tego nie robi. Także bliskim. No bo jak

 to tak odejść nagle, w biegu kiedy jeszcze tyle rozmów, tyle spotkań nie odbytych, tyle wakacji i wycieczek nie wyjechanych, tyle nie zagranych przedstawień.

Ela była barwna. Kiedy się pojawiała skupiała na sobie uwagę, ale jednocześnie, co rzadki nie absorbowała swoją osobą. Była życzliwa i pogodna. Kochała życie i umiała się nim cieszyć. Z uśmiechem przyjmowała co niósł los zachowując dystans także do własnej osoby. Kochała koty, lubiła ludzi i jazdę samochodem,  choć to ostatnie bez wzajemności. Była kiepskim kierowcą. No i uwielbiała zakupy, a potem obdarowywała nimi znajomych, bo lubiła sprawiać przyjemność.

Zrobiło się nieco bardziej szaro, ale cieszmy się, że dane nam było  czerpać z Jej kolorytu i pamiętajmy, że nie odchodzimy dopóty, dopóki trwa o nas pamięć

Elu odpoczywaj w pokoju!

 

Łzy się zakręciły…. Tak trafnie, tak w punkt,

Jeszcze Andrzej, przyjaciel Eli pięknie podziękował wszystkim przybyłym i pozostało już tylko się pożegnać, mając łzy w oczach.

Poniżej link ze zdjęciami, które przesyłam Państwu z tej smutnej uroczystości. 

https://photos.app.goo.gl/ZLvavCnj4GYqQNsb6

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Ostatnia notatka przed przerwą z wykładu o życiu i twórczości Józefa Chełmońskiego        2.02.2021.r.

Ostatnie spotkanie muzealne przed lutową przerwą było w czwartek 28 stycznia 2021 roku.. Poprowadziła go pani Wioletta Cicha, a temat, którym się zajęła związany był z Józefem Chełmońskim i jego (nie)pospolitym życiem i niepospolitym malarstwem. A życie go nie rozpieszczało, codzienna praca, troska o sprzedaż swoich dzieł, potem o rodzinę, to były jego troski dnia codziennego. Słuchając jak toczyło się jego życie, słuchacze mieli się zastanawiać, czy było pospolite, czy też ekstrawaganckie i nietuzinkowe. Pierwszy slajd i autoportret malarza z 1902 roku, a urodził się 7 listopada 1849 roku w dosyć dużym majątku Boczki, ojciec pełnił też obowiązki wójta w powiecie łowickim w zaborze rosyjskim. Tam dorastał w kontakcie z naturą, w kulturze wsi, jej obyczajach. Jego dzieciństwo było radosne, bez żadnych trosk. Uczył się w Łowiczu, potem w Warszawie, jednak stale korespondował z domem i w listach było dużo różnych rysunków. Pierwszym nauczycielem rysunku był jego ojciec – malarz amator, uzdolniony też muzycznie. Józef Chełmoński już od najmłodszych lat dużo rysował, rodzina jednak nie akceptowała tych zamiłowań, jako późniejszego zawodu. Jego droga artystyczna zaczęła się od Warszawy, od klasy Wojciecha Gersona. Obraz na slajdzie "Sobota na folwarku" pochodzi z okresu jego wczesnej nauki. Dokładnie namalowane drzewa, pokazana scena obyczajowa z wieloma osobami w różnych sytuacjach, wziętych z ich codziennego życia. Przekazuje widzowi nastrój, ubiór, kolorystykę, co dokładniej widać na zbliżeniu, jest to malarstwo realistyczne. Jednak jeszcze brak swobody, widać pewną nieudolność, co podkreśliła prowadząca. Dalej pokazana akwarela nauczyciela naszego bohatera, która powstała kiedy wyjeżdżał ze swoimi studentami w góry na plenery. Okazuje się, że Gerson wywarł duży wpływ na drogę artystyczną Chełmońskiego. Dalej jego praca "Sprawa przed wójtem". Zwykle Chełmoński w plenerze wykonywał rysunki, lub malował farbami wodnymi czy akwarelami, potem w pracowni przenosił je na płótno. W tym czasie artyści zaczęli posługiwać się aparatem fotograficznym, aby nie musieli robić szkiców w terenie. W tamtym czasie mieszczanie nie mieli zwyczaju kupowania obrazów, a środowisko malarzy było tajemnicze, skandalizujące i trzymające się razem. Artyści spotykali się, prowadzili długie dysputy na tematy malarskie, a także często się spierali. Decyzja Chełmońskiego o tym, że będzie w życiu tylko malował, zapadła kiedy miał kilkanaście lat, po obejrzeniu w Warszawie obrazu "Śmierć Barbary Radziwiłłówny" Józefa Simmlera. Emocje i sposób namalowania tak mocno na niego wpłynęły, że podjął nieodwołalną decyzję. Kolejnym etapem jego kształcenia było Monachium, gdzie oprócz malowania, spędzał wiele czasu z cyganerią, wyróżniając się kolorowym, bogatym strojem, ekstrawaganckim zachowaniem. W 72 do 74 podróżował na wschód. Była to Ukraina, Podole, stepy i te tereny oraz miejscowa ludność i ich zwyczaje niezmiernie go zafascynowały. W 1875 roku wyjechał do Paryża, gdzie pokazał na wystawie swój obraz "Babie lato", który jest jednym z najbardziej znanych. Na tym obrazie widać to, co zaobserwował będąc na Ukrainie. (Zasada realizmu to rzucanie na płótno tego, co widziano.) Publiczność nie była gotowa na sztukę pokazującą realia życia codziennego. Brak piękna i chłopka ubrana w codzienny strój. Może gdyby była wystrojona odświętnie, w sznurowane buciki, obraz spodobałby się. A teraz przyjrzyjmy się, jak ten obraz jest namalowany. Widać dwa prostokąty z linią horyzontu. Wydaje się, że kobieta jest sama, a jednak w tle widać pastuszka (na powiększeniu), bydło i psa obserwującego całą trzodę, który został namalowany jednolitą ciemną plamą. Następny fragment i widzimy rumianą twarz kobiety, którą w tamtych czasach nie uważano za piękną. Kolejny fragment i widoczna nić babiego lata, którą Chełmoński bardzo delikatnie zakreślił, w mało subtelnych dłoniach kobiecych. I wreszcie ostatnia część obrazu i najbardziej kontrowersyjny fragment, to bose, brudne stopy dziewczyny. Chłopki w tamtych czasach na co dzień nie nosiły butów. Tu autor przełamywał stereotypy. A więc obraz ten nie spodobał się ówczesnej publiczności, jak i krytykom. Mimo tego Chełmoński będąc w Paryżu, zrobił wielką karierę. Jednocześnie pędził tam bardzo dostatnie życie, dobrze się ubierał, był rozrzutny. Zdobył popularność obrazami pokazującymi szerokie pejzaże, ukraińską i polską wieś. Pojawiają się też nokturny, które w późniejszych latach były malowane przez wielu symbolistów. Chełmoński tworzył z pamięci, ze szkiców, ze zdjęć, ale nie z natury, co stało się jego manierą. W tym czasie przyjaźnił się ze Stanisławem Witkiewiczem. W 1878 roku poślubił Marię Korwin-Szymanowską. Związek ten różnie był opisywany, nie opierał się na przyjaźni ani miłości. Kiedy pojawiły się dzieci i obowiązki przyszły także problemy finansowe. Rozpoczyna się impresjonizm, postimpresjonizm, a Chełmoński pozostaje przy swoim stylu, co zmniejsza w tym czasie jego popularność. Zdobywa jednak rynek amerykański i jego dzieła trafiają do kolekcji prywatnych. Malował on również konie, które obserwował w majątku swojego ojca. Na slajdzie "Targ na konie w Bałcie" i miejscowość na Ukrainie, gdzie handlowano końmi. Na powiększeniu, w czerwonym wozie widać postać twórcy. Wreszcie obraz, który zachwycił publiczność paryską, to "Czwórka". Są to pędzące wprost na widza konie i horyzontalny układ panoramiczny. Można go oglądać w Muzeum Narodowym w Warszawie. Powstały też trójki koni w tym samym ujęciu. Najbardziej znany ogromny obraz też "Czwórka", ale z 1881 roku, wystawiony w Krakowie. Wykonał on kilka obrazów nawiązujących do tradycji narodowej, patriotycznej. "Epizod z powstania" gdzie  żołnierze odpoczywają na trawie, oficerowie na koniach, jest też kobieta, którą dokładnie widać na zbliżeniu. Jednak umiłowanie natury brało górę i pojawiała się ona w różnych porach roku. Na kolejnym slajdzie widać "Dropie", które obserwował na obrzeżach Paryża. Tęsknił do polskich krajobrazów i powrócił do kraju wraz z rodziną w 1888 roku. Do tego obrazu dropi przygotowywał szkice najpierw akwarelą, a potem już praca w pracowni. Świetna kolorystyka i światłocień. Lubił malować ptaki, zwierzęta. Na kolejnym slajdzie widać jego "Studium dropia". Malarz wrócił do Warszawy i zaczął poszukiwać swojego miejsca, gdzie by mógł osiąść na stałe. Kupił Dworek Modrzewiowy. Na zdjęciu w dworku państwa Górskich w Woli Pękoszewskiej. Chełmoński tu już ubrany niechlujnie, spodnie w wysokich butach. W Kuklówce zamieszkał sam, rozstając się z żoną. Dorobili się oni siedmiorga dzieci, przeżyło pięcioro, przy czym z trójką dziewcząt pozostał na jakiś czas w Kuklówce. One potem wyjechały na pensje i przez 25 lat prowadził życie samotnika. Małżonka mieszkała w Warszawie, córka Wanda była razem z matką. Odziedziczyła talent po ojcu, uczyła się w Paryżu, przyjaźniła z Olgą Boznańską. W zasobach elektronicznych Muzeum Narodowego można znaleźć obrazy Wandy Chełmońskiej i portrecik Olgi Boznańskiej. Na zdjęciu po prawej stronie pracownia naszego bohatera. Znajdowała się ona na poddaszu. W domu pojawiały się zwierzęta, a na obrazach sceny rodzajowe. Płótna w pracowni przybijał zwykle do ściany, bo szkoda czasu aby rozpinać na blejtramie. Na kolejnym slajdzie namalowany jego dwór modrzewiowy w Kuklówce. Dzisiaj ten dwór jest niedostępny, zajmuje go prawnuk Józefa Chełmońskiego. W Radziejowicach można oglądać kolekcje dzieł malarza, gdzie jest obecnie Dom Pracy Twórczej. Około 40 obrazów jest w posiadaniu Muzeum Narodowego w Warszawie. W twórczości Chełmońskiego przeważają pejzaże. Obraz "Droga w polu" i układ horyzontalny który wielokrotnie powiela. Takie widoki obserwował chodząc w słomianym kapeluszu po okolicach swojego miejsca zamieszkania. Kolejny obraz, najbardziej rozpoznawalny to "Bociany". Spotkał się on w kręgach publiczności ze zrozumieniem. Tu widoczny chłopiec, który przyniósł posiłek ojcu, przerwa w pracy, orka, w głębi woły zaprzężone do pługa. Charakterystyczny krajobraz wsi i lecące bociany. Teraz zbliżenie głowy. Twarz malowana swobodnymi pociągnięciami pędzla rozświetleniem i cieniami. Następne zbliżenie i lecące bociany na tle nieba. Kolejny obraz to "Kuropatwy", który można zawsze zobaczyć w stałej ekspozycji Muzeum Narodowego w Warszawie. Ten obraz przypadł publiczności do gustu, wręcz zachwycił. Na wystawie w Berlinie zdobył medal, w Wiedniu najwyższą nagrodę. Wspaniała kolorystyka – niuanse kremowo różowe tonacji śniegu. Pokazuje on grozę natury, ale nie zatracenia w zadymce śnieżnej, bo akurat pokazane warunki, to naturalne środowisko kuropatw, w którym dobrze się czują. Przedstawienie tej przestrzeni i pustki to jak jego samotność w Kuklówce. Kilka zbliżeń pokazuje, z jakim pietyzmem i  jak dokładnie namalował, widoczne poszczególne pióra kuropatw. Każdy z ptaków podąża w nieco inną stronę, ma inny układ, ciekawe kolory, a jeszcze inaczej namalowane są te w tle. Następny obraz "Sójka", gdzie widać wpływ impresjonizmu, są efekty świetlne – cień z delikatnym błękitem czy fioletem. Tak jak poprzedni, zrobił duże wrażenie na oglądających, był na wystawie czasowej "Siła obrazu". I znów zbliżenie sójki, gdzie można się dokładnie przyjrzeć sposobowi malowania. Oczywiście swoboda w kładzeniu barwnej plamy, precyzyjne oddanie wizerunku ptaka i mistrzostwo w partii oddalonej. "Zachód słońca zimą" i już czysty krajobraz, gdzieś w oddali lecące ptaki, lecz obraz wydaje się abstrakcyjny. Jak zwykle linia horyzontu, pas lasu i w chmurach przebłyskuje zachodzące słońce. Malowanie zamaszyste, ale wyszukana warstwa kolorystyczna. Kolejny slajd i obraz wiosenny, gdzie znów widać linię horyzontu, wijąca się rzeka, mgły nad polem. Józef Chełmoński, mocno wierzący człowiek, we mgłach, rosie czy czystej naturze przez siebie malowanej, widział służbę dla Boga. Teraz obraz "Kaczeńce" i układ podobny, są mokradła, gdzie wędrował, obserwował, zapamiętywał, a potem oddawał w pracowni malując to co widział. Wartości religijnych poszukiwał w krajobrazach. Ostatnia przyjaźń malarza, to ksiądz Pełka, jego spowiednik, widać ich razem na zdjęciu. Chełmoński w czasie wieloletniego pobytu w Kuklówce wyjeżdżał też do Lwowa, Krakowa gdzie miał wystawy. Dotykały go jednak w ostatnich latach życia choroby, miał problemy z sercem, mało sprawną prawą rękę,  przestawał więc już malować. Ostatnim obrazem był "Krzyż w zadymce"  świetnie oddający tę zawieruchę śnieżną i uschnięte rośliny. To jakby podsumowanie jego życia. Mierzenie się z naturą, z przeciwnościami losu. Jeszcze pokazana z bliska figurka Chrystusa zaznaczona schematycznie w przydrożnej kapliczce, których multum widywał na wsiach. Obok drobno malowane roślinki podobne jak w sztuce japońskiej. Wśród tych roślin sygnatura malarza. Zmarł 6 kwietnia 1914 roku, a grób jest na cmentarzu w Żelechowie. Na koniec pytanie pani prowadzącej, czy życie Chełmońskiego było życiem pospolitym, czy też nie. I tu od słuchaczy dotarł zachwyt nad jego wspaniałymi obrazami i wielkim znawstwem jak i odczuwaniem tajemnic i piękna przyrody. Jeżeli mogę wyrazić swoje zdanie na ten temat, to myślę, że jego życie było zupełnie nietuzinkowe. W młodości mocno, wręcz nadmiarowo wykorzystywane, eksploatowane, natomiast druga jego część wyciszona, przeżywana głównie w samotności, z przyrodą i w zbliżeniu z Bogiem. A więc jednak było to życie chyba zupełnie niepospolite. Jeszcze aby dopełnić wykład, pokazany został quiz (zamieszczam go również) i najpierw wszyscy odgadywali, potem widać właściwą odpowiedź. Spróbujcie Państwo pobawić się w odgadywanie, a na kolejnym slajdzie znajdziecie odpowiedź. Końcowe zdjęcia pokazują malutką część słuchaczy, którzy uczestniczyli w zajęciach i to był już ostatni wykład styczniowy, który opisałam.

A więc mamy obecnie przerwę w lutym. Mam nadzieję, że w marcu znów się spotkamy na zajęciach. 

https://photos.app.goo.gl/SRnbgvNsrEF8ZXr68

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pani profesor Magdaleny Fikus o wirusie i szczepionce        30.01.2021 r.

W ramach środowych zajęć online 27 stycznia słuchacze spotkali się z panią profesor Magdaleną Fikus, żeby dowiedzieć się o wirusie i szczepionce, która ma zwalczyć pandemię. Pani profesor wyjaśniała w jaki sposób szczepionka powstała i co robi w ciele człowieka zaszczepionego, aby nie zachorować. W prezentacji strona tytułowa i widać model wirusa ze sterczącymi, czerwonymi wypustkami, jednak oczywiście przechodzącego przez dziurki w naszych maseczkach, bo jest to malutkie "stworzonko". Koronawirusy zakażające ludzi są trzy: SARS-CoV-2, a wcześniejsze MERS i SARS, które występowały w Azji, gdzie epidemia wygasła. SARS-CoV-2 zmodyfikował genetycznie co pociąga szybkie rozprzestrzenianie w populacji ludzkiej na całym świecie, powodując pandemię. Jest nawet na Arktyce i Antarktydzie. Genom tego wirusa to RNA. Aby zrozumieć specyfikę wirusa i jego działania w organizmie ludzkim, wysłuchaliśmy krótkiego wyjaśnienia o najważniejszych elementach budowy kwasów nukleinowych, które decydują o cechach genetycznych każdego organizmu. I tu trzeba spojrzeć na slajd i przypomnieć sobie wykład, na którym pani Fikus te informacje już nam przekazywała, kiedy spotykaliśmy się w OSiRze na Polnej. (Jakie to już wydają się odległe czasy). Tylko wspomnę, że ta skręcona cząsteczka w sprężynkę to DNA, którą ma każdy żywy organizm. (3 miliardy szczebelków, bardzo długa, jednocześnie bardzo mała). Obok widać cząsteczkę RNA jednoniciową, to kwas rybonukleinowy, który nie tworzy dwuniciowych stabilnych struktur. Kolejny slajd i tu pokazana droga wyjścia RNA z jądra komórkowego, przemieszczająca się do cytoplazmy i tam tworząca syntetyzowane białko, RNA już nie może absolutnie wrócić z powrotem do jądra. To mocno zostało podkreślone wielokrotnie. Białko, które powstało z RNA również nie wraca do jądra – droga jednokierunkowa. Wirus o którym mowa, to duża cząsteczka RNA. We wszystkich organizmach poza wirusami, w człowieku także, informacja genetyczna zawarta jest w DNA. Kolejne slajdy pokazują wirusa – model, widok przez mikroskop elektronowy i dalej jego budowa. Błona zewnętrzna, w której jest specjalne białko S szpikulca to różowe sterczące wypustki, a w środku RNA. Kółko zewnętrzne pokazuje budowę RNA. Oprócz tego białka S są inne, które potem w komórce spełniają różne funkcje. Wirusy w przeciwieństwie do bakterii nie namnażają się. Bez komórki nie syntetyzują żadnych białek. Białko S, czyli kolec rozpoznaje wejście do komórki, którą chciałby zarazić, (zamek i klucz-S). Białko w ciele człowieka, które stało się zamkiem, czyli receptorem dla wirusa to białko AC2, które uczestniczy w regulacji ciśnienia krwi. Właśnie tędy wirus wchodzi do naszych komórek. AC2 jest białkiem powierzchniowym i występuje prawie na wszystkich komórkach ludzkiego ciała. Pierwsze takie komórki to oddechowe czyli w nosie. Potem w ciele znajduje takie receptory we wszystkich tkankach – płucach, naczyniach krwionośnych, w sercu, nerkach, w jelitach, w układzie nerwowym, w mózgu. Zakażenie odbywa się drogą kropelkową z powietrza, człowiek – człowiek. Gdy już jest w płucach, mnoży się wędrując po całym organizmie. Trzeba stwierdzić, że każdy, kto się zaraził choruje inaczej, bo w ciągu życia różnie zużywają się narządy. Grupa tzw. ozdrowieńców nie jest do końca zdrowa, bo wirus rozprzestrzeniający się w organizmie uszkadza różne tkanki, u każdego inną. U każdego też inaczej zaczyna się choroba. Przebieg lekki (gorączka, kaszel, duszność, uczucie zmęczenia) i ciężki (bóle mięśniowe, ból głowy, zanik węchu, ból gardła, mdłości, biegunka) często dochodzi do konieczności mechanicznego oddychania i to jest bardzo ciężki przebieg, konieczność hospitalizacji. U człowieka chorego znajduje się wirus w oczach, w plwocinie, w kale i we krwi. Ale tylko zaraża się poprzez zakażenie kropelkowe. W temperaturze pokojowej wirus przebywa 14 dni. W 70 stopniach ginie po 5 minutach. Zabija go 70% alkohol. Na powierzchniach trwa 4 do 5 dni. Jeżeli jesteśmy już zakażeni, to innych zarażamy przed własnymi objawami, dlatego trzeba nosić maseczki. Po 10 dniach od objawienia się choroby, przestajemy zarażać, pomimo, że jeszcze czujemy się chorzy.

 A teraz szczepionka: Dzięki postępowi nauki bardzo szybko wirus został oznaczony, znaleziono wszystkie podjednostki i co jest tzw. kolcem czyli jego budowę RNA. Aby powstał mRNA trzeba dołożyć czyli dosyntetyzować różne rzeczy. Na slajdzie z lewej strony "cap" co świadczy, że to ma być mRNA, (komórka "wie", że to przyszło z jej jądra - oszukaństwo), dalej dołączone 5UTR – fragmenty RNA, i najważniejsza część, to informacja o białku S, potem kończący 3UTR i sygnalizator, że to jest koniec, wiele razy powtarzający Poly(A). Wszystko to dzieje się w probówce bez żywych organizmów, bez wirusa. Gdy to wstrzyknie się do jakiejkolwiek komórki, będzie ona produkowała białko zgodne z tym zielonym na zdjęciu fragmentem. To wchodzi do cytoplazmy i nigdy nie może cofnąć się do jądra. RNA w szczepionce jest trwalsze niż w wirusie. DNA w jądrach komórek człowieka jest przez całe życie i nie zmienia się, tak cząsteczka RNA łatwo ulega zmianom – są to mutacje. Analizę tego zjawiska widać na kolejnym zdjęciu, to odmiana brytyjska – 17 zmian z 30 000 w budowie RNA, obejmujące białko S – łatwiej zakaża. Pani profesor stwierdziła, że ten wirus mutuje stosunkowo rzadko, w przeciwieństwie do wirusa grypy, czy hiw. A więc szczepionka, to jest sygnał dla środowiska komórkowego, żeby zaczęło wytwarzać białko S, czyli mRNA. Kolejny slajd, czerwony szpikulec i dwie mutacje pokazane strzałkami to mutacja N501Y. Białko S zaznaczone na czerwono, oddziałuje i przykleja się do tych wrót czyli błony naszej komórki, kolor niebieski. Mutacja brytyjska ułatwia wzajemne "przytulenie" wirusa do komórki. Na następnym zdjęciu druga mutacja na dwóch ramionach białka S i to są miejsca, w których dzięki szczepionce przyczepia się ona, aby je zneutralizować. A więc szczepionka, która jest wszczepiana do mięśni, ma tę mRNA, które musi rozpoznać jako białko S nasza komórka i zacząć wytwarzać własne białko S, które wychodząc z komórek mięśniowych zakotwicza się w błonach, wytwarzając przeciwciała. Gdy zaatakuje nas SARS-CoV-2, nasze wytworzone przeciwciała unicestwiają wirusa. A teraz rzeczy pewne:

RNA gdy opuszcza jądro, nigdy do niego nie wraca. RNA jest dużo mniej trwałe niż DNA, wiedząc to, w szczepionce trwałość RNA została wydłużona. Ale i tak rozpada się po 2 czy 3 dniach od podania. Ważne jest to, co przez te 2 czy 3 dni po zaszczepieniu zrobi nasz organizm. Otóż organizm zaczyna wytwarzać białko S, mobilizując układ immunologiczny człowieka. Jeżeli spotka się z wirusem, czyli z jego kolcem (zarażenie drogą kropelkową), to wie, że należy go niszczyć, bo to jest obce. Czyli walczy ze szpikulcami – białko S na zewnętrznej powłoce wirusa, niszczy samego wirusa. Nie zmieniamy niczego w naszym układzie genetycznym przyjmując szczepionkę, jest ona nietrwała, ale wystarczająco trwała, aby organizm wytworzył swój układ obronny. Już po 10 dniach tego mRNA nie będzie. Pozostaną jego skutki, a on zostanie zniszczony przez nasz organizm.

Tempo w jakim działa nauka jest niespotykane. Nie można powiedzieć, że ta szczepionka powstała przez trzy miesiące, bo tę wiedzę gromadziło tysiące ludzi pracujących w genetyce. mRNA wchodzi do komórki dzięki temu, że szczepionka jest zanurzona w różnych tłuszczach zamkniętych w malutkich kuleczkach. Wszystkie błony komórkowe również składają się z tłuszczy i chętnie się z nią łączą. Są to też wrota do połączenia się bez receptora. Badania trwały już przez ostatnie 20 lat i wiedza ta została wykorzystana przy wymyślaniu tej szczepionki. Tak wielkie ilości szczepionek mogą być produkowane, tylko dlatego, że wytwarza się określone kawałki kwasów nukleinowych DNA, czy RNA w probówce. A więc wiedza i praca wielu naukowców dużo lat doświadczeń i jednocześnie mocne przyspieszenie technologii. Fazy przygotowania szczepionki, kolejne badania i testy. Brak przeciwwskazań do szczepień oprócz chorób układu immunologicznego – lekarz decyduje. Na slajdzie firmy, które pracują nad szczepionką na całym świecie. Szczepionka oksfordzka nie mRNA to wirus wektorowy pochodzący od szympansa, wchodzący do komórki i tam produkujący białko S. Szczepionka chińska – wirus dezaktywowany, ale musi zostać białko, które będzie aktywować nasz układ immunologiczny. Według prof. Fikus, ta szczepionka nie jest bardzo bezpieczna. Najbezpieczniejsze są z mRNA. Jeszcze nikt nie umarł po podaniu szczepionki, bez niej zarażeni niestety czasami umierają. Na zdjęciu model korona wirusa. I na koniec tabela na 25 stycznia z wyszczepialności na świecie. Powinno być zaszczepionych 70 % populacji. Afryka jeszcze nie szczepi. W związku z tym należy ograniczać kontakty międzyludzkie, aby zakażalność nie wzrastała i o tym mówi następny slajd. Jeszcze długo świat będzie musiał wprowadzać ograniczenia. A teraz zalecenia od pani profesor i wirusologów: Nie całować się, trzymać odległości ograniczać kontakty. Szczepionka jest fenomenalna, ale występują trudności z produkcją miliardów dawek. I na koniec zdjęcie z tekstem: czego by człowiek sobie życzył po pandemii. Ach………………     Życzę wszystkim jak najszybszego zaszczepienia się dwiema dawkami, odczekania jakiegoś czasu, aby nabrać odporności i wówczas może uda nam się spotykać już na wykładach w OSiRze, a nie online. Pozdrawiam Barbara.                   

https://photos.app.goo.gl/NfcLR6ZmsE7rQ7nQ8

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład pani Karoliny Zalewskiej o impresjonizmie w malarstwie polskim        26.01.2021 r.

W czwartek 21 stycznia odbył się wykład pani Karoliny Zalewskiej edukator Muzeum Narodowego, a temat to "Impresjonizm w malarstwie polskim". Ojczyzną impresjonizmu w sztuce w drugiej połowie wieku XIX jest Paryż, centrum sztuki europejskiej. Nazwa tego stylu wzięła się od obrazu Claude`a Moneta "Impresja, wschód słońca". Impresja to wrażenie wizualne. Malarze malujący w tym stylu wychodzą ze sztalugami i farbami w plener, rozpoczynając i kończąc tam obraz. (Już są farby fabryczne, gotowe zagruntowane płótna, a sztalugi lekkie). Druga zasada impresjonizmu to maluje się to, co widzi. Tematy do obrazów jakby pożyczone od realistów. Obraz musi być namalowany bardzo szybko, dając wrażenie, aby wykorzystać niezmieniające się światło, bo za chwilę może się już zmienić. Mówi się, że jest to zapis światła. Impresjoniści malują szybko, krótkimi pociągnięciami pędzla, nie mieszają farb na palecie, kładąc je obok siebie na płótnie, dopiero z pewnej odległości, w oku oglądającego sumują się. Zwykle obrazy te mają banalne tematy, wzięte z życia. Impresja Moneta, to widok portu z łodziami, lekko zaznaczone fale krótkimi maźnięciami pędzlem, wschodzące pomarańczowe słońce odbijające się w wodzie. Zwykle faktura obrazów tak malowanych jest szorstka, zwłaszcza tam, gdzie występuje odbicie światła, czyli impast – farba nałożona bardzo grubo. Brak konturów, których nie ma w naturze, maluje się tak jak widzi oko, jest to bardzo obiektywna metoda malarska. Malarze tego okresu, jak i poprzednicy korzystają z fotografii reportażowej. Do najwybitniejszych przedstawicieli należą Claude Monet, Auguste Renoir i "Śniadanie wioślarzy", Camille Pissarro i "Droga, zimowe słońce i śnieg", Alfred Sisley i "Powódź w Port-Marley" – tematy banalne, z życia wzięte. Początek impresjonizmu, to rok 1874 i to pierwsza wystawa tych malarzy w atelier fotograficznym Nadara, słynnego fotografa paryskiego, z którego fotografii korzystali. Inne wystawy i salony odrzucały impresjonizm przede wszystkim za brak treści w obrazach i za szkicową formę malarską. Mniej więcej rozkwit tego kierunku trwa ok. dekady, potem wielu malarzy nieco zmienia orientację artystyczną. Wiernymi tej metodzie malowania zostają Claude Monet czy Pissarro. Pierwsze poszukiwania związane z malowaniem światła o danej porze dnia w sztuce polskiej wykazuje Aleksander Gierymski. Dochodzi do tego sam, jeszcze przed 1874 rokiem i wystawą w Paryżu. Na slajdzie po lewej stronie jeden do szkiców "Altany". Widać ażurową ścianę altany i światło przechodzące przez nią, padające na stół, ławkę czy ziemię. Po prawej stronie jest mężczyzna w czerwonym fraku, w stroju XVIII wiecznym i w peruce – to nie impresjonizm, bo styl ten nie dopuszcza obrazów historycznych, ale w obrazie tym, tematem głównym jest światło, a nie osoby tam pokazane. Patrząc na cały obraz Altany, najbardziej impresjonistycznym miejscem jest w prawym dolnym rogu alejka parkowa i rozstrzelone kolory kładzione obok siebie, a oko patrzącego na to miejsce sumuje je. Malowanie światła wraca do Gierymskiego w różnych okresach. Kiedy w latach 70-tych przebywa w podkrakowskich Bronowicach znanych z Wesela, to często światło jest głównym tematem jego obrazów, np. w dziele "Chłopiec niosący snop". Głównie te połacie pola maluje w technice zbliżonej do impresjonistów. Na stopach chłopca można dojrzeć kolor fioletowy, który obrazuje cień. I tu kolejna cecha tego stylu: nie maluje się tego co malarz wie, tylko co widzi. I tak pomimo, że wiadomo, stopa nie jest fioletowa, ale tak ją w tym cieniu dostrzega. Krytyka nie akceptuje tego typu malarstwa. Kolejny obraz Gierymskiego "Trumna chłopska" i to płótno opowiada o świetle. Na teoretycznie białej ścianie chałupy jest wiele kolorów, ale oczywiście wywołanych grą światła słonecznego, czy też grą światła na ziemi. Aleksander Gierymski dochodzi do rozwiązań bardzo bliskich impresjonizmowi samodzielnie. A teraz o impresjonizmie warszawskim – grupa malarzy z Warszawy wyjeżdża do Paryża i tam poznaje cechy tego kierunku. Józef Pankiewicz i Władysław Podkowiński to jedni z tych młodych malarzy warszawskich, którym Paryż niezmiernie zaimponował i trafiają tam w 1889 roku, kiedy odbywa się wystawa światowa, buduje Wieża Eiffla, pawilony wystawowe. Wspólnie zwiedzają nie tylko wystawę, a cały Paryż, mieszkają przez 9 miesięcy w dawnej pracowni Józefa Chełmońskiego odnoszącego tam w tym czasie wielkie sukcesy. Ten okres spędzają w biedzie, ale w sposób twórczy, poznając wszystko, co daje Paryż, również galerie, czy wystawy, np. Claude’a Moneta, który w tym czasie jest już uznanym malarzem, spotykają też Theo van Gogha, młodszego brata słynnego malarza i dzięki niemu poznają dzieła neoimpresjonistów. Polacy dopiero odkrywają impresjonizm, który tam jest już nurtem uznanym. Podkowiński zaczyna swoją karierę jako rysownik, a tu brak konturów czy kreski. Pankiewicz jest bardziej otwarty na ten nowy kierunek. Trzeci malarz, który poznaje wówczas impresjonizm i jest od pozostałych dwóch starszy, to Leon Wyczółkowski wszechstronnie wykształcony. Kiedy wracają z Paryża do Warszawy, natychmiast starają się pokazać ten nowy kierunek w sztuce. Ponieważ Zachęta to bardzo konserwatywna i tradycyjna placówka, ich prace są odrzucone ze względu na nowatorskość, a jest już rok 1889 czyli mija prawie 15 lat od wejścia do sztuki światowej impresjonizmu. Młodym artystom daje szansę Aleksander Krywult, prywatny handlarz dziełami sztuki i w swoim salonie pokazuje nowinki malarskie. Władysław Podkowiński i jego autoportret z 1887 roku, przed Paryżem, a widać pewne elementy nowego stylu – rozbicie barwnej plamy, szybkie pociągnięcia pędzla, brak kreski czy konturu. Po powrocie z Paryża już świadomie zmienia swoją technikę, wyczula się na otaczający świat. Widoczna na slajdzie akwarela powstaje jeszcze w Paryżu. Obraz jest gładki, ale występuje rezygnacja z konturu i zaznaczenie światłocieni. Szuka rozwiązań nowatorskich. Na portrecie dziennikarza Czesława Jankowskiego dłoń jest namalowana wieloma kolorami, także oparcie fotela ma położoną grubo farbę. Tkanina w tle czerwona, ale cienie są błękitne. Na jasnych spodniach masa kolorów, a na twarzy pojawiają się niebieskie cienie. Taka metoda malowania jest bardzo nowatorska i krytykowana nad Wisłą. Jeszcze nie ma wyjścia w plener na tym, jak i następnych portretach. Kolejna praca Podkowińskiego – "Portret mężczyzny" usytuowany w pobliżu okna. Garnitur pomimo że czarny, widoczny jest w różnych barwach granatu, zieleni czy niebieskiego. Twarz też w wielu kolorach, brak konturu, ta metoda bardzo nowatorska. Następny obraz to "Studium blondynki"  - sukienka niebieska, malarz przełamuje barwy, kładąc wiele kolorów, zostawia ślady pędzla, co wcześniej jest niedopuszczalne. Jeszcze jeden to "Portret kobiety" i biała bluzka malowana szkicowo, bez odwzorowywania każdej falbanki. Śmiałe ruchy pędzla, zapisującego daną chwilę i dane oświetlenie nawet w pracowniach gdy zmieniało się oświetlenie w miarę upływu dnia. Akt rudowłosej dziewczyny z konwalia w ręku, obraz nietypowy dla Podkowińskiego i tu widać jak światło gra na jej ciele. Malarz używa wielu kolorów, aby to pokazać tak na ciele jak i na draperii. Pracownia jego mieści się w Warszawie w Pałacu Kossakowskich na Nowym Świecie w prawym pawiloniku powyżej dachu i ma wspaniały widok na Warszawę. Powstają tam trzy widoki z okna na Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście. Na pierwszym niewyraźny sposób malowania – widok zimowy. Kolejny obraz również zimowy z odcieniami błękitu i perspektywą powietrzną – im dalej rzeczy położone od malującego, tym więcej błękitu oraz szkicowa maniera. Najbardziej impresjonistyczny z tego cyklu jest widok Nowego Światu w letni dzień. Pełne światło słoneczne i nietypowe ujęcie z góry- nietypowy sposób kadrowania, jak ujęcia fotograficzne Nadara w Paryżu z balonu. Postacie malowane są szkicowo bez detali, kilka pociągnięć pędzla, im dalej tym mniejsza precyzja, więcej błękitu i mniej wyraźnie. W pewnym okresie swojego życia Podkowiński jest zaproszony przez malarza Juliana Maszyńskiego i przenosi się na wiele miesięcy do majątku w Chrzęsnem i Mokrej Wsi. Jego kondycja zdrowotna (początki gruźlicy) jak i majątkowa jest słaba, a tam w bogatym majątku dostaje utrzymanie i może malować. Mieszka z rodziną Koskowskich, którzy mają 8 córek, 3 z nich zamężne z malarzami, a jeden z nich to właśnie Julian. Na slajdzie widać portret jego żony  Stanisławy malowany impresjonistyczną manierą, a obok jego zdjęcie. Kolejny jej obraz malowany w ogrodzie gdzie jest na pierwszym planie, a w głębi jej mąż w alejce. Dużo słońca, wytworne towarzystwo inspiruje Podkowińskiego, rozwijając jego możliwości malarza impresjonisty. Powstaje wiele scen z lata w Chrzęstnym. Na akwareli córka Państwa Maszyńskich w słoneczny dzień. Jeden z najsłynniejszych obrazów Podkowińskiego, który tam powstał, to portret Wincentyny z Koskowskich Karskiej i ta sama alejka jak na jednym z poprzednich obrazów. Na niebieskiej sukni występują zielone cienie z odbicia krzewów. Następny slajd i widać plamy światła na pofałdowanej murawie, krótkie uderzenia pędzla, światło przechodzące przez drzewa. Kolejne obrazy pokazują krajobrazy, które uwiecznia malarz spacerując po okolicy. Na jednym ze slajdów namalowany przez Leona Wyczółkowskiego portret Miłosza Kotarbińskiego, artysty, który również mieszka w Chrzęstnym, ożeniony z jedną z córek Koskowskich, Ewę, zdolną pianistkę. Podkowiński maluje jej portret w eleganckiej sukni (fotografia czarno-biała obrazu bo oryginał zaginął). Dalej obraz dwóch synów państwa Kotarbińskich – Tadeusza i Mieczysława podlewających kwiaty w ogrodzie. Z konewką to znany polski filozof, ten mniejszy to projektant sztuki użytkowej. Ta scena to pretekst do zapisania światła o określonej porze dnia.  Miłością Podkowińskiego niemożliwą do spełnienia, staje się Ewa Kotarbińska o 9 lat od niego starsza. Po jakimś czasie odrzucony przez nią spędza noc na mokrej trawie w ogrodzie co przyczynia się do pogorszenia stanu zdrowia. Dalej kolejne obrazy tam namalowane. Właściciele majątku zrywają z nim kontakt. Wyjeżdża w okolice Sandomierza, zaproszony przez krakowskiego kolekcjonera sztuki współczesnej Feliksa "Manggha" Jasińskiego. Widoczny jego portret, a dalej portret jego żony. Kolejne pejzaże okolic gdzie przebywa, malowane tą impresjonistyczna manierą. Ten pejzaż Sobótki to prawie abstrakcja. Są to pasy ziemi i stóg siana-zapis światła i kolorów. Jeszcze pokazanych jest kilka obrazów i na tym kończy się jego malarstwo impresjonistyczne. Żaden polski malarz nie maluje w tym stylu przez całe życie. Nasz bohater umiera mając 29 lat, ale jeszcze zaczyna malować w stylu symbolizmu i wyimaginowanych wizji. Józef Pankiewicz jest bliskim przyjacielem Podkowińskiego, razem na studiach w Petersburgu, potem w Paryżu, razem odkrywają impresjonistów. Jego obraz z Warszawy to Targ na jarzyny, który pokazał w Paryżu. Odnosi tam sukces, zostaje nagrodzony i maluje kolejny - Targ na kwiaty, wygląda, jakby malarz go tworzył, siedząc w kucki. Ma on szorstką fakturę, szczególnie na kwiatach, niedużą powierzchnię nieba czy gra światła na ziemi, bez precyzji w detalach. Pankiewicz jest zawsze niezależny i nowatorski. Dalej fragment szkicu do poprzedniego obrazu. Po powrocie do Warszawy pokazuje, tak jak Podkowiński, efekt swojej paryskiej pracy. W 1890 i 1891 roku z rodziną jeździ do Kazimierza nad Wisłą i tam maluje przesycone światłem widoki. Kawałek pola i krótkie pociągnięcia pędzla, plamy kolorów zlewające się patrząc z oddalenia. Wóz z sianem - brak czarnego koloru. "Droga w Kazimierzu" – niezliczona ilość kolorów, malarz maluje to, co widzi. Niepowodzenie w Polsce malarstwa impresjonistycznego powoduje, że Pankiewicz popada w przygnębienie i zaczyna malować sceny nocne jak Podkowiński. Następny jego epizod, to malowanie portretów. Trzeci malarz polski, który odwiedza wówczas Paryż, to Leon Wyczółkowski, już dobrze wykształcony, malujący sceny historyczne czy salonowe, bez nowatorstwa, dużo starszy od tych dwóch kolegów. W Paryżu także zachwyca się tą nową metodą malowania światła. W latach 90-tech jeździ na Ukrainę i tam maluje swoje ulubione tematy, takie jak rybacy. Twarz pokazanego na slajdzie jest malowana śmiałymi pociągnięciami pędzla, zwłaszcza gdzie pada zachodzące słońce – pod okiem intensywna czerwień ale także intensywny błękit. Farba grubo kładziona, szerokie pociągnięcia pędzla. Na kolejnym rybacy łowiący raki. Szlachta kpiła z jego tematów chłopskich. Wesołe pacholęta i przeniesienie do innej epoki, ale metoda malarska nowoczesna, impresjonistyczna. Drugi ulubiony temat Wyczółkowskiego to orka na Ukrainie. Maluje woły ciągnące pługi, ludzi dozorujących, pola. Obrazy są nie tylko olejne, ale i pastele. Można określić porę dnia po oświetleniu postaci i długości cieni. Kolejna wersja orki czy sianokosy. W tematyce dworskiej powstają szkice olejne i obraz o nazwie "Kobiety grające w krokieta" sport elegancki - wieczorem w letni dzień musi już słońce zachodzić, bo kolory białej bluzki z błękitami i żółcią, a więc temat główny, to zapis światła. Dalej portret jego kuzynki, na twarzy zuchwałe kolory, tło potraktowane bardzo szkicowo. Najsłynniejszy ukraiński temat to kopanie buraków. Tam najlepiej widoczne światło, kładzie się na dużych powierzchniach. Ubranie chłopa białe, malowane wieloma kolorami, sumujące się w oku. Grubo kładziona farba. Na obrazie z 1911 roku temat zupełnie inaczej malowany. Nie ma zapisu światła, nie ma krótkich pociągnięć pędzla, jest szerokie, płaskie malowanie. I kolejna wersja z tego roku. Inni malarze też sięgają po takie malarstwo. Józef Mehoffer i "Dziewczyna stojąca w polu" jest zapisem światła, odrzuca kontur, który towarzyszy mu w wielu innych obrazach, mimo, że impresjonistą nigdy nie jest. Nieco mniej znany malarz Stanisław Masłowski i krowy brodzące w rzece. Próbuje zapisać światło odbijające się w wodzie, ale nie jest malowane techniką impresjonistyczną, mimo, że znajomość tej techniki jest widoczna. Jan Ciągliński i jego próba zapisania światła, ale ta metoda jednak nie jest w tym stylu. I Apoloniusz Kędzierski malarz zapomniany, znane jemu metody zapisywania światła, jest bliski temu kierunkowi. Wielokrotnie powtarza temat "Dziewczyny z maselnicą", zbliżając się do techniki impresjonistycznej. Oprócz tych trzech podstawowych malarzy, przedstawicieli dekady impresjonizmu polskiego o których była mowa w pierwszej części wykładu, inni też pokazali bliskie temu rozwiązania. To jest tylko epizod w sztuce tych artystów. Bardzo długi wykład pani Zalewskiej, na krótko przerwany przez nieświadome wyłączenie jej prezentacji przez słuchacza, zakończył się jeszcze wymianą wrażeń i odczuć słuchaczy, rozmową z panią Karoliną i podziękowaniem za tak obszernie przedstawiony temat. 

https://photos.app.goo.gl/59g8kco78jvhheHk8

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pani Barbary Tichy o życiu i twórczości Giotto      24.01.2021 r.

W środę 20 stycznia 2021 roku słuchacze UOTW usłyszeli o życiu i twórczości Giotto di Bondone, a opowiadała pani Barbara Tichy edukator z Muzeum Narodowego, która przyznała, że ten artysta jest jednym z najbardziej przez nią ulubionych. Żyje on na przełomie XIII i XIV wieku. Na pierwszym slajdzie portret Giotta namalowany przez renesansowego malarza Paolo Uccello, wiele lat po jego śmierci. Giotto jest synem chłopa i pochodzi z małej wioski z okolic Florencji. Odgrywa on bardzo dużą rolę w dziedzinie sztuki i rewolucjonizuje malarstwo. Działa w okresie średniowiecza, a już pojawiają się w jego obrazach takie elementy jak przestrzeń trójwymiarowa, ciężkość postaci, elementy przyrody czy krajobrazy. Interesuje się naturą, wprowadza pewien realizm do sztuki gotyckiej. Kolejny slajd pokazuje pejzaż Toskanii. Florencja to miasto w Toskanii, gdzie się uczy i pracuje. Budynek muzeum Giotta jest w miejscowości Vespignano, gdzie się urodził. Gdy ma 10 lat opiekuje się owcami i rysuje na kamieniach, piasku przedmioty z natury i z wyobraźni. Kiedyś widzi je znany malarz Cimabue, zabiera go do swojej pracowni i dzięki temu staje się jego uczniem. Na slajdzie widać tę scenę namalowaną przez XIX malarza Gaetano Sabatelli. Jak się potem okazuje, uczeń przerasta mistrza. We Florencji powstają nowe budowle i wymagają wystroju, dlatego wielu artystów znajduje zatrudnienie w tym mieście. Kształtuje się nowa szkoła malarska, która będzie kontynuowana aż po XV wiek. Cimabue w tym czasie ma dużą pracownię malarską z wieloma współpracownikami. Mistrz maluje zwykle główne postacie, a uczniowie wykonują pozostałe elementy, przygotowują podobrazia, mieszają farby na jeden dzień. Nie ma wówczas tubek z farbą, ani możliwości ich przechowywania. Warsztat malarski to fabryczka obrazów. Uczeń przechodzi cały proces szkolenia od najprostszych po współpracę z mistrzem. Widoczna "Madonna wśród aniołów" Cimabuego z pracowni przeniesiona zostaje do Katedry, a obecnie znajduje się w Luwrze. Jest to malarstwo greckie – Maniera Grecka, czyli styl bizantyjski dominujący na terenie Włoch. Malarstwo to operuje kanonem czyli umownymi symbolami i elementami, gdzie postacie są pewnymi znakami i przekazem pewnych treści. Odtwarzają rzeczywistość wieczną, postacie jak wycięte z papieru, nie mają masy ani nie działa na nie grawitacja. Fałdy szat nie muszą układać się logicznie, to raczej ornament. Sam Cimabue już trochę odchodzi od tego stylu idzie w kierunku naturalizmu, jego malarstwo jest przetworzone w kierunku sztuki gotyckiej zachodu. Fałdy szat Madonny zaczynają nabierać pewnego życia, modelunek światłocieniowy na twarzach jest delikatniejszy. Kolejny obraz to malowidło ścienne z kościoła św. Franciszka z Asyżu – "Madonna z Aniołami". Modelunek światłocieniowy jeszcze bardziej widoczny nawet zauważyć można liryzm w twarzach, co odchodzi od sztywności, symbolu i kanonu bizantyńskiego. Giotto przezwycięża tę sztukę malowania, idzie znacznie dalej. Jest nawet upamiętniony w Boskiej komedii Dantego, że przerósł swojego mistrza. Giotto ze swoim mistrzem podróżuje, realizując zamówienia w innych miejscowościach. Dociera do Rzymu gdzie zapoznaje się ze sposobem malowania Pietra Cavalliniego, znanego mistrza tego czasu. Na slajdzie jego mozaika znajdująca się w kościele Santa Maria w Rzymie. Przedstawia kąpiel Najświętszej Marii Panny. Tego typu mozaiki są również w twórczości Giotta. Nadchodzi moment, nasz bohater się usamodzielnia i tworzy prace we własnym warsztacie. Rok 1287 kiedy się żeni, a 1290 to rok, w którym wykonuje swoje pierwsze wielkie dzieło, krucyfiks do kościoła Santa Maria Novella we Florencji, na zdjęciu na czarnym tle. Po lewej stronie na białym tle krucyfiks wykonany przez Cimabuego który zachowuje kanon nawiązujący do tradycji bizantyjskiej. Na ramionach krzyża są postacie opłakujące Chrystusa – Matka Boska i św. Jan Ewangelista. Kształt krzyża charakterystyczny. Giotto wprowadza skałę Golgoty z elementem grobu. Modelunek który stosuje Giotto jest zupełnie inny niż w krucyfiksie jego nauczyciela. Układ ciała podobny, różni się przybiciem stóp do krzyża. Giotto to jeden gwóźdź, a obok na krucyfiksie nogi przybite dwoma gwoździami. W końcowej fazie średniowiecza już zawsze obowiązuje jeden gwóźdź. Sylwetka Chrystusa u Giotta prawie trójwymiarowa, widać modelunek światłocieniowy, mięśnie czy żebra, perizonium jest prawie przezroczyste. W kanon bizantyjski wkracza realność – jest to Chrystus z krwi i kości. Najbardziej znanym dziełem Giotta są freski w Bazylice św. Franciszka w Asyżu, która jest wielką budowlą romańską. Maluje on w nawie głównej Bazyliki cykl 28 scen z historią św. Franciszka, tworzy jego ikonografię 100 lat po śmierci świętego. Technikę używaną przez Giotta, stosowali starożytni, natomiast mistrzowie średniowiecza używają farb temperowych na bazie jajka kurzego, pigmentów rozcieranych z wodą i kładą je na suchy tynk. Giotto który jest prekursorem renesansu stosuje technikę fresku tworzonego na mokrym tynku. A więc na ścianę kładzie najpierw wapno z drobnym piaskiem, na to nakłada rysunek kompozycji, potem pył marmurowy. Maluje się dopóki warstwa tynku nie zaschnie. Tynk z malowidłem tworzy jedną całość. Jest to technika bardziej trwała niż kiedy maluje się na tynku suchym. Słuchacze oglądają na slajdach kilka najbardziej charakterystycznych przykładów fresków z Bazyliki. Pierwszy to "Żłóbek w Greccio" i widoczny św. Franciszek na pierwszym planie, wkłada do żłóbka figurę dzieciątka Jezus, aranżując żłóbek. Święty odziany jest w strój diakona, chociaż nigdy nie przyjął święceń kapłańskich. Scena rozgrywa się w kościele, zgromadzeni są bracia i wierni przed ołtarzem z baldachimem, a na górze (lektorium) ambona i krzyż. W sztuce często pojawiają się sceny symboliczne, tu u Giotta krzyż symbolizuje mękę – zbawczą misję Chrystusa zaczynającą się w czasie przyjścia jego na świat. Kolejny witraż to "Kazanie do ptaków" jest to prosta kompozycja, postacie monumentalne niepapierowe, z krwi i kości. Tło nie jest już złote, a błękitne. Scena ta to Franciszek przemawiający do ptaków, chwalący Boga za opiekę nad nimi. Są tam realistycznie przedstawione drzewa, kompozycja ma swój wdzięk i ascetyczność. Kolejna scena to "Cud ze źródłem". Pejzaż wzięty z ikon – spiętrzone skały, ale jednak z trójwymiarowym światłocieniem. Osoby nabierają ciężkości. Ciekawa postać spragnionego pijącego ze źródła, które powstało po modlitwie świętego Franciszka. "Wypędzenie demonów z Arezzo" to kolejny witraż z oryginalnym układem kompozycyjnym. Pokazane miasto z siedliskiem demonów. Św. Franciszek modli się na tle świątyni. Dwie rzeczywistości: sacrum – strzelista świątynia i miasto z którego jeden z braci krzykiem wypędza demony, wspierany modlitwą przez świętego. I ostatni z serii pokazanych witraży, to "Sen papieża Innocentego III" - proroczy sen papieża, który dzięki niemu akceptuje regułę ubóstwa franciszkańskiego, przedstawioną przez św. Franciszka. W tym śnie widzi Franciszka podtrzymującego chylący się kościół. Są tu dwie realistyczne sceny na dwóch częściach mozaiki. Na kolejnym slajdzie widać rekonstrukcję mozaiki wykonanej przez Giotta w Rzymie, w portyku Bazyliki Konstantyńskiej św. Piotra (wcześniejszej). Szczątki tej mozaiki zostają przeniesione do grot watykańskich. Do naszych czasów zachowały się tylko 2 medaliony. Widoczna jej rekonstrukcja, przedstawiająca łódź Piotrową. Jak widać Giotto nie tylko maluje obrazy, witraże, ale i mozaiki. A teraz obraz sztalugowy "Stygmatyzacja św. Franciszka" , który powstaje jako ołtarzowy do kościoła św. Franciszka w Pizie, obecnie jest w Luwrze. W dolnej części, sceny już nam znane, autor uznaje, że wcześniej wykonane, udane, warto powtórzyć. W głównej części jest św. Franciszek po wielu dniach na modlitwie, w święto Podniesienia Krzyża. W wizji widzi ognistą kulę gdzie dostrzega twarz Chrystusa, zsyłającego na niego oznaki swojej męki. Na tym obrazie sygnatura warsztatu Giotta. Kolejny slajd i fragment zachowanego malowidła Giotta z roku 1300-nego wykonanego na zamówienie papieża Bonifacego VIII. Dzieło to rozsławia malarza co pociąga za sobą wzrost zamówień. Największym arcydziełem Giotta jest kaplica Scrovegnich w Padwie, którą buduje i ozdabia jej wnętrze. Poświęcona jest w 1305 roku, a jej całe wnętrze pokrywają jego freski. W prezbiterium na ołtarzu są rzeźby przyjaciela Giotta – Giovanniego Pisano – rzeźbiarza włoskiego. Jest tam posąg Marii, a w tle nagrobek z leżącym posągiem pierwszego właściciela tej ziemi. Wnętrze wypełniają sceny w trzech fazach, o niespotykanej kolorystyce i przemyślanej kompozycji. Górny pas przedstawia dzieciństwo Najświętszej Marii Panny, historii Joachima i Anny, dwa pozostałe to sceny ewangeliczne z życia Chrystusa, a przy samej ziemi malowane monochromatycznie sceny różnych personifikacji. Od strony wejścia cała ściana to wizja sądu ostatecznego. A teraz kilka poszczególnych kompozycji. Pierwsza to fragment z cyklu dzieciństwa Marii "Zwiastowanie św. Anny". Pokazany dom w przestrzeni trójwymiarowej, Anna klęczy umieszczona w tej przestrzeni, służąca siedzi przed wejściem przędzie nić, jej szata układa się na kolanach. Element ze świata nadprzyrodzonego to Anioł zwiastujący narodzenie NMP, wciskający się przez okno do środka. Głowy już nie są otoczone okrągłymi nimbami (aureolami), stają się bardziej owalne. Drugi fragment to "Spotkanie Joachima z Anną", która wybiega przed bramę i witają się pocałunkiem, ciesząc się ze zwiastowania. Mimo postaci surowych i monumentalnych w gestach widać czułość. Kolejny slajd i "Narodziny Marii" w tym samym wnętrzu co zwiastowanie.Następny, to scena ewangeliczna "Boże Narodzenie". Najważniejsza jest tu relacja dzieciątka i Maryi – obydwoje zatopieni w swoim medytacyjnym i skupionym spojrzeniu. W scenach ewangelicznych malowanych przez Giotta aniołowie są wyrazicielami ekspresyjnie wyrażanych emocji- najbardziej dynamiczne postacie. Nowy element wprowadzany przez Giotta do malarstwa to postaci ustawione do widza plecami, Stwarza to wrażenie, że jesteśmy w kręgu widzów oglądających tę scenę jakby zza pleców uczestniczących w tych wydarzeniach. Następny obraz to "Pocałunek Judasza" i tu wzrok Jezusa spotyka się ze spojrzeniem Judasza. Twarze o różnym charakterze – łagodna twarz Chrystusa i szkaradna twarz Judasza. Żółta szata zgodnie ze zwyczajem symbolizująca zdradę, a wokół kompozycja dynamiczna, są pochodnie, halabardy, jakby dużo hałasu i ruchu wokół tych wyciszonych, stojących dwóch głównych postaci. Trzeba zwrócić też uwagę na kiepsko zachowany kolor błękitny w tle. Zostaje tam zastosowana ultramaryna – jeden z najdroższych pigmentów: lapis lazuli, ale niestety na suchym tynku, co okazuje się stosunkowo nietrwałe. Postacie natomiast tam pomalowano w metodzie fresku, czyli na mokrym tynku. I obraz "Opłakiwanie Chrystusa" gdzie widać osoby siedzące do nas tyłem na pierwszym planie, oglądamy tę scenę zza ich pleców. Postacie podtrzymujące ciało Chrystusa wyrażają emocje wyciszone, subtelne, ale aniołowie rozpaczają w bardzo emocjonalny sposób. A teraz figury z dolnego rzędu: "Nadzieja" z lewej i "Głupota" z prawej to personifikacje cnót. Następny slajd i możemy porównać obraz Maesta namalowany przez Giotta, wcześniej oglądaliśmy Maestę namalowaną przez Cimabuego.  Tu tron u Giotta trójwymiarowy, u Cimabuego ornamentalny, nie widać głębokości, u Marii nie widać masy jej ciała, jest jak z papieru. U Giotta Maria trójwymiarowa, ma dosyć duże gabaryty, monumentalna, otoczona przez wiele postaci. Na pierwszym planie anioły potęgują trójwymiarowość. Następne malowidło z kościoła Wszystkich Świętych – "Zaśnięcie NMP" . Zostało odcięte ze ścian jeszcze w XVI wieku i jest w zbiorach berlińskich. Tu też jest postać odwrócona tyłem. Chrystus trzyma na rękach dzieciątko, to dusza Marii. Ukoronowanie twórczości Giotta to dekoracja kaplic w bazylice Santa Croce we Florencji, w której po śmierci spoczną szczątki Giotta. Cztery kaplice są tam udekorowane przez Giotta, a do naszych czasów zachowały się dwie i niestety podniszczone. W jednej są sceny z życia św. Franciszka, w drugiej z życia św. Jana Ewangelisty i św. Jana Chrzciciela. Slajd pokazuje malowidło "Śmierć św. Franciszka", gdzie bracia go opłakują, lekarz sprawdza jego stygmaty, a aniołowie do nieba unoszą jego duszę. Na tym obrazie widać ślady sarkofagu, który został zdemontowany, ale zniszczył warstwę malarską. Mistrz pracuje w różnych miejscach: dla Padwy, Rzymu, Neapolu, ale zawsze wraca do Florencji, gdzie zostaje uhonorowany stanowiskiem naczelnego architekta miasta. Dostaje zlecenie kierownictwa nad budową katedry do której wykonuje projekt dzwonnicy, a realizację podjęli artyści renesansowi. Na zdjęciu projekt jak i jego realizacja. Pracuje też nad dekoracją pałacu del Bargello we Florencji, gdzie wykonuje wizerunek Dantego we fresku przedstawiającym raj. Przed śmiercią nie kończy tego dzieła. Ósmego stycznia 1337 roku Giotto umiera. Malarz ten silnie oddziałuje na szkołę malarstwa gotyckiego. Nowatorski w swoim czasie, kolejnych artystów inspirował swoją sztuką, czego ślady można dostrzec w ich malarstwie. Nazywany jest prekursorem renesansu i jednym z największych artystów sztuki gotyckiej. To tyle i aż tyle zdołałam wynotować z bardzo obszernego wykładu pani Barbary Tichy, która z wielkim zaangażowaniem i bardzo obszerną wiedzą przekazała informacje o życiu i twórczości tego wspaniałego malarza. Na koniec zwyczajowo krótka rozmowa słuchaczy z wykładowcą i podziękowanie. 

https://photos.app.goo.gl/ueGBgA159YZY9Wkb9     

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu muzealnego pani Radwańskiej o różnicach i podobieństwach

malarstwa Władysława Ślewińskiego i Tadeusz Makowskiego.                                          18.01.2021 r.

W czwartek 14 stycznia 2021 roku słuchacze połączyli się online na wykład pani Romy Radwańskiej edukatora z Muzeum Narodowego. Temat ciekawy, porównujący twórczość poprzez "dialog dzieł" i życie dwóch artystów żyjących w tym samym czasie, którzy spotykają się, a nawet przez jakiś czas jeden gości drugiego w Bretanii. Zobaczymy jednak różnice ich podejścia do sztuki. Bohaterami wykładu są wybitni artyści Władysław Ślewiński, po lewej stronie prezentacji, wówczas ma 50 lat i Tadeusz Makowski po prawej lat 38. Obydwa obrazy to autoportrety. Dzieli ich wszystko, a mianowicie wiek, wykształcenie, status materialny, rozwój kariery malarskiej ale także temperament. Łączy ich Francja, gdzie głównie mieszkają, a spotykają się w Bretanii i ponieważ mają różne spojrzenie na sztukę, spotkanie to ma ciekawy przebieg. Obydwaj malarze w trakcie upływu czasu dochodzą do własnego stylu malowania, od razu rozpoznawalnego. W początkach twórczości malują zupełnie inaczej niż po osiągnięciu tego, do czego dążyli. Oczywiście na ten styl ma wpływ wielu malarzy, tak polskich jak i zagranicznych. Śliwiński do Paryża przybywa w 1888 roku nie jako artysta, ale jako uciekinier przed komornikiem. Nie planuje zostać malarzem choć jego kuzyn to Józef Chełmoński, a sam przejawia zamiłowanie do rysunku. W Paryżu pracując fizycznie jednocześnie zapisuje się na naukę rysunku do dwóch szkół. Spotyka się tam z Paulem Gauguinem, przypadają sobie do gustu. Pasowany przez mistrza, Ślewiński nie wraca do kraju, zaczyna malować. W tym czasie impresjonizm jest na szczytach popularności i nasz bohater interesuje się wystawami tak impresjonistów jak i szczególnie syntetystów takich jak Paul Gauguin czy Emile Bernard. Z Gauguinem podróżuje i wreszcie na jakiś czas osiada w Bretanii. Syntetyzm jest punktem wyjścia dla twórczości Ślewińskiego i trzy slajdy pokazują najbardziej charakterystyczne dzieła przedstawicieli tego gatunku szkoły Pont-Aven. Obraz Emila Bernard daje początek temu nurtowi, wskazuje kierunek i najbardziej charakterystyczne cechy. Przede wszystkim malowano z wyobraźni, a nie jak impresjoniści w plenerze. Ponadto następna cecha to brak trójwymiarowości, czyli obraz płaski, brak perspektywy czy modelunku (światłocieni), wyraźny podział geometryczny wg przekątnej lub kilku poprzecznych pasów, wg linii barwnych, czy form. Brak natomiast jakiejś opowieści, treści czy anegdoty. A teraz konkretny obraz "Kobiety bretońskie na zielonej łące" : trzy pasy poprzeczne, na pierwszym planie dwie duże głowy kobiet, trochę dalej drugi pas, postać siedząca już znacznie mniejsza i dwie stojące kobiety z dziećmi, wreszcie najmniejsze osoby na górze dają wrażenie głębi, zbudowanej poprzez wielkość obiektów. Często w pracach syntetystów obserwuje się, kompozycję widzianą jednocześnie z wielu perspektyw i tutaj tak z lotu ptaka jak i z pozycji żaby. Brak roślinności, a pejzaż to postaci ludzkie. Kolory nasycone obwiedzione konturem i brak cieniowania to charakterystyczne cechy tego gatunku. To nowa idea czyli synteza – płaska powierzchnia dwuwymiarowa otwarta – brak ograniczeń co stwarza możliwość domalowania. To jest obraz, który zapoczątkował syntetyzm. Paul Gauguin, zafascynowany pracą Bernarda maluje w tym samym roku bardzo znany obraz "Wizja po kazaniu. Walka Jakuba z aniołem", którego kompozycja jest bardzo ciekawa. Na  pierwszym planie wychodzące z kościoła razem z księdzem kobiety i można się domyśleć, że na kazaniu była opowieść o walce anioła z Jakubem. Po przekątnej obrazu widać inną rzeczywistość oddzieloną gałęzią drzewa. Mamy tu spłaszczone kształty obwiedzione ciemnymi konturami, brak perspektywy. Kierunek ten jest wyraźnie w opozycji do impresjonizmu. Tam rzeczywistość analizowana, tak w syntetyzmie jest syntetyzowana, czyli upraszczana. Kolejny obraz trzeciego twórcy tego kierunku Paula Serusiera to "Kobiety bretońskie". Podsumowując cechy syntetyzmu, to nieodtwarzanie rzeczywistości, tylko tworzenie własnych wizji, brak perspektywy i trójwymiarowości, syntetyzowanie przestrzeni obrazu, zmiana budowy obrazu – duże sylwetki blisko, coraz mniejsze leżą dalej. Przedmioty czy sylwetki obrysowane ciemnym konturem, wnętrze wypełniane kontrastowym kolorem. Syntetyków inspirują witraże i japońskie drzeworyty. Wracając do jednego z bohaterów wykładu, Władysław Ślewiński wybiera syntetyzm i w ten sposób wchodzi do malarstwa, ale często odchodzi od zasad cloisonizmu (plamy barwne otoczone konturem), rozwinie światłocień, wzbogaci modelunek i z większą wiernością będzie malował naturę. Na kolejnym slajdzie portret Ślewińskiego namalowany przez Gauguina. A teraz parę zdań o drugim bohaterze wykładu, czyli o Tadeuszu Makowskim. Otóż kiedy przyjeżdża do Paryża jest już ukształtowanym przez Młodą Polskę kolorystą, po ukończeniu Akademii. Artysta który wpływa na jego malarstwo to Jan Grzegorz Stanisławski, wybitny pejzażysta i nauczyciel akademicki ukochany przez studentów, wspaniały artysta. Pierwszy wyprowadził studentów w plener, malował tylko przyrodę, głównie polne rośliny. Kiedy Makowski wyjeżdża na jeden z plenerów studenckich, poznaje Władysława Ślewińskiego w Poroninie. Ma on tam pracownię przez krótki czas. Dla Makowskiego malarzem, który ma duży wpływ na jego twórczość jest Paul Cezanne, prekursor kubizmu, czyli kierunku w sztuce, który rozwijają Picasso i Georges Braque. Naturę czy postacie ludzkie przedstawia się przy pomocy brył geometrycznych. Pomimo, że Cezanne nie idzie w kierunku kubizmu, jego słynne zdanie "Naturę traktuję jako kulę, walec czy stożek" staje się zasadą tego stylu. Dla Makowskiego oprócz powyższych wytycznych, ważny jest kolor i człowiek, więc wykorzystuje pewne cechy kubizmu, ale idzie dalej nie chcąc, aby jego obrazy stały się abstrakcyjne. Góra św. Wiktorii Cezanne  mocno kolorowa, natomiast jego sportretowana żona, bez osobowości, ważne bogactwo kolorów w ubraniu i pewne rozwiązania malarskie. Makowski, do swojego rozpoznawalnego stylu dochodzi długo, czerpiąc od Stanisławskiego, Cezanne, Rembrandta i innych. Swój własny styl osiąga w wieku 46 lat, żyje tylko 50.

I nadchodzi czas na porównanie tych samych tematów ujętych w malarstwie dwóch bohaterów wykładu. Najpierw autoportrety. Ślewiński z 1894 roku  to półprofil wypełniający prawie całe płótno, zdecydowane kolory ubranie odcina się od tła, oczywiście wszystkie kształty obrysowane ciemnym konturem, ciemna tonacja całości. Paleta Ślewińskiego ciemniejsza niż występuje u syntetystów, jak poradził mu Gauguin. Natomiast Obraz Makowskiego "Idylla przy płocie – autoportret, dziewczynka z kwiatami i psem" – za płotem sylwetka malarza, dziewczynka chyba go nie widzi. I tak dzieci stają się bohaterami jego obrazów. Dla niego świat dzieci jest idylliczny i bajkowy. Wszystkie kształty są uproszczone, może oprócz bali płotu. Kolory żywe i nasycone. Obaj malarze na tych portretach mają po 38 lat.

W czasie Pierwszej Wojny Światowej Makowski musi opuścić Paryż i wówczas zostaje zaproszony do domu Ślewińskiego w Bretanii. Porównanie dwóch obrazów oceanu. Ślewiński  - obraz oceanu malowany z pasją, tylko brzeg i wzburzone fale bez ludzi. "Szturm fal"  to biało zielonkawe fale rozbijające się o ciemnobrązowe skały brzegu. Zmierzch, albo idzie burza, bo niebo to kolor ciemnogranatowy. Obraz spokojny – statyczny.

Makowski – zupełnie inne spojrzenie na ocean. "Wzburzone morze z łodziami". Żywioł ujęty jest prawie z powierzchni wody, czuje się wicher, kładzie łodzie na boki. Bogactwo kolorów i nakładające się różne plany stwarzają głębię. 

Teraz martwa natura. Ślewiński ma już doświadczenie i nie sprawia mu kłopotu kompozycja, w przeciwieństwie do kłopotów Makowskiego. Pierwsza praca z cebulami. Ciemna w tonacji przedstawia przedmioty proste, nieefektowne ale namalowane bardzo wdzięcznie, oddaje ich wygląd. Kolorystycznie to różne tonacje brązów.

Dla kontrastu Makowski i jego "Martwa natura z gruszkami" jest bogata w barwy i przedstawia trzy gruszki, ale ich kształty są zgeometryzowane, a kafelki na ścianach to kratka. Wygląda, że kratkowanie przenosi się na same owoce.

Kolejne porównanie i bukiety kwiatów. Ślewiński dekoracyjne piwonie umieszcza w kamiennym wazonie na stole w jasnobrązowym kolorze. Za nimi ciemna ściana, kontrastująca z kwiatami. Wszystkie kształty, jak u syntetystów obwiedzione ciemnym konturem.

A teraz bukiet polnych kwiatów bardzo skromny, umieszczony w baryłkowatym naczyniu namalowany przez Makowskiego Całość ma kształt klepsydry i wypełnia prawie całą powierzchnię obrazu, a kolory subtelne. Ta kolorystyka oddaje temperament artysty.

Sceny rodzajowe. Władysław Ślewiński i "Dwie Bretonki z koszem jabłek" to doskonały przykład syntetyzmu. Są dwie kobiece postaci ubrane w stroje bretońskie, obok kosz jabłek. Wszystkie przedmioty i osoby obwiedzione konturem, pięknie nasycone kolory i duża dekoracyjność. Obraz tym razem jest w jasnej tonacji.

Tadeusz Makowski i "Podwieczorek" to echa kubizmu. Kształty kanciaste, czarne linie przecinają cały obraz, jakby składał się z figur geometrycznych. Autor podąża w kierunku kubizmu analitycznego, jednak odróżnia go kolor bardzo nasycony.

Portrety. Ślewiński i "Portret młodego rybaka" ma jasną paletę barw, każdy element ubrania w innym kolorze obwiedzione konturem. Twarz wymodelowana starannie, nie jest płaską plamą jest wyraźnie trójwymiarowa. Tu wyzwala się spod wpływów syntetystów i dochodzi do własnego stylu.

A jak widział dzieci Makowski. "Dwie dziewczynki pod klatką z kanarkiem" – postaci dzieci wsłuchują się w trele ptaszka. Obraz o zgaszonych barwach, tchnie spokojem. 

Po roku goszczenia Makowskiego u Ślewińskich w Bretanii, postanowił opuścić ich dom, bo występują coraz większe różnice w patrzeniu na sztukę.

Na zakończenie słuchacze oglądają kilka obrazów Makowskiego, powstałych w następnych latach, szukając wpływów sztuki starszego kolegi. I tak obraz "Bukiet w zielonym wazonie" w swojej dekoracyjności i modelunku jest nieco podobny do pięknych piwonii Ślewińskiego, chociaż oczywiście paleta jest nieco skromniejsza. Kolejny obraz i delikatny kontur na kapelusiku dziewczynki oraz cała jej postać delikatnie obwiedziona, może jest nieco podobny do bretońskiego chłopca. A w kolejnym dzieci podobnie patrzą jak mały rybak. Obraz ten, czyli "Kapela dziecięca" jest najlepiej zaplanowanym w sztuce polskiej. Konstrukcja, to wyraźnie zaznaczone piony – drzewo i drzwi, poziomy – krawędź okna i krawędź płotu. Przekątne to kogut i klatka z ptaszkiem, schody i okienko. Elipsa z kapeluszy i bębenków. Kolory oddają równowagę obrazu. Reżim konstrukcji w obrazach można zaobserwować tak u Ślewińskiego jak i u Makowskiego. Ostatnia praca przedstawiona na wykładzie to w tłumaczeniu "Życie krótkie, sztuka długa". Obraz symboliczny, zbliża się do tego, co jest znakiem rozpoznawczym sztuki Tadeusza Makowskiego. Oczy wpatrzone jak młody rybak, starannie namalowane stroje, a kwiaty przypominają peonie Śliwińskiego. Makowski żył zaledwie 50 lat. Dzięki pracy tych malarzy mogliśmy oglądać i porównywać ich sztukę, dowiedzieć się jaka była różna ich droga dochodzenia do tego, co osiągnęli. Na koniec jeszcze pani Radwańska pokazała książki z których cytaty przytaczała. Są to prace Władysławy Jaworskiej o tytułach: "W kręgu Gauguina – malarze szkoły Pont-Aven", "Władysław Ślewiński" i kolejna to "Tadeusz Makowski polski malarz w Paryżu". Jeszcze na koniec pewne spostrzeżenia słuchaczy i podziękowanie za ciekawy wykład. 

https://photos.app.goo.gl/c4WP8yTLnmrUEYpo6

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pana Daniela Artymowskiego o dziejach Hiszpanii    16.01.2021 r.

W dniu 13 stycznia 2021 roku w środę słuchacze naszego UOTW spotkali się po długiej przerwie z panem Danielem Artymowskim, z którym przez wiele lat zawsze w poniedziałki w Zamku Królewskim wymiennie z panią Beatą Artymowską czy panem Sławomirem Szczockim w licznej grupie słuchali wspaniałych wykładów. Tym razem było to spotkanie online, ale i tak połączyło się bardzo dużo osób. Temat okazał się niezwykle obszerny, więc wiele slajdów w prezentacji i czasem tylko po jednym zdaniu o wyświetlanym zdjęciu. Mowa była o Hiszpanii w szerokim tego słowa znaczeniu i pierwsze zdjęcie, pokazujące w Madrycie pomnik Miguela de Cervantesa i bohaterów jego książki Don Kichota i giermka Sancho Pansy. Polski autor Jan Potocki i parę zdjęć z filmu opartego na jego prozie, a wyreżyserowanego przez Wojciecha Hasa "Rękopis znaleziony w Saragossie". Powieść napisana w języku francuskim i przetłumaczona na polski. Pokazanych jest tam wiele cech hiszpańskości, jej kultury czy historii. Corrida jest silnie zakorzenioną tradycją, jedynie zrezygnowała z walk Katalonia, która chciała się odciąć od Hiszpanii. Nawet jeśli corrida zostanie zakazana w Hiszpanii, to oglądając operę Carmen Bizeta usłyszymy między innymi piękną arię torreadora. Pablo Picasso jest zafascynowany bykami, a Ernest Hemingway hiszpańską kulturą i pisze wiele książek na jej temat. Muzyka hiszpańska kojarzy się z gitarą, nawet Picasso w swoim okresie błękitnym maluje "Old guitarist". Dalej Sorokin i hiszpańscy Cyganie, tworzący taniec flamenco. Operetka hiszpańska tzw. Zarzuela, której rozkwit to XVIII i XIX wiek. Pan Daniel zachęca do obejrzenia jej na YouTube, więc podsyłam link:

https://www.youtube.com/watch?v=0Qcit7BFuLs

 A teraz Don Kichot – człowiek dumny i wrażliwy, a przedstawiciele tej grupy ludzi to zubożali szlachcice czyli hidalgo. Pisarz hiszpański Calderon de la Barca i jego powieść "Miłość, honor i władza" – to tradycyjny ideał męski Hiszpanii. I tak omówiona została sfera literatury, teatru czy opery. Jednak nie jest to życie codzienne. Na zdjęciu pomnik ikony kulturowej, Don Juana Tenorio znanego z literatury czy filmu podrywacz, uwodziciel damskich serc i ich krzywdziciel. Pisarz hiszpański Tirso de Molina pisze sztukę "El burlador de Sevilla" i poniżej link do sfilmowanej wersji:

https://www.youtube.com/watch?v=mSLOmfjMb7g

 a inny pisarz Jose Zorrilla i jego książka "Don Juan Tenorio" to dwie z wielu opowieści o don Juanie. To było dla serca, teraz dla żołądka. Kuchnia hiszpańska to bar zakąsek z winem, tortilla espanola to omlet z ziemniakami, gazpacho czyli chłodnik, red paella czyli risotto. Oczywiście oliwa, wina hiszpańskie. No i siesta i fiesta czyli odpoczynek czy drzemka i zabawa. Siesta nie jest obecnie powszechna. Przechodzimy do rzeczy wyższych. Kwestia religijności. Kiedyś to kraj katolicki, obecnie religijność spadła do ok. 20%. Na zdjęciu martwa natura z XIX wieku z czaszką, a dalej sztuka prawie współczesna – "Chrystus z wizji św. Jana od krzyża", malarza surrealistycznego Salvadora Dali. El Greco to bardzo religijny malarz hiszpańskiego baroku i jego obraz "Pogrzeb hrabiego Orgaza". Procesje jakie odbywają się – kiedyś mocno religijne, obecnie to folklor atrakcyjny dla turystów. Popularnością cieszą się pielgrzymki drogą św. Jakuba czyli Camino de Santiago i w Santiago de Compostela piękna architektura barokowa. Patronką Hiszpanii jest Matka Boska Guadelupe. Dalej plakat z filmu "Pośród ciemności" Pedro Almodowara – czarnej komedii. Obraz "Procesja biczowników"  Francisco Goya i portret wielkiego inkwizytora El Greca. Inkwizycja i nacisk na religijność doprowadza do antyklerykalizmu. Ciekawa rycina Francisco de Goya "Gdy rozum śpi, budzą się demony". Z tym wszystkim wiąże się czarna legenda Hiszpanii. W średniowieczu żyje król Alfonso el Sabio czyli Alfons Mądry, który nie jest królem Hiszpanii, a prowincji Castilla i Leon, zakłada szkołę tłumaczy. Hiszpania jest krajem licznych uniwersytetów na wysokim poziomie i zdjęcie najstarszego z nich w Salamance. Kraj ten ma 7 noblistów – 2 z dziedziny medycyny i 5 z literatury. A teraz trochę o trudnej jego historii, której złożony herb można podziwiać na slajdzie – Kastylia - zamek, Leon - lew, Katalonia - słupy i Nawarra - łańcuch. Od XVIII wieku rządzi tam gałąź dynastii Burbonów. Na mapie widzimy podział administracyjny, występują tam liczne różnice kulturowe czy językowe są też ich różne herby. Hymn nie ma tekstu. Król Hiszpanii Filip VI rządzi wszystkimi prowincjami. Dalej mapa językowa. Ponadto Hiszpania jest niespójna geograficznie, dzielą ją różne pasma górskie, trudno stworzyć jedność narodową. Na świecie jest cała rzesza ludzi mówiąca po Hiszpańsku: w Ameryce Środkowej, Północnej, Południowej, trochę w Afryce, Filipinach. A teraz słuchacze dowiadują się o dawnej historii, kolonizacjach i podziwiają pomnik bohatera narodowego Viriato, który wsławił się walcząc z Rzymianami. Dalej liczne zabytki cywilizacji rzymskiej. W 409 roku przez półwysep przechodziły różne plemiona, takie jak Swebów, Wandalów, Alanów. W 416 docierają Wizygoci i to oni rządzą od 419 prawie całym półwyspem Iberyjskim. Walczą potem z Arabami i zostają  podbici. Hiszpanie rozpoczynają rekonkwistę krucjaty w średniowiecznej Hiszpanii. Zjednoczenia dokonują królowie katoliccy Izabela i Ferdynand II. Aby tego dokonać wypędzają wszystkich Żydów i Muzułmanów. Dzięki temu, że odkryto Amerykę, dokonują jej podbojów wzbogacają się znacznie. Odkrycie Ameryki przez Kolumba jest do dzisiaj świętem narodowym i jego wiele pomników można tam zobaczyć. Bolesnym wydarzeniem natomiast jest wojna domowa z 1936 roku. Szczytem potęgi w tym państwie to panowanie Karola Wielkiego z dynastii Habsburgów w pierwszej połowie XVI wieku, który jest jednocześnie cesarzem rzymskim. Jego następca Filip II traci pozycję cesarską, jest wielkim ascetą i mecenasem sztuki. Za jego czasów próba podboju Anglii "niezwyciężoną armadą" okazuje się nieudaną. Rosną problemy gospodarcze, jednak jeszcze XVII wiek, to tzw. "Złoty wiek". Uwidacznia to obraz Velazqueza . Jest to wiek wspaniałych pisarzy, malarzy, rozwija się kultura hiszpańska. Kwitnie teatr i powstaje wiele sztuk. Dalej obraz króla Hiszpanii Filipa V, pierwszego z Burbonów, a wiek XVIII to wiek upadku, państwo to staje się wówczas prowincją Europy. Dalej Karol III, jakby odpowiednik naszego Stanisława Augusta, następuje pewne odrodzenie.  Przychodzą czasy napoleońskie i na tronie osadzony jest brat Napoleona Józef. Czas próby i wielkiego okrucieństwa co widać na obrazie Goi. Polacy przy boku Napoleona tłumią walki o niepodległość Hiszpanów – obraz Januarego Suchodolskiego "Bitwa pod Samosierrą" czy film "Popioły". Następczynią króla Ferdynanda zostaje jego córka Izabella II. Przez cały XIX wiek wojny domowe, kraj pogrążony w marazmie gospodarczym, analfabetyzmie, zacofaniu. Obraz Salvadora Dali trafnie oddaje sytuację w kraju, czy film "Belle epoque" zwiastun w linku

https://www.youtube.com/watch?v=tCDYw1oXP9c

, albo powieść Hemingwaya "Komu bije dzwon"  lub film nakręcony na podstawie tego utworu. Wojna domowa trwa. Obraz bombardowanej Guernicy na zdjęciu i w obrazie Picassa. Znana jest postać la Pasjonaria i hasło "No pasaran". Ofiara tej wojny to poeta Federico Garcia Lorca. O wojnach tych przypomina pomnik w Dolinie Poległych. Francisco Franco postać kontrowersyjna, dla jednych bohater, dla innych zbrodniarz. Juan Carlos koronowany na króla po śmierci Franco ogłasza powrót do demokracji i rządów parlamentarnych. Tak jest do dzisiaj, pomimo, że panuje Filip VI z dynastii Burbonów w pałacu królewskim w Madrycie. Na zakończenie pan Daniel poleca do przeczytania książkę Macieja Bernatowicza, zawierającą serię felietonów mówiących o różnych problemach Hiszpanii, bo nie mógł o wszystkim, co jej dotyczy opowiedzieć w ponad godzinę - temat niezwykle obszerny, jak wcześniej wspomniałam. Zwyczajowo podziękowania od słuchaczy i krótka jeszcze dyskusja.

Tym razem dla państwa link do całej prezentacji zamiast kilku wybranych zdjęć, ze względu na dużą ilość slajdów, z których nie można wybrać najbardziej reprezentatywnych.

 https://photos.app.goo.gl/BpCYdZDerHb7ozzJ8

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pana Pawła Bienia o dłoniach w sztuce, w ramach wykładów muzealnych         8.01.2021 r.        

W czwartek 7 stycznia po przerwie świątecznej i noworocznej słuchacze wysłuchali wykładu z cyklu muzealnego o dłoniach w sztuce czyli  uwodzić, olśniewać, pieścić. Opowiadał o tym pan Paweł Bień, którego wcześniej poznaliśmy, kiedy przed pandemią chodziliśmy na wycieczki do Muzeum Narodowego i mieliśmy przyjemność zwiedzać tam wystawy, oprowadzani przez między innymi pana Pawła. Na początek fragment liryka Blake’a, gdzie mowa o dłoni, w której można zamknąć bezmiar i dzieje się tak też w malarstwie. Często malarze przedstawiając dłonie starają się uwydatnić wiele aspektów swojego spojrzenia na świat, uczucia, wrażliwości czy osobowość malowanej postaci, a także kunszt swojego warsztatu. Jak często bywa w tego typu wykładach, dzieła ułożone są chronologicznie.

Pierwszym przedstawionym elementem prezentacji jest VIII wieczny wizerunek św. Anny z Faras. A jak znalazł się ten zabytek w Muzeum Narodowym w Warszawie, tego słuchacze dowiadują się od pana Pawła, a czytający tę notatkę znajdą informacje na ten temat w linku, który wrzucam poniżej. 

https://artsandculture.google.com/exhibit/galeria-faras-skarby-zatopionej-pustyni/zAKSFOp2_BDeIg?hl=pl

A co na temat gestu uciszania palcem wskazującym przez św. Annę, babcię Pana Jezusa, która została wyeksponowana na tym malowidle ściennym, przekazał pan Bień. Pokazana ona jest w sposób bardzo charakterystyczny dla sztuki bizantyjskiej gdzie charakterystyczne są duże oczy ale także kolorystka brunatna, ziemista, a co za tym idzie korzystano z surowców do barwników na pustyni wówczas dostępnych. Nie ma tutaj zaznaczonych cieni na policzkach, jedynie widać koło nosa. Wracając do gestu uciszającego. Można się zastanawiać, dlaczego św. Anna ucisza? Rozwiązaniem jest miejsce, gdzie pierwotnie to malowidło się znajdowało. Otóż to część świątyni dla kobiet, które w czasie liturgii nie śpiewają, ani nie odpowiadają kapłanowi, a św. Anna wskazuje, jak należy w tej przestrzeni się zachować. A więc dłoń dla tego przedstawienia jest niezwykle istotna.

A teraz sztuka europejska i Madonna z Wrocławia z 1390 roku nieznanego autorstwa, którą w XIX wieku zwano Piękną Madonną z Wrocławia. Rzeźba niezwykle urodziwa, ale okazuje się, że tym mianem określano kilkanaście podobnych, które są w różnych miastach polskich i za granicą, a powstawały pod koniec wieku XIV. Cechują się one pięknym układem ciała w kontrapoście, czyli podobnie jak rzeźby w Starożytnej Grecji – ugięte kolano, biodra lekko się skręcają, dzięki czemu postać zyskuje na wdzięku i gracji. Jak widać niektóre elementy spuścizny antycznej średniowiecze przejmuje, a nie potępia ich w czambuł. Bogata szata Marii w kolorach złotym i granatowym. Ten ostatni to kolor bogactwa tak materialnego jak i duchowego, a jednocześnie trudny w uzyskaniu bo to lapis lazuli – kamień rozcierany na proszek z pigmentem do tworzenia farby niebieskiej. Maria pokazana jako Królowa Nieba i Ziemi w koronie, pięknym płaszczu i złotych butach – zgodnie z modą średniowiecza, czyli wygląda jak w czasach powstania tego dzieła. A teraz trzeba się skupić na pięknie wyrzeźbionych dłoniach. Smukłe i delikatne palce to praca artysty wielkiej biegłości i kunsztu w kamieniu, a nie w drewnie. Pan Paweł zwrócił też słuchaczom uwagę na wysokie czoło Marii, bo w czasach powstawania tej rzeźby panowała moda aby kobiety pozbywały się włosów z płata czołowego i brwi, czerniąc w tym miejscu wąskie kreski. Tak też wygląda pokazana Madonna. Widać jej gest przekazania Chrystusowi jabłka mające bardzo ważne znaczenie, a wiąże się z XIV-wieczną teologią czyli Maria jest nową Ewą. Pierwsza przyszła na świat, żeby go zgubić, nowa Ewa-Maria przyszła na świat, żeby go zbawić.

 Kolejne dzieło już z okresu renesansu, gdzie w wieku XVI następuje reformacja która potępia przywiązanie do dóbr materialnych, handel odpustami. W tym czasie odkrywane są nowe lądy i państwa wzbogacające się na kolonizacji, a z drugiej strony ruch moralnej odnowy. Artyści pokazują swój punkt widzenia świata w tym czasie. Oglądamy obraz "Poborcy podatków" z początku XVI wieku. Okazuje się, że artysta maluje ten motyw wielokrotnie, bardzo wówczas popularny i dzięki temu obrazy te można zobaczyć w wielu muzeach na świecie. Widać na nim dwóch zamożnych mężczyzn. O ich zamożności świadczy pierścień na palcu, czy okulary, na które w tamtych czasach mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi. Ponadto kolorowe ubrania, futrzane ich wykończenia czy kunsztowne nakrycia głowy. Kolejnym elementem świadczącym o ich zamożności jest umiejętność pisania, co w XVI wieku opanowało ok.5% społeczeństwa. Ciekawymi elementami, symbolicznymi dla odbiorcy szesnastowiecznego w tym obrazie są przedmioty na półce w górnej jego części. Jest tam lichtarzyk z wypaloną świecą, a świeca to symbol czasu, którego zostało tam bardzo niewiele. Na lewo widać bardzo ważny dokument bo został obwarowany wieloma lakowymi pieczęciami, jednak pocięto go. Artysta mówi, że dobra materialne, jakieś umowy, bogactwa nie są ważne, najważniejsze jest życie duchowe. Miny poborców są karykaturalne, a ich dłonie celowo brzydkie, palec jednego z nich wskazujący na monety znajduje się w samym centrum obrazu. A więc od razu sugeruje, że pieniądze to samo zło i trzeba się skupić na innych wartościach, niematerialnych.

Następne przedstawienie to portret Hieronima Floriana Radziwiłła z XVIII wieku, bardzo ekscentrycznego magnata z wielką fortuną i dziwnymi pomysłami na życie. A co na tym obrazie robią dłonie, okazuje się, że są bardzo ważnym elementem i dzięki podparciu pod bok ukazana jest piękna kwiecista kamizelka ręcznie haftowana, przetykana złotą nicią, strój bardzo drogi, natomiast druga ręka trzyma buławę hetmańską, mówi o tym kim on był. Na stoliku korona książęca dowodząca jego książęcej godności, a poniżej herb Radziwiłłów. W tle kolumny symbolizują męstwo i stałość. W głębi pejzaż kiepskiej jakości, ale najważniejsze jest tam wojsko, którymi bohater tego portretu dowodzi.

Kolejny slajd to rysunki dłoni z 1790 roku i tu widzimy jak artyści uczyli się rysunku tego bardzo trudnego elementu ludzkiego ciała. Są to tzw. studia, czyli rysunki przygotowawcze, często wprawki, które nie publikowano a nawet niszczono. Tu widać rysunki na papierze wykonane ołówkiem i białą kredką, która służy do zaznaczenia partii oświetlonych. Są tam dłonie w różnych gestach i układach.

Kolejne studium dłoni, a malował je nauczyciel wielu pokoleń polskich mistrzów wieku XIX i XX. Studium to malowane jest olejno na płótnie. Są tam dłonie w różnych układach, w habicie, kobiety w ładnej szacie, poniżej kobiety z koronkowym mankietem i pierścieniem, a na dole dwie dłonie młodej dziewczyny zapewne do portretu. Widoczne studium to przygotowanie do scen religijnych, czy historycznych albo portretów. Zwraca uwagę kolor i światło oraz karnacja.

Nie tylko malarze przygotowywali takie studia, ale i graficy. Widzimy fragment studium dłoni Ignacego Łopieńskiego w technice miedziorytu.

Gdy twórca nie dysponuje żywym modelem, posługuje się odlewami gipsowymi, co obniża koszty i daje możliwość wykorzystania w każdej chwili. Oglądamy tego typu studium dłoni Władysława Czachórskiego.

Jesteśmy w okresie Młodej Polski i studium rąk chłopca Stanisława Wyspiańskiego do projektu witrażu "Polonia", na którym dzieci mocno wyciągają ręce do góry. Tu w zasadzie nie chodzi autorowi o dokładne odzwierciedlenie dłoni czy palców. Bardziej skupia się na ekspresji w ukazaniu tych rąk i ich walorów barwnych, takich jak cienie w kolorach błękitnych, fioletowych czy różowych. Występuje tu fascynacja nerwową, emocjonalną linią.

A teraz piękny portret z połowy wieku XIX uroczej kobiety 25-cio letniej Katarzyny z Branickich Potockiej i cudownie namalowane dłonie, a uwiecznił ją malarz niderlandzki Ary Scheffer, który znany jest z portretowania arystokracji i burżuazji całej Europy. Widzimy na portrecie pełen melancholii wzrok, delikatną karnację, suknię dodającą lekkości i zmysłowości. Delikatne, starannie wypielęgnowane dłonie układa na skrawku ciemnego materiału, aby odznaczały się od jasnej, zwiewnej sukni, kontrastując z ciemniejszą tkaniną. Malarz dba o to, aby nawet kolor paznokci był zharmonizowany z kolorem palców. Kolorystyka całej postaci jest łagodna, wygląda skromnie ale jednocześnie jest pełna dumy. Dłonie odzwierciedlają jej wysokie urodzenie. Katarzyna Potocka ma artystyczne zainteresowania i subtelność charakteru, uznawana za jedną z największych piękności swojej epoki. A pięknu cielesnemu dorównuje piękno duchowe - wykształcona, koneserka sztuki i kolekcjonerka dzieł.

Tamara Łempicka - "Znużenie" z lat dwudziestych XX wieku i zupełnie inaczej wyglądające dłonie. Tu już nie są delikatne, inny światłocień i kolorystyka, mocny kontrast, w cieniach kolor czerni, zdecydowana zieleń, tony ciemnoszafirowe. Daleko od liryzmu poprzedniego portretu. Łempicka  to artystka pochodzenia polskiego, wyjeżdża do Petersburga, potem do Francji, wreszcie do Stanów Zjednoczonych i tam robi wielką karierę. Późno zaczyna malować, ale ma swój indywidualny styl i uznana zostaje za największą reprezentantkę Art deco czyli sztuki dekoracyjnej, mającej swój największy rozkwit w latach dwudziestych. Ma ona wielką sławę i zamożność, ale mówi się o niej jako o najbardziej skandalizującej artystce swojej epoki. Uwielbia najnowsze samochody, ma liczne romanse, a temat jej prac to zwykli ludzie, jednak podlegający pewnym deformacjom. Jak widać na obrazie Znużenie, ręce są nieproporcjonalnie duże – to pole do eksperymentów i autorskich wizji do deformacji. Lewa dłoń i serdeczny palec gdzie jest obrączka, nienaturalnie wygięty. Sztuka XX wieku zaczyna odchodzić od realizmu. Natomiast prawa ręka tej postaci i palec wskazujący zostaje dwukrotnie przemalowany.  Widać namalowane dwa paznokcie. Pierwotnie jest jeden, jednak autorka uznaje, że palec jest zbyt krótki więc domalowuje drugi paznokieć, aby stał się bardziej proporcjonalny względem pozostałych palców. A więc nawet największym mistrzom zdarzają się wpadki. Jak widać namalowanie dłoni jest bardzo trudne nie tylko dla początkujących.

I podsumowanie wykładu. Okazuje się, że temat dłoni jest ważny w sztuce dla każdego okresu w dziejach, od czasów wczesnochrześcijańskich od malowideł z Faras aż po dzisiaj w sztuce nie tylko abstrakcyjnej można spotkać dłonie, które są niezwykle istotne. Niektóre epoki dążą do realizmu i pokazują ręce wręcz fotograficznie dokładnie, a inne epoki mają swoje wyobrażenia, tak jak u Łempickiej, która celowo deformuje również dłonie. A w malowidle z Faras anonimowy malarz wydłuża znacząco palce, żeby nadać im więcej wdzięku. Niektórzy w rękach umieszczają ważne atrybuty, jak jabłko podawane przez Madonnę Jezusowi, czy atrybuty mówiące o samym portretowanym jak buława trzymana przez Radziwiłła. A więc dłonie to w sztuce element bardzo przydatny. Na zakończenie cytat z Pasternaka i już krótkie wypowiedzi słuchaczy oraz podziękowanie za bardzo interesujący wykład.

  

 

 

 

 

          

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

            

Ostatni w tym roku przekaz o spotkaniu z Oj. Oszajcą                                                23.12.2020 r.            

W przeddzień Wigilii czyli w środę 23 grudnia 2020 roku słuchacze UOTW spotkali się online z ojcem Wacławem Oszajcą, który opowiedział o tym, że "…coś ze światem jest nie tak". Przed komputerami zasiadło sporo osób które, jak same mówiły, stęskniły się za ojcem. Szkoda, że nie mogliśmy go zobaczyć, chyba nie działała kamerka. Po rozwiązaniu problemu z wyświetleniem prezentacji, już bez przeszkód potoczyło się opowiadanie. Ponieważ wcześniej Państwo otrzymaliście całą prezentację, postanowiłam nie streszczać tego, co usłyszeliśmy, bo to trzeba usłyszeć z ust Ojca Wacława. Kto ma ochotę, niech dokładnie przejrzy i poczyta to co jest w prezentacji (na mailu). Przesyłam tylko Państwu parę zdjęć słuchaczy, którzy przybyli i parę wybranych fotek z prezentacji. Na koniec dzisiejszego spotkania pani Prezes Aleksandra Kujawska pięknie podziękowała Ojcu Oszajcy, że chciał się z nami spotkać i opowiedzieć o Ojcu Świętym, Wigilii i o braterstwie międzyludzkim. Potem oczywiście dla wszystkich życzenia świąteczne i noworoczne. A na koniec informacja o wykładach styczniowych już od początku miesiąca, a nie po feriach. Przecież i tak nigdzie nie wyjeżdżamy. To tyle ode mnie, jeszcze raz zdrowych, spokojnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, trzymajmy się, aby w roku 2021 wszystko wróciło do normalności.   

 

 

 

   

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Krótka notatka z warsztatów piątkowych z Joanną Stanowską          19.12.2020 r.

W piątek 18 grudnia 2020 r. grupa fanów ćwiczeń kondycyjno ruchowych jak i sprawności myślenia zebrała się przed swoimi komputerami, na spotkaniu z Joanną Stanowską. Tym razem najpierw sprawdzenie zadań domowych, których rozwiązywanie rzeczywiście przyczyniło się do polepszania sprawności w znajdowaniu ukrytych wyrazów. Wszyscy prześcigali się w podawaniu znalezionych rozwiązań. Potem już ruch przy Kankanie, oczywiście nie był tańczony, a w takt muzyki należało wykonywać różne gesty, jak widać na jednym ze slajdów. Po tej zabawie kolejne ćwiczenie zmuszające do skupienia. Już kiedyś pojawiło się ono na zajęciach. Otóż BIM BOM BIRI. Zasady ruchu i kolejność na slajdzie. Brak tylko melodii, która była przez wszystkich śpiewana. Dodatkowe utrudnienie, to bardzo dokładne wymawianie wszystkich wyrazów, wręcz przesadnie, wówczas ćwiczy się wszystkie mięśnie twarzy. I ostatnie zajęcie na dzisiejszych warsztatach, to z kartki wycięcie pasków. papieru, przygotowanie słoika, lub innego pojemnika zamykanego i już Joanna podaje cel. Należy wpisać na kolejnych kartkach  po pierwsze: Jestem wdzięczna/wdzięczny …….. i tu trzeba uzupełnić z dzisiejszego dnia komu i za co czujemy wdzięczność. Można wykorzystać dowolną ilość kartek i wrzucać do pojemnika. Po drugie: Dzisiaj jestem sobie wdzięczna za…….. I tu należy znaleźć coś, co uzna się za pozytyw własnego działania. Każdy z uczestników spotkania wypełniał kolejne karteczki, widać, że było sporo wydarzeń, za które należało być wdzięcznym innym. A sobie być wdzięcznym, tu już dłuższe zastanawianie. W efekcie karteczki powędrowały do przygotowanych naczyń. Koniec zajęć i oczywiście podziękowanie prowadzącej i życzenia świąteczne

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pani Karoliny Zalewskiej - Przedstawienia Bożego Narodzenia w sztuce        18.12.2020 r.

W czwartek 17 grudnia 2020 roku odbył się wykład pani Karoliny Zalewskiej z Muzeum Narodowego o przedstawieniu Bożego Narodzenia w sztuce. Źródła to Ewangelie głównie św. Mateusza i św. Łukasza. Ponieważ informacje z tych ewangelii są nieco lakoniczne, więcej detali twórcy czerpią z apokryfów ewangelii Jakuba i pseudo Mateusza, bardzo ważnych dla sztuki, natomiast odrzuconych przez kościół. Tam są różne szczegóły, np. imiona Trzech Króli. W sztuce wczesnochrześcijańskiej Boże Narodzenie przedstawiano dla nas zaskakująco, bo widać samo Dzieciątko Jezus leżące w żłóbku w powijakach, ewentualnie czasami z osłem i wołem. Nie ma ani Marii ani Józefa. Kult Marii dopiero przedstawiano po Soborze Efeskim w 431 roku. Od tej pory Matka Boska występuje również w scenach Bożego Narodzenia. Na prezentacji widać sarkofag rzymski, gdzie jest samotne dzieciątko ze zwierzętami. Przez następne wieki Boże Narodzenie pokazywane jest w sztuce w taki sposób, że Maria leży na łożu, przypominając zwykłą położnicę, obok Dzieciątko Jezus w żłóbku zawinięte w powijaki. Na takie malowanie miały wpływ rozważania teologów, czy Maria rodziła jak zwykła kobieta, czy też w cudowny sposób. Dlatego w wielu przedstawieniach widać dzieciątko w żłóbku, Matkę Boska leżącą, obok Józef, osioł, wół, czasami w głębi pasterze. Tak pokazane są na małych ołtarzykach z kości słoniowej, często to dyptyki czyli składające się dwóch skrzydeł. Na jednym z przedstawień dzieciątko leży w kołysce. Na kolejnym widać jeszcze jedną postać kobiecą podającą dzieciątko w powijakach Matce Boskiej. Na innych Marii towarzyszy więcej kobiet, wyglądających jak położne. Obraz Duccio i widać Matkę Boską w pozie półleżącej, obok w żłóbku leżące maleństwo w powijakach, ale na pierwszym planie dodatkowa scena, gdzie dwie kobiety kąpią dziecko. Jest to pierwsze przedstawienie kąpieli Jezusa. W Piśmie Świętym oczywiście tego nie ma, to scena apokryficzna, skąd dowiadujemy się o dwóch położnych przy narodzeniu Chrystusa. Apokryfy mogą wydawać się dla nas szokujące. Sobór Trydencki zakazał przedstawiania pierwszej kąpieli Jezusa i akuszerek, można je zobaczyć na przedstawieniach średniowiecznych. Kolejny slajd na którym Pietro da Rimini pokazuje czternastowieczne wyobrażenie Bożego Narodzenia.  Dzieciątko widzimy dwukrotnie. Raz z Marią i w trakcie kąpieli. Następne przedstawienia to  również kąpiel Jezusa. Pojemniki w których pokazana jest ta czynność to kielich, albo coś, co przypomina mały sarkofag. Częstym motywem w scenach Bożego Narodzenia jest zapowiadanie przyszłej męki Pana Jezusa. Śmierć Chrystusa na krzyżu odnajdujemy w wielu obrazach, co spina klamrą jego życie na Ziemi. A teraz wiek XV, późne średniowiecze i zupełnie inne przedstawienia Maryi. Już nie leży, tylko klęczy. Czasami obok jest Józef. Widać część środkową poliptyku, w którym nie zachował się żłóbek z dzieciątkiem, a na pierwszym planie puste miejsce. Pewnie wyjmowano niektóre jego elementy z ołtarza do szopki. Postawa klęcząca Maryi została zapoczątkowana od tekstów mistyka pseudo Bonawentury i objawień św. Brygidy Szwedzkiej, gdzie Maria pokazała jej przebieg Bożego Narodzenia. W jednej chwili dziecko leżało na ziemi przed Marią otoczone światłością, a ona klęczała z rozpuszczonymi włosami, bez butów, w przezroczystej tunice. Kolejny slajd gdzie Józef trzyma świecę albo metalową lampkę ze świecą, jednak ich światło jest niczym, w porównaniu ze światłością małego Jezuska. Takich obrazów mamy bardzo dużo, jedynie różnią się ilością postaci towarzyszących głównym osobom tych przedstawień. Jeszcze biała pieluszka, symbolizująca całun w który będzie owinięty Chrystus po swojej śmierci. Kolejny obraz Sint Jansa to scena nokturnowa, czyli nocna. Jest to nocny pejzaż w scenie Bożego Narodzenia. Źródłem światła Jezus, który oświetla twarze matki i aniołów. Kolejny slajd przedstawia ołtarzyk domowy. W dolnej części Boże Narodzenie, a na górze w trójkącie pokazane ukrzyżowanie. Zwykle w tych przedstawieniach stajenka jest w formie ruiny, zniszczona w dalszym planie, a na pierwszym nowa, co miało symbolizować przechodzenie ze Starego Testamentu i rozpoczęcie Nowego. Na tryptyku widać to na lewym skrzydle - pokłon pasterzy, w środku pokłon Trzech Króli, na prawym obrzezanie Chrystusa. Matka Boska wszędzie w pozie adoracji Chrystusa, czyli poza klęcząca, coraz więcej postaci w stajence. Kwiaty na pierwszym planie to irysy i drobne kwiatki z ostro zakończonymi płatkami – symbolika przyszłej męki Chrystusa. W lewym dolnym rogu klapek drewniany tzw. patynka, nakładki na buty, chroniące w średniowieczu obuwie przed zamoczeniem. Obraz ten powstał w wieku XV-tym, kiedy to stroje, architektura, czy inne akcesoria były malowane takie, jakie widziano i używano za życia malarza. Zdjęcie butów oznacza miejsce święte. Narodzenie Chrystusa często przedstawiano w grocie albo w stajence miejskiej obok gospody, gdzie na rycinie Albrechta Durera widać miejską stajenkę, która chyli się ku upadkowi. Kolejny obraz też z ruinami w głębi, na pierwszym planie dwie kolumny. Na haftach z ornatu można znaleźć sceny Bożego Narodzenia. W środku adoracja dzieciątka, po bokach pasterze. Dalej nokturnowe przedstawienie na plakiecie emaliowanej. Scena w formie adoracji dzieciątka przez Marię oraz pasterzy. Kolejny obraz zaginiony od ponad pół wieku, skradziony i znany z reprodukcji. Caravaggio ma duży wpływ na sztukę wieku XVIII i XIX ze scenami nocnymi, oświetlonymi mocnym, punktowym światłem. Źródło światła na pokazanym obrazie, to wyłącznie dzieciątko Jezus. Georges de La Tour będący pod wpływem Caravaggia również przedstawia nokturn z punktowym oświetleniem, przy czym tu jest dodatkowe źródło światła, przysłonięte dłonią przez jedną z kobiet. Do końca nie wiadomo, czy jest to scena Bożego Narodzenia, a kobieta z lewej strony może być św. Anną. Kolejny obraz tego samego autora, z pokłonem pasterzy, w żłóbku dzieciątko w powijakach, Józef trzyma świecę. Po Soborze Trydenckim, w wieku XVII, sceny z pokłonem pasterzy, których nie idealizuje się, są popularne dlatego, że sztuka powinna przybliżać sceny biblijne zwykłym ludziom, którzy odnajdywali w nich siebie. Na obrazach jest coraz więcej osób, pasterzy, kobiet, osób starszych, dzieci. Są tam wszystkie grupy wiekowe, widzom łatwiej się z nimi utożsamiać. Pasterze przynoszą baranka ofiarnego – zapowiedź przyszłej męki Chrystusa. W następnym obrazie są tylko dwie postaci i dzieciątko. W głębi zwierzęta przy żłobie, którego widać fragment, kojarzący się z krzyżem. Kolejne przedstawienie pokłonu pasterzy z odwinięciem z pieluszek. Często też pokazuje się na obrazach śpiącego Jezusa i smutną Matkę Boską. Sen kojarzy się ze śmiercią, a Marii przypisuje się wiedzę o przyszłych losach syna. Baranek wyeksponowany na pierwszym planie w plakiecie z fajansu z ozdobną oprawą. Sceny Bożego Narodzenia maluje się również na różnego rodzaju naczyniach ozdobnych. Następny obraz to Pokłon Trzech Króli w stajence. Widać ruiny architektury, Matka Boska siedzi na leżącej kolumnie, dalej coś przypominającego sarkofag - zapowiada mękę Chrystusa. W apokryfach stajenka to ruiny pałacu Dawida, na których narodził się przyszły zbawiciel. Dalej kolejna wersja nokturnowa. Narodziły się też misteria pasyjne, które w formie przedstawień teatralnych przybliżają ludziom wydarzenia biblijne. Organizowanie szopek ze żłóbkiem rozpoczęli Franciszkanie. Początkowo z żywymi zwierzętami, potem zastępuję się je figurkami. Tradycja ta kontynuowana jest do dziś. Często są one ruchome. Na slajdzie szopka z Muzeum Narodowego w Krakowie. Często to otwierana szafeczka, w środku figurki z drewna, szaty z materiałów, scenografia z gałązek, z boków egzotyczne zwierzęta. Kolejna szopka z Włoch, z cennych materiałów. Barok w obrazach Bożego Narodzenia lubi wiele ludzi w stajence, wiek XIX i ilość postaci zmniejsza się, następuje wyciszenie. Staje się konieczne, aby pokazywać realne obrazy z czasów Chrystusa, przez co malarze muszą poznawać tak odkrycia archeologiczne, jak i ówczesną roślinność, stroje czy architekturę. W Pokłonie Pasterzy jest też baranek ofiarny. W wieku XX-tym artyści awangardowi również przedstawiają Boże Narodzenie na swój sposób. Na nowoczesnym  plakacie zapraszającym na wystawę formistów w 1919 roku widać te kluczowe bożonarodzeniowe postacie. W okresie dwudziestolecia międzywojennego sztuka ludowa zaczęła cieszyć się zainteresowaniem, poszukiwano sztuki narodowej. Znajdowano prostotę, szczególnie w sztuce góralskiej. Ciekawy drzeworyt misterium w góralskiej oprawie. Widać tam tańczących górali przy Dzieciątku Jezus. Ciekawy ołtarz Bożego Narodzenia. W 1925 roku odbywa się w Paryżu Wystawa Sztuki Dekoracyjnej. W pawilonie polskim jest kaplica, widoczna na zdjęciu. Scena Bożego Narodzenia wyrzeźbiona  w drewnie, silnie zgeometryzowana – modne artdeco. Od góry kapliczki prowadzą promienie. W zbiorach Muzeum Narodowego jej replika, wykonana ręką autora oryginału Jana Szczepkowskiego. Podsumowując, przedstawienia Bożego Narodzenia w poszczególnych epokach były poddawane różnym naciskom. Z jednej strony teologom, w innych czasach fascynacjami artystycznymi czy szukaniem przez artystów innych formuł malarstwa religijnego opierającego się na tradycji, ale jednocześnie nowoczesnego. Jednak w dzisiejszych czasach Boże Narodzenie jest raczej przedstawiane tradycyjnie, bo tu szukamy uspokojenia zwracając się w stronę duchową, a nie materialną Świąt. Sztuka może być dla nas takim pomostem. Na koniec jak zwykle mała dyskusja potem Życzenia Świąteczne i podziękowanie za bardzo ciekawy wykład. 

Ponieważ właśnie zbliżamy się już wielkimi krokami do Świąt, pragnę przy tym właśnie wykładzie złożyć Państwu jak najserdeczniejsze życzenia zdrowych, rodzinnych w miarę możliwości i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

Bardzo krótka notatka, ale dużo materiałów z wykładu o trzech artystkach ukraińskich     16.12.2020 r.

Tym razem postanowiłam inaczej Państwa zapoznać z tematem, który przekazała Pani Anna Łazar słuchaczom UOTW, którzy połączyli się online dzisiaj o 11-tej. Otóż prezentację i wydawnictwo o kobietach artystkach w sztuce ukraińskiej przesłała Pani Anna, a dodatkowo trzy linki z materiałami o tych trzech kobietach, o których słyszeliśmy na wykładzie (znalazłam w Google). Przepraszam, że jeden niestety na Facebooku, ale tylko tam były informacje o Polinie Rajko. 

http://tabazella.blogspot.com/2018/09/katerina-od-zakletych-bukietow.html

https://ukrainskidom.pl/paraska-plytka-horycwit-wystawa-fotografii/

https://www.facebook.com/permalink.php?id=809121412559537&story_fbid=1731331053671897

 

 

 

   

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Krótka notatka z zajęć warsztatowych z Joanną Stanowską - ćwiczenia z piłkami i zabawy intelektualne. 12.12.2020 r.

W piątek 11 grudnia spotkaliśmy się na warsztatach online z panią Joanną Stanowską, aby poćwiczyć swoją koordynację ruchową i sprawność myślenia. Najpierw przypomnienie rzutów piłeczką w notacji siteswap, potem Joanna podaje układy cyfr, a słuchacze wykonują te sekwencje jedną piłką. Kolejne ćwiczenie to przerzuty wokół ręki, raz jednej, potem drugiej. Następne, to puszczanie znad głowy w dół do drugiej dłoni, potem obie ręce w górę i rzuty poziome jednocześnie pochylając tułów. Teraz dwie piłki i znów według notacji cyfrowej. Te układy są dla ćwiczących trudne i niestety piłki co chwila lądują na podłodze, zmuszając do ciągłych po nie skłonów. Na tym kończy się ciąg ćwiczeń dla ciała, przy jednoczesnej pracy umysłu. Kilka łyków wody i już wszyscy siadają, potrzebna jest kartka i długopis. Joanna zapoznaje słuchaczy z zasadami rozwiązywania Sudoku. Zaczynamy to robić, najpierw wspólnie, potem na czas indywidualnie. Kolejne ćwiczenie polega na znalezieniu ukrytych wyrazów w tekście. Mamy na to kilka minut. Wszyscy przy tym bardzo dobrze się bawią, a po upływie określonego czasu podają swoje znalezione wyrazy, prześcigając się w odpowiedziach. Szybko minął czas zajęć i jeszcze praca domowa, czyli ćwiczenia 8 i 9 w linku z prezentacji. W każdym z nich trzeba szukać w poziomie jak i w pionie, a może też po skosie. Pani Joanna namawia, aby w Internecie znaleźć Sudoku i próbować rozwiązywać bardziej skomplikowane, niż te z zajęć dzisiejszych. Już umawiamy się na spotkanie za tydzień, wszyscy są bardzo zadowoleni z ćwiczeń, szczególnie intelektualnych, następują podziękowania i jak zwykle po krótkiej jeszcze rozmowie każdy spieszy się do  przedświątecznych przygotowań.

 

 

 

 

 
Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pani Zofii Załęskiej "Czy sztuka może być brzydka"           11.12.2020 r.

Czwartek 10 grudnia to spotkanie online z panią Zofią Załęską z Muzeum Narodowego i wykład którego temat "Czy sztuka może być brzydka". Pada od razu odpowiedź, że trochę może. Oczywiście nie jest łatwo zdefiniować brzydotę, mogą być też różne jej rodzaje ale też mogą być różne powody malowania tak, a nie inaczej, albo też różne sposoby jej przedstawiania. Pani Załęska chce pokazać tę brzydotę chronologicznie od średniowiecza. Jednak trzeba powiedzieć, że są cechy w obrazach, które każdy uzna za brzydkie. Ale jest też tak, że w różnych czasach ta sama sztuka może być brzydka lub piękna. I tak obraz Chełmońskiego "Babie lato", wszyscy go znamy, podziwiamy, uważamy za ważny, piękny, odzwierciedlający epokę – pasterka odpoczywa bawiąc się babim latem, jest pies pilnujący stad  - natomiast kiedy pokazuje się go ponad 140 lat temu, wywołuje straszny skandal. Taki wstrętny obraz jest pokazany na wystawie dzieł sztuki. Oczywiście wstręt i oburzenie wywołują brudne stopy tej dziewczyny. Pani Załęska postanawia pokazywać obrazy chronologicznie. A więc najpierw średniowiecze i Poliptyk Grudziądzki który jest nastawą ołtarzową ze scenami z Marią i Chrystusem. Na środku w górnej części, koronacja Marii, na dole zaśnięcie Marii, po boku sceny związane z nadchodzącymi świętami – Zwiastowanie, Narodzenie Chrystusa, Pokłon Trzech Króli i Ofiarowanie Chrystusa w świątyni. Ta nastawa jest namalowana w stylu pięknym, dworskim, popularnym około roku 1400, przedstawiająca wszystko w idealizowany sposób. Są tam postaci bardzo elegancko ubrane, spokojne, delikatne, wygięte w figurę S. Styl ten nosi nazwę gotyku międzynarodowego. Na tym samym ołtarzu są dwie sceny, które już nie są piękne. Jedna z nich pokazuje Chrystusa w cierniowej koronie, a dookoła wyśmiewające się z niego postaci. Scena ta nosi nazwę "Naigrawanie". Druga scena, to "Pocałunek Judasza". Namalowane postaci już piękne nie są. W pierwszej scenie Chrystus siedzący na tronie jest dosyć symetryczny, elegancki, spokojny, w drogim stroju. Dookoła niego osoby są dynamiczne, ale mają twarze wykrzywione, ta co klęczy ma wręcz twarz zwierzęcą. Ich wygląd wskazuje, że są złe – w średniowieczu przyjmuje się, że to co brzydkie, to złe. Ponadto ciemna skóra wskazuje na chłopów (praca na roli ludzie opaleni), czyli prostych nieuczonych, a więc głupich. Ten ich wygląd od razu sugeruje, że są to źli ludzie. Jednemu z nich spadają spodnie – nogawice, czyli dwie nogawki związywane w pasie – chodzi o to, żeby ludzie oglądający wiedzieli, kogo maja wyśmiać. W drugiej scenie czyli zdrady Chrystusa Judasz ma żółty strój, czyli kolor fałszu, a twarz jest małpią, to postać negatywna. W sztuce średniowiecznej brzydota ma bardzo określoną funkcję, ma pokazywać co jest dobre, a co jest złe. Kogo trzeba wyśmiać, a kogo podziwiać. A teraz rzeźba ze sztuki średniowiecznej, którą trudno określić jako brzydką. Wykorzystano tu pewną deformację. Chrystus jest wyjątkowo umęczony. Postać na krzyżu (krucyfiks widlasty) całkowicie pokryta krwią, z ranami, wychudzona, duża głowa w stosunku do ciała, aby podkreślić, że jest ciężka, brzuch zapadnięty, bardziej uwidacznia klatkę piersiową z wystającymi żebrami, ręce cienkie podkreślają wycieńczenie. Rany ornamentacyjne jako dekoracja ciała. Z boku wyciekająca krew w formie kiści winogron – wino, krew Chrystusa. Jest to nurt dolorystyczny, to cierpienie. Tworzy się rzeźby i obrazy wręcz makabryczne, by pokazać cierpienie, krew, słabe ciało, deformacje, wówczas modlący lepiej się wczuwa i lepiej przeżywa mękę Chrystusa.  To motyw związany z brzydotą, jednak tu nie chodzi o pokazanie grzechów albo zła, a o pokazanie cierpienia. Kolejny obraz i przedstawienie późniejsze z wieku XVI pokazującego poborców podatkowych. Dwaj mężczyźni i jeden coś zapisuje w księdze, licząc monety lewą ręką, skupiony patrząc przez okulary. Na jego palcu wskazującym sygnet z herbem urzędnika miejskiego. Pewnie to skarbnik wpisujący do księgi podatki. Mężczyzna obok niego lewą dłonią zgarnia sakiewkę z pieniędzmi, a piszącemu pokazuje coś palcem, mając dziwną minę, marszcząc się. Widać, u niego brudne paznokcie, to wskazówka, że ma do czynienia z brudnymi pieniędzmi w symboliczny sposób. Dawniej poborca podatkowy miał wiele możliwości aby oszukiwać, kojarzony był z chciwością, a nie z człowiekiem dobrym i miłym. Widać od razu, że jest to człowiek zły i trzeba się go wystrzegać. Obraz ten jest krytyką społeczną, zwraca uwagę na wady i cechy negatywne pewnych zawodów czy osób. Jest tu brzydota jego zmarszczonej twarzy i od razu wiemy, że nie można mu zaufać, w przeciwieństwie do skarbnika, który wzbudza wręcz zaufanie, spokojem na twarzy w okularach, które kiedyś były ze szczypcami na nos. Obraz powstaje na terenach Niderlandzkich więc charakteryzuje go bardzo duża dokładność szczegółów, np. monety, wyposażenie pokoju czy stopione świece. Detale w nakryciach głowy czy twarzy szczególnie trzeba zwrócić uwagę na zmarszczki. Brzydota może być też krytyką i satyrą społeczną. Następny obraz i tym razem martwa natura owocowa, która od razu nie kojarzy się z brzydotą. Często właśnie martwa natura to przekazy drogi moralnej czy edukacja. Tu jest bardzo dużo owoców na ciemnym tle, jednak nie są one apetyczne. I tak melon jest nadgryziony, dynia z naroślami, napoczęte i nie najświeższe figi gnijące, arbuz wyjedzony i zepsuty, nie zachęca do jedzenia. Jest to tzw. motyw vanitas mówiący o przemijani i o śmierci. A więc martwe natury typu vanitas przypominają, że wszystko się skończy. Owoc zostanie zjedzony, albo zgnije, spleśnieje, człowiek umrze. Musi też przypominać o moralnym życiu. Zwykle w tego typu obrazach jest pouczenie, aby nie skupiać się na bogactwie, bo przeminie. Należy skupić się na dobrych uczynkach, na drugim człowieku, czy nie objadać się nie pić alkoholu. A więc ta martwa natura vanitas ma nas czegoś uczyć, nie warto skupiać się na tych rzeczach codziennych, ziemskich bo i tak wszystko przeminie. A teraz obraz bardzo ciekawy, przedstawienie biblijne pokazujące Hioba, która jest bardzo tragiczna postacią. To obiekt zakładu między Bogiem a szatanem. Hiob stracił rodzinę, majątek, dom i zdrowie. Szatan chciał dowieść, że gdy straci on wszystko, odwróci się od Boga. Jednak okazało się, Hiob był niezachwianej wiary. Na obrazie przedstawienie niezwykle ciekawe i tajemnicze. Są tu tylko dwie postaci, Hioba i jego żony oświetlone mocnym światłem, charakterystycznym dla baroku i ciemne tło. Hiob po przejściu różnych cierpień w pozycji półleżącej, nagi widać ślady trądu na klatce piersiowej, rany na nogach, choroba się rozwija, stracił już wszystko, ale ufnym wzrokiem spogląda w górę do Boga i wydaje się, że chce go zapytać dlaczego musi tak cierpieć, ale od niego się nie odwraca. Obok jego żona, która go wyszydza, krytykuje, śmieje się, o czym świadczy ten gest ręką. Tu brzydota specyficzna – ciało starca wychudzonego i schorowanego. Ponieważ obraz ten namalowano w wieku XVIII, kiedy tematem tabu były ciała, które nie są idealne. Pokazywano piękne ciała kobiet i wysportowanych młodych mężczyzn. Ta brzydota musiała szokować, jednocześnie jest czymś nowym w sztuce i ma inny wydźwięk. A teraz portrety trumienne, które są niezwykle ważnym elementem w kulturze Polski szlacheckiej, sarmackiej rokoka i baroku wieku XVII i XVIII, jednym z ważniejszych elementów ceremonii pogrzebowej. Były tworzone na blasze o kształcie takim jak przekrój trumny. Zmarłych przedstawia się jak za życia, bez upiększeń. Portrety takie wystawiano podczas pogrzebu, potem mogły być umieszczane w kapliczkach czy w domach. Różniły się jakością, co zależało od zasobności portfela zamawiających. Bogaci zatrudniają artystę dobrego, z doświadczeniem, natomiast ubodzy muszą zadowolić się lichym malarzem. I widać na pokazanym przykładzie różnicę w tych portretach. Ten po prawej jest znacznie lepszej jakości. Zaznaczone cienie, odbłyski światła, przestrzeń, jest to przyzwoity portret. Natomiast ten po lewej nie jest najlepszej jakości, dużo słabszy malarz, widać braki warsztatowe, włosy wyglądają jak garnek włożony na głowę, brak cienia na twarzy, szyja wąska, bo jest głęboki cień. Brzydota tutaj, może wiązać się z brakiem w umiejętności czy wykształceniu artysty i nie musi być zamierzona, może powstać przez przypadek. Teraz przechodzimy do czasów współczesnych, do XX wieku i artysty znanego z bardzo niepokojących obrazów. Jest to Bronisław Wojciech Linke i obraz o nazwie "Czerwony autobus". Jego twórczość turpistyczna, to fascynacja brzydotą. Jest on autorem wielu obrazów niesamowicie niepokojących, ukazujących brzydkie, dziwne postaci. Autobus prowadzony przez manekina, więc autobus jedzie nie wiadomo gdzie. Autor wyśmiewa wady społeczeństwa polskiego pierwszej połowy XX wieku.  Jest ono bierne i nie ma żadnych zainteresowań. Z tyłu autobusu mężczyzna w czapce krakowskiej z kosą - to butelka wódki satyra na pijaństwo. Mężczyzna w garniturze bez głowy, siedzący na stercie papierów to człowiek bezmyślnie wykonujący papierkową robotę. Lubieżny starzec obłapiający młodą dziewczynę, która okazuje się lalką, z tyłu autobusu widać też Stalina. Na obrazie wiele postaci, które odzwierciedlają różne wady ówczesnego społeczeństwa. Te postaci są zniekształcone i zdeformowane, ich ciała rozkładają się, jakby nie żyły ale egzystowały. Otoczenie jest przygnębiające. Rozjeżdżone błoto, leżące w nim przedmioty, na górze snujące się pajęczyny, duchy, stwory. Wszystko to jest bardzo niepokojące. Cała twórczość Linkego właśnie taka jest. Postaci na jego obrazach są tajemnicze, powodują obrzydzenie, często maja narracyjny charakter. Jest to właśnie przykład tego turpizmu, czyli umiłowania brzydoty, zniekształcenia, bardzo dziwnego. Podsumowując brzydota może odnosić się do negatywnych cech postaci, jak w średniowieczu i pomaga odbiorcy średniowiecznemu przy modlitwie oraz zrozumieniu pewnych prawd wiary. Może też wiązać się z pewną krytyką stanu społecznego, jak przy poborcach podatków. Deformacja może zwracać uwagę na przemijanie jak w martwej naturze, również na moralne znaczenia.  Brzydota niecelowa jak obrazy niskiej jakości artystycznej albo przy portretach trumiennych i celowa z wykorzystaniem umiejętności artysty, żeby dobrze tę anty estetykę pokazać. Umiłowanie brzydoty było bardzo popularne po drugiej Wojnie Światowej. Artyści chcieli pokazać problemy i tragedie które przeżyli. Pokazywali, że świat nie jest piękny, jest zepsuty, ludzie źli i wykorzystywani. Często sztuka zapowiada nadchodzące zmiany w świecie. I na tym zakończył się wykład o brzydocie w obrazach, oczywiście jeszcze jak zwykle mała dyskusja między słuchaczami a prowadzącą i podziękowanie za niezmiernie ciekawe przedstawienie tematu, który jest mało znany, bo zwykle brzydotę na obrazach omija się, nawet w muzeach.

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu prof. M. Litwinowicz o ostatniej podróży Adama Mickiewicza     10.12.2020 r.

W środę 9 grudnia słuchacze UOTW wysłuchali pięknym językiem opowiedzianej p.zez panią profesor Małgorzatę Litwinowicz, historii z ostatnich lat życia Adama Mickiewicza. Tytuł tej opowieści brzmiał "Ulica Słodkich Migdałów czyli opowieść o ostatniej podróży Adama Mickiewicza". A ostatnią podróż odbywa do Konstantynopola. Tam też umiera w 1855 roku, a rocznica jego śmierci przypada na 26 listopada. Rodzi się 24 grudnia 1798 roku. Pierwsze zdjęcie pokazuje Konstantynopol z połowy XIX wieku, który dopiero od 1930 roku nosi nazwę Stambr.. Widać tam bryłę Hagia Sophia, minarety. W XIX wieku Konstantynopol ulega zmianom, staje się bardziej europejski, a jednocześnie świat zaczyna się fotografować i dzisiaj możemy wizerunki z tamtych czasów już oglądać na fotografiach. Jednak romantycy tamtych lat wydają się z czasów jeszcze przed fotografią. Teraz słyszymy jak Polska z tamtych lat jest blisko tzw. orientu. Oglądamy dwa portrety i grafikę, wydaje się, że to Arabowie, a jednak są to Polacy. Widzimy mężczyznę w turbanie z brodą, w stroju wschodnim, który okazuje się powstańcem listopadowym, Wacławem Rzewuskim. Jest on zafascynowany orientem. Z Półwyspu Arabskiego przyprowadza stado 100 koni arabskich. Nosi się na sposób orientalny chodząc w turbanie i szarawarach. Ginie w powstaniu listopadowym, walcząc w stroju wschodnim. Generał Józef Bem, bohater Wiosny Ludów umiera w Aleppo jako pobożny muzułmanin, przechodząc na islam i w ostatnich latach życia walcząc w armii tureckiej Imperium Osmańskiego. Kolejny powstaniec listopadowy w stroju wschodnim to Michał Czajkowski, który również część życia spędza w armii Imperium Osmańskiego, też przechodzi na islam. To model biografii wielu ludzi zaangażowanych narodowo w pierwszej połowie XIX wieku. Dzieje się tak dlatego, że Turcja czyli Imperium Osmańskie to jedyna siła, która może w konflikcie z Rosją ją pokonać. Dlatego patrioci polscy przystępują do armii tureckiej, niestety łączy się to ze zmianą religii na islam. W 50-tych latach wybucha wojna krymska, która staje się globalną i Rosja ten konflikt przegrywa. Ludwika Śniadecka, pierwsza miłość Juliusza Słowackiego widoczna na zdjęciu, też wyjeżdża do Stambułu, jest wieloletnią partnerką Michała Czajkowskiego, tam umiera i zostaje pochowana. Antoni Crutta to Albańczyk, tłumacz z języków orientalnych na polski i odwrotnie. Po zakończeniu pracy tłumacza między Rzeczpospolitą a Turcją zamieszkuje w Polsce, a mimo wszystko ubiera się na sposób wschodni. Pomimo, że to człowiek orientu, jest katolikiem. Bliskość Polski i wschodu dostrzegają podróżnicy przybywający do Warszawy. Mówią, że Warszawa to Orient i nie tylko dlatego, że w szerokich spodniach tańczy się mazura, ale i obyczajowość z perspektywy zachodu orientalna. Należy przypomnieć, że Rzeczpospolita przed rozbiorami graniczy z Turcją. Z majątków (na dzisiejszej Ukrainie) wielkich polskich magnatów jak Jan Potocki czy Wacław Rzewuski, to bliżej do Konstantynopola, niż do Warszawy. Mit polskich kresów, opisywanych głównie przez Sienkiewicza, to na tej przestrzeni między Polską, a Konstantynopolem tylko dzikie pola, nie ma cywilizacji, nie mieszkają ludzie. Kozacy czy Turcy mają przypisane nieludzkie cechy, wręcz są dzicy. W XIX wieku w całej Europie i w Polsce rośnie zainteresowanie Orientem. Jest masa szkiców, listów z podróży tekstów literackich czy obrazów. Wręcz narasta moda na podróże do Orientu, ale właśnie wówczas, wychodzimy w stronę nowoczesności, modernizacji, zaczynamy czerpać wzorce z zachodu, a wschód bliski Polakom staje się jednak egzotycznym, obcym i wypieranym. Przestajemy nosić szarawary. A teraz o ostatniej podróży Mickiewicza. Ale zanim, trzeba przypomnieć, że rodzi się on na peryferiach Rzeczpospolitej, na Litwie, daleko od centrum kulturalnego, jakim jest Warszawa. W swojej młodości, na skutek procesu Filomatów przenosi się na Krym. To pierwsza jego podróż na wschód w 1825. Rok później publikuje Sonety Krymskie, które wywołują wielkie oburzenie elit i krytyków warszawskich, ze względu na użycie wielu wyrazów obcojęzycznych. Według nich język ojczysty zostaje zbrukany. Adam Mickiewicz z Krymu przenosi się do Petersburga, potem na zachód, gdzie zatrzymuje się w Poznaniu. Wybucha Powstanie Listopadowe, przenosi się więc do Warszawy i emigruje do Paryża, gdzie zostaje na wiele lat. Do podróży na wschód tęskni przez całe życie, bo nienawidzi miasta. Mamy jesień 1855 roku i książę Adam Czartoryski wysyła go, jako emisariusza w celu pogodzenia dwóch dowódców polskich w imperium osmańskim. Jeszcze wówczas nie jest wieszczem. Ostatnie wielkie dzieło "Pan Tadeusz"  zostało wydrukowane 20 lat wcześniej. Od tamtego czasu niczego znaczącego już nie pisze. Kariera profesorska kończy się skandalem (angażuje się w sektę). W 1855 roku jest starszym panem jak na tamte czasy bo ma 57 lat i pełni rolę bibliotekarza. Wówczas dostaje misję i wyjeżdża do Konstantynopola. Zanim to się dzieje rozbija w swoim paryskim mieszkaniu namiot i cieszy się z tego, że nareszcie jest u siebie. Koń z siodłem i namiot to jego wymarzone życie, aby pędzić przed siebie. Wyjeżdża razem z Armandem Levy francuskim Żydem,  który jest jego sekretarzem i  z  Henrykiem Służalskim, byłym powstańcem listopadowym i adiutantem. Mieszkają razem w jednym z lokali, które akurat jest wolne w domu lekarza Polaka. W prezentacji kilka zdjęć Konstantynopola, jak widać bardzo rozległego z 1860 roku. Są tam mosty, duży ruch ludzi i pojazdów. Dalej typowa zabudowa drewniana, wille z wykuszami zwanymi konakami, to charakterystyczny element architektury. Drewniane miasto zostaje zastąpione murowanym. Typowy obraz to wąska uliczka z ruchem pieszym, przeszklonymi wykuszami, sklepami, lokalami na parterach. Dalej ulica, w której ostatecznie zamieszkuje Mickiewicz, w mało prestiżowej dzielnicy miasta, w biednej i nie cieszącej się dobrą sławą okolicy, bo poeta jest już starym i biednym człowiekiem. Na zdjęciu ulica Słodkich Migdałów dzisiaj i siedziba Muzeum Mickiewicza, który nie jest budynkiem, gdzie umarł, tamten się spalił. Pomimo opisów bardzo przykrych wyglądu miasta, dzielnicy i mieszkania, czuje się tam dobrze, kojarząc go z miejscowością, gdzie się urodził, a więc jak w litewskim miasteczku. Odczuwa rodzaj dumy z urządzenia się na swoim i czucia się u siebie. Odwiedza wojskowy obóz w Burgas, gdzie odnajduje ducha braterstwa i ceni trud prostego życia w namiocie, jazdy konnej. Pośmiertna fotografia Mickiewicza. Odbito ją w setkach egzemplarzy. Kiedyś robienie fotografii zmarłych, było normą. Ma on na głowie czapkę konfederatkę – Polak patriota. To polska czapka, związana z Konfederacją Barską i z Powstaniem Kościuszkowskim. Syn Mickiewicza okazuje się cenzorem spuścizny ojca i wiele tekstów, pism niewygodnych, trudnych pali, gdyż chce, aby ojciec jego był bez skazy, pomnikowy. Mickiewicz schodzi z tego świata nagle, w ciągu doby. Do dzisiaj nie wiadomo z jakiego powodu. Mogła to być panująca tam cholera, lub apopleksja, albo zatrucie. Umiera w Konstantynopolu 26 listopada 1855 roku. Po miesiącu jego ciało zostaje przewiezione do Francji. Ale zanim to następuje, po zabalsamowaniu umieszczone w trumnie drewnianej potem jeszcze w dwóch i tak przygotowane czeka na transport morski. Ta ostatnia trumna jest wielka, ciężka i nie mieści się w małym domku. Stoi więc na ulicy przez ponad miesiąc. Ulica żyje własnym życiem. Przyjaciele dyżurują przy niej. Mają początkowo pochować go w Konstantynopolu albo w osadzie polskiej, kupionej przez Czartoryskiego. Polonia jednak chce aby wrócił do Francji i tak się dzieje. Ten symbol stojącej na ulicy przez miesiąc trumny to lekcja wrażliwości i obojętności – Mickiewicz nam tę lekcję na koniec daje. Jeszcze portret poety zrobiony w Paryżu gdzie widzimy starszego pana zmęczonego życiem, o lekko spuchniętej twarzy, mieszkającego w małym, biednym mieszkaniu, ten obraz warto zachować w pamięci, że ludzkie losy różnie się plotą i biedny, bezdomny człowiek może się okazać największym poetą narodu, jest to wielka lekcja uwagi, czujności, uprzedzeń nieoceniania i rozumienia drugiego człowieka. Na tym wykład się skończył, ale jeszcze wypowiedzi słuchaczy i zainteresowanie jak to się stało, że został wieszczem. Pani profesor odpowiada, że był to proces stopniowy, Początkowo gdy napisał Ballady i romanse, to ten sposób pisania został skrytykowany, mówiono, że to nie jest literatura, a dobra dla litewskich pomywaczek. Kiedyś tak się nie pisało, to nie język literacki. Warszawscy literaci nie chcą tego czytać. Mickiewicz stworzył "nowy język polski języka polskiego". Obecnie nasze pokolenie zna na pamięć różne słowa z jego tekstów. A proces jego "uwieszczowienia" był procesem stopniowym, kontrowersyjnym, dalekim od rzeczywistości. Ostatnią dużą rzeczą którą pisze to Pan Tadeusz, 20 lat przed wyjazdem do Konstantynopola, gdzie przeszedł ewolucję od słowa do czynu. W pierwszej połowie życia daje ludziom lekcję języka, w ostatniej podróży daje lekcję życia. I tu już podziękowania, wykład się zakończył. Jak zwykle jeszcze dyskusje między słuchaczami już bez wykładowcy, tym razem trwające dosyć długo, czego nikt nie spostrzegł, tak temat wszystkich wciągnął. 

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Matematyka w żonglerce - warsztaty z Joanna Stanowską           7.12.2020 r.

W piątek 4 grudnia były zajęcia z Joanną Stanowską i temat "Matematyka w żonglerce – notacja siteswap" . Pierwsza sprawa, to przygotowanie piłeczek, a kto nie ma, bierze skarpetki, skręca w kulkę i wszyscy gotowi do ćwiczeń. Piłka w rękę prawą i podrzucamy śledząc jej ruch oczami. Przekładamy do drugiej ręki i podrzucając śledzimy ją oczami. Dłoń ma być na wysokości biodra, a nie klatki piersiowej. Głowa nieruchoma, oko śledzi piłkę. A teraz patrzymy na wprost siebie, dalej podrzucając piłkę dosyć wysoko jednostajnie jedną ręką, a po minucie drugą. Piłkę widzimy tylko kątem oka. Z prawej ręki przerzucamy do lewej, piłka idzie po łuku, ręce jak najszerzej, a oko wykonuje taki sam ruch jak piłka, głowa bez ruchu. Patrzymy horyzontalnie, a piłka jak poprzednio po łuku od jednej dłoni do drugiej.  Pijemy wodę.  Teraz rzut o nazwie zip – rzut poziomy, dynamiczny z nadgarstka, ręce oddalone. W notacji siteswap:

 0 - pauza

 1 - rzut poziomy

 2 - delikatny podrzut w górę

 3 – przerzut do drugiej ręki po łuku

 4 -  wyższy podrzut w jednej ręce

 5 -  wyższy przerzut z ręki do ręki

 6 -  jeszcze wyższy podrzut w jednej ręce

 7 – jeszcze wyższy przerzut itd.

Każda cyfra to jeden przerzut lub rzut, czyli jeden ruch.

I teraz ćwiczymy. Każdy ma piłkę w prawej ręce i Joanna podaje cyfrę, a słuchacze wykonują dany rzut lub przerzut. I tak wielokrotnie padają różne cyfry.

Teraz ćwiczenie na koncentrację. Joanna podaje trzy liczby, trzeba wysłuchać i potem wykonać trzy ruchy. Potem podaje większą ilość cyfr i trzeba powtórzyć ruchowo piłeczkami. Np. 1,2,3,4,5. Wykonać najpierw zaczynając od prawej, potem od lewej ręki tę samą sekwencję.

Kolejne ćwiczenie i każdy ma ułożyć swoją sekwencję z 4 lub 5 cyfr, pokaże to ruchowo, a wszyscy zgadują. Koniec ćwiczeń ruchowych. Na ekranie widzimy 7 wyrazów, ale litery są w nich poprzestawiane. W ciągu dwóch minut trzeba ułożyć rozszyfrowane wyrazy, oczywiście wszystkie litery w każdym wyrazie składają się na poszukiwane słowa. Chórem wszyscy mówią odgadnięte wyrazy. Było to ćwiczenie na spostrzegawczość i na koncentrację. Kolejne, należy policzyć trójkąty widoczne na pokazanym rysunku. Czas na to 5 minut. Te dwa zadania przesłałam Państwu już od razu 4 grudnia po południu, kiedy dostałam je od prowadzącej. Dzisiaj są w linku z zajęć jak i wszystkie inne zadania matematyczne. W odpowiedzi padały różne liczby, ale nie dowiedzieliśmy się ile ich jest na tym obrazku. Za tydzień ma paść prawidłowa odpowiedź. Kolejne zadania czysto matematyczne – należało szybko sumować w pamięci liczby przy wierzchołkach rombów i podać wynik po 2 minutach. Potem zsumować te cztery wyniki. Następne zadania - widzimy krótko liczbę składającą się z pewnej ilości cyfr. Należy ją zapamiętać i podać ich sumę. Wyświetlają się liczby różnej długości. I na zakończenie widzimy różne liczby, które trzeba zinterpretować rzucając piłkami, według notacji siteswap. Za tydzień znów ćwiczymy z piłeczkami, w tygodniu należy ćwiczyć, liczyć trójkąty szukać ukrytych wyrazów. Czas się skończył i oczywiście podziękowania dla Joanny za bardzo dobre zajęcia po czym życzenia dla solenizantek.

 

 

 

 

 

  

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu "Z prądem i pod prąd" pani Wioletta Cicha             6.12.2020 r.

W czwartek 3 grudnia odbył się wykład w ramach spotkań z Muzeum Narodowym, a temat to "Z prądem i pod prąd", czyli woda w sztuce, który poprowadziła pani Wioletta Cicha. Woda może kojarzyć się z czymś nieprzewidywalnym, burzliwym, z zagrożeniem. Obraz Franciszka Żmurki gdzie w głębi widać morze, fale, a na lądzie 7  kobiet skąpo odzianych, przedstawiających 7 grzechów głównych. Oprócz nich są dwaj mężczyźni. Jeden z klepsydrą w jednej ręce, a w drugiej z kosą, to Chronos bóg czasu, a starszy mężczyzna, pewnie muzyk, lub artysta siedzący z lirą u boku. Prawdopodobnie jego życie się kończy i trudno powiedzieć, czy żałuje za grzechy, czy też nie. Franciszek Żmurko, dzisiaj mało znany, kiedyś wymieniany obok Olgi Boznańskiej czy Jacka Malczewskiego, w dwudziestoleciu międzywojennym jego prace były mocno eksponowane. Malował głównie kobiety z ich erotyzmem i nagością. Potem jego popularność zaczęła odchodzić. I tu mamy sławę tego malarza z prądem i pod prąd. Kolejna fotografia rzeźby kobiet wyłaniających się z fal z otwartymi ustami, groźnymi twarzami, dalej zamieniają się w fale niosące mężczyznę. Rzeźba wykonana w drewnie, styl secesji z przełomu XIX i XX wieku. Żywioł dynamiczny, zmienny, nie wiadomo, czy kobiety ratują, czy dążą do zguby tego mężczyzny. Często malowane są sceny marynistyczne, które pokazują życie na wodzie, w portach, czy na brzegu. Autor świetnie operujący kolorem to Ludolf Bakhuizen. Tam gdzie są fale, kolor jest jasny, mleczny, staje się półprzezroczysty stwarza wrażenie, że fale te są skłębione. Jednocześnie groźne chmury i zza nich przeziera słońce. W głębi widać ludzi starających się ratować towary przed zatonięciem, a okręty za chwilę pochłonie woda. Na obrazie podana data, koniec XVII wieku, kiedy występowały różne anomalie klimatyczne, burze, ulewy. Autor ten był popularny i znany z malowania morza w różnych ujęciach. W sytuacjach wielkiego zagrożenia szukano pomocy u świętych. Kolejny obraz barokowego autora cieszącego się uznaniem na dworze króla Augusta Saskiego, który malował sceny religijne. Widać na nim św. Jana Nepomucena, patrona tych, którym zagraża powódź. Jego ciało zostało wrzucone po torturach do rzeki z mostu Karola w Pradze. Namalowany w kapłańskich szatach, aniołki krążą wokół z atrybutami świętego:  zalakowany list – dochował tajemnicy, wieniec – aureola męczennika, cęgi - narzędzia tortur. Kolejny obraz przedstawiający zwyczaje hucułów, scena zimowa, dzieje się nad rzeką skutą lodem. Wszystko wydarza się w Święto Trzech Króli, po mszy ludzie z procesją podążają do rzeki i tam z wyciętego przerębla, mężczyzna wyciąga wodę, w której wcześniej zanurzył krzyż. Tak poświęconą, ludzie zanoszą do domów, lub obmywają się od razu – oczyszczanie z grzechów na wzór Chrystusa. Obraz pięknie zakomponowany. W XVI czy w XVII wieku młodzi ludzie z arystokratycznych domów jeździli do Włoch kształcić się czy odpoczywać. Artyści natomiast przybywali tam, aby oglądać dzieła mistrzów renesansu. Kolejny obraz to dzieło malarza z Niderlandów. Chłodna tonacja kolorystyczna pokazuje rzekę Tyber, po której pływają łodzie małe i duże z żaglami. Następny obraz dużo późniejszy, na którym widać miasto Weronę również nad rzeką uregulowaną, rozświetloną słońcem. Aleksander Gierymski malował sceny realistyczne, ale eksperymentował światłem. Teraz miasto na wodzie, czyli Wenecja, którą malarze bardzo lubili przedstawiać. Wówczas najlepsze barwniki do farb można było nabyć właśnie w Wenecji, dlatego kolorystyka dzieł tam malowanych była różnorodna i bogata. Michele Marieschi weducista (malujący obrazy z ogólnym widokiem miasta, lub jego fragmentem), często ze sztafażem (postacie, zwierzęta lub inne poboczne motywy dopełniające architekturę). Na obrazie widać most, a na rzece gondole, łodzie towarowe. Kolejny z jego obrazów widoczny pałac Dożów. Znów są gondole w żółtym kolorze ale i inne łodzie, jest statek pełnomorski, ludzie przemieszczają się po nabrzeżu. Wszystkie płótna są w formacie niemalże kwadratowym, a faktura wzbogacana przez ugniatanie farby palcami. Autor posługiwał się kamerą obskurną, aby dokładniej odtwarzać tę architekturę. Sztafaż zwykle uzupełniali specjaliści. Kolejny obraz tzw. kaprys, czyli pewna składanka architektury z różnych miejsc o nazwie "Krajobraz z ruinami i mostem". Można sądzić, że obrazy te zostały namalowane przez Canaletta, którego Widok Ujazdowa z czasów Augusta Poniatowskiego możemy zobaczyć dalej, następnie Pałac na Wodzie i rzeka z rozlewiskami a za nią Saska Kępa. Pływają łodzie różnego kształtu, szkuty płaskodenne jednomasztowe, a załogi to flisacy z szyprem nimi dowodzącym. Statki dubasy – rzeczne z masztem, mniejsze niż szkuty, a inne to komięgi – o niewielkim zanurzeniu ale nie mające masztu – były rozbierane i drewno sprzedawane. Gdy wiatru brakowało, statki często ciągnięto pod prąd brzegiem rzeki.  Przechodzimy do Gierymskiego, kronikarza Warszawy i jego świetnego rysunku żaglowca. Dalej pokazane święto Nowego Roku tzw. Święto Trąbek, społeczność żydowska modli się o zmierzchu, oczyszcza, aby w nowy rok wejść bez grzechu. Gierymskiego interesowało światło zachodzącego słońca, odbijające się w wodzie, a nawet widoczne w oknie czy ognisku. Widać też tratwy, na których transportowano towary, niewielkie łódki i skuty, na których można było mieszkać. Wiek XIX rzeczywistość się zmienia postęp technologiczny i cywilizacyjny. Na rzekach pojawiają się parostatki z kołem napędowym, czy pociągi z lokomotywami.  Piaskarze to kolejny obraz Gierymskiego, gdzie robotnicy ręcznie przerzucają piasek, czy żwir z łodzi na pomost, potem na ląd. Jan Stanisławski zajmował się krajobrazem. W scenerii nocnej widać młyn wodny drewniany z kołem młyńskim, kiedyś bardzo popularny. Można je jeszcze zobaczyć w skansenach. Z boku scenka rodzajowa nietypowa dla tego malarza. Teraz scena zimowa, gdzie przemieszczano się przez rzeki na łyżwach lub na saniach. Łatwiej się podróżowało. Na obrazie Gierymskiego o nazwie "Wieczór nad Sekwaną" widać parostatek ciągnący barkę, rzekę Sekwanę i zachodzące słońce. Powierzchnia obrazu chropowata, dzięki temu stwarza wrażenie dodatkowych odbić światła, a architektura potraktowana płasko, chowająca się w cieniu. Kolejny polski artysta to Tadeusz Makowski, który malował potem zgeometryzowane pajacyki, a w 1910 widok rzeki, mała łódź poruszana tylko wiosłami i parostatek z kominem. Po 50 latach scena na rzece, krajobraz idący w abstrakcję i Piotr Potworowski o ciekawej biografii. Był zafascynowany Wisłą w Kazimierzu. Układ pasowy mu nie odpowiadał. Szukał odpowiedniej kompozycji. Ważna gra kolorów, ale nie odtwarzanie rzeczywistości. Malarka akademicka Anna Bilińska robiła karierę poza krajem. Rozwarstwia jednolitą plamę, co powoduje grę światła. Urocza scena nad wodą. Nawiązując do tematu wykładu to przemijanie, co godzinę zmienia się światło, przepływają statki, dziecko rośnie. Władysław Ślewiński to artysta, który pasuje do tematu, ze względu na pochodzenie. Miał być obszarnikiem, a jednak poszedł pod prąd i po wyjeździe za granicę zaczął malować. Sceny nad morzem pokazują walkę żywiołów, wartości kolorystyczne są zmienne. Na jednym obrazie barwy ciemne, na następnym jasne, a dalej jeszcze inne. Teraz Julian Fałat i "Krajobraz zimowy z rzeką" z kontrastowymi barwami, śnieg może mieć tak niebieską jak i fioletową kolorystykę w cieniu. Fałat podróżował i z tej podróży malował obrazy o różnej kolorystyce. Statek szczęścia to ostatni obraz podróży metaforycznej z dwoma bóstwami sztuki buddyjskiej. I jeszcze tylko wyjaśnienie odpowiedzi z quizu, który słuchacze otrzymali przed wykładem i odpowiedzi słuchaczy. Potem mała dyskusja, komentarz i podziękowanie za ciekawy wykład. Przepraszam, że obraz Gierymskiego "Wieczór nad Sekwaną" musiałam dołożyć ze zbiorów Google, ponieważ nie udało się zrobić jak zwykle z prezentacji.

 

 

 

  

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu Śródziemnomorska perła Malta, wyspa słońca i rycerzy.        5.12.2020 r.

W środę 2 grudnia pan Piotr Kociszewski miał wykład online, a temat to "Malta, perła Morza Śródziemnego" i od razu wyjaśnienie, że Morze Śródziemne kryje więcej pereł, bo sznur wysp, czy sznur miejsc czy sznur atrakcji turystycznych. Słoneczną wyspę Maltę będziemy poznawać. Na Morzu Śródziemnym mieści się ona jako najbardziej na południe wysunięta wyspa, jedna z najmniejszych i sąsiadujących z Sycylią. Pierwsza część wykładu, to informacje o samym Morzu Śródziemnym i różnych wyspach na nim się znajdujących. Kilka też słów o postrzeganiu tego morza w dawnych wiekach. Istotna jego cecha, to zasolenie większe o wiele od zasolenia Morza Bałtyckiego, wyrażane w promilach. Malta jest częścią Unii Europejskiej. Następnie była mowa ogólnie o wyspach. Malta w całości zbudowana ze skał wapiennych, które są stosowane jako budulec wszystkich budynków użyteczności publicznej, jak i domów. Brak tam cieków, ale zachodzą zjawiska krasowe. Malta ma 316 km2, więc jest bardzo malutka, ma 40 km długości i 20 km szerokości, to malutki okruszek. Dalej pokazane są ciekawe kształty wysp. I tak wyspy z Malezji, które się uśmiechają, wybrzeże chorwackie z wyspą o kształcie rybki, wyspy sztuczne w Dubaju o wyglądzie palmy. A teraz sama Malta, do której można dotrzeć z Sycylii, od której jest tylko 80 km statkiem, czy promem. Od Tunezji 286 km. W południowej części Malty jest kamieniołom, skąd ten wapień, kamień koralowy wydobywają i służy do budowy całej infrastruktury. Malta to wyspa główna, na północny zachód od niej jest wysepka Comino i dalej Gozo. W północnej części znajduje się symboliczne miejsce rozbicia statku wiozącego św. Pawła. Tam też jest Zatoka św. Pawła. następna mapa, gdzie widać położenie Malty na tle Europy i już dokładna mapa samej wyspy Malty ze stolicą Vallettą, następnie wyspami Comino i Gozo. Po tej wyspie z racji jej niewielkich rozmiarów bardzo wygodnie się podróżuje. Ruch lewostronny, bilety niedrogie. Lotnisko międzynarodowe, linie regularne tanie i czartery. Gęsta zabudowa Valletty, okolic i duże skupisko ludności oraz hoteli. Południowa część wyspy bardziej górzysta z miastem Rabat – historyczna stolica.  Kolejna mapa, to połączenia linii autobusowych, kursują łodzie i statki turystyczne. Na Malcie panowały liczne narody od Fenicjan, Greków, Kartagińczyków, Rzymian, aż do Francuzów i Brytyjczyków, przez to jest zróżnicowana i wielowątkowa.  Są tam świątynie megalityczne, które powstały na planie koniczyny. Zachowały się fantastyczne zdobienia. Wyspa Malta jest nie tylko celem turystyki wypoczynkowej, dla tych, którzy chcą się uczyć w szkołach języka angielskiego ale jest też celem pielgrzymek, śladem św. Pawła. Na obrazku widać scenę rozbicia się statku z Pawłem. Są też tam katakumby z dziejów chrześcijan. Państwo katolickie, wiele kościołów ponad 350, każdego dnia każda wspólnota ma powód do świętowania i fajerwerków. Teraz o zakonie maltańskim. W wielu miejscach w Europie żyli Joannici. W Polsce, w poznańskiej Malcie, w najstarszej części miasta, mieści się zakon Joannitów i jest zakonem świeckim tam i na terenie całej Polski, pracują charytatywnie, zakładając tzw. krzyż maltański, wykonując różne prace w pogotowiu, w ratownictwie, czy w hospicjach. Zniszczenia wojenne zmuszały do odbudowy. Na Malcie urzędowym językiem jest angielski obok maltańskiego. Królowa Elżbieta przyjeżdżała tam często. Pojawia się na znaczkach, na monetach. Na mapie pokazane największe miejscowości Malty, które można zwiedzać. Stolica Valletta to twierdza, a uliczki krzyżują się ze sobą, bo to miasto w stylu i w układzie renesansowym, jak polski Zamość. Do tego bardzo dużo schodów, miasto małe, gęsto zaludnione uliczki. Pałac wielkiego Mistrza oraz Katedra pod wezwaniem św. Jana to najcenniejsze zabytki. Malta widoczna z daleka, charakterystyczny kolor. Uliczki urokliwe, schody, balkony. Wnętrza katedry w stylu barokowym, bogata, z obrazami Caravaggia  i ze zdobionymi polichromiami. Można też wypłynąć w rejs po porcie. Pływają też wielkie statki wycieczkowe, mniejsze łodzie są jak taksówki, kursując z jednego brzegu na drugi. Działa tam wiele szkół językowych i z całego świata przyjeżdżają ludzie, aby szlifować język angielski zwykły i biznesowy, czyli turystyka lingwistyczna coraz bardziej na Malcie się rozwija. Miasto Mdina, historyczna stolica na terenie falującym, otoczone fortyfikacjami, w podziemiach są katakumby z freskami na ścianach, dobrze zachowane i kościół św. Pawła w której podobno są cele, gdzie Paweł przebywał po przybyciu na Maltę. Do miasteczka nie wjeżdżają samochody, są huty szkła i sklepy z jej wyrobami. Po tym mieście można spacerować pieszo, lub ozdobnymi dorożkami. W jednym z przybrzeżnych miasteczek można zobaczyć na wodzie kolorowe łodzie i zjeść pyszne ryby. Na Malcie są też małe zatoczki z urokliwymi plażami, woda ma piękny turkusowy kolor na skutek reakcji jej ze skałami wapiennymi. Łodziami można wpływać do jaskiń krasowych, na zdjęciu jaskinia abrazyjna – wymywanie skał wapiennych przez fale morskie. I tak zakończyło się spotkanie z Maltą i wykład pana Piotra Kociszewskiego z życzeniami słońca i zdrowia. Potem jeszcze jedna z koleżanek opowiedziała o swoich wspomnieniach z pobytu na Malcie.

 

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka ze spotkania z Joanną - walka ze stresem.              3.12.2020 r.

W piątek 27 listopada Pani Joanna Stanowska poprowadziła zajęcia ruchowo-wykładowe, a temat to zwalczanie stresu. Jest on wrogiem numer jeden człowieka i wpływa bezpośrednio na pogarszanie zdrowia. Aby z czymś walczyć, trzeba go poznawać, wówczas można sobie łatwiej z nim poradzić. Najpierw ćwiczenia związane z wyrzucaniem z ciała napięcia stresów i złych emocji. A więc należy wstać i z mocnym wdechem wznieść ręce wysoko do góry patrząc przed siebie, wytrzymać 5 sekund, a z wydechem prychnąć, jednocześnie dłońmi strzepnąć agresywnie całą energię. Silnie oddychać. Powtarzać kilkakrotnie. Wyrównać oddech. Kolejne ćwiczenie. Mocny wdech z aktywizacją klatki piersiowej i mocny wydech  przez usta. Kolejne ćwiczenie, to spirala, sprężynka – odkręcamy się z głową rękami i wydech, potem wracamy z wdechem. Raz skręcamy się w prawo, potem w lewo, ręce luźno się bujają. Kolejne – "uziemianie się". Ręce luźno i tupiemy piętami z wydechem, coraz szybciej luźna głowa. Kolejne. Wznosimy się na palce i raz jedną, raz drugą piętą naciskamy niby na orzechy, które chcemy rozłupać. z każdym wydechem mocno stukamy piętą. W ten sposób odstresowujemy się. Siadamy. Prezentacja na temat stresu i teraz można sobie samemu dokończyć zdanie, które jest na pierwszym slajdzie, robili to uczestnicy na zajęciach.  Kolejne zdjęcie podaje definicję WHO. Ważna wskazówka od prowadzącej. Należy widzieć, słyszeć, czuć a potem myśleć i wówczas dopiero reagować. Nie będziemy robili wtedy czegoś, co zostało nieprzemyślane czy będziemy reagowali na kogoś impulsywnie, bez zastanowienia, analizy. W emocjach można popełnić duży błąd. Należy wykorzystywać swój mózg i wszystkie procesy emocjonalne zachodzące tam,  kierować się nie sercem, ale mózgiem. Wracając do stresu, jego pierwsze efekty to: zaczyna boleć głowa, są napięte mięśnie całego ciała pociągające za sobą bóle kręgosłupa, szyi, wstrzymanie głębokiego oddychania, efektem nie pracuje prawidłowo nasz mózg. A więc najważniejsze dla naszego organizmu jest ruch - musimy się ruszać,  spacerować minimum 30 minut, wykonywać chociaż te 5 ćwiczeń, które są opisane wcześniej, nawet kilka razy dziennie. Następuje wówczas rozładowanie stresu i napięcia mięśniowego. Kolejne zdanie z prezentacji które należy dokończyć i tu znów wszyscy zastanawiają się i piszą swoją odpowiedź. Trwa dyskusja. I wreszcie słuchacze mają postawione kolejne zadanie. Co się ze mną dzieje, gdy swoją złość uzewnętrzniam? Jaka emocja pojawia się we mnie pod wpływem gniewu? Wiele odpowiedzi, dyskusja trwa i wreszcie ktoś trafia w sedno… Może lęk – mówi Monia i to jest właśnie to o co chodziło. Lęk stoi za gniewem, bo się boję, że będę sama/sam, że czuje się niesłuchana/niesłuchany, niekochana/niekochany. Agresja jest uzewnętrznieniem strachu. Pies szczeka, bo się boi, szczeka, by nas odstraszyć. Trzeba nauczyć się rozpoznawać swoje uczucie i swoje emocje, zanim zareagujemy. Zatrzymaj się. Trzeba wziąć wdech, wydech i pomyśleć, co w danym momencie zabolało, czego w tym momencie się boisz. Kolejne slajdy z prezentacji mówią co to jest stres, potem jak zwiększyć odporność na stres i jakie są skuteczne metody walki z nim. I na koniec jeszcze każdy mógł się wypowiedzieć, jakie działanie podejmie dla siebie, które pomoże w lepszym zarządzaniu swoimi emocjami. To pokrótce tyle i aż tyle słuchacze dowiedzieli się i podzielili swoimi odczuciami, postanowieniami, przedyskutowali o różnych możliwościach zmiany trybu życia i wreszcie poćwiczyli. Jutro znów spotkamy się z Joanną online, aby ćwiczyć, poznawać samego siebie, dzięki wskazówkom wykładowcy.

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pani Zofii Załęskiej o muzealnej historii tańca     1.12.2020 r.

W czwartek 26 listopada odbył się wykład pani Zofii Załęskiej o muzealnej historii tańca. Pierwsza sprawa, to sama definicja tańca. To forma sztuki, która jest jedną z najstarszych. Okazuje się, że jakoś tańczono już w paleolicie, bo na malunkach naskalnych widać ułożenia ciał, które mogą sugerować taniec. Na początek prezentacji obraz z VIII wieku, na którym widać greckiego boga Apollo, boga muzyki, sztuki i tańca. Tu ze skrzypcami, a zwykle z harfą, bądź z lirą. Po lewej stronie u dołu widać postaci podskakujące, trzymające ręce w górze, będące w kręgu. To przedstawienie tańca starożytnego. Koło jest najbardziej podstawową figurą taneczną, jednocześnie najbardziej prymitywną. Taniec wiązał się ze świętami religijnymi, z naturą, z przesileniem zimowym, lub letnim. W starożytności taniec był ważny, ze względu na obchody ku czci różnych bogów, między innymi Dionizosa czy Apolla. Miał on też swoje miejsce w teatrze greckim. Trochę więcej wiadomo o tańcach w średniowieczu. Na obrazie scena biblijna, a po prawej stronie ludzie poruszający się po kole wokół złotego cielca. Wówczas duchowni uważali taniec za grzeszną rozrywkę, a mimo wszystko był on bardzo popularny na jarmarkach, weselach, czy w karczmach, ale i na dworach.  Damy z dobrych domów musiały umieć tańczyć, ale też rycerze wśród swoich cnót, takich jak męstwo, odwaga, prawdomówność, wymieniali też taniec. Negatywne – wokół cielca, pozytywne to taniec króla Dawida przed arką przymierza. Początkowo muzyka była śpiewana, potem wprowadzono instrumenty, a forma to taniec w kole. Około XII/XIII wieku, pojawia się taniec w parach, na dworach królewskich, książęcych, arystokracji, a sprowadzony przez trubadurów z Francji. Na kolejnym obrazie widać parę, która wykonuje jakąś figurę taneczną, ale jak się wydaje, malarze nie mieli łatwego zadania w oddawaniu istoty tańca, ze względu na biegający w czasie. Wybierali charakterystyczny moment lub figurę często powtarzaną. Czas przejścia ze średniowiecza do renesansu okazuje się bardzo ważny dla tańca. We Włoszech zaczynają powstawać pierwsze poradniki, podręczniki związane z tańcem, gdzie dokładnie opisuje się, jak wyglądają kroki, ułożenie ciała, a także przy jakich okazjach wykonywano dany taniec czy jakie cnoty powinien mieć wykonawca – musi mieć świetną pamięć, poruszać się z gracją, opanować swoje ciało. W późniejszych czasach zaczęły się pojawiać notacje taneczne zapisywane różnymi kształtami, strzałkami, określające ruch tancerza. W wieku XX rozpowszechniono metodę zapisu ruchu Rudolfa Labana. Prostokąt pokazuje kierunek, w którym tancerz się przesuwa i kształty dookoła. Zapis ruchu i pozycji stóp, kolan, bioder, wychylenie ciała, ustawienie rąk i głowy. Są to bardzo skomplikowane notacje. Widać to na rysunku, jak zapisuje się pokazaną figurę baletową. Od XV wieku kształtują się różne rodzaje tańców. Przede wszystkim w parach, które są popularne do dzisiaj. Początkowo powstają tańce dworskie. Uczono się do nich specjalnych figur. Z czasem przekształcają się w salonowe dla wyższych grup społecznych, wreszcie w towarzyskie, które znamy do dzisiaj. Inny rodzaj tańca, niższych grup społecznych również się rozwija, lecz bez ich zapisywania. Tańczono na wsiach, w miastach i we wszystkich zakątkach Europy czy świata. Widoczna ilustracja z połowy wieku XIX. Jeden z bardziej znanych, zbiorowych tańców figurowych to kontredans, rozpowszechniony na balach, gdzie tańczyło kilka do kilkunastu par. Należało figury opanować, aby móc w nim uczestniczyć. Ilustracja satyryczna, pokazuje pary przeskakujące z nogi na nogę. Kontredans przekształca się w kadryla, który wymaga czterech par, wykonujących na zmianę konkretne kroki. Inne pary w tym czasie odpoczywają. Nazwy kroków to np. spodnie, kura, pasterka i finał. Kolejny popularny taniec, to kotylion czyli zabawa. Na początku zabawy rozdawano kotyliony, a potem ludzie musieli dobrać się w pary, szukając odpowiednika swojej ozdoby i razem tańczyć. Tańcem który wywołuje skandal i wydaje się niemoralnym to walc. Został wprowadzony ok. roku 1815 na Kongresie Wiedeńskim, potem nazwany tańczącym kongresem. Obecnie to walc wiedeński. Jego metrum jest na 3 i trzeba się szybko obracać dookoła wspólnej osi w parze. Skandal wywołuje to, że pary muszą trzymać się siebie bardzo blisko. W ciągu kolejnych dwudziestu lat walc jest nieodłączną częścią balów w Europie. Do jego popularyzacji przyczyniła się muzyka, szczególnie Johanna Straussa "Nad pięknym modrym Dunajem" czy Piotra Czajkowskiego "Walc Kwiatów". Ilustracja żartobliwa pokazująca bardzo dynamiczny taniec w parach zwierzo-ludzi. Taniec na pokazach to najczęściej klasyczny wykonywany przez balet zwykle na czubkach palców w baletkach, czyli pointach. Wysokie wyskoki, przeskoki, piruety. Początki baletu sięgają XV/XVI wieku, a kroki wzięte z popularnych tańców. Stroje to długie suknie do ziemi bez baletek. Pierwszy pokaz zatańczony w całości na pointach to wiek XIX. Początkowo tańczono w gorsetach, a więc układy były dostosowane do tych ograniczających ruchy strojów. A teraz o tańcach ludowych, tańczonych na wsiach. Na obrazie widać trzy pary obracających się wokół własnej osi w ludowych strojach i siedzących muzyków. Rozmazanie na obrazie, bez szczegółów podkreśla to, że taniec jest bardzo dynamiczny, wstążki we włosach wirują zapaski się unoszą. Są to pary w strojach huculskich, górale zamieszkujący wschodnie Karpaty. Taniec ten polegający na wirowaniu wokół własnej osi, nosi nazwę Kołomyjka od miejscowości Kołomyja, ale też od kręcenia się w koło. Jest to taniec ludowy z okolic Europy południowo wschodniej. Ma metrum parzyste, czyli na 2 lub na 4, o bardzo żywym tempie, które narasta w trakcie trwania tańca. Tancerka tańczy boso, w przeciwieństwie do tancerza. Czasami obraz ten zatytułowany jest "Oberek", może w ujęciu na obrazie jest podobny. Oberek to taniec narodowy, ma rytm mazurowy, czyli na 3, chociaż też ma bardzo skoczną melodię. Nazwa również wywodzi się z obracania wokół własnej osi, mogą mu towarzyszyć okrzyki i przytupy, to partner decyduje o zmianach kierunku i prędkości obrotów, nie trzeba znać figur, żeby go zatańczyć. Dzięki partnerce para może się nie przewrócić i ustać w swojej osi. Oberek wyłonił się razem z kujawiakiem z rytmów mazurowych na przełomie XVIII i XIX wieku. Kolejny taniec narodowy to kujawiak który jest najwolniejszym, metrum ma na 3. Nazwa pojawia się w 1827 roku i oznacza śpiący albo kolebany. Tańczony naprzeciwko siebie w parze w trzymaniu otwartym, czyli partnerzy stoją obok siebie trzymając się za ramię, mogą improwizować, bo tempo jest wolne. Zaistniał on na salonach po upadku powstania styczniowego. Był wykonywany dużo rzadziej niż krakowiak lub mazur, wreszcie zaczął znikać jeszcze przed pierwszą wojną światową. Trzeci taniec narodowy to krakowiak o metrum na 2 albo na 4 o bardzo charakterystycznym rytmie. Nazwa pochodzi od spektaklu "Cud mniemany, czyli krakowiacy i górale". Istniał wcześniej, ale pod innymi nazwami. Charakterystyczny krok to cwał, czyli krok dostawny do boku. Ponadto krok krzesany tańczony przez mężczyzn w podkutych butach. Tańcząc mogli krzesać iskry swoimi podkutymi butami. Pojawił on się na salonach, jednak tam już nie miał ludowej otoczki. Był tańcem budującym wspólnotę narodową. W cwale podniesienie ręki symbolizowało kosy kosynierów postawione na sztorc gotowe do walki, co miało pokazać, że Polacy są gotowi do obrony niepodległości. A więc w tańcu tym jest dużo symboliki. Krakowiak pojawia się w muzyce instrumentalnej, pisał go Chopin, Ignacy Jan Paderewski czy Karol Szymanowski. Ważny narodowy taniec to polonez liczony na 3, bardzo spokojny, taki chodzony. Wywodzi się z parad szlachty przed władcą. Później zaadaptowany na potrzeby salonowe, tańczony na rozpoczęcie każdego balu. Piąty taniec narodowy to mazur bardzo żywy, dynamiczny, liczony na 3, prowadzony przez wodzireja zarządzającego figurami.  W XIX wieku wszedł na salony całej Europy. Był żywiołowy, dziarski i to się bardzo podobało. We Francji taniec ten jest rodzaju żeńskiego - mazurka. W Polsce tańczono na modłę i w strojach ludowych, czyli w kontuszach, a ułański w mundurach. Na salonach Europy był stylizowany i przypominał kadryla, z figurami. Na koniec pani Załęska przedstawia pastel Stanisława Wyspiańskiego o nazwie "Chochoły"  - stuletni "taniec" na obrazie. Chochoły jakby ustawione w kręgu, wyglądają jak postaci ludzkie. Tajemniczy nastrój, poskręcane gałęzie drzew, w tle latarnie uliczne, dziwny, tajemniczy nastrój. Oczywiście widok na obrazie można porównać do tańca chochołowego z "Wesela", dramatu Stanisława Wyspiańskiego. Tak zakończył się wykład i podsumowanie całości. Potem jeszcze podziękowanie, krótkie uwagi i spostrzeżenia od słuchaczy. To na dzisiejszy wieczór tyle ode mnie.

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z wykładu pani Barbary Tichy o malarzu manierystycznym Giuseppe Arcimboldo         30.11.2020 r.

W środę 25 listopada odbył się wykład online, który został zatytułowany "Kreator sztuki zaskakującej", a poprowadziła pani Barbara Tichy opowiadając o twórczości Giuseppe Arcimbolda. Był on artystą wyjątkowym. Początek prezentacji i podziwiamy samego mistrza, który wnikliwie obserwuje świat wokół siebie i go dokumentuje, ale nie jest to sztuka dokładnie realistyczna, a świat nie taki jak go widzimy, powstają dzieła żartobliwe i zaskakujące. Ważną datą jest rok jego urodzin 1527, a w historii sztuki moment przełomowy między renesansem, a manieryzmem. Doskonałe proporcje renesansu, optymizm, harmonia, wszystko się zmienia, pojawiają się konflikty na tle religijnym, wojska hiszpańsko-wiedeńskie pustoszą Rzym, niszczą wiele dzieł sztuki antycznej, jak i dzieła renesansowe. Przychodzi refleksja, że człowiek jest marnością, że człowiek tworzy sztukę ale i potrafi ją zniszczyć. W okresie manieryzmu pojawiają się dzieła z domieszką dziwności. Powstają takie, które często nie przedstawiają już samej natury, ale przekształcają ją w zaskakujący sposób. I takim artystą jest Giuseppe Arcimboldo, który większość życia spędza na dworze cesarskim. Początki pracy twórczej rozpoczyna w Mediolanie w gotyckiej katedrze, którą widać na slajdzie. Tam pracuje stale wielu artystów nie tylko włoskich i Arcimboldo uczy się od nich. Artystycznego bakcyla wynosi z rodzinnego domu, jego ojciec jest bowiem również malarzem, jednym z ważniejszych artystów zatrudnionych do dekorowania wnętrza mediolańskiej katedry. To właśnie we wnętrzu tej świątyni młody Giuseppe wraz z ojcem zdobywa artystyczne szlify. Widzimy jeden z fresków z katedry mediolańskiej z życia Jana Chrzciciela, które tworzy wraz z ojcem. Z przyszłym cesarzem Ferdynandem Giuseppe spotyka się jeszcze w Mediolanie gdzie wykuwa dla niego wizerunek 5 herbów. Być może skutkuje to sprowadzeniem Arcimbolda na dwór. W katedrze mediolańskiej zachowało się 48 witraży, które maluje jeszcze z ojcem, potem już samodzielnie. Nie do końca wiadomo, które dzieła są jego autorstwa, wątpliwości nie ma tylko co do witrażowego cyklu o świętej Katarzynie Aleksandryjskiej. Jednak wszystko co najciekawsze zaczyna się w życiu Arcimbolda w 1562 roku, gdy przyjmuje zaproszenie cesarza Ferdynanda I i wyjeżdża z Mediolanu na dwór cesarski w Pradze. Spędza tam ćwierć wieku, pracując dla trzech kolejnych władców. Po śmierci Ferdynanda propozycję współpracy z włoskim malarzem ponawiają także Maksymilian II i Rudolf II. Wiadomo, że wykonywał on portrety, a przedstawiony na zdjęciu wizerunek rodziny królewskiej jest przypisywany Arcimboldo, chociaż do końca nie jest to pewne. Giuseppe to jeden z niewielu ówczesnych artystów, którzy otrzymują stałe wynagrodzenie, coś na kształt naszej współczesnej pensji, za pracę na etacie. Dodatkowo jeśli któreś z jego dzieł wywołało zachwyt władcy, artysta mógł liczyć na finansową premię. Cesarski dwór przez długie lata pozostaje pod urokiem twórczych osiągnięć Arcimbolda, dzięki czemu może on spokojnie realizować swoje pomysły. Jego wizytówką stają się niezwykle oryginalne obrazy, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak portrety. Cykl "Cztery pory roku" są portretami profilowymi i patrząc z pewnej odległości to portrety osób w różnym wieku. I tak "Wiosna" to młoda kobieta, a "Zima" - stary mężczyzna. Wystarczy jednak uważniej spojrzeć, by dostrzec, że są one pomysłową i doskonale wykonaną kompozycją rozmaitych elementów otaczającego nas świata. Cykl ten zakomponowany z owoców i warzyw charakterystycznych dla poszczególnych pór roku. To jakby encyklopedia, która dokumentuje okazy roślin, warzyw, owoców sprowadzanych z całego świata na dwór cesarski. Jest to też alegoria życia ludzkiego przez cztery pory roku i sztuka propagandowa, czyli apoteoza rządów cesarskich. Oglądając z bliska obraz "Wiosna" widać, że to w większości kwiaty. I tak np. źrenica oka jest z bratka, nos z kolby kukurydzy, (chce on zaznaczyć tę interkontynentalność, bo na dworze pojawiają się rośliny z całego świata) a zęby z kwiatów konwalii. "Lato" ma strój z maty splecionej ze zboża i kłosy zboża. Na tym stroju można dostrzec datę 1563 i sygnaturę autora. Ponadto jest kolba kukurydzy, bakłażan, dynia, karczoch. Każdy element twarzy zakomponowany z owoców. Policzek to brzoskwinia, oko to wiśnia, nos to ogórek, a na głowie korona też z owoców i warzyw. "Zima" to pień drzewa – stary pomarszczony człowiek też z koroną, ale to suche gałęzie, symbolem zimy jest bluszcz zawsze zielony, a cytrusy łączą się również z tą porą roku, bo dojrzewają w tym czasie. Huba tworzy usta postaci. Nawet zarost, to element porostu na rosochatym pniu, oko to też element spróchniałego pnia, a brew to kawałek gałązki przyrośniętej do pnia. Wszystkie te elementy ułożone w formie alegorycznych postaci. Kolejny cykl, jako gloryfikacja rządów cesarskich, to cykl czterech żywiołów. Władza panuje nad przyrodą, naturą, czasem, państwem, ale i nad żywiołami. W żywiołach główne role grają na przykład ptaki (powietrze), ryby (woda) czy świece i armaty (ogień). Żywioł ognia - od małej lampki oliwnej, świecy, krzesiwa oprawionego w order, który pojawia się na obrazach cesarskich Habsburgów, jest też dwugłowy orzeł cesarstwa niemieckiego, aż do armat i dużego płomienia ogniska. Autor pokazuje jak różne mogą być sposoby krzesania ognia i różne rodzaje ognia: oświetlający, ogrzewający czy niszczący. Kolejny to żywioł wody, składający się ze zwierząt wodnych, które policzono i jest ich ponad 60 różnych gatunków. Autor nie zachowuje właściwych proporcji, bo chce zachować spójną całość, dopasować ich wielkości i kształty, aby tworzyły ucho czy nos. I tak jest krab dużo większy niż homar, czy żółw. Foka i krewetka mniej więcej tej samej wielkości. Trzeba zwrócić też uwagę, że zwierzęta tam umieszczone, w naturalnych warunkach są dla siebie wrogami. Alegoria władzy cesarza - pod jego rządami następuje pokój, jedność, nawet wrogich do siebie istot. Kolejny żywioł powietrza, obraz Arcimbolda nie zachował się, jest kopia z epoki, ale zupełnie innej klasy artysta. Postać składa się z różnych gatunków ptaków. Paw i orzeł związane są z Habsburgami. Wreszcie żywioł ziemi i zwierzęta tu żyjące. Proporcje oczywiście znów zachwiane i drapieżniki obok zwierząt, które w naturze są ich pożywieniem. Alegoria pokoju pod rządami cesarza. Giuseppe Arcimboldo tworzy również portrety nadwornych urzędników cesarskich. Pierwszy to portret prawnika, najbliższego doradcy cesarza Rudolfa II. Może być to karykatura. Twarz z mięsa i ryb, korpus to opakowane dokumenty i księgi widoczne na dole i tworzące kołnierz. Żywe oko oskubanego kurczaka. Na dworze ta sztuka bardzo się podoba, to jak rebusy. Inna wersja tego obrazu, przypisywana jest innemu malarzowi. Bibliotekarz nadworny zakomponowany z ksiąg. Mistrzostwo autora polega na tym, że nie tylko potrafi stworzyć postać z przedmiotów, ale uwidacznia nam charakter tej osoby, jak w zwykłym portrecie i wydaje się, że postać kuli się w sobie. Oglądanie tych obrazów jest nieustającą przygodą, poszukiwaniem zwariowanych rozwiązań artystycznych. Kolejny cykl "Pory roku", gdzie zachowała się "Jesień", w pierwszym nie przetrwała. W tym późniejszym cyklu ramy domalowane zostały nie przez autora. W czasach, gdy te obrazy powstają, są czymś absolutnie nowym i fascynującym. Tak się podobają, że na zamówienie kolejnych cesarzy Arcimboldo maluje je po wielokroć, zwłaszcza cykl o porach roku, a cesarz obdarowuje płótnami swych znamienitych gości z dalekich krajów. Dzięki temu dziś możemy w różnych muzeach świata oglądać kolejne wcielenia słodkiej wiosny czy posępnej zimy. Na tych obrazach widzimy małe zmiany i tak na macie postaci zimy widać herb malarza, któremu nadaje szlachectwo cesarz Rudolf II. W kompozycji "Lato" rok o 10 lat późniejszy bo 1573. Jest "Jesień", której wcześniej nie było. Beczka rozsypująca się, gruszka nos, usta i zarost to kasztan jadalny. A teraz obrazy niespodzianki, kalambury, które możemy obracać o 180 stopni i z wizerunku martwej natury stają się portretami. Mamy półmisek mięsa z cytryną i dłonie go trzymające, ale kiedy zmienimy układ pojawia się nos z kurczaka, oczy usta, a z półmiska kapelusz. Kolejny obraz to misa z warzywami, która po odwróceniu tworzy twarz ogrodnika. Wielkie cebule to policzki, jest wiele innych warzyw. Kolejny kosz z owocami, po odwróceniu znów twarz męska. Na cesarskim dworze Arcimboldo zajmuje się także tworzeniem wielkich widowisk, turniejów, projektuje kostiumy, pomaga powiększać cesarską kolekcję dziwów rozmaitych, które stanowią ozdobę gabinetu osobliwości. Dalej w prezentacji widać portret cesarza Rudolfa II, którego autorem nie jest Arcimboldo. Habsburgowie byli dotknięci genetycznie ze względu na bliskie pokrewieństwa małżonków, cechy charakterystyczne to duża, wysunięta szczęka, wyłupiaste oczy, toteż portretowanie ich stwarza duże trudności. Przedstawione rysunki już są Arcimbolda – podwójny portret Rudolfa II w koronie z profilu. W okresie manieryzmu nie tylko obrazy zaskakują. Tworzy się też zaskakującą sztukę artystyczną. Widać naczynia na stole – postać kury, muszli, puchary, dalej garnitur przedmiotów na biurko. Przedmioty w kształcie zwierząt, muszli. Niespodzianki pojawiają się w sztuce użytkowej, w obrazach, w architekturze, w rzeźbie. Szczególnie dwór Rudolfa II, wielki miłośnik sztuki, mówiło się o manieryzmie rudolfińskim. Kolekcja pięknych rysunków, to też dzieło Arcimbolda. Widać kurczaka z trzema nogami i projekty związane z uroczystościami dworskimi: projekt sań z Amorem, kostiumu smoka, cerbera, rysunek słonia, astrologia i geometria – to projekty kostiumów. Po ponad 25 latach służby na cesarskim dworze, w roku 1587, malarz błaga Rudolfa II, by pozwolił mu wrócić do rodzinnego Mediolanu. Po 2 latach cesarz zgadza się wyłącznie pod warunkiem, iż zobowiąże się do dalszej pracy dla niego. Tak się też stało i jeszcze w Mediolanie artysta wykonuje dzieła dla swego możnego protektora. Z tego czasu autoportret Arcimbolda pt. "Człowiek z papieru" – cała postać z powywijanych kartek papieru. Na czole cyfry 61 – to jego ówczesny wiek. Kolejne zdjęcia, to prace przysyłane z Mediolanu na dwór Rudolfa II. Jest Flora, dalej inna jej wersja. Najbardziej znany obraz Arcimbolda to Vertumnus czyli bóg wegetacji dojrzewania plonów, pór roku, przemian natury, a jednocześnie portret cesarza. Jak się okazuje spodobał się Rudolfowi II. Jest to kumulacja cyklu pór roku, a alegorycznie odnosi się do władzy cesarskiej w jednej postaci – bóstwo całej wegetacji, owoce, warzywa, kwiaty. Podobieństwo do cesarza można też dojrzeć. Za życia malarz jest bardzo znany, natomiast po śmierci zapomniany, nie ceniono jego twórczości, dostrzegając w niej jedynie manierystyczne próby udziwnienia sztuki. Przełom przychodzi dopiero w wieku dziewiętnastym, gdy ukazują się pierwsze monografie malarza. A potem jego twórczość zaczyna inspirować artystów przełamujących konwencje takich jak dadaiści czy surrealiści. Na wystawach pojawiają się obrazy Arcimbolda, Leonarda, Pietera Bruegla starszego. Obraz Salvadora Dali – portret aktorki – odwołuje się do twórczości Arcimbolda, a kolejna praca francuskiego autora to wizerunek Salvadora Dali. Obecnie są dzieła sztuki współczesnej odwołującej się do jego twórczości. W roku 2008 organizuje się wystawę sztuki Arcimbolda, która prezentowana jest w wielu krajach świata. W Londynie 2012 roku realizacja artysty współczesnego to cztery pory roku w dużym rozmiarze. A więc nieustannie inspiruje kolejnych twórców. Wykład zakończyła pani Barbara Tichy wyrażając nadzieję, że te piękne obrazy umiliły ten ciężki czas okresu pandemii. Jeszcze krótkie wypowiedzi słuchaczy zachwycających się pokazanymi dziełami i podziękowanie za fantastycznie poprowadzony wykład.

  

 

 

 

    

    

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z zajęć warsztatowych z Joanną Stanowską - druga część "Sen a jakość życia"          22.11.2020 r.

W dniu 20 listopada odbyły się zajęcia z panią Joanną Stanowską, oczywiście w dalszym ciągu online. Rozpoczęły się one pewną zabawą ruchową, która nas rozgrzała i wprowadziła w dobry humor co sprawiły endorfiny pozytywnie wpływające na lepsze samopoczucie. I tak na początek słuchacze uczyli  się pewnej piosenki, aktywizując, jak się wyraziła Joanna, półkulę mózgową. A melodia znana, więc podam słowa, aby wszyscy, którzy mają ochotę przyłączyć się czytając tę notatkę, mogli spróbować.:

Laj luli, laj luli, luli luli laj, luli luli luli laj.  – należało powtarzać za Joanną wielokrotnie do zapamiętania.

Teraz trzeba wstać.

 Lewą rękę wyciągnąć do przodu i prawą ręką pokazujemy, gdzie mamy nadgarstek, łokieć, ramię. Następnie zamieniamy rękę, wyciągamy prawą i znowu nadgarstek, łokieć, ramię. I znów zamiana rąk i nadgarstek, łokieć, ramię,  na końcu nadgarstek na lewej ręce.

To teraz łączymy to z piosenką, na każde słowo przemieszczamy dłoń na kolejną część ciała. Najpierw powoli, a w miarę nabierania wprawy przyspieszamy.   

Następne ćwiczenie, wdech i schylamy się do kostek, do kolan do bioder

                                                                     do kostek, do kolan do bioder

                                                                     do kostek, do kolan do bioder

                                                                     do kostek, do kolan do bioder

                                                                     do kostek.

Teraz łączymy pierwsze ćwiczenie z drugim.

Kolejne to: Ręce na uda na wprost, potem na krzyż, na wprost i na kolana sąsiadów, którzy by stali obok, gdyby zajęcia odbywały się w realu. Ponieważ nie mamy obok nikogo, ręce po prostu idą do boku.  Powtarzamy do słów piosenki.

                  Ręce na uda na wprost, potem na krzyż, na wprost i do boku

                  Ręce na uda na wprost, potem na krzyż, na wprost i do boku

                  Ręce na uda na wprost, potem na krzyż, na wprost i do boku

                  Ręce na uda na wprost, potem na krzyż, na wprost i do boku

                  Ręce na uda na wprost.

Ostatni czwarty element najtrudniejszy.

Ręce na uda na wprost, prawa ręka kładzie na lewe ucho, lewa dotyka nos

Ręce na uda na wprost, lewa ręka na prawe ucho, prawą na nos

Ręce na uda na wprost prawa ręka na lewe ucho, lewą na nos

Ręce na uda na wprost, lewa ręka na prawe ucho, prawą na nos

Ręce na uda na wprost.

I teraz od początku wszystkie po kolei elementy ze śpiewaniem w tempie, w którym dajemy radę.

 Siadamy i zastanawiamy się co odczuwamy po ćwiczeniach. Przybyło energii, jest cieplej, pomimo pomyłek i tak mamy lepsze samopoczucie. A w miarę powtarzania tych ćwiczeń, będziemy dochodzić do wprawy. I to zadanie jako praca domowa, aby na następnych zajęciach ćwiczyć coś nowego.

Po tej rozgrzewce powrót do prezentacji o śnie, ale najpierw słuchacze wypowiadali się, co zrealizowali z wykładu z poprzednich warsztatów w ciągu minionego tygodnia, aby polepszyć swój komfort w usypianiu, w przesypianiu całej nocy i czy nastąpiły jakieś zmiany zachowań w dzień, aby właśnie wpłynąć na wypoczynek w ciągu nocy. Okazało się, że próby takie miały miejsce, co ucieszyło Joannę. Kiedy wypowiedzi się zakończyły, na ekranach pojawiła się prezentacja "Sen a jakość życia" i ten temat był kontynuowany, poczynając od przyczyn, które powodują zaburzenia snu. Tę prezentację w całości przesłałam Państwu z poprzednią notatką z warsztatów, dzięki uprzejmości Joanny. Jak zawsze niezwykle potrzebne dla seniorów porady, wskazówki, informacje na temat nie tylko samego snu, ale i właśnie zachowań przez cały dzień, by sen był wypoczynkiem i aby rano człowiek wstawał rześki, pełen dobrych myśli i chętny do stawienia czoła wszelkim trudom dnia codziennego.

W następny piątek 27 listopada, wstępnie jesteśmy umówieni na zajęcia z Joanną Stanowską  na godzinę 16-tą, oczywiście online. Przy zapoznawaniu się z mailem, w którym będzie przesłany link na te zajęcia, proszę zwracać uwagę na godzinę rozpoczęcia piątkowych warsztatów. Miłej niedzieli i pozdrawiam.

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu "Sztuka na talerzu" , który zaprezentowała pani Monika Miżołębska z Muzeum Narodowego.     21.11.2020 r.

W czwartek 19 listopada słuchacze UOTW spotkali się online z panią Moniką Miżołębską z Muzeum Narodowego i wysłuchali wykładu na temat "Sztuka na talerzu" czyli wszystko o jedzeniu namalowanym, a o potrawach w Polsce tylko informacja z przekazów pisemnych, bo nie powstały obrazy, na których można by podziwiać np. potrawy sarmackie. Pierwsza sprawa, co to jest martwa natura? Otóż jest to wszystko, co pozostaje nieruchome, to temat w sztuce, na którym artysta pokazuje kompozycję złożoną z różnych drobnych przedmiotów. Najczęściej kojarzy się z owocami lub kwiatami. Na pierwszym obrazie widać kompozycję kwiatową Brueghela o nazwie "Bukiet". Głównym celem malowania martwej natury jest przyjemność patrzenia, bo jest to ładne. Te kwiaty na obrazie Brueghela nigdy nie kwitną w rzeczywistości razem, czyli odbiorca może cieszyć się naturą, której nie ma. Jednak martwa natura, to może być wszystko co nas otacza w pomieszczeniu. Jeżeli namaluje się kwiaty w doniczce, pomimo, że one żyją, rosną, to jest martwa natura. Ale gdy malarz wyjdzie na zewnątrz i namaluje drzewa, kwiaty w rabatach, czyli widok natury, to jest oczywiście pejzaż. Martwa natura może mieć też swoją symbolikę i przykład na kolejnym obrazie z prezentacji. Vanitas czyli marność, mówiący o przemijaniu wszystkiego. Widzimy na nim książkę, rękopis na niej leżący, pióro. Przemijająca jest nasza wiedza. Lampka, światło może symbolizować światło boskie, drogę oświecenia, jak i światło życia, a świecę bardzo łatwo zdmuchnąć, jak często nasze życie. Kielich bardzo ozdobny ale przewrócony, to wszystko przemija, wszystko się traci, nawet gdy człowiek jest uczony, bogaty i wreszcie czaszka to już jest ewidentny symbol vanitas.  Martwe natury miały swoje typy, np. w naukowych - przedstawiały książki, dokumenty, globusy, przyrządy naukowe i symbolizowały że wszystko to marność i natura przemijająca. Są też inne martwe natury o których jest ten wykład, a mianowicie jedzenie. Obraz z Muzeum Narodowego C. Magini, pokazuje produkty w zwykłej kuchni. Są tam cebula, ogórki, dynie, wino, oliwa, proste naczynia. Obraz pięknie namalowany, bardzo realistycznie. W średniowieczu martwej natury nie malowano. Jedzenie przedstawiano w sposób oczywisty. Tryptyk średniowieczny z Muzeum Narodowego jest pięknie namalowany. Wówczas na obrazach pokazywano różne przedmioty czy rośliny bardzo szczegółowo, na slajdzie w zbliżeniu widać, że jest to ostropest, który symbolizuje mękę Chrystusa. Na innej części tryptyku namalowano poziomki obok stopy św. Jana Chrzciciela. We wczesnym średniowieczu nie znano cukru ani słodyczy poza miodem, więc ludzie mieli zdrowe zęby. Używali słodkich owoców, ciasta słodzono miodem. Na obrazie koniczyna trójlistna miała symbolizować Trójcę Świętą, a poziomki to był pokarm zbawionych. W okresie tym poziomka symbolizowała również rozpustę i lubieżność. Rośliny pojawiają się na obrazach tamtej epoki w sposób symboliczny i są to zioła lub owoce. Drzewo życia to jabłoń, ale i drzewo pomarańczowe, czasami palma daktylowa. A co jedli ciężko wywnioskować oglądając malarstwo średniowieczne. Pojawiają się tam zaledwie wino, chleb i talerze w kształcie deseczek. Z opisów oczywiście wiadomo jakie potrawy spożywano. Na początku renesansu zaczęła pojawiać się martwa natura, ale zwykle obrazy były poświęcone tematyce biblijnej. Pierwsze, co rzuca się w oczy na obrazie Beuckelaer to kuchnia i warzywa, owoce, a scena religijna rozgrywa się w dalekim drugim planie po prawej stronie w rogu. W Niderlandach powstawało wiele tego typu obrazów. Kolejne dzieło, już nieco późniejsze "Uczta u Estery" i na stole w zbliżeniu widać prosty posiłek. Na pierwszym planie ryba, cebula i bochenek chleba. Naczynia to gliniany dzban i kufel, czyli piwo, które w dawnych czasach było bardzo powszechne, pito nawet w średniowieczu włącznie z dziećmi. Oczywiście było ono bardzo słabe, bo woda zanieczyszczona powodowała liczne choroby. Piwo pasteryzowane było zdrowe. W Antwerpii narodził się temat martwej natury jedzeniowy. Kolejna martwa natura z serami, gdzie namalowane są różne gatunki serów holenderskich. Na serach, na talerzu leżą plasterki masła, po lewej stronie precle, za kielichem pieczywo, a na pierwszym planie rodzynki, migdały i daktyle. Cynowe talerze, porcelana, kielich pięknie grawerowany w którym jest wino, zdobiony nożyk, więc to nie jest już skromny posiłek. W XVI wieku pojawiły się widelce, ale był to element zbytku, bardzo rzadko używany. Jedzono zwykle palcami. Kolejny obraz Clary Peeters - martwa natura z owocami i kwiatami. Często na obrazach tej malarki w jakimś drobnym szczególe, np. na odbiciu w pokrywce dzbanka, czy na ostrzu noża, widnieje ukryty autoportret malarki – twarz kobiety w białym czepku. Pojawił się tu ten sam nóż jak na poprzednim obrazie. Sprzęty które malowali były bardzo kosztowne i czasami mistrzowie pędzla starali się wypożyczyć jakieś patery, kielichy, dzbany ze swoich cechów. Czasami je kupowali i wówczas pojawiają się na wielu obrazach lub dziedziczyli np. warsztat po ojcu to z całym wyposażeniem. Na obrazie bogactwo owoców, są jabłka, gruszki, czereśnie, orzechy, krewetki, winogrona. Jakie było przeznaczenie tego typu martwych natur. Otóż takie posiłki spożywali ludzie zamożni o wyrafinowanym smaku, a obrazy miały być przeznaczone dla kolekcjonerów i służyły do delektowania się, były ucztą dla oczu zawieszone w gabinetach. Ukrywano w tego typu obrazach różne drobne elementy, dzięki którym dostarczały one zabawy w odkrywaniu ich tajemnic. Takie bogate martwe natury jedzeniowe nazywano bankietami. Owoce, warzywa mogą się odwoływać do przesłań moralnych. I tak róże to były przesłania maryjne, ale nieco inaczej wyglądały niż współcześnie, zdawały się lekko zwiędłe. Znane od średniowiecza, pięknie pachniały, ale nie miały sztywnych łodyżek. Jest tam kielich napełniony winem i rozłupane orzechy. Orzechy mogą symbolizować człowieka, twarda skorupa z zewnątrz, a dusza w środku. Winogrona czy chleb mogą się kojarzyć z eucharystią. Monety to element kompozycji, błyszczą, odbijają światło, ale mówią też o bogactwie. Kolejny obraz ucznia Clary Peeters i bogaty posiłek: ostrygi, w pucharku cukrowe ciasteczka, które kiedyś jedzono w formie słodkich patyczków, wiele rodzajów ciastek, w pudełeczkach drewnianych po prawej stronie marmolada, różne gatunki pieczywa, jadalne kasztany muszle. Jedzenie o różnych kolorach i kształtach aby stworzyć dobrą kompozycję. Kielichy ze szkła weneckiego, z wzorami, bardzo przejrzyste. Na kolejnym obrazie kielich ze szkła niemieckiego o charakterystycznym kształcie w zielonkawym odcieniu. Ciasto z pawia, jako przejaw przepychu i elegancji dalej owoce, patyczki sól w solniczce, kawałki chleba, nożyk w etui, cynowe naczynia oraz porcelana i cytryny świadczące o przepychu bo były bardzo kosztowne. A symbolika: cytryna to gorzki smak życia, bogactwo, przepych. Kolejny artysta z Utrechtu chwalił się tym obrazem, który jest też w typie martwej natury bankietowej ale monochromatyczny, w tonacji srebrzysto zielonej. Na pierwszym planie talerz cynowy z łyżeczką i malarz stwarza iluzję, że za chwilę ten talerz z ciastem spadnie ze stołu razem z łyżeczką i oglądający ma ochotę go przesunąć. Ciasto na tym talerzu wypełnione jest owocami i bakaliami. W VII wieku ciasta i torty często były mięsne. Na obrazie kielich z winem, przewrócony kielich i ciasto niedojedzone czyli przestroga przed pijaństwem i obżarstwem. Posiłki w Holandii były pod koniec VII wieku coraz bardziej na bogato. Kolejny obraz, martwa natura z homarem z Muzeum Narodowego oczywiście bankietowa, bo widać naczynia, kielich wenecki, dzbanek chiński, atłasowy obrus. Oczywiście jedzący nie wycierali palców w obrus, tylko w płótno położone pod obrusem. Mamy winogrona – eucharystia, zegarek – upływ czasu, lub podążanie właściwą drogą, motyl – rzecz ulotna, szkło – kruchość ludzkiego życia, bogate kielichy – to symbol przemijającego bogactwa ziemskiego, cytryna – drogi owoc. A teraz o polskiej kuchni. Okazuje się, że na obrazach nie ma żadnych produktów malowanych w martwych naturach. Są obrazy z polowań, ale gotowych posiłków nie ma. Na płótnie zastawa, a co na półmiskach nie wiadomo. Obrazy późniejsze, XIX wieczne sarmackie, pokazują zwyczaje, często prześmiewcze. Wiadomo, że Polacy jedli bardzo dużo mięsa w głębokim tłuszczu. Kuchnia sarmacka przypominała kuchnię orientalną, np. hinduską, była oparta na wielu przyprawach, bardzo ostra, gorzkawa, często zaprawiana octem, a więc do tego kwaśna i jeszcze dosładzana. Taka kuchnia była niejadalna dla cudzoziemców. Z wyjątkiem ryb, w których przyrządzaniu Polacy byli mistrzami. Ale okresy obżarstwa przedzielano okresami postów, powszechnie stosowanych i nikt nie ośmielał się od nich odstępować. Ryby były tanie i w okresach postu jadano ich bardzo dużo. Dwory magnackie najwięcej pieniędzy przeznaczały na wino i na korzenie, bo te produkty były najdroższe. Ponieważ ryb kupowano niezliczone ilości, toteż te wydatki pochłaniały również sporą część budżetu. Na zakończenie posiłku jadano przecierany groch na słoninie. Desery to owoce albo tatarak w cukrze. Na jednym ze zdjęć najstarsza książka kucharska z 333 przepisami Stanisława Czernieckiego o nazwie Compendium Ferculorum. Wiele przepisów na rosół, barszcz królewski jako potrawa rybna, gąszcz czyli gęsty sos. I na zakończenie sylwetka kucharza Pola Tremo, który był zatrudniony u Stanisława Augusta Poniatowskiego. Kuchnia jego odpowiadała królowi, bo była z dużą ilością ziół, wspomagających trawienie. Przepis na baraninę duszoną można nawet w dzisiejszych czasach wykonać, a wówczas uchodziła za kuchnię lekką, dla nas wydaje się jednak ciężkostrawną. I na tym zakończył się bardzo ciekawy wykład. Oczywiście jak zwykle słuchacze podziękowali pani Miżołębskiej,  jeszcze chwila dyskusji z prowadzącą i między słuchaczami. Życzę zdrowia i w najbliższą środę kolejny wykład, a we wtorek możemy pogadać online. 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu środowego o dziełach utraconych/odzyskanych podczas II Wojny Światowej.     20.11.2020 r.

W środę 18 listopada 2020 roku spotkaliśmy się oczywiście online na wykładzie z panią Marianną Otmianowską i powtórnie z tematem "Utracone/odzyskane – niezwykłe losy dzieł sztuki w Polsce podczas II Wojny Światowej". Jak zwykle w środy, zgromadziło się sporo słuchaczy. Początek, to krótka powtórka z poprzedniego wykładu, czyli jak widać na kilku slajdach najpierw trochę danych liczbowych o naszych stratach i nielicznych dziełach odzyskanych, potem przypomnienie wybitnego człowieka Stanisława Lorentza i wreszcie odzyskana "Pomarańczarka". Po tej krótkiej retrospekcji powrót do tematu dzisiejszego i informacja, że będziemy się przenosić do dwóch zamków, związanych z grabieżą i odzyskiwaniem dzieł sztuki. Pierwszym z zamków jest Zamek w Gołuchowie, położony w Wielkopolsce, w okresie przed II Wojną Światową należący do Izabeli z Czartoryskich Działyńskiej, która była wnuczką Elżbiety z Flamingów Czartoryskiej, tej która założyła pierwsze muzeum w Polsce w Puławach i była właścicielką "Damy z łasiczką". Izabela budowała kolekcje dzieł sztuki, wcześniej dziedzicząc po przodkach, miała też żyłkę kolekcjonerską. Pałac w Gołuchowie został poddany remontowi przez Izabelę. Obecnie  odkupiony przez skarb państwa, razem z całą kolekcją. Robi wrażenie jakby był scenografią do filmu. Teraz pod zarządem Muzeum Narodowego w Poznaniu. Księżna Izabela życzyła sobie, aby jej kolekcja nie została rozproszona po świecie. Były tam niezwykłe zbiory sztuki z całego świata wazy antyczne, naczynia liturgiczne i wiele innych cennych arcydzieł. Nie wiedziała, że już wiosną 1939 roku zaczną się interesować kolekcją wojska SS. Wiedziała ona natomiast, że musi ukryć te dzieła sztuki, więc najcenniejsze zapakowała w skrzynie i wywiozła do Warszawy do księżnej Marii Ludwiki Czartoryskiej, gdzie zostały zamurowane. W zamku w Gołuchowie pozostały mniej znaczące obiekty. Wśród rzeczy znajdujących się w zamurowanych skrzyniach był między innymi ryton czerwonofigurowy w kształcie głowy barana, który widać na jednym ze zdjęć. Obiekt ten niestety uchodzi za zaginiony, na szczęście zachowało się zdjęcie i szczegółowy opis. Niemcy poszukiwali przedmiotów schowanych przez Czartoryską. Ona obawiając się przesłuchań, zgłosiła się do prof. Lorenza, który poradził jej zgłosić do okupanta, że jej kolekcja będzie umieszczona w Muzeum Narodowym w Warszawie, gdzie zostanie szczegółowo opisana. Grali oni na czas, chcąc chociaż część kolekcji zachować, jednak niestety została ona rozproszona i w większej części zaginęła. Opisy dzieł zaginionych, kiedy szukamy ich za granicą, mają swój numer inwentarzowy, co pozwala na zgłaszanie wniosków restytucyjnych. Kiedy np. gdzieś na świecie taki ryton by się pojawił, moglibyśmy dochodzić naszych roszczeń. Okazało się, że obiekty kolekcji zostały rozbite na cztery grupy. Pierwsza, to część zrabowana przez dyrektora Muzeum w Opawie, jeszcze przed Powstaniem Warszawskim. Kolejna, to zrabowana przez Niemców podczas Powstania Warszawskiego, następna grupa została wywieziona do Austrii do Zamku Fischhorn w listopadzie 44 roku, a tylko niewielka część zbioru została w Muzeum Narodowym. Część obiektów wróciła z Zamku Fischhorn dzięki Bogdanowi Urbanowiczowi. Część odnaleziono w piwnicach Kurii Krakowskiej i przekazano do Muzeum Narodowego w Warszawie. We wrześniu 56 roku doprowadzono do zwrotu z Moskwy gołuchowskich zbiorów, które wg Rosjan zostały znalezione w niemieckiej kopalni i zabezpieczone. Zbiory te są przechowywane w różnych miejscach na świecie i nie zawsze sposób odzyskania jest prosty. Jeżeli są to zbiory państwowe, łatwiej je można odzyskać, w przeciwieństwie do prywatnych. Na jednym ze zdjęć widać krzyż pasyjny, w 2014 roku wyceniany na 400 tys. euro, wysadzany rubinami. Znalazł on się w 2007 roku na śmietniku w Austrii. Znalazca najpierw go schował w domu, ale po jakimś czasie oddał do muzeum i tam zweryfikowano, że jest z listy strat wojennych polskich kolekcji. Został on zwrócony dzięki różnym staraniom. Teraz przenosimy się do Zamku Fischhorn w Austrii, który dzisiaj znajduje się w rękach prywatnych i leży blisko kurortu narciarskiego,. W czasie wojny jego właścicielem był szwagier Evy Braun, żony Hitlera. Znaleziono tam w 45 roku, kiedy te tereny przejęli Amerykanie, wiele zaginionych w czasie wojny zbiorów dzieł polskich, które spisano i przywieziono do kraju. Ilości i rodzaje pokazano na jednym ze zdjęć. Całą historię towarzyszącą odnalezieniu ich i sprowadzeniu do Polski pani Otmianowska opowiedziała w bardzo zajmujący sposób. Była to jedna z najbardziej niezwykłych historii odnalezienia dzieł sztuki i związana jest z osobą Bohdana Urbanowicza, o którym można poczytać na różnych stronach w Google. Na zdjęciach z prezentacji widać, jakie dzieła sztuki zostały odzyskane, między innymi "Altana" Gierymskiego, "Bociany" Chełmońskiego, pocięty nożem "Portret pasierbicy" Rodakowskiego. Okazało się, że zbiory nie tylko były zgromadzone w zamku, ale i rozsiane po prywatnych posiadłościach austriackich. Gro kolekcji gołuchowskiej znalazła się w Fischhorn, ale większość tych obiektów gdzieś zaginęło. Na zdjęciach dwa portrety malarza niderlandzkiego Mostaerta, praktycznie bezcennych, ale z kolekcji Czartoryskich, czyli prywatnej. Prześledzono losy tych portretów i okazało się, że jeden niestety dostał się w ręce prywatne, a drugi znaleziony w muzeum, dzięki staraniom polskich dyplomatów został odzyskany, po zapłaceniu pewnej kwoty. Mnóstwo obiektów jeszcze czeka na odnalezienie i odzyskanie. Teraz pani Otmianowska pokazała w prezentacji różne strony internetowe, dotyczące dzieł utraconych i odnalezionych. Na jednych można obejrzeć filmiki o dziełach utraconych, na innej są listy dzieł utraconych i można na niej zgłaszać ewentualne obiekty, które podejrzewamy, że są dziełami zaginionymi. Dalej widać książki o tematyce poszukiwań dzieł i filmy fabularne na ten temat. I na zakończenie hasło "Bądźmy czujni" bo może pomożemy w odzyskaniu jakiegoś zaginionego dzieła. Podziękowanie pani i już na koniec krótka rozmowa słuchaczy między sobą o wysłuchanym, ciekawym wykładzie. 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z warsztatów : "Sen a jakość życia"                            13.11.2020 r.

Dzisiaj, tj. w piątek 13 listopada 2020 roku słuchacze spotkali się na warsztatach online prowadzonych przez panią Joannę Stanowską, a tematem był "Sen, a jakość życia". Najpierw rozgrzewka polegająca na ruchu w pewnym rytmie, czyli jak pamiętamy z poprzednich zajęć: BUM, SNAP, KLAP…….. I coraz szybciej…. Kolejne ćwiczenia ruchowe, to zabawa z piłeczką przy rytmicznej muzyce. Dzisiaj było dużo sprawniej, niż na poprzednich warsztatach. I już Joanna rozpoczyna wykład, w którym mowa jest o wszystkich aspektach snu i sposobach zwalczania bezsenności, na tle prezentacji. W kolejny piątek nastąpi kontynuacja tego tematu, bo jedna godzina, to za mało, na przekazanie tak obszernego i ważnego dla wszystkich problemu. I jeszcze chwila rozmowy między słuchaczami po czym zajęcia się skończyły.

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z warsztatów pani Joanny Stanowskiej z 6 listopada.          9.11.2020 r.

Zajęcia online z panią Joanną Stanowską, które były w piątek 6 listopada, zaczęły się od przypomnienia ćwiczenia z poprzednich zajęć, a mianowicie:

BUM  -  dłonie na uda

SNAP -  pstryknięcie

KLAP - klaśnięcie

CIII    -  palec na usta

I zaczynamy :   BUM SNAP KLAP

                         BUM BUM SNAP KLAP SNAP

                         BUM SNAP KLAP

                          BUM BUM SNAP CIII

I powtarzamy wielokrotnie, ucząc się tego na pamięć, wykonując w coraz szybszym tempie, oczywiście mówimy głośno i wykonujemy gesty dłońmi.

Po tym ćwiczeniu wysłuchaliśmy wykładu z pokazaną prezentacją,. Kolejne ćwiczenie słuchowo – wzrokowo - ruchowe do muzyki kankana. Należało patrząc na znaki pokazane na ekranie wykonywać odpowiednie gesty. I wreszcie ćwiczenia z piłeczką na siedząco i na stojąco.

Chwila refleksji i każdy zastanawia się:

-  jak się czuje

-  co odczuwa dzięki aktywności fizycznej

-  co jest w życiu ważne

-  co potrzebuje do szczęścia.  

Zalecenie dla wszystkich – co najmniej 30 minut dziennie spacerować, biegać lub jeździć na rowerze.

Za tydzień rozmawiamy o śnie.

Jeszcze kilka propozycji dla chcących ćwiczyć. Na Youtube można wyszukać portale: ninja joga, senior w ruchu, czy ćwiczenia Ola Żelazo dla seniorów.

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z wykładu pani Magdaleny Bialic z Muzeum Narodowego o Caravaggionistach.      7.11.2020 r.

W środę 5 listopada w ramach zajęć online, odbył się wykład pani Magdaleny Bialic o Caravaggionistach ze zbiorów Muzeum Narodowego. Okazuje się, że jest tam bardzo cenna kolekcja obrazów malowanych w stylu Caravaggia, nieco mniej znanych, nie są to nazwiska z pierwszej półki, ale są to obrazy bardzo piękne i warto zwrócić na nie uwagę. Caravaggionizm był jednym z ważniejszych kierunków w malarstwie barokowym. Za twórcę tego kierunku uważa się Michelangelo Merisi zwanego Caravaggio, od miejscowości w której zamieszkał wraz z rodziną. Droga do jego sławy była trudna. Za życia był znany i ceniony tak wśród malarzy jak i wśród mecenasów sztuki. Po śmierci został zapomniany i dopiero powtórnie odkryty w XX wieku, dzięki głośnym wystawom we Włoszech. W 1592 roku Caravaggio przybył do Rzymu, gdzie cierpiał głód, choroby, rodzina zmarła na zarazę. W Rzymie najważniejszym mecenasem sztuki był kościół katolicki, który u wielu artystów zamawiał obrazy, rzeźby, dekoracje, które miały zdobić kościoły katolickie w odróżnieniu od protestanckich, które wyróżniała surowość. Początkowo było ciężko dla Caravaggia, ale wreszcie zdobył mecenasa, kardynała Montego, który wypłacał mu pensję i zlecał malowanie obrazów. 1599-1600 powstała seria na temat życia św. Mateusza: "Męczeństwo św. Mateusza" "Powołanie św. Mateusza", natomiast pierwsza wersja obrazu "Św. Mateusz piszący ewangelię" nie przypadł do gustu zleceniodawcom ze względu na brudne stopy świętego, czy wyglądającego jak analfabeta, który się ślinił przy pisaniu. Powstała druga wersja, a ta pierwsza trafiła do Berlina i spłonęła w czasie drugiej wojny światowej. W okresie rzymskim malarstwo Caravaggia znacznie różniło się od obrazów innych malarzy. Postawił on na bardzo brutalny realizm. Modeli szukał wśród zwykłych ubogich mieszkańców Rzymu, bywalców spelunek, z postrzępionymi ubraniami, gołymi brudnymi stopami. Modelkami często były prostytutki, jak na obrazie "Matka Boża Loretańska" czy "Madonna Różańcowa". We Włoszech nigdy takich obrazów nie było. Zawsze pozowali arystokraci, a święci to wyidealizowani i piękni. Caravaggio był niezmiernie uzdolniony. Nigdy nie robił żadnych wstępnych rysunków, ani szkiców, malował od razu na płótnie. Ponadto stosował niezwykłe kontrasty cieni i światła. Na obrazie Marii Magdaleny do której pozowała również prostytutka, pięknie oddał fakturę adamaszku, lśnienie i twardość pereł. "Nawrócenie Szawla" - bohater obrazu właściwie leży i jest prawie niewidoczny, natomiast na pierwszym planie najbardziej oświetlonym jest zad konia. Nikt przed Caravaggiem nie malował historii świętych więc już za życia miał wielu wielbicieli. Mimo, że nie prowadził szkoły, jednak byli liczni malarze, którzy zaczęli podobnie malować i kiedy przedwcześnie zmarł, zaczęli go naśladować. Dzięki nim zaistniał nurt Caravaggionizmu, a ośrodkiem był Rzym i również promieniował na całą Europę. Pierwszy naśladowca to malarz Antiveduto Gramatica,  który przez jakiś czas zatrudniał Caravaggia, ale sam potem zaczął malować w jego stylu. W zbiorach Muzeum Narodowego znajduje się piękny jego obraz "Św. Anna Samotrzeć" gdzie jak u Caravaggia postacie są stłoczone nie wyidealizowane, blisko namalowane, oświetlone przez źródło którego pochodzenia nie znamy. Święta Anna, już staruszka, ma piękną twarz i ręce. Postać Maryi trzyma na kolanach małego Jezuska, sama zajęta jest lekturą książki. Poza Jezuska przypomina pozę Jezusa ze słynnych piet. A gest świętej Anny podobny do gestów kobiet z obrazu "Złożenie do grobu" Caravaggia. Ponadto tak w obrazach mistrza jak i jego naśladowców jest zawsze martwa natura, czy to kamienie, czy warstwa poduszek, owoce, liście czy inne elementy nieożywione. Kolejnym artystą, który miał pseudonim Cecco del Caravaggio, to Francesco Buoneri. Mógł być pomocnikiem mistrza i był jego rzymskim naśladowcą. Skupił się na nurcie najbardziej realistycznym, ekspresyjnym. Jednym z ulubionych świętych, malowanych przez Caravaggionistów był św. Sebastian, który uchodził za patrona łuczników, kuszników, ale i chronił od zarazy. Malowany był ze strzałami w ciele i czekał na śmierć, albo odnajdywany przez Irenę, która go opatrywała i dzięki niej nie umierał. Na obrazie Cecco widać jak strzały już tkwią w ciele Sebastiana, a strażnicy sprawdzają, czy na pewno są wystarczająco zanurzone. Następnie słuchacze dowiedzieli się o życiu i męczeństwie św. Sebastiana. W obrazie mamy nie tylko męczeństwo św. Sebastiana, ale wiele twarzy, które nie różnią się od twarzy malowanych przez Caravaggia. Ponadto wspaniałe iluzjonistyczne oddanie kaftana ciemnozielonego z wypustkami, miękkość stroju, czy piór. W renesansie malowano św. Sebastiana najeżonego strzałami, przywiązanego do drzewa, ale był to pretekst do ukazania idealnego ciała męskiego inspirowanego greckim ideałem. Drugi ważny ośrodek Caravaggionizmu to Neapol, który w VII wieku trzy razy większy od Rzymu, był pełen kontrastów. Tam mieszkał  Giovanni Battista Caracciolo, zw. Battistello. Odegrał ważną rolę w ukształtowaniu się środowiska Caravaggionistów w Neapolu. Wśród nich był Hiszpan Jusepe de Ribera, którego obraz Święty Sebastian" jest w zbiorach Muzeum Narodowego. Ma duże rozmiary, przepięknie namalowany, wyróżnia się jasnym ciałem Sebastiana, na tle ciemnego krajobrazu. Wywiera piorunujące wrażenie, jak się wyraziła pani Magdalena Bialic. Do drugiego pokolenia Caravaggionistów należał Bernardo Cavallino, którego "Sen św. Józefa" słuchacze mogli oglądać na prezentacji. W roku 1656 w czasie zarazy wszyscy Caravaggioniści zmarli, między innymi i Bernardo Cavallino. Jego obraz, pokazuje drugi sen Józefa. Pani Magdalena opowiedziała, jakie były sny św. Józefa i skąd wiemy, że obraz przedstawia właśnie drugi sen. Temat ten jest bardzo rzadki w sztuce. Interesująca jest poza dzieciątka, która nawiązuje do najbardziej skandalizującego obrazu Caravaggia "Śmierć Marii". Obraz ten zszokował zamawiającego, bo dotychczas zaśnięcie Marii przedstawiano zupełnie inaczej. Do postaci Marii na tym obrazie, pozowało ciało martwej prostytutki wyciągnięte z Tybru. Trochę późniejszym naśladowcą Caravaggia był Matthias Stom, który malował w stylu mistrza, a jego obraz, to "Święty Piotr w modlitwie". Malowano wówczas sceny gwałtowne i przełomowe dla życia świętych. Na obrazie widać św. Piotra, ze swoim atrybutem – kluczem, pogrążonego w nocy w modlitwie, zapłakanego. Niektórzy malarze często mieli tylko epizody fascynacji Caravaggiem, do takich należał Giovanni Francesco Barbieri, zwany Guercino. W Muzeum Narodowym jest obraz "Święty Franciszek słucha muzyki anielskiej". Można tam podziwiać wspaniałe efekty światłocieniowe. Jeszcze jeden obraz Guercina "Bóg ojciec", gdzie wspaniale została namalowana twarz starca, puszyste włosy, broda, tunika. We Florencji działał malarz Carlo Dolci, którego obraz "Święty Paweł Pustelnik" również znajduje się w kolekcji muzeum.  Był to pierwszy eremita w dziejach kościoła katolickiego, który żył 113 lat na pustyni. Splótł sobie ubranie z włókien palmowych. Kruk mu przynosił pół bochenka chleba dziennie. Charakterystyczne cechy stylu: wyniszczone ciało, brudne stopy, szata, książka, miękkość brody, kręcone włosy. Dla malarstwa północnej Europy ten styl stał się bardzo ciekawy, bo nie był wyidealizowany. Głównym ośrodkiem w północnej Europie było miasto Utrecht. W Haarlemie kościoły protestanckie po mszy stawały się halami targowymi, jedyne ozdoby znajdowały się na prospekcie organowym. W Utrechcie było najwięcej katolików i panowała duża dla nich tolerancja. Henri de Brukse poznał Caravaggia w Rzymie gdzie przebywał 10 lat, potem wrócił do Utrechtu, malował wiele, szczególnie dla kościoła katolickiego w stylu Caravaggia. W zbiorach Muzeum jest piękny jego obraz namalowany rok przed śmiercią, ukazujący Króla Dawida, patrona muzyków, śpiewaków. Obraz ten wisiał w Collegium Musicum i uważa się, że wisiał nisko, na wysokości ludzi, którzy tam grali na różnych instrumentach i mieli wrażenie, że muzykują razem z królem Dawidem.  Na obrazie tym kontrast między starością i młodością, ponadto piękne oddanie faktur, pięknie namalowana kapa, która do dzisiaj istnieje ponadto miękkość brody Dawida, starcza poorana twarz w kontraście z twarzami młodych aniołów. Przesłaniem ulotność życia, jak ulotna jest muzyka. Dalej król Dawid w wydaniu średniowiecznym. Kolejny malarz z Niderlandów, malujący sceny rodzajowe Wouter Corabeth i jego obraz "Gra w karty". Jest to ilustracja jednej ze scen z cyklu przypowieści o synu marnotrawnym, gdzie w różnych podejrzanych miejscach wydaje on majątek, który dostał od ojca. Obraz jest namalowany w taki sposób, że oglądający go czuje się, jak uczestnik tej sceny. A przesłanie moralizatorskie to zgubny wpływ dołączania się do takiego towarzystwa. Następny autor sceny rodzajowej, to Jan van Bijlert i kolejna przypowieść o synu marnotrawnym na obrazie  "U rajfurki". Kolejny obraz przedstawia młodych ludzi koncertujących na różnych instrumentach i jest tam viola da gamba, lutnia i flet. Znów ma przesłanie moralizatorskie, przestrzega przed cudzołóstwem – muzyka to narzędzie służące do uwodzenia. Jeszcze dwa obrazy malowane przez francuskich zwolenników Caravaggia: Nicolas Tournier, który podjął jeden z najbardziej ulubionych tematów mistrza, a mianowicie motyw ścięcia : "Dawid z głową Goliata" i Simon Vouet i "Niedobrana para" – motyw spóźnionej miłości, typowy dla Caravaggia kontrast starości i młodości, oddanie pięknych faktur materii, realistycznie namalowana czaszka, aksamitna suknia, charakter moralizatorski, że na wszystko w życiu jest odpowiedni czas. I ostatni malarz Gaspare Traversi malował obrazy głównie dla franciszkanów. W Muzeum jest jeden z wielu przez niego namalowanych: "Hiob wyszydzany przez żonę". Był już wiek XVIII, a mimo to malarz znajdował nabywców. Spokojnie można przyrównać cechy tego obrazu do obrazów Caravaggia. Na koniec pani Bialic zachęciła słuchaczy, aby odwiedzili Muzeum, kiedy to będzie już możliwe i zwrócili uwagę na obrazy tu omówione, a szczególnie spojrzeli na malarstwo Gaspare Traversi, których jest kilka w galerii Muzeum Narodowego. I tak zakończył się wykład po jeszcze kilku zdaniach o wielu zaletach malarstwa caravaggionistów, o których była mowa i po podziękowaniu za bardzo interesujące zapoznanie słuchaczy z tak ciekawą materią. 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pani Anny Łazar o życiu i twórczości Ilii Kaminskiego.            4.11.2020 r.

W środę 4 listopada odbył się wykład online pani Anny Łazar, kuratorki, autorki tekstów, tłumaczki. Pracowała ona w dziedzinie dyplomacji publicznej i kulturalnej w MSZ jako wicedyrektor i p.o. dyrektora w Instytucie Polskim w Kijowie oraz w Petersburgu. Wykładała w Instytucie Kultury Polskiej UW w Instytucie Sztuki PAN. Temat dzisiejszego spotkania to “Tańczący z Odessy. Najbardziej nagradzany amerykański poeta pochodzący z byłego ZSRR. Fenomen Ilii Kamińskiego" Po drobnych trudnościach z wyświetlaniem prezentacji, pani Łazar rozpoczęła opowiadanie. Słuchacze dowiedzieli się, że Ilia Kaminski to urodzony w Odessie słabosłyszący ukraińsko-rosyjsko-żydowsko-amerykański poeta, krytyk, tłumacz i wykładowca. Autor tomów wierszy "Dancing in Odessa" and "Deaf Republic". Wykłada on literaturę w Georgia Institute of Technology, współpracuje z organizacjami udzielającymi pomocy prawnej imigrantom. Laureat licznych nagród literackich. Ilia urodził się w Odessie jeszcze w ZSRR w 1977 roku. Kiedy miał 4 lata zachorował na świnkę, a był leczony na grypę, co poskutkowało głuchotą czteroletniego chłopca. Diagnoza to niedosłuch. Na jednym ze zdjęć widać jego rodzinę. Na jego ramieniu rękę trzyma Katie Farris, jego dziewczyna i poetka, określana jako innowacyjna. Wydała 5 tomików poetyckich, jest profesorem i wykładowcą na uczelni amerykańskiej. Jej obraz ukochanej partnerki występuje silnie w poezji Ilii. Na kolejnym zdjęciu budynek administracji w Odessie w 1941 roku, w czasie okupacji, kiedy jego ojciec Żyd ukrywany, był przechowywany w brudnej bieliźnie, musiał w pewnym momencie uciekać i udało mu się przeżyć. Ten wątek powraca w twórczości Ilii. Widok Odessy współczesnej na zdjęciach. W mieście Rochester azyl polityczny uzyskali jego rodzice jako rodzina żydowska. Debiut książkowy Ilii w języku rosyjskim to  – "Podróżujący muzykanci". Kolejna to "Tańczący w Odessie". Potem pisze już po angielsku, bo jak mówi, nikt ze znajomych nie zna tego języka. Nowy język, nowa przestrzeń, nowa kultura, to nowa wypowiedź. Jego angielszczyzna nie jest trudna. W tle pobrzmiewa rosyjski, jidysz, ukraiński. Jeszcze zna język migowy, nie słyszy dobrze, nosi aparat, więc wyraża też swoją twórczość tym językiem. Nie tylko zajmuje się literaturą, ale i sprawami społecznymi. Działa na rzecz uchodźców. Kiedy okupowano Krym, wypowiedział się przeciwko okupacji. Widok San Diego w Kalifornii uświadamia nam piękno tego miasta w odróżnieniu od miast objętych wojną. W książce "Republika głuchych" występują też znaki języka migowego. Potem słuchacze usłyszeli o treści tej książki zawierającej dwa akty, a bohaterowie to rodzina lalkarzy. Autor zmienia cechy przypisane do płci. Kobieta, matka w tym utworze najbardziej dzielna. Obecność żołnierzy w czasie przedstawienia kukiełkowego i głuchoniemy śmiejący się chłopiec zostaje zastrzelony przez sierżanta. Wykorzystanie głębokich poziomów skojarzeń. Każda scenka osobnym wierszem. Całość to 1.5 godziny, czytany przez autora. Wiersz "Żyliśmy szczęśliwie w czasie wojny" to przeczytany przez Ilię śpiewnym głosem utwór. Intonacja inna niż normalnie czytana poezja po angielsku. Melorecytacja, brzmi jak pieśń. Kolejny wiersz to piękna poezja Josifa Brodzkiego "Nie wychodź z pokoju". Podobieństwo melodii czytania. Następny utwór odnosi się do pierwszego aktu, gdzie wydarza się śmierć małego dziecka. Kolejne wiersze, kolejna proza i kojarzące się do opisów zdjęcia. Ostatni poemat zamykający tomik "Republika głuchych", który czyta wykładowca. I na tym zakończyło się spotkanie z życiem i twórczością Ilii Kamińskiego. W ramach pytań poproszono o przeczytanie powtórne wiersza "Nie wychodź z pokoju" i prośba o przesłanie tekstu: "Żyliśmy szczęśliwie podczas wojny". Po zakończeniu wykładu jeszcze trochę rozmów między słuchaczami i umówienie się na jutrzejsze, czwartkowe spotkanie o 11-tej online w ramach wykładów z Muzeum Narodowego.

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Warsztaty online z panią Joanną Stanowską "Gimnastyka mózgu".                1.11.2020 r

Tym razem opiszę bardzo krótko nasze spotkanie na warsztatach online z panią Joanną Stanowską, które odbyły sie w piatek 30 października. A dlaczego krótko? Otóż wszystkie ćwiczenia, które były wykonywane, dokładnie są opisane na stronie, o której już wcześniej pisałam, a mianowicie arenakultury.pl/cyrkoteka. teraz trzeba jeszcze dodać nazwę: "scenariusze"  i już można tam szukać opisu naszych ćwiczeń pod nazwą "Gimnastyka mózgu". A więc link do tej strony to:

https://arenakultury.pl/cyrkoteka/scenariusze/

Trzeba sobie otworzyć zbiór w PDF i już ćwiczyć według tam podanych opisów, wspomaganych rysunkami Ale to nie wszystko, co było robione na zajęciach. Na koniec mózg musiał mocno pracować, aby wykonywać różne gesty, które odpowiadały różnym słowom, Kto brał udział w zajęciach przed wakacjami, to pewnie pamięta. Otóż cztery słowa o różnych znaczeniach:

BUM   -    ręce na uda

SNAP -    pstryknięcie

KLAP  -    klaśnięcie

CII       -    palec na usta  

A teraz proszę popatrzeć na jedno ze zdjęć, gdzie na czacie widać kolejne sekwencje tych wyrazów. I możemy poćwiczyć. Najpierw wolno, potem, gdy nabierzemy wprawy, coraz szybciej. Wreszcie bez patrzenia na zdjęcie, czyli na pamięć.

I tak szybko minął czas warsztatów. Na następne zajęcia trzeba przygotować dwie piłeczki do żonglowania. Na stronie, o której państwu wspominałam jest napisane, jak samodzielnie można wykonać taką piłkę. Można też poćwiczyć swoją sprawność psychoruchową, grając w gry, które są w zakładce "Gry edukacyjne". Dobrej zabawy i wszystkim życzę dużo zdrowia i nie dawajmy się żadnym chorobom. 

 

 

 

  

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Źródła konfliktu między Armenią a Azerbejdżanem czyli nienawiść ormiańsko azerska.       31.10.2020 r.

Wykład, który odbył się online w środę 28 października, prowadzony był przez pana dr Wiktora Rossa. Po zażegnaniu drobnych problemów z dźwiękiem, pan Ross rozpoczął  opowiadać o  źródłach konfliktu między Armenią i Azerbejdżanem. Wielowiekowa nienawiść była zawsze między Ormianami, a Azerami. Ormianie to stary naród mający ok. 3000 lat, Przed wiekami Armenia była wielkim państwem. Oprócz Zakaukazia Gruzji sięgała do morza Kaspijskiego, zajmowała połowę obecnej Turcji, na południe do morza Śródziemnego aż do Palestyny. Z czasem ich potęga zaczęła się kurczyć, nastąpił szereg najazdów, a w XVI wieku państwo ormiańskie przestało istnieć. Zostało zajęte przez Turków i Persów. Jednak ponieważ byli narodem wysoko wykształconym nie przestali istnieć. Armenia stała się pierwszym w świecie państwem chrześcijańskim. W tym czasie powstał alfabet ormiański, w klasztorach rozwijała się nauka. W XVI w. na te tereny z dawnej Turcji przybyły dwa plemiona bardzo mocne, które wkrótce opanowały znaczną część Persji i zaczęły panować w tym państwie. Od XI wieku Ormianie zaczęli się rozjeżdżać po wielu terytoriach, między innymi i na tereny Rzeczpospolitej od XIII wieku, głównie na obszary obecnej Ukrainy. Łączyła ich chrześcijańska religia, mimo, że nie byli ani katolikami, ani prawosławnymi. To kościół autonomiczny – kościół monofizycki, uznający Chrystusa tylko w jednej postaci. Podział religijny trwa do dziś. Azerowie natomiast byli spadkobiercami plemion turkmeńskich. To trzy narody: Turcy właściwi, Azerowie i Turkmeni. Stanowili jądro narodu tureckiego. Azerowie i Turcy uważali się za jeden naród żyjący w dwóch państwach, w Azerbejdżanie i w Turcji. Armenia mimo, że pozbawiona państwa, była rozwinięta pod względem gospodarczym, intelektualnym, gdzie klasztory utrzymywały wysoki poziom nauczania, zakładały szkoły. Naród był wysoko cywilizacyjnie rozwinięty. Ormianie prowadzili osiadły tryb życia, budowali miasta, mieli wysoko rozwiniętą infrastrukturę, Azerowie prowadzili koczowniczy tryb życia, zajmowali się pasterstwem, a nie rolnictwem, mieli stada owiec które wypasali na stokach gór Kaukazu. Aby dotrzeć do tych pastwisk, musieli przechodzić przez tereny zamieszkałe przez Ormian. Na tym tle wynikały konflikty, ponieważ przechodząc przez wsie ormiańskie dokonywali grabieży. Ormianie starali się nie dopuścić azerbejdżańskich stąd na tereny wypasów, co dla Azerów było sprawą życia lub śmierci. Nawarstwiał się też konflikt religijny. Azerbejdżanie byli wyznania islamskiego, a Ormianie wyznania chrześcijańskiego. Konflikt trwał i w XIX wieku zaczyna przybierać inną postać. Cały Kaukaz został zawojowany przez Rosję. Gruzini poddali się carowi. Ormianie, pomimo, że nie mieli swojego państwa, na Kaukazie zajmowali bardzo poważne pozycje. W Tbilisi Gruzini byli mniejszością, natomiast Ormianie zajmowali tam wysokie stanowiska urzędnicze w ramach państwa rosyjskiego, gdzie dominowali pod względem intelektualnym. Podobnie w Baku, stolicy Azerbejdżanu. Pod koniec XIX wieku, odkryto na terenie Azerbejdżanu ropę naftową. Inwestorzy przybywali z rozmaitych krajów. Alfred Nobel zrobił karierę finansową na terenie Baku. U Azerów ta sytuacja wywoływała bardzo negatywne odczucia, bo byli oni słabi pod względem organizacyjnym czy intelektualnym, żeby te złoża i dochody akumulować. To robili zamiast nich Rosjanie, Żydzi, Ormianie i przedstawiciele zachodniej Europy. Zbliżała się pierwsza wojna światowa. Kaukaz stał się terenami ruchów rewolucyjnych. Aktywnie działały partie mienszewików i bolszewików. Nastąpił bujny rozwój gospodarczy, powstały linie komunikacyjne. Gen, Kierbedź budował tam drogi i mosty. Działo się to kosztem Azerów, którzy nie mogli przystosować państwa do szybkiego rozwoju. Turcja przeżywała kryzys, upadł sułtanat ale dzięki młodym miała się stać nowoczesnym krajem, rządzonym na nowo. Pierwsza wojna światowa, i Turcja po stronie państw centralnych. Na terenie Kaukazu i częściowo na terenie Anatolii, czyli Turcji, zamieszkiwali również Ormianie. W ramach konfliktu Rosja Turcja, Ormianie popierali Rosję. Liczyli na uzyskanie autonomii w ramach państwa tureckiego, jednak się nie udało. Doszło do represji, co spowodowało pogromy tej ludności, a od 1891 do 1893 odbywały się wielkie morderstwa na Ormianach. W 1915 Turcy dokonali ich ludobójstwa. Pierwsza w dziejach ludzkości próba zlikwidowania całego narodu. Wywózka masowa - szli na pustynię na terytorium Syrii i tam przebywali pod gołym niebem jak w obozie koncentracyjnym, masowo umierają. Zginęło tam ok. 600 tys. Ormian, reszta zbiegła. Obecnie żyją oni na całym świecie, potrafią się adoptować, mieszkają nawet w Turcji pod zmienionymi nazwiskami, zajmując bardzo wysokie stanowiska. W Górskim Karabachu Ormianie zawsze zamieszkiwali i stanowili większość. W 1918 roku został powołany gubernator, który miał złamać ich opór. Dochodziło do starć Azerbejdżan wspartych przez Turków z miejscowymi Ormianami. Wiele osób zginęło. Komisarzem ludowym do spraw międzynarodowych zostaje Józef Stalin. Dokonuje tam manipulacji administracyjno narodowych, które dzielą niekorzystnie tereny zamieszkałe przez różne narodowości. W Karabachu mieszkają Ormianie, mimo, że Karabach znajduje się na terenie Azerbejdżanu, a nie Armenii. Na terenie Armenii jest inny region, zamieszkały z kolei przez Azerbejdżan. Były to zawsze zarzewia konfliktu. Armia Czerwona przystąpiła do ataku na całe Zakaukazie, które zostaje zbolszewizowane. Narastał konflikt, a jednocześnie sowietyzacja tych regionów. W Karabachu nastąpiło wypłukiwanie Ormian do 70 procent ludności. Sytuacja się zmieniła w 1988 roku, kiedy weszła pierestrojka i Gorbaczow u władzy. W dalszym ciągu Karabach był enklawą ormiańską na ziemiach Azerbejdżanu. Ormianie z Karabachu wystąpili o przyłączenie do Armenii, pomimo, że nie graniczyli ze sobą. Władze Azerbejdżanu zaprotestowały gwałtownie i nastąpił pogrom Ormian w Baku i Sumgaidzie. Ormianie zwrócili się o pomoc nie tylko do Rosji, ale do całego świata, organizując masowe  demonstracje w różnych częściach świata. Stworzony został front ludowy i przywódcy azerscy uciekli do Moskwy. Wojska Radzieckie wkroczyły aby bronić Ormian, co świat poparł. Azerowie zamieszkiwali również północne części Iranu, który na świecie jest generalnie potępiany jako kraj terrorystyczny. Wszyscy prezydenci republik zakaukaskich byli antykomunistami i niestety nie kończyło się to szczęśliwie dla tych narodów. Narastał konflikt zapoczątkowany w 1988 roku i w tym czasie przybrał formę wojny. Azerbejdżanie próbowali opanować Górski Karabach. Był on jednak dobrze uzbrojony i wsparty przez wojskowych z Armenii, którzy tam przybyli i organizowali opór zbrojny przeciwko Azerbejdżanowi. W ciągu trzech lat walki, ze zmieniającym się szczęściem, w rezultacie Ormianie obronili Karabach, ale nawet jeszcze dołączyli 7 powiatów azerskich. W 1994 roku został podpisany układ tzw. "przerwanie ognia", a terytorium Górnego Karabachu zostało powiększone o tych 7 powiatów, z których Azerowie uciekli. Azerbejdżan domagał się, aby Ormianie opuścili te 7 regionów. Status Karabachu powinien zostać wypracowany w toku negocjacji. Została podjęta rezolucja przez ONZ, która przyznała rację Azerbejdżanowi, czyli Ormianie powinni opuścić ziemie dołączone. Jednak oni nie przejęli się rezolucją i wypędzili z tych terenów Azerów, wszystkie ich wioski zostały zburzone. Napięcie rosło. Ormianie byli dobrze wyszkoleni wojskowo. Azerbejdżan zaczynał się bogacić, bo dokonano dużych inwestycji dotyczących ropy naftowej, poprowadzono nowy rurociąg. Zaczęli się zbroić, kupując broń z Turcji, która ich zawsze wspierała. Amerykanie sprzedali im samoloty i przeprowadzali szkolenia. Taka sytuacja trwa już 30 lat. Armenia ma bardzo dużo wojska i broni, ale starego typu, jeszcze poradziecką. Nawet chcieli od Polski nabyć starą naszą broń, jednak bezskutecznie. Azerbejdżan obecnie ma przewagę militarną nad Armenią i czeka na odpowiedni moment, aby przywrócić dawne swoje terytoria, zdobyte przez Ormian, a być może i ziemię Górskiego Karabachu. Na granicy znajdowała się linia przerwania ognia i kto tamtędy przechodził, był obiektem strzału bez ostrzeżenia z obydwu stron. W 2016 pierwsza próba sił, zakończona rozwiązaniem dyplomatycznym. Rosja dozbrajała Azerbejdżan i Armenię. Ona zarządzała tym konfliktem, nie chcąc, aby sytuacja została rozwiązana, to jej dawało utrzymanie swojej pozycji jako rozjemcy i była siłą na którą obie strony liczyły. W 2020 roku sytuacja się maksymalnie zaostrzyła, gdyż władze Azerbejdżanu zdobyły tak dużą militarną przewagę, że mogły sobie pozwolić na rozpoczęcie konfliktu zbrojnego na wielką skalę. Nowoczesne samoloty prowadzą naloty, wprowadzono drony, którymi się posługują. Ardogan przywódca Turcji odgrywa główna rolę w tym konflikcie, uważa, że OBWE (Rosja, Stany Zjednoczone, Francja) nie spełniają swojej roli, bo obiecują dyplomatyczne załatwienie tego konfliktu, ale nic nie robią. Uważa też, że Turcja graniczy z Azerbejdżanem i Armenii między nimi w ogóle nie ma. Stosunki rosyjsko tureckie są napięte, cała granica zewnętrzna Rosji jest w stanie napięcia, więc Rosja zmierza do szybkiego zakończenia konfliktu z Turcją i skłania Armenię do oddania tych 7 powiatów Azerbejdżanowi. Ostrzał Górnego Karabachu trwa, z użyciem nowoczesnego sprzętu wojskowego. Ormianie stamtąd uciekają. Powinno być wprowadzone dyplomatyczne zakończenie tego konfliktu. Turcja chce włączyć się do grupy OBWE, ale Erdogan jest przywódcą autorytarnym. Terytorium Armenii jest bronione przez wojska Rosyjskie. Udzielanie Armenii zewnętrznej pomocy jest jedynym gwarantem utrzymania suwerenności tego państwa. I na tym został zakończony bardzo ciekawy jak zwykle wykład mówiący o źródłach konfliktu między Azerbejdżanem a Armenią, o historii konfliktu i aktualnym stanie. Jest to groźny konflikt, w newralgicznym miejscu świata, bo są to tereny przez które przebiegają ważne arterie dostaw ropy i gazu. Duże znaczenie regionu kaspijskiego w dostawach ropy i gazu. Zachód przymyka oko na reżim wewnętrzny w Azerbejdżanie, ze względów gospodarczych i geopolitycznych. Na koniec krótka dyskusja. Jeszcze dowiedzieliśmy się, że Baku to najpiękniejsze miasto regionu, który dla nas nie jest tak odległy, jakby się wydawało. Jeszcze między słuchaczami krótka rozmowa i umówienie się na spotkanie czwartkowe online przy kawce.  

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z wykładu o losach dzieł sztuki w Polsce podczas II wojny światowej.                  25.10.2020 r.

W poniedziałek 19 października został zweryfikowany plan zajęć naszego Uniwersytetu, w związku z tym, że Warszawa znalazła się w tzw. czerwonej strefie. A więc w środę 21 października odbył się wykład w trybie wyłącznie online. Poprowadziła go pani Marianna Otmanowska, a temat to: "Utracone/odzyskane. Niezwykłe losy dzieł sztuki w Polsce podczas II wojny światowej. cz. 1". W czasie II wojny światowej Polska najbardziej ze wszystkich państw, które dotknęło to zło, ucierpiała na grabieżach dzieł sztuki. Straciliśmy wówczas, czasami bezpowrotnie, również takie dobra jak archiwalia czy księgozbiory.  Na jednym ze zdjęć pokazano ilości utraconych zbiorów, Jak podkreśliła prowadząca trzeba użyć słowa co najmniej. Niestety nie wszystkie dobra zostały spisane i udokumentowane zdjęciowo przed wojną, a bez zdjęcia bardzo trudno jest zidentyfikować szukane, odzyskane czy odnalezione dzieła. Restytucje dóbr kultury trudno się pertraktuje z niektórymi krajami. Czasami odnajduje się coś zaginionego na aukcjach i okazuje się, że trzeba zapłacić nawet znaczną sumę pieniędzy za naszą własność. Ponadto często dochodzą kwoty za przechowywanie eksponatu, konserwacje itp. W czasie II wojny, kiedy do Polski wkroczyła armia niemiecka, razem z nią przybyli historycy sztuki, aby spisać na polecenie Hitlera dzieła, które chciał wystawić w galerii obrazów w centrum kulturalnym III Rzeszy w Linzu, gdzie trafiały również zbiory z Luwru, z galerii Uffizi z Florencji, Durera z Muzeum Drezdeńskiego i z wielu innych. Goring miał za zadanie te dzieła zbierać i selekcjonować. Nie czuł się rabusiem, jedynie zabezpieczał te, które uważał za cenne, a inne niszczył. Jeszcze przed rozpoczęciem wojny Niemcy wiedzieli, gdzie się znajdują bezcenne, najbardziej znane dobra kultury światowej. Od 1939, zaraz po rozpoczęciu wojny, wywozili je do Rzeszy. W pierwszym rzucie zabrali ołtarz Wita Stwosza z Krakowa, czy "Damę z gronostajem" z kolekcji Czartoryskich. Grabież dzieł, która przyszła ze wschodu jest trudna do opisania. Wojska radzieckie brutalnie niszczyły wszystko, co wydawało się im wykwintne, burżuazyjne czy luksusowe, jak np. porcelana. Muzeum Narodowe w Warszawie przed wojną było nowoczesnym obiektem, które kwitło dzięki dużemu zaangażowaniu profesora Stanisława Lorentza, który był jego dyrektorem. We wrześniu 1939 podczas okupacji niemieckiej zasłużył się w akcji ratowania dóbr kultury polskiej i najcenniejszych zabytków znajdujących się w Warszawie. Jak widać na zdjęciu kazał opisywać i pakować w skrzynie eksponaty przez całe lato 39 roku, nikomu z pracowników nie dając urlopu. Starano się ukryć w wielu miejscach Polski tak zapakowane dzieła. Po powstaniu nie wyszedł z Warszawy, czuwał przy wywożeniu. Oznaczenia pomagały po wojnie identyfikować znaleziska. Jeden z obrazów znaleziono nawet w kopalni, czy całe skrzynie w kościołach, co pokazują zdjęcia. Wielu dzieł przed wojną nie udało się ukryć, więc w wielkiej konspiracji przed okiem Niemców wywożono ze stolicy. Jednym z nich była "Bitwa pod Grunwaldem", która wisiała przed wojną w Zachęcie. Płótno zostało pospiesznie zdjęte ze ściany. Akcja była dramatyczna, do pomocy wezwano przypadkowych przechodniów, Następnie Bitwę wraz z innym obrazem Matejki - "Kazaniem Skargi" - nawinięto na wałek. Ale przygotowanie obrazów do ewakuacji było sukcesem połowicznym. Równie trudne było znalezienie środka transportu. Brakowało samochodów, więc muzealnikom udało się zorganizować platformę konną, którą przewieziono płótna do Lublina. Gestapo rozpoczęło poszukiwania dzieła już na samym początku okupacji. Niemcy wyznaczyli nawet nagrodę pieniężną za informacje o "Bitwie" i to niebagatelną bo doszli aż do10 milionów marek. Za ukrywanie informacji groziła natomiast kara śmierci. Mimo poszukiwań nie udało im się wpaść na ślad obrazu. Ostatecznie zakończyli poszukiwania po nadaniu przez polskie radio w Londynie fałszywej informacji o rzekomym przewiezieniu dzieła do Wielkiej Brytanii. Sam obraz początkowo ukrywany był w muzeum, później zaś przewieziony na teren Taborów Miejskich przy ul. Elektrycznej. Tym razem obrazy ukryto w szopie, w specjalnym wykopie głębokości 1,5 metra, oszalowanym deskami i obłożonym papą. Dół został nakryty deskami, a na wierzchu położono kamienny bruk. Kryjówka okazała się bezpieczna, ale tylko przeciwko Niemcom. Choć konspiratorzy dołożyli wszelkich starań, by obrazy jak najlepiej zabezpieczyć, okazało się, że płótna uległy sporym zniszczeniom. Po rozwinięciu okazało się, że "Bitwa" była w kilku miejscach przedarta. Na dole obraz był zbutwiały, a całe dzieło było zawilgocone i zapleśniałe. Żmudne prace konserwatorskie trwały aż 5 lat. Po zakończeniu pracy "Bitwa" nie wróciła do Zachęty, lecz w lipcu 1949 r. zawisła w Muzeum Narodowym. A teraz o stratach wojennych wielkich dzieł. Jest ich bardzo dużo. Pani Otmanowska pokazała kilka na zdjęciach. Jednym z nich jest "Portret młodzieńca" Rafaela, kolejne to "Madonny z dzieciątkiem", Brueghela "Walka karnawału z postem", relikwiarz ze scenami męczeństwa św. Tomasza czy "Adoracja dzieciątka"  Lorenzo di Credi. Na stronie internetowej Wydziału Restytucji Dóbr Kultury można znaleźć dzieła odzyskane, ale także katalog strat wojennych. Na zdjęciu i poniżej adres tej strony:

http://xn--dzieautracone-zhc.gov.pl/katalog-strat-wojennych

Oczywiście poszukiwania nie ustają, pomimo, że od zakończenia wojny minęło już wiele lat. Jeszcze jedna historia, tym razem szczęśliwie odnalezionego w Domu Aukcyjnym w Niemczech obrazu Aleksandra Gierymskiego "Żydówka z pomarańczami", którą chciano sprzedać za 4400 euro. Stało się to w grudniu 2010 roku, kiedy to do polskiego Ministerstwa Kultury dotarły zdjęcia z aukcji, gdzie rozpoznano obraz Żydówki Gierymskiego. Podjęto starania o powrót do kraju i w lipcu 2011 obraz wrócił do Warszawy. Okazało się jednak, że jest brak numeru inwentarzowego, który był oczywiście znany przed zaginięciem. Przy koniecznych pracach konserwatorskich, które polegały na punktowaniu w podczerwieni jak i ultrafiolecie w laboratorium krakowskim zauważono, że obraz został naklejony na dyktę, co ewidentnie wpłynęło na jego wartość. Konserwatorów czekała bardzo żmudna praca, aby zdjąć tę sklejkę, nie uszkadzając dzieła. Po zrealizowaniu tego jakże trudnego zadania wyłonił się oczom pracujących numer, którego oczekiwano. Dumna pani konserwator pozuje do zdjęcia z obrazem, który przywróciła do dawnej świetności. Dalej na slajdach widać dokumenty z 1928 roku, potwierdzające zakup tego obrazu przez Muzeum Narodowe w Warszawie i numer skrzyni, w której był zapakowany przed zaginięciem. W grudniu 2012 roku powrócił do galerii w Muzeum Narodowym w Warszawie po trwających ponad rok pracach konserwatorskich. Obecnie jest on wyeksponowany przy innych obrazach Gierymskiego: "Paskarze" i "Święto trąbek" w Muzeum Narodowym W Warszawie. I na tym zakończyła się pierwsza część wykładu, słuchacze podziękowali jak zwykle oklaskami, chwilę porozmawiali ze sobą i pożegnali do następnego wykładu.   

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z warsztatów "Gimnastyka umysłu i ciała", prowadzonych przez Joannę Stanowską.             18.10.2020 r.

W piątek 16 października dziewięć słuchaczek naszego UOTW przybywa do OSiRu na drugie piętro, aby uczestniczyć w warsztatach prowadzonych przez panią Joannę Stanowską. Poznajemy nową koleżankę, która właśnie dołącza do naszego Uniwersytetu i jest pierwszy raz na zajęciach. Oczywiście początek, to jak zwykle w okresie covidu dezynfekcja rąk przed wejściem, potem podpisywanie oświadczeń i już siadamy na krzesłach w kole, aby łatwiej prowadzić rozmowy i wykonywać przeróżne ćwiczenia. Najpierw przytulanie, oczywiście siebie, a nie innych niestety, potem nauka właściwego oddychania. Pani Joanna zapewnia, że dzięki właściwym oddechom szczególnie przed spaniem, nie ma trudności z zasypianiem. Koleżanki podejmują ten temat i bardzo chętnie wykonują różne sposoby oddychania, aby w domu móc je powtórzyć, kiedy przyjdą kłopoty z zaśnięciem. Kolejny punkt naszych zajęć. Należy odprężyć się, zanurzyć w swoich myślach i odczuciach, Włączona muzyka relaksacyjna, słychać głosy ptaków. To trwa pięć minut i wszyscy wracają do tu i teraz. Joanna zachęca, aby opowiedzieć co się widziało, co przeżyło. Słuchamy naszych opowieści o tych ulotnych chwilach, które wróciły do naszej świadomości. Po każdej wypowiedzi prowadząca podsumowuje i uogólnia nasze doznania. Finalizując wyłania się i konkretyzuje praca domowa. Trzeba przemyśleć i napisać swoje definicje dla każdego elementu, którymi są: ciało, emocje, myśli, wartości i relacje. A na koniec dezynfekujemy ręce i stajemy w kole. Do muzyki "Zorba" zaczynamy taniec, którego kroki podała prowadząca. Jak wiadomo najpierw wolno, a potem coraz szybsze tempo zmusza nas do intensywnego myślenia, jakie kroki należy wykonać, bo nie były to ciągle te same, o nie. I tak w radosnej atmosferze, rozruszane, zakończyłyśmy te zajęcia. A za chwilę czeka nas jeszcze pilates na który już idziemy pełne energii. 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Zwiedzanie wystawy czasowej w Muzeum Narodowym "Polska. Siła obrazu".                                  17.10.2020 r.

Zwiedzanie wystawy czasowej w Muzeum Narodowym, które to zajęcia odbyły się w czwartek 15 października w ramach naszego UOTW. Tym razem niestety nie mogłam być, poprosiłam naszą koleżankę Bogusię, aby robiła zdjęcia, dzielnie mnie zastępując. Dzięki temu mogę Państwu przekazać materiał, Dziękuję Bogusiu za Twoja pracę.  

 

  

 

 

 

 

Autor tekstu Barbara Wałachowska-Słomka, zdjęć Bogumiła Świerżewska.

 

Notatka z wykładu pani Barbara Tichy - "Impresjonizm - nowe spojrzenie"                     17.10.2020 r.

W środę 14 października do dużej sali OSiRu zainteresowani tematem słuchacze, przybyli w maseczkach, z dezynfekcją rąk przed wejściem i z zachowaniem odpowiednich odległości. Mogli zobaczyć ludzi, którzy łączyli się internetowo i wszyscy czekali na panią Barbarę Tichy, która nieco się spóźniła. Wykład miał tytuł "Impresjonizm nowe spojrzenie". Najpierw ogólne informacje o nurcie w sztuce, powstałym w malarstwie drugiej połowie XIX stulecia. Najważniejsze założenia tego kierunku postulują konieczność oddania danego momentu w taki sposób, w jaki jest postrzegany przez twórcę płótna. Zwolennicy tego nurtu najbardziej cenią martwą naturę, krajobrazy, pejzaże, postaci w ruchu. Największe znaczenie ma dla nich ów moment, który pragną oddać w sposób dokładny, szczególnie uwzględniając grę świateł i kolorystykę. Stąd obrazy impresjonistyczne często powstają w pośpiechu (przez szybkie nakładanie plam farby), a artyści tworzą w plenerze. Pierwszy omawiany malarz, to Edouard Manet, który nie przyłącza się do impresjonistów, lecz toruje im drogę. Jego "Śniadania na trawie" uznano za nieprzyzwoity. Sytuacja powtarza się dwa lata później, gdy pokazuje Olimpię na Salonie Paryskim. Obraz staje się jednym z najbardziej skandalicznych w XIX wieku, a jak widać, poza Olimpii nawiązuje do postaci Wenus z Urbino Tycjana. Kolejne płótno, to portret Zoli, który staje w obronie malarzy impresjonistów. Claude Monet i "Pole maków" to jego ulubiona forma malarstwa – plener. Postacie otoczone pejzażem, zanurzone w przyrodzie. Od nazwy obrazu "Impresja, wschód słońca"  bierze nazwę kierunek - impresjonizm. Monet, jak i wielu impresjonistów wzoruje się na sztuce japońskiej. Na jego obrazach, jak i na innych płótnach przedstawicieli tego kierunku widać niewygładzone powierzchnie, malowane plamami, ekspresyjnie, kolory oddziaływają na siebie. "Taras nad morzem w Sainte-Adresse" ma bardzo skontrastowane kolory. Ta i kolejne trzy prace są jego wczesnymi. "Bulwar Kapucynów" to już inna technika malarstwa. On i inni impresjoniści uznali, że w sztuce od dosłowności ważniejsze jest uchwycenie ulotnego momentu a od dokładnych konturów - światło. Kolejne dwie prace to cykl "Dworzec Sant-Lazare". Malarza inspirują kłęby pary nadające powietrzu gęstość, formę i koloryt. Kolejny cykl to "Katedra w Rouen". Maluje te płótna małymi plamkami, co przysparza mu wiele trudności. Nie odzwierciedla jedynie poszczególnych stanów pogody, lecz również ilustruje kilka punktów widzenia obiektu. Następny cykl "Budynek Parlamentu w Londynie" nierzeczywisty i upiorny zarys sprawia wrażenie zjawy. Niebo i woda są przedstawiane w podobnych tonach, zazwyczaj w jasnofioletowych, różowych, bądź pomarańczowych. Poprzez przedstawienie statycznego obiektu w różnej perspektywie światła, artysta ukazał, w jaki sposób każda z odmiennych ujęć, kształtuje postrzeganie odbiorcy. Ostatni tu przedstawiony cykl "Nenufary", to rzeczywistość w tafli wody. Tu już wręcz zbliża się do abstrakcji. Malarze w tym czasie swoje atelier organizują na łodziach, aby zmienić perspektywę oglądu. Camille Pissarro wprowadza geometrię do pejzażu, co widać na obrazie "Czerwone dachy". Natomiast Alfred Sisley przedstawia najczęściej pejzaże okolic Paryża oraz podparyskie miasteczka, głównie jesienne i zimowe, gdzie śnieg oczywiście nie jest białą plamą, a przyjmuje barwę błękitną. August Renoir maluje głównie kobiety, dzieci i kwiaty. Kreuje świat czystych barw i harmonijnych form. Kilka jego obrazów to "Kobieta algierska", "Droga wśród traw", "Śniadanie wioślarzy" – obraz żywy, pełen słońca, światła i cienia, który jest również w portrecie czytającej, gdzie twarz ma oświetloną światłem odbitym. I najbardziej znany impresjonistyczny obraz Renoira to "Bal w Moulin de la Galette. Natomiast "Wielkie kąpiące się" oznaczają odejście Renoira od impresjonizmu. "Rodzina Monet w ogrodzie", malował Eduard Manet i August Renoir. Edgar Degas bywa zaliczany do impresjonistów, ale jego prace dążą jednak często w kierunku realizmu i romantyzmu. Obraz "Semiramida" przedstawia ludzi i plamy barwne, widać perspektywę. Tworzone przez Degasa portrety zbiorowe są przede wszystkim studiami psychologicznymi, co "Portret rodzina Bellellich" w pełni potwierdza. "Absynt" robi wrażenie przypadkowości sceny, pogłębiając nastrój pustki i apatii. Degas jednak znany jest szczególnie z obrazów przedstawiających tańczące kobiety. "Piosenkarka z rękawicą" to prawdziwość obrazu scenicznego, która umożliwiła przekazanie sensu materializacji dźwięku. Zainteresowaniem jego cieszy się również tematyka wyścigów konnych, jest tu zainspirowany sztuką japońską. Ulotność chwili pokazuje na obrazach takich jak "Wanna", "Czesząca się kobieta" czy "Kobieta siedząca przy wazonie z kwiatami". I wracamy do Edouarda Maneta, jego późniejszego dzieła "Na plaży". Sposób namalowania i paleta kolorów (no może prócz czerni) nawiązuje do malarstwa impresjonistycznego. Brak poczucia głębi odczytywana jest jako wpływ sztuki japońskiej. I jeszcze obraz o nazwie "Bar w Folies-Bergere". Pokazuje on niejako dwa światy. Pierwszy rzeczywisty i konkretny, drugim światem jest ten widziany w lustrze. Ostatnim obrazem przedstawionym na wykładzie jest płótno "Targ na kwiaty przed kościołem Św. Magdaleny w Paryżu" Józefa Pankiewicza, polskiego impresjonisty, który spotkał się z nieprzychylnym odbiorem polskiej krytyki i publiczności, nieprzyzwyczajonej do nowego stylu malowania. To tyle o czym mówiła pani Barbara Tichy, opowiadając w jak największym skrócie o malarzach impresjonizmu i ich dziełach. Oczywiście gromkie oklaski zakończyły wykład. Uznałam, że należy Państwu dosyć dokładnie zrelacjonować, co działo się na wykładzie środowym, bo wiem, że nie wszyscy, którzy chcieli być, mogli to zrobić i nie wszyscy, którzy chcieli się połączyć online zdołali tego dokonać.  

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z zajęć warsztatowych z cyklu "Gimnastyka umysłu"      9.10.2020 r.

Już jesteśmy po pierwszych zajęciach warsztatowych w małej sali OSiRu dzisiaj, tj. 9 października 2020 r. Pani Joanna Stanowska poprowadziła bardzo energetyczne zajęcia z cyklu "Gimnastyka umysłu", a na czym one polegały i dlaczego energetyczne, opiszę pokrótce. Pierwsza część spotkania to wzajemne zapoznanie się, polegające na krótkim przedstawieniu siebie w kilku aspektach. Między innymi co lubimy robić, jakie mamy problemy, czego oczekujemy po tych zajęciach. Następna część to już zajęcia ruchowe. Najpierw przytulanie, które jest bardzo polecane dla zdrowia psychicznego, ale w dobie pandemii niestety tylko siebie, jak widać na zdjęciu. Trzeba przez kilka minut chociaż raz dziennie siebie obejmować. Kolejne ćwiczenie polegało na szeroko wyciąganiu w bok rąk i następnie ich łączeniu przed sobą, przy jednoczesnym głębokim wdechu i wydechu. Następne ćwiczenie i tym razem kolejno przyciskamy opuszki palców, a potem robimy z palców piramidkę i mocno uciskamy. Stymulacja mózgu następuje poprzez opuszki palców. Jeszcze jedno ćwiczenie w pozycji siedzącej, tym razem takie, które pamiętamy z warsztatów czerwcowych, przy którym należy się mocno koncentrować, aby dłonie układać tak jak widać na zdjęciach, wykonywać w tempie. Jedna dłoń wyprostowana, palce dotykają drugiej dłoni w pięści i odwrotnie.  Przyszła kolej na ćwiczenia w pozycji stojącej, z pomocami, które przywiozła pani Joanna. Świetna zabawa, a jednocześnie wspaniałe ćwiczenie koordynacyjne. Popatrzcie Państwo na zdjęcia. Niestety czas się skończył, ale już cieszy nas kolejne spotkanie za tydzień. Wszystkie osoby, które były na zajęciach, nawet te, które pierwszy raz miały przyjemność uczestniczyć w warsztatach z panią Joanną orzekły, że oczywiście będą przychodziły co piątek, aby uczyć się gimnastykować umysł, poprzez ćwiczenia ruchowe. Mamy powtarzać pokazane dzisiaj ćwiczenia, a dodatkowe zalecenia, to często oddychać głęboko, ze świadomością tej czynności i pić dużo wody (60 - 70 kg wagi - 1.5 do 2 litrów dziennie wody).  Poniżej link do zdjęć, które zrobiłam w czasie zajęć, ale i przesyłam Państwu link do strony o nazwie "Cyrkoteka", gdzie między innymi są trzy gry, dzięki którym możemy ćwiczyć szybkość reagowania na zmiany, trzeba właśnie koordynować bodźce mózgu z reagowaniem ręki. Warto też zajrzeć np do scenariuszy poniższej strony, gdzie są pokazane ćwiczenia na pamięć, myślenie przez skojarzenia i wiele jeszcze innych. A więc nie pozostaje nic innego, tylko ćwiczyć swoją pamięć na wiele sposobów. Zachęcam do przyjścia na zajęcia w następny piątek (oczywiście jeżeli warunki epidemiczne się nie zmienią po zgłoszeniu swojego udziału u kol. Basi Okine jak podawałam, tel. 601 207 791). 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Inauguracja roku akademickiego 2020/2021                        7.10.2020 r.

W środę 7 października, jak było przewidziane rok temu, został zainaugurowany nowy rok akademicki 2020/2021, pomimo panującej pandemii. Słuchacze w swojej większości wyrazili chęć spotkania się twarzą w twarz, mając już dosyć siedzenia w swoich czterech ścianach. Wyrazili przekonanie, że ogarniająca ich depresja musi być natychmiast zlikwidowana, a lekarstwem będzie spotkanie. I tak się stało. Z wszelkimi środkami ochrony i bezpieczeństwa dla słuchaczy zaczęli się schodzić do OSiRu ludzie, którzy zatęsknili za naszym uniwersytetem i przyjaciółmi. Jeszcze przed rozpoczęciem ostatnie narady pani Aleksandry Kujawskiej z Radą Słuchaczy. Wszystko zostało ustalone, rozdzielone obowiązki i już ludzie przychodzą. Ale najpierw podpisanie, jak to się dzieje w dobie koronawirusa deklaracji, potem kol. Renata dopilnowuje, aby każdy odkaził ręce i maseczka zakrywała usta i nos. Słuchacze zajmują w sali miejsca na krzesłach, oczywiście ustawionych przez pana Łukasza w prawidłowych odległościach. Konsternacja - nie ma naszej szefowej, dopytują co się wydarzyło. Mamy nadzieję, że się pojawi, gdy minie zagrożenie covid-em. Pan Pavlo dopilnowuje połączenie online ze słuchaczami, którzy łączą się z nami. Koleżanka Wiesia szuka ludzi, którzy wpłacili zaliczkę na wycieczkę do Żyrardowa i jeszcze jej nie odebrali. Część ich znajduje, ku jej wielkiej radości. (Nikt nie lubi przechowywać cudzych pieniędzy). Ostatnie podpisy deklaracji, przychodzi pani Małgorzata Litwinowicz, która będzie otwierała semestr wykładem o darze mowy i płynących z niego pożytkach i już widzimy na ekranie, że wiele osób jest z nami online. Można zaczynać. Pani Aleksandra Kujawska wita zebranych, po czym wszyscy wstają, słuchamy i śpiewamy, jak tradycja nakazuje "Gaudeamus igitur". Koleżanki ogłaszają komunikaty. Wiesia o pieniążkach, które chce oddać, Basia również o pieniążkach, ale tych wpłaconych na Łebę. Są one w uzdrowisku, które czeka na nas w czerwcu 2021 roku. Kolejny stały punkt programu w dniu inauguracji, to prezentacja, którą jak zwykle przygotowałam, a opowiedziała Renata o tym, co się zdarzyło w minionym roku akademickim 2019/2020. Wbrew oczekiwaniom i naszej pamięci, jednak bardzo dużo się wydarzyło, co mieli okazję sobie wszyscy przypomnieć. No i wykład, który według wielu słuchaczy, z którymi miałam okazję rozmawiać po zakończeniu, był bardzo ciekawy i wyrazili oni chęć, aby pani dr hab. Małgorzata Litwinowicz jeszcze miała możliwość opowiedzieć tak piękną polszczyzną bardzo interesujące i zupełnie nieznane historie. Otrzymała ona gromkie brawa i na tym skończyła się inauguracja roku, a część słuchaczy oczywiście zostało w Sali, aby poćwiczyć wreszcie pilates, również z zachowaniem wszelkich środków ostrożności, czyli odstępów między matami. Oczywiście nie mógłby się tak zakończyć ten wspaniały dzień, gdybyśmy tradycyjnie nie udali się do kawiarni i tam kawka, rozmowy, ploteczki…… 

  

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z ostatniego zaplanowanego online wykładu Piotra Kociszewskiego o wiejskim życiu.  1.07.2020 r.

W poniedziałek 29 czerwca słuchacze UOTW spotkali się na ostatnim z zaplanowanych wykładów online pana Piotra Kociszewskiego. Akurat był to dzień imienin Piotra, więc zanim potoczyło się opowiadanie o wiejskim życiu w Polsce, popłynęły życzenia od wdzięcznych seniorów. Pierwszy slajd pokazał sielski idylliczny krajobraz wiejski i nastąpiło stwierdzenie, że wiejskość to co innego niż miejskość. A dalej definicje wsi i ich układy przestrzenne oraz cechy terenów. Odczuwanie dziedzictwa polskiej wsi daje turystyka wiejska, którą obrazuje piramida. Patrząc historycznie, tradycje wypoczynku to letniska, na które można było wyjeżdżać koleją warszawsko-wiedeńską i wąskotorową nadwiślańską, popularne były też wczasy pod gruszą. Już od jakiegoś czasu tereny wiejskie przekształcają się dostosowując je do ściągania turystów. Tworzone są odpowiednie hasła zachęcające potencjalnych chętnych do przybywania na tereny wiejskie. Kuszeni są atrakcjami kulinarnymi, aktywnością fizyczną, możliwością wędkowania, grzybobrania czy spędzania czasu w siodle. Na jednym ze slajdów pokazano kluczowe komponenty turystyki kulinarnej. Wiele wsi w Polsce specjalizuje się w różnych dominujących dla siebie elementach i te reklamuje, organizując dni związane z danym produktem. I tak jest dzień ogórka we wsi Kruszewo, w innych święto fasoli czy  chleba. Na Mazowszu można znaleźć wiele szlaków tradycji. Otóż wsie mają np. swoje charakterystyczne potrawy. Na Kurpiach i w Podlaskiem są one bardzo proste. Potrawy z doliny rzeki Wisły to np. siuforek, czyli zupa rybna, w regionie Urzecze od Saskiej Kępy po Górę Kalwarię wykonywana jest z ryb rzecznych z warzywami. Piękno wsi polskiej lubili uwieczniać malarze, między innymi Józef Chełmoński, pokazując ją w różnych ujęciach i aspektach. Następna ścieżka tematyczna to wieś tańczy i śpiewa, czyli zespoły, które wykonują muzykę ludową, czy zespoły pieśni i tańca.  I jeszcze jedna ścieżka to rękodzieło. W całym kraju, a nawet poza granicami znane są koronki koniakowskie. Inna ciekawa inicjatywa pojawiła się pod Dąbrową Tarnowską we wsi Zalipie. Tam przyozdabia się domy, wnętrza, piece, sufit, ściany czy meble. Malowane są we wzory nawet psie budy. Na Podlasiu natomiast jest kraina otwartych okiennic, gdzie są domy drewniane stojące szczytem do drogi i wyróżniające się pięknie pomalowanymi okiennicami. Na jednym ze slajdów widać też pięknie pomalowaną kolorową Cerkiew. Może też być wieś bociania, która została zauważona przez europejską organizację i znajduje się w dorzeczu rzeki Narew. W wielu regionach w Polsce utworzono wspaniałe skanseny wsi, czyli muzea na wolnym powietrzu. Można takie zwiedzić niedaleko Trójmiasta w miejscowości Wdzydze Kiszewskie, czy w Skansenie Wsi Kurpiowskiej w Nowogrodzie nad Narwią, Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, skanseny w Sierpcu, w Tokarni, w Kuligowie Sanoku, Nowym Sączu, czy pod Radomiem. Wykład zakończył się pięknymi sentencjami. Jedna z nich to: "Ten kto żyje widzi dużo, ten kto podróżuje widzi więcej". Jeszcze raz słuchacze podziękowali panu Piotrowi za ten i wszystkie poprzednie wykłady. Mieli nadzieję, że już niedługo będą mogli na własne oczy podziwiać wszystkie regiony naszego kraju, o których tak ciekawie opowiadał pan Piotr Kociszewski.   

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu Joanny Stanowskiej o mózgu, rodzajach pamięci i diecie.                                   25,06,2020 r.

W środę 24 czerwca odbyły się ostatnie zajęcia online z panią Joanną Stanowską. Połączyło się ok. 20 osób. Tym razem odeszliśmy od warsztatów, aby wysłuchać wykładu na temat rodzajów pamięci, funkcji płatów kory mózgowej oraz na koniec pewnych porad żywieniowych.

 A więc najpierw rodzaje pamięci:

Długotrwała to wspomnienia z przeszłości, a zasada zapamiętywania na długo wiąże się z emocjami. Są to zdarzenia, które wzbudziły zainteresowanie, czy irytację lub aktywność. Wydarzenia, które przyjmujemy z obojętnością, nie powodują zapamiętania.

Krótkotrwała to zdarzenia ostatnie, najświeższe, codzienne. 20 sekund  to czas ich przechowywania.

Sensoryczna zwana pamięcią ultrakrótką przechowuje dokładne cechy bodźców zmysłowych przez kilka sekund. Jest to wstępny magazyn pamięci, następuje klasyfikacja i część informacji przechodzi do krótkotrwałej lub długotrwałej.

Epizodyczna przechowuje epizody z życia jednostki, czyli ślady pamięciowe na temat zdarzeń mających swoją lokalizację przestrzenną i czasową. Są to wspomnienia wraz z kontekstem dotyczące miejsc i okoliczności.

Semantyczna to pamięć faktów o obiektach świata czy wydarzeniach lub znaczenia słów. W pamięci tej przechowywane są też ogólne prawa, wzory, reguły gramatyczne.

Proceduralna czyli ruchowa, związana z pamiętaniem o sposobie wykonywania czynności. Jak coś zrobić i wiedzieć, że musi się coś wykonać. (umiejętność jazdy na rowerze czy pływania.)

A teraz o funkcjach kory mózgowej:

Płat czołowy umożliwia zdolność do świadomego myślenia, poczucia tożsamości. umożliwia kontrolowanie myśli, zachowań czyli odpowiada za funkcje wykonawcze.

Płat ciemieniowy odpowiada za możliwość umiejscowienia elementów w przestrzeni. Rozumienie pojęć abstrakcyjnych, języka symbolicznego, odpowiada za wrażenia czuciowe . Tylne części płatów kontrolują ruch.

Płat potyliczny związany jest ze zmysłem wzroku i odpowiada za skojarzenia wzrokowe.

Płat skroniowy to obszar odpowiedzialny za słuch i rozumienie mowy, rozpoznawanie obiektów czy analiza zapachów.

Czasami odczuwamy bóle niektórych części głowy. Aby temu zapobiec, należy masować delikatnie miejsca czoła, skroni, potylicy, za uszami, co widać na zdjęciach z zajęć. Ciało ludzkie zawiera 65% wody, a traci przez godzinę 2%. Tak więc należy ją uzupełniać przez cały dzień.  Pani Joanna na koniec wykładu udzieliła nam kilku porad żywieniowych.

Należy całkowicie z diety wyeliminować nabiał, gdyż zalega on w jelitach. Należy wykluczyć z diety potrawy smażone. Tłuszcz jest ważny, transportuje w organizmie witaminy. Konieczne w diecie białko którego nie przedawkujemy, szczególnie wskazane dla mózgu, (tuńczyk, śledź, halibut, łosoś soczewica, soja, z mięs ptaki, ale i baranina czy cielęcina, potem dynia, biała fasola, groch, jajka, kasza gryczana, mak).  Obcinamy węglowodany. Pani Joanna zaleciła również probiotyki. I na tym zakończył się ostatni czerwcowy wykład pani Stanowskiej, obfitujący w wiele interesujących dla seniorów informacji. 

 

  

 

 

 

 Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu online pana Piotra Kociszewskiego o zabytkach techniki i innych skarbach.   23.06.2020 r.

W poniedziałek 22 czerwca odbył się już przedostatni wykład online pana Piotra Kociszewskiego z cyklu "Podróże małe i duże". Dzisiaj była mowa o zabytkach techniki i innych skarbach. Zameldowało się około 25 osób, co jak na już zaczynający się okres wakacyjny, wcale niemało.  Dzisiaj nie było już zakłóceń w połączeniu, temat interesujący, zresztą jak zwykle, więc godzina bardzo szybko minęła. Okazało się, że w Polsce jest bardzo wiele zabytków techniki i to tak na lądzie jak i pod ziemią. Na pierwszym slajdzie wymienionych jest kilka ich rodzajów, natomiast kolejny wyjaśnia 5 głównych pojęć stosowanych w turystyce industrialnej. Dawne miejsca przemysłowe stają się interesujące, co uruchamia obiekty turystyczne. Szlak zabytków techniki wiedzie przez woj. Śląskie od Częstochowy przez Zagłębie i na południe Bielsko, Żywiec. Kolejny slajd to wachlarz tematów, które będą omówione. I tak jesteśmy w Górach Świętokrzyskich na przedpolu Zamek w Chęcinach. Tam były kamieniołomy. U stóp gór dymiło wielkie centrum metalurgiczne. Żelazo wytapiano za pomocą dymarek. Dziś muzeum starożytnego hutnictwa. W Nowej Słupi pokazują jak się wytapiało żelazo za pomocą pieców ziemnych. Podobne ślady starożytnego hutnictwa na Mazowszu zachodnim w Brwinowie w okolicach Pruszkowa. Tam również obecnie Muzeum Hutnictwa Starożytnego. W północnej części woj. Świętokrzyskiego w dolinie rzek Czarnej i Kamiennej od czasów rzymskich, potem w średniowieczu rozciągało się staropolskie zagłębie przemysłowe. Te dwie rzeki uważane były za najbardziej "pracowite" w Polsce – transport, napędzanie kół młyńskich, procesy schładzania. Stanisław Staszic był propagatorem i przyczynił się do rozwoju tego miejsca. Założył w Kielcach Akademię Górniczą. Kolejny element z wachlarza tematów to kopalnia w paski, a efektem wydobycia to biżuteria z krzemienia pasiastego. Jubilerzy z Sandomierza, maja zawieszki, naszyjniki, pierścionki i inne precjoza z tego kamienia. Odkryto neolityczne kopalnie krzemienia pasiastego – krzemionki opatowskie. Górnicy w takich kopalniach pracowali w niełatwych warunkach. Było tam aż 3000 szybów. Te kopalnie są na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Górnicze ryzyko to kolejny podtemat i widzimy, że faktycznie w kopalniach bardzo często zdarzały i zdarzają się różne katastrofy. Jedna z największych to w 1941, gdzie zginęło 187 górników. Obecnie niektóre kopalnie przekształcane są w muzea górnictwa i wówczas można zjeżdżać na różne poziomy i chodzić po dawnych wyrobiskach. Kolejne górnictwo, to górnictwo kruszców, głównie soli w Wieliczce gdzie jest kaplica św. Kingi, węgierskiej żony ks. Bolesława Wstydliwego, czy w Bochni. Te kopalnie można zwiedzać, są tam muzea multimedialne, ale też uzdrowiska, gdzie kuracjusze poddawani są inhalacjom. Kopalnia w Kłodawie w woj. wielkopolskim jest młodsza od pozostałych, ale również do zwiedzania, pomimo jeszcze wydobywanej stamtąd soli. Inne kopalnie to złota w Złotym Stoku, czy zabytkowa kopalnia srebra w Tarnowskich Górach, która również jest trasą turystyczną. Rzeka Wisła i jej dopływy też nie próżnowały. Statkami odbywał się transport zboża do Gdańska. Stary Żuraw z 1442 roku, a po przeciwnej stronie Motławy spichlerze. Nie tylko Gdańsk może poszczycić się takimi budynkami, bo występują także w Toruniu, obecnie wyremontowany jest hotelem i restauracją czy w Kazimierzu Dolnym to Muzeum Przyrodnicze. No i przechodzimy do następnego tematu z wachlarza -Manchester i Hollywood, czyli kiedyś wielka przemysłowa włókiennicza Łódź i jednocześnie wielkie produkcje filmowe właśnie w tym mieście. Miasto w mieście tzw. Księży Młyn które zostało wybudowane przez fabrykanta Scheiblera, czyli oprócz zespołu fabryk włókienniczych i pałacu powstały domy z mieszkaniami dla robotników, szkoła czy szpital (zresztą czynny do dnia dzisiejszego). Kompleks ten poddawany jest obecnie rewitalizacji i rewaloryzacji, bo domy i lofty po rekonstrukcji sprzedawane są jako mieszkania, natomiast dawne fabryki i pałac to muzea. Ulica Piotrkowska, reprezentacyjna ulica Łodzi, jedna z najdłuższych w Europie licząca ok. 4,2 km i stanowiąca oś centralną, wokół której rozbudowywało się miasto. Kiedyś głównie handlowa, teraz są tam hotele, restauracje, kawiarnie, ale i bardzo dużo pięknych odrestaurowanych kamienic. Nieopodal powstało również nowoczesne centrum biznesowe z planetarium, multimedialnym muzeum i nowoczesnym dworcem kolejowym. Natomiast centrum handlowe Manufaktura to zrewitalizowany  pałac i fabryka Izraela Poznańskiego kolejnego fabrykanta, jednego z trzech "królów bawełny". Obecnie obok centrum handlowego mieści się tam MS2 czyli Muzeum Sztuki Współczesnej, liczne restauracje, kawiarnie, hotele, wesołe miasteczko z karuzelami. Jest to obok ulicy Piotrkowskiej najczęściej i najliczniej odwiedzana przez turystów jak i miejscowych część miasta. I ostatni z wielkiej trójki łódzki przemysłowiec pierwszej fabryki włókienniczej o napędzie parowym w Królestwie Polskim, to Ludwik Ferdynand Geyer, obecnie na całym terenie fabryki jest dworek z ogrodami jego imienia. Ostatni omówiony temat, to statkiem po trawie – rzeczywiście w północnej Polsce po kanale Ostródzko-Elbląskim statki w pewnym momencie przemieszczają się po trawie, zniwelowano różnice poziomów, są śluzowane pochylnie. Z Buczyńca do Elbląga można płynąć ok. 5 godzin. A teraz kilka słów o kolei – pociągi XIX wieczne to głównie kolej warszawsko-wiedeńska. Obecnie w Wolsztynie działająca parowozownia, w Skierniewicach dworzec carski z parowozownią. Najdłużej działały linie wąskotorowe, które prowadziły wokół dużych miast np. wokół Warszawy jeździły dwie. Jedna to grójecko-piaseczyńska, druga to wilanowska. Obecnie różne dawne linie wąskotorowe są atrakcjami turystycznymi. Organizuje się wycieczki drezynami, czy ciuchciami. Kończąc pan Piotr zaznaczył, że niestety w Polsce jeszcze bardzo dużo naszego dziedzictwa narodowego należy rewitalizować czy rewaloryzować. I tak skończył się ten bardzo interesujący wykład.

 

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Ćwiczymy wyraźną wymowę i zmuszamy mózg do pracy - warsztaty z panią Joanną Stanowską    17.06.2020 r.   

W środę 17 czerwca odbyły się warsztaty online z panią Joanną Stanowską, na których głównie wszyscy ćwiczyli wyraźną wymowę. Ale najpierw woda do picia stojąca blisko i długi wdech przez nos, a wolny wydech przez usta. Potem rozciąganie boczne, to znaczy ręka prawa trzyma za siedzenie krzesła na którym siedzimy, natomiast głowę przechylamy w lewo. Potem odwrotnie. Następnie głowa delikatnie w tył i wdech, głowa w dół i wydech. Ćwiczenia te wykonujemy spokojnie. Teraz ruch głową w przód i w tył, taki jak wykonuje wysuwana i wsuwana szuflada. Na koniec tego rozruchu rozluźnienie – kilka ruchów głową. I już mamy przed oczami prezentację. Najpierw znane już nam ćwiczenie wymowa (śpiewamy) z ruchem, czyli BIM, BOM, BIRI. Kolejne to szybkie czytanie w poziomie dwuliterówek z akcentowaniem kolejnych elementów. Potem czytanie w pionie i również kolejno akcentowane elementy. Następna tablica i zadanie podobne. Chętni zgłaszają się do samodzielnego czytania. I trzecie zadanie. Składanie tych dwuliterówek jest coraz bardziej kłopotliwe. Ćwiczymy nawet z dołu do góry oczywiście akcentując zamiennie. A teraz po lewej stronie tablicy po trzy litery. Dokładamy po kolei poszczególne samogłoski na początku tych składanek. Staramy się czytać w dosyć szybkim tempie. Następne ćwiczenie to dobieranie wyrazów podzielonych na dwie części. Robimy to grupowo i dzięki temu czas jest znakomity. Na koniec wspaniałe ćwiczenie wymowy – szybkie czytanie trudnych do wymówienia słów w śmiesznych wierszykach. Super zabawa. I niestety skończył się czas zajęć. Chyba dzisiaj każdy nie tylko poćwiczył sprawne i wyraźne mówienie, ale i naprawdę mózg musiał pracować, a jednocześnie chyba uczestnikom poprawił się nastrój (taką mam nadzieję, bo ja zakończyłam spotkanie w bardzo dobrym humorze).  

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu Piotra Kociszewskiego o mniejszościach narodowych i etnicznych w Polsce.   15.06.2020 r.

W poniedziałek 15 czerwca odbył się wykład online pana Piotra Kociszewskiego, który był kontynuacją tematu z poprzedniego poniedziałku. Omawiano kolejne mniejszości narodowe i etniczne, zamieszkujące w Polsce obecnie. Mapa obrazowała rozmieszczenie tych mniejszości, natomiast kolejny slajd na prezentacji pokazywał jak chrześcijaństwo ulegało przez wieki klasyfikacji wyznań. Wieś Wojnowo na Mazurach została założona w 1832 roku przez rosyjskich staroobrzędowców i tam pozostało wiele zabytkowych budowli, takich jak cerkiew, monaster czy świątynia Wschodniego Kościoła Staroobrzędowego. Na Suwalszczyźnie można spotkać ludność litewską. Na tych terenach wszystkie nazwy urzędów, czy miejscowości występują w dwóch językach. Spotyka się tam wiele kapliczek, świątków, krzyży, można też uraczyć się tam daniami kuchni litewskiej, takimi jak kartacze czy sękacze. W miejscowości Puńsk działa Dom Kultury Litewskiej. A teraz prześledzimy  grupę etniczną Romów, którzy nigdy nie mieli swojego państwa i są ostatnimi koczownikami Europy. Badania potwierdziły ich indyjskie pochodzenie. W czasie II wojny światowej Niemcy wymordowali pół miliona Romów. Od 60-tych lat ubiegłego wieku żyją oni w skupiskach stałych, w konkretnych ośrodkach. W Tarnowie jest Muzeum Etnograficzne poświęcone Romom. Kolejni osadnicy nazwani Olędrami szerzej opisywał jeden ze slajdów. Na ziemiach polskich mieszkali też Mennonici w dolinach rzek, szczególnie na terenach Żuław Wiślanych. Domy budowali tak, aby wezbrane rzeki co jakiś czas mogły je oczyścić. Skansen Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim poświęcony jest kulturze Olędrów, związanej z mennonityzmem i luteranizmem. Prace nad utworzeniem skansenu prowadziło Muzeum Mazowieckie w Płocku. Kolejny slajd na prezentacji pokazanej przez prowadzącego, to Kościół Pokoju w Świdnicy na Dolnym Śląsku, świątynia zbudowana w czasach Habsburgów. Jest ona największą świątynią barokową. Na grafice z lotu ptaka, widać było wyremontowane budynki i świątynię o szachulcowym wyglądzie. W środku barokowe wyposażenie, budowla piętrowa, gdzie mieści się kilka tysięcy wiernych. Ma też dwie pary organów, barokowe piękne malowidła. Jedyny mankament, to brak ogrzewania, dzięki czemu jednak to piękne sanktuarium wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO utrzymuje swoje piękno do dzisiaj. Kolejny klejnot to synagoga w Tykocinie, a właściwie w centrum dzielnicy żydowskiej Kaczorowa. Budynek reprezentuje typ bożnicy dziewięciopolowej z bimą kaplicową. Mogło w niej modlić się nawet tysiąc osób. Dziś w tykocińskiej synagodze mieści się muzeum ze stałą ekspozycją judaików. W Białymstoku mieszkała duża społeczność żydowska – wystawiony jest pomnik. A teraz o społeczności tatarskiej. Pochodzili z obszarów Mongolii wyznawcy islamu. Na ziemie polskie dostali się przez Litwę. Służyli w wojskach polskich, byli to ułani. Zasiedlili ziemie woj. Podlaskiego i Studzianki w woj. Lubelskim. Wieś Kruszyniany została nadana Tatarom przez króla Jana III Sobieskiego. Osadzeni muzułmanie, zwani Lipkami, walczyli po stronie Polski w wojnie z Turkami. Społeczność tatarska po osiedleniu się zbudowała meczet, jak wszystkie odwrócony w kierunku Mekki, Wygląda jak kościół katolicki, a na wieżyczkach są jednak półksiężyce. W środku jest sala dla mężczyzn i inna dla kobiet. W meczecie zdejmuje się buty. Wieś Kruszyniany liczy sobie kilka rodzin, natomiast na modlitwy przyjeżdżają Tatarzy z innych wsi. Raz w roku 8 sierpnia w Kruszynianach trwają obchody święta Sabantuj, gdzie odbywają się koncerty, gry i zabawy oraz serwowane są produkty kuchni tatarskiej, która jest tłusta i ciężka. I tak zakończył się wykład, który niestety tym razem był momentami zakłócany zanikiem sieci. Po podziękowaniu wykładowcy, słuchacze jeszcze jakiś czas rozmawiali ze sobą.  

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Dzisiejsze warsztaty online z panią Joanną Stanowską (10 czerwiec 2020 r.)          10.06.2020 r.

W środę 10 czerwca 2020 roku chętni słuchacze spotkali się online z panią Joanną Stanowską. Przed rozpoczęciem właściwych zajęć, jak zwykle wszyscy witają się ze sobą i prowadzą luźne rozmowy. Po 11-tej rozpoczyna się już oficjalne spotkanie, na którym najpierw chętni czytają pracę, która była do zrobienia w domu. Potem kolejne ćwiczenia dłoni. Można je prześledzić na zdjęciach (print screen), poniżej. Kiedy dłonie i ręce były przećwiczone, następnie przyszła kolej na twarz i jak widać na zdjęciach było oklepywanie, szczypanie, granie palcami po twarzy i wszystkie te zabiegi raz jedną, raz drugą ręką, a potem obiema. I kolejne ćwiczenie to rozruch mięśni twarzy, ust, oczu. A teraz szybkie przypomnienie kolejnych samogłosek i już wymawiamy następujące zestawy liter dodając poszczególne samogłoski:

KRa, KRe, KRi, KRo, KRu.  

KPa, KPe, …..

PKa, KPe, …..

WRa, Wre, ……

CZRa, CZRe, …..

(Trzeba wyraźnie wymawiać literkę R, proszę poćwiczyć, dobra zabawa i nie tylko.)

Na koniec pani Joanna poradziła nam, aby śpiewać jak najwięcej, bo dzięki temu człowiek żyje dłużej, a jest to uzasadnione głębokimi, pełnymi oddechami i rozluźnianiem mięśni. Oczywiście zakończyliśmy spotkanie śpiewając i wykonując odpowiednie ruchy, czyli :

Bim, Bom, Biri, Biri, Bom, Biri, Biri, Bom, Bim, Bom, ……..

Podziękowanie prowadzącej i chwila rozmów, po czym pożegnanie i rozłączyliśmy się, do poniedziałku, kiedy to spotkamy się na wykładzie pana Piotra Kociszewskiego.

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład online Piotra Kociszewskiego o mniejszościach etnicznych i narodowych w Polsce. 09.06.2020 r.     

W poniedziałek 8 czerwca spotkaliśmy się na wykładzie online z panem Piotrem Kociszewskim. A mowa była o polskich terenach zamieszkałych przez mniejszości etniczne i narodowe, omówiono też wątek kulturowy. Uczestniczyło ok. 30 osób. W Polsce wyróżnia się ok. dziewięciu mniejszości narodowych, między innymi żydowską, ukraińską, niemiecką, ormiańską, czy mniejszości etniczne takie jak romską, tatarską, łemkowską czy karaimską. Było wiele procesów generujących powstawanie mniejszości i tu należy wymienić między innymi zmiany granic, kolonializm, akcje osiedleńcze czy migracje w różnych celach. Obecnie Polska jest zaliczana do państw jednolitych pod względem narodowościowym, etnicznym czy religijnym. Na wyspie Wolin założona została współczesna osada Wikingów i co roku organizowany jest Wielki Festiwal Wikingów. Na Mazurach żyły plemiona pogańskie, plemię Galindów, a ich ziemia zwana była krainą Galindów. Obecnie mieści się tam ośrodek turystyczny. W Sanoku stworzono skansen, rekonstrukcję miasteczka galicyjskiego. W ramach przesiedleń o nazwie "Operacja Wisła" wyemigrowało z okolic Podkarpacia i Beskidów setki tysięcy ludzi na ziemie odzyskane. Rdzenna ludność była wypędzana. Na mapach Polski zobaczyliśmy gdzie są skupiska mniejszości. Wielokulturowość występuje na Podlasiu, szczególnie w miejscowości Hajnówka i głównie jest to mniejszość białoruska. Mają tam swoją wiarę, obrzędowość czy swoją kuchnię. Na Podlasiu można spotkać wiele pięknych kolorowych cerkwi, które powstały w XIX i XX wieku na miejscu zniszczonych. Wewnątrz przedsionek, nawa główna i ikonostas zwany Wrotami Carskimi lub Królewskimi, a za nimi prezbiterium. Przez wrota może przechodzić tylko odprawiający liturgię. W Białowieży ikonostas z czasów carskich jest jedynym w Polsce wykonanym z chińskiej porcelany. Największa i o niesamowitych kształtach jest cerkiew w Białymstoku. W górach na Grabarce cerkiew po pożarze, została odbudowana już nie drewniana, tylko murowana, obłożona drewnem. W Supraślu natomiast  powstała w 1501 roku obronna cerkiew Zwiastowania NMP. Przez wiele lat monastyr zmieniał się w szkolę rolniczą, w czasie wojny w koszary radzieckie, wreszcie w 1944 Niemcy go wysadzili. Odbudowany powrócił w ręce mnichów prawosławnych, a część ikon zachowała się, w mocno zniszczonym stanie. Obecnie sprowadzeni artyści z Serbii rozpisują ikony od nowa. Temat nie został wyczerpany i pan Piotr obiecał na kolejnych zajęciach kontynuację. Wykładowca otrzymał podziękowanie, a potem słuchacze jeszcze rozmawiali, jak to zwykle po zajęciach.  

 

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

"Analogie" to wykład i warsztaty z panią Joanną Stanowską.         3.06.2020 r.

W środę 3 czerwca odbył się wykład jak i warsztaty prowadzone przez Joannę Stanowską, oczywiście online. Tym razem zebrało się ok. dwudziestu kilku osób. Pierwsza część spotkania to dyskusja oparta na tym, co było pracą domową. Kilka osób opowiedziało o swoim śnie i okazało się, że te osoby które zabierały głos nie mają problemów ani z usypianiem, ani z budzeniem się w nocy, a rano wstają wypoczęte. I tak powinno być. Rada od jednej z koleżanek to usypiać z formułką – "Będzie dobrze", a budzić się z "Jest dobrze". Od pani Joanny dowiadujemy się, że sny są pamiętane, jeżeli występują na max 30 minut przed obudzeniem i zwykle nie trwają dłużej w ciągu całej nocy niż właśnie pół godziny. 

Krótkie przypomnienie tematu z przed dwóch zajęć, którym był – "Skojarzenia". Teraz kontynuujemy, ale bardziej zaawansowany sposób, a są to "Analogie". Rozpoczął się wykład z prezentacją, którą słuchacze otrzymali już po chwili od zakończenia zajęć. Najważniejsze, aby zrozumieć czym jest ta analogia i do czego służy. Przede wszystkim pobudza procesy myślowe, tworząc nową jakość. Dokładną definicję zawiera prezentacja. Pojawiły się ćwiczenia, a więc zaczynamy warsztaty. Pierwsze, które przytoczę to należało znaleźć analogię do zdania: Twórczy senior jest jak……, ponieważ…… (należy zawsze uzasadnić swoją analogię). Jedna z koleżanek znalazła następującą analogię: Twórczy senior jest jak zardzewiała kłódka, ponieważ wystarczy ją naoliwić. Padały kolejne analogie, potem kolejne zadania do wykonania. Na koniec jak zwykle praca domowa. Tym razem dwa ostatnie z prezentacji ćwiczenia. Trzeba pogłówkować.

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Zamki jak Polska długa i szeroka. Spotkanie z Piotrem Kociszewskim          1.06.2020 r.

W poniedziałek 1 czerwca grupa 37 słuchaczy naszego UOTW zgłosiła się do wspólnego uczestniczenia w wykładzie online pana Piotra Kociszewskiego. Tematem były polskie zamki. Jak zwykle zanim rozpoczął pan Piotr koleżanki i koledzy witali się ze sobą, zadowoleni z możliwości wirtualnego widzenia i słyszenia. Po rozpoczęciu wykładu, jak zwykle mikrofony zostały wyłączone i wszyscy skupili się na bardzo ciekawym temacie. A ponieważ pierwszy czerwca to dzień dziecka, na wstępie slajdy pokazały zamki z piasku, czy zamek z filmów Disneya, który odzwierciedlał zamki bawarskie. Jeden z piękniejszych, bajkowych zamków w Polsce to zamek w woj. opolskim w Mosznej, który był ośrodkiem leczenia nerwic, obecnie udostępniony zwiedzającym, gdzie odbywają się też plenery malarskie, koncerty, mieści się tam hotel. Należało zdefiniować pojęcie zamek. Okazało się, że jest kilka definicji, które pokazane zostały na prezentacji ale także wiele podziałów z różnych względów, do czego mogły one służyć oraz jakie były ich charakterystyczne cechy. Po tych podziałach zostały omówione grupy zamków występujących w Polsce, a mianowicie warownie krzyżackie, najpiękniejsze Orle Gniazda, śląskie rezydencje obronne, warownie na błoniach Mazowsza, strażnice w chmurach i wreszcie zamki dzisiejsze, czyli budynki użyteczności publicznej, takie jak apteka w Lublinie ufortyfikowana, czy sklep spożywczy z wieżyczkami. I tak zakończyło się spotkanie z polskimi zamkami, które są w różnym stanie. Jedne odrestaurowane i udostępnione do zwiedzania, inne zamienione na hotele, jeszcze inne niestety zniszczone. Koniec spotkania jak zwykle zdominowały rozmowy przyjaciół i pożegnano się do środy.

 

  

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład online pani Joanny Stanowskiej "Sen a jakość życia"    27.05.2020 r

"Sen a jakość życia" to wykład pani Joanny Stanowskiej, który odbył się online w środę 27 maja. Na zajęcia przybyło wirtualnie ok. 30 osób. Przed rozpoczęciem spotkania oficjalnego, słuchacze witali się ze sobą i prowadzili, jak to było zwykle w realu, luźne rozmowy towarzyskie. O 11-tej pani Joanna rozpoczęła zajęcia prośbą o przedstawienie tego, co zastało zrobione jako praca domowa. Kilka osób było chętnych do pochwalenia się swoimi rezultatami ćwiczeń na skojarzenia. Było miło być pochwalonym za odrobienie pracy domowej. Potem nastąpiło ćwiczenie koordynujące słowo z gestem – czyli nauka piosenki, której słowa zmuszały do wykonywania określonych ruchów rąk, o czy była mowa na poprzednich zajęciach. Kiedy już nieźle słuchaczom szło, rozpoczął się wykład o wszystkim, co seniorzy powinni wiedzieć na temat snu i jego wpływowi na jakość życia. Pokazywana była prezentacja, która zostanie przesłana, aby każdy mógł jeszcze raz przeczytać najważniejsze tezy tej bardzo szerokiej wiedzy. Została również zadana praca domowa, tym razem oczywiście związana ze snem. Otóż każdy ma prowadzić swój dziennik snu, który powinien być wypełniany codziennie rano. Ma się tam znaleźć opinia na temat jak się spało, czy się coś śniło i jak się czujemy rano, czy jesteśmy wypoczęci czy też nie. I tak zakończyło się spotkanie z panią Joanną, a słuchacze jeszcze chwilę porozmawiali już prywatnie i obiecali spotkać się online w poniedziałek, przy okazji wykładu pana Piotra Kociszewskiego.   

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Wykład online pana Piotra Kociszewskiego na temat "Przyroda wokół nas"      25.05.2020 r.

W poniedziałek 25 maja 2020 roku o godzinie 11-tej, słuchacze UOTW zgromadzili się przed swoimi komputerami lub smartfonami i wchodząc we wcześniej podany link znaleźli się na spotkaniu online, gdzie pan Piotr Kociszewski opowiadał o przyrodzie wokół nas. Padło bardzo trafne zdanie: człowiek bez przyrody żyć nie może, a przyroda bez człowieka świetnie sobie radzi. Można potwierdzić tę maksymę w czasie pandemii, kiedy to zwierzęta spacerowały po chodnikach miast, a ludzie musieli przebywać w tym czasie w domach. Omówiono historię ochrony przyrody w Polsce, po czym podany został podział na walory przyrodnicze, na grupy bez ingerencji człowieka czy utworzone przez człowieka lub dowartościowane przez człowieka. Wymienione zostały formy ochrony przyrody. I dalej pan Piotr omówił Polskie Parki Narodowe z ich charakterystycznymi cechami – florą i fauną. Następnie formy utworzone przez człowieka i wreszcie muzea przyrodnicze, palmiarnie czyli formy dowartościowane przez człowieka. I na tym zakończyło się spotkanie z przyrodą, która nas otacza.  Potem kiedy już słuchacze pozostali sami, mogli porozmawiać, niestety online, ale widząc się, jak to się zwykle działo, kiedy po wykładzie w OSiRze lub w Zamku Królewskim,  grupami szli do kawiarni i na gorąco omawiali tak wykład jak i sprawy dotyczące każdego z nas.

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wspomnienie o Agnieszce Łukasiuk i Tadeuszu Kapeckim                                            25.05.2020 r.

Pani Agnieszka Nowińska napisała piękne wspomnienie o dwojgu wspaniałych ludziach, którzy rok temu nagle zmarli, poniżej jej wspomnienie:

Rok temu to był - wydawałoby się - zwyczajny maj. Było słonecznie i ciepło. I wtedy, w tym pięknym maju, nagle, odeszło od nas dwoje naszych Przyjaciół: Agnieszka Łukasiuk i Tadeusz Kapecki. I od tej chwili wszystko już jest inaczej. I nigdy już nie będzie takie jak wcześniej. Pustka jaką po sobie zostawili jest prawdziwą, realną pustką. Nie jest tylko frazesem w krótkim wspomnieniu... Brakuje nam Was.
Rok wcześniej, 1 maja 2018, poszliśmy wszyscy razem oglądać wschód słońca na Popielarzach. Siedzieliśmy na łące i czuliśmy się jak 18-latkowie, u których stóp jest cały świat. A ten nasz "cały świat" zamykał się w magicznym Bugu, metafizycznych nadbużańskich łąkach i - przede wszystkim - spotkaniu z drugim człowiekiem. To spotkanie nadawało naszemu codziennemu życiu tego specjalnego czegoś... A teraz - bez Agnieszki i bez Tadzia - to "specjalne coś" jakoś nam umyka.
Dzisiaj - 25 maja 2020 - o godz. 18.30 w kościele w Kuligowie odbędzie się Msza św. w intencji Tadzia i Agnieszki. Jeśli ktoś może, zdąży - zapraszamy. Jeśli nie możecie, wspomnijcie dzisiaj przez chwilę tych dwoje pięknych kuligowskich Aniołów.

Ja pozwoliłam sobie również wspomnieć tych wspaniałych ludzi.

Agnieszkę i Tadeusza wspominamy z wielkim rozrzewnieniem. Spotkaliśmy się z nimi jako słuchacze UOTW, przy projekcie "Cienie przeszłości" w ramach "Niepodległa". Pracowaliśmy ciężko i wyniki były wspaniałe, zakończone wspólnym występem na scenach w Kuligowie, Trojanach, Dąbrówce i w Warszawie. Zaprzyjaźniliśmy się i jeszcze kilkakrotnie już później spotykaliśmy się prywatnie. Jak grom z jasnego nieba spadła na nas wiadomość o śmierci tych dwojga przemiłych ludzi. A to już minął rok, jaki smutny.

Autor tekstu Agnieszka Nowińska i:Barbara Wałachowska-Słomka zdjęcia Agnieszka Nowińska

 

Zajęcia online z panią Joanną Stanowską - skojarzenia, koordynacja ruchowa           20.05.2020 r.

W środę 20 marca odbyły się zajęcia online z panią Joanną Stanowską, w których uczestniczyło wiele osób. Tym razem mogliśmy widzieć nie tylko prowadzącą, ale i koleżanki, jak i kolegów, którzy wykonywali różne ćwiczenia dłońmi, a pokazywała je oczywiście pani Joanna. Najpierw zostały powtórzone te z poprzednich zajęć, a następnie ćwiczyliśmy nowe. Tym razem nie przypomnę Państwu, jakie były to ćwiczenia, bo prowadząca poleciła zapamiętać i powtarzać w domu to, co pamiętamy. Kolejne ćwiczenie były na koordynację słowa z gestem. Ale to przypomnę, bo na następnych zajęciach pojawi się piosenka, więc trzeba zapamiętać jakie słowo, do jakiego gestu. A więc:

bim – klaszczemy,

bom – pstrykamy palcami

biri – dłonie na ramiona

I praca domowa na skojarzenia. Już wysłałam Państwu prezentację z trzema zadaniami, które mamy wykonać na następne zajęcia.

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu, który odbył się online, pana Piotra Kociszewskiego o górach i połoninach.     19.05.2020 r.

W poniedziałek 18 maja odbył się wykład online pana Piotra Kociszewskiego, który opowiadał o polskich górach i połoninach. Tym razem przed komputerami zgromadziło się aż 50 słuchaczy. Jednym słowem frekwencja i co za tym idzie zainteresowanie wzrasta. Jedna godzina wykładu, a temat szeroki, to niestety możliwość przekazania wiedzy w pigułce. Ale ponieważ wykładowca doświadczony, opowiedział o wszystkich pasmach naszych gór i o tym, co najważniejsze w każdym z tych regionów. Dowiedzieliśmy się, że turysta - ceper to według górali nieprzygotowany żółtodziób z nizin. Omówione szczegółowo zostały wszystkie pasma gór polskich, czyli Góry Świętokrzyskie, Karpaty i Sudety. Jak się dowidzieliśmy Góry Świętokrzyskie są najstarszym wypiętrzeniem i powstawały w orogenezie hercyńskiej natomiast wszystkie pozostałe w alpejskiej. Na jednym ze slajdów widać Górę Zamkową w Drohiczynie z legendą jej otwierania, a kolejny slajd to Święta Góra Grabarka, gdzie stawiane są krzyże, które mają zbawiać i chronić. Oglądamy pasmo gór Świętokrzyskich – Łysogóry ze szczytem Łysicą, a po prawej maszt krzyża na Łyścu i Świętokrzyski Park Narodowy. Jak wiadomo na Łysicę latały czarownice i baby jagi co do dzisiaj jest opowiadane. Na kolarzu widać księcia Emeryka i jelenia ze św. krzyżem, fragment relikwii drzewa z krzyża, który jest w klasztorze Benedyktynów, dalej przebudowany kościół – do którego wierni pielgrzymują, a którym było miejsce odosobnienia, potem więzienie carskie, następnie więzienie banderowców dla jeńców radzieckich, gdzie zginęło kilka tysięcy Rosjan. Na kolażu widoczna jest też szklana trumna znajdującą się w podziemiach, z księciem Jeremim Wiśniowieckim. Widoczne głazy to Gołoborze na Łysicy. Kolejny slajd pokazuje "Bajduły Świętokrzyskie" czyli wiedźmy i czarownice, tam też organizowane są pochody z pochodniami w przebraniach. Pan Piotr przeszedł do omawiania Karpat, które łukiem sięgają aż do Rumunii. W części zachodniej są Bieszczady z Bieszczadzkim Parkiem Narodowym. W latach 1945–1947 w Bieszczadach masyw i wzgórza Chryszczatej były schronieniem oraz bazą wypadową dla oddziałów UPA. Adepci Gromu tam również ćwiczyli swoje umiejętności. Dowiadujemy się co to są połoniny – to bujne górskie łąki z grzbietami skalnymi. I właśnie w Bieszczadach są połoniny o nazwach: Cyryńska i Wetlińska, gdzie żyje wiele gatunków zwierząt, takich jak jelenie, dziki, sarny, żubry czy rysie. U stóp tych połonin rozciąga się jezioro Solińskie. Zbudowano na nim zaporę, której wysokość sięga 82 metrów, długość to 664 m. Jezioro rozciąga się na powierzchni 2200 ha, a długość linii brzegowej to 166 km. Nad jego brzegiem leżą miejscowości i ośrodki rekreacyjne, a najbardziej znana to Polańczyk. W Bieszczadach można spotkać wiele cerkiewek, które były często zamieniane na magazyny lub niszczone bezpowrotnie. Na slajdzie parafia w Czarnej i piękny ikonostas oraz tabernakulum. Dalej klasztor Sióstr Nazaretanek w Komańczy, gdzie był internowany na przełomie lat 1955 1956 prymas Polski Stefan Wyszyński. A teraz widzimy Gorce, po prawej Stary Sącz i ołtarz papieski, który jako jedyny w Polsce nie został rozebrany. Następnie widać Ojca Świętego na nartach i przez niego opisana trasa, którą chodził. Kolejny slajd i widzimy spływ Dunajcem, a w tle Trzy Korony. Górale nazywają tę górę imionami trzech dziewczyn. Łącko ze słynnymi sadami śliw, gdzie wytwarza się tzw. śliwowicę łącką. Przechodzimy do najwyższych gór polskich, czyli Tatr, które są częścią Karpat i leżą po polskiej jak i słowackiej stronie. Przy czym Tatry Wysokie są z granitu, natomiast Zachodnie ze skał wapiennych i tam występują zjawiska krasowe. Widać też tzw. Jaskinię Mroźną. Pokazano również jak powstaje wiatr halny w Karpatach. Kolejny slajd – kolarz na którym można zobaczyć, jak kiedyś wędrowano po górach, ale i w obecnych czasach jest wiele do zarzucenia ceprom. No i ostatnie do omówienia pasmo górskie to Sudety z jego najwyższym szczytem Śnieżką o wysokości 1602 m n.p.m. Na szczycie obserwatorium meteorologiczne i schronisko. Góry Stołowe są częścią Sudetów i położone obok Parku Karkonoskiego. Sformowane z piaskowców ułożonych horyzontalnie, płaskie jak duże stoły. Najbardziej znane ośrodki uzdrowiskowe to Szklarska Poręba, Karpacz, Duszniki. Swoim pięknem wyróżniają się Kotły Wielkiego i Małego Stawu. Na koniec sentencja, wnosząca nutę optymizmu i nadziei, że już niedługo będziemy wędrować różnymi szlakami, byle nie w takich laczkach, jak to pokazano na jednym ze slajdów. I tak zakończył się drugi wykład online pana Piotra Kociszewskiego, za który oczywiście dostał oklaski. Słuchacze, którzy mieli ochotę trochę ze sobą pogadać, to właśnie przyszedł na to czas. 

 

 

 

 

  

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

"Umysł na siłowni" - notatka ze spotkania online z panią Joanną Stanowską                  13.05.2020 r.

Dzisiaj odbyło się spotkanie online z panią Joanną Stanowską, na którym ćwiczyliśmy "Umysł na siłowni". Oczywiście nie od razu wszyscy uzyskali połączenie. "Jeszcze wszyscy się uczymy", jak pocieszała nas pani Ilona Kondrat. Ale po krótkiej chwili było nas już gotowych do ćwiczeń fizyczno-umysłowych ponad 30-ci osób, co cieszy, bo chętnych do takich spotkań przybywa. Pierwszą część pani Joanna poświęciła ogólnym wiadomościom na temat myślenia pozytywnego, koncentracji i skupienia. Użyła słowa "uważność" i kontrolowanie bycia, w kontekście korona wirusa, bo od tego zależy nasze zdrowie. Następnie słowo "koncentracja" czyli skupienie uwagi, gdy mózg jest zmuszony do pracy. Należy ćwiczyć koncentrację, bo mózg z wiekiem się zużywa. Nie należy rezygnować i nie popadać w rozkojarzenie bo wówczas często robimy coś nie tak. Jeżeli stale się uczymy, to w mózgu wytwarzają się nowe połączenia i mózg pozostaje w lepszej kondycji. Najgorsza jest rutyna, czyli przyzwyczajenie i ta sama ścieżka postępowania. Wówczas mózg nie myśli, Żeby pozostawał  w aktywności, należy zmuszać go do działania i myślenia. W przypadku chorób mózgu takich jak Parkinson czy Alzheimer następuje powolne obumieranie tego organu lecz dzięki ćwiczeniom istnieje możliwość spowolnienia procesu. Kolejnym istotnym czynnikiem, powodującym dekoncentrację i senność jest niedobór wody w organizmie nawet już dwuprocentowy. Negatywnie wpływa więc na mózg jak i układ trawienny. Po tym krótkim wykładzie mała przerwa na kilka głębokich wdechów i wydechów, bo głębokie oddechy zwiększają ukrwienie mózgu. Bez tlenu mózg nie jest w stanie pracować. 30% powietrza wdychanego wędruje do tego organu. Kolejne ćwiczenie oddechowe - to wdech, napięcie mięśni i wydech. Inna próba, która jest uciążliwa dla organizmu – to wdech, napięcie mięśni i wydech bez rozluźnienia. Tak nie należy, odczuwamy szybko zmęczenie. Przerwa na pytania słuchaczy.

A teraz przykładowe ćwiczenia do wzmocnienia pamięci i koncentracji:  oko – ręka

Ciało rozluźnione, zrelaksowane, w pełnym komforcie, stopy "przylepione" do podłogi.

Praca na dłoniach   

  1. Dotykamy kciukiem opuszków kolejnych palców dość silnie. W tym czasie wdech nosem, wydech ustami – mózg młodnieje. (To była rozgrzewka). Po czym dłonie zwarte przesuwamy do góry z wdechem i opuszczamy z wydechem, rozszerzając palce. Łokcie równolegle do podłogi. Powtarzamy kilkakrotnie,
  2. Dłonie do siebie i po kolei zwijamy palce w rezultacie w pięść wydychając powietrze. Następnie po kolei prostujemy je, robiąc wdech. Oczywiście powtarzamy kilkakrotnie. Po ćwiczeniu wyrównać oddech. (Należy pamiętać, że wysiłek zawsze z wydechem).
  3. Kciuk naciska na wydechu na każdy palec. Powtarzamy kilkakrotnie. Po ćwiczeniu rozluźniamy mięśnie.
  4. Dłonie do siebie. Prawa dłoń w pięść, lewa dołącza do niej otwartą dłonią, tworząc kąt prosty. Potem zamieniamy dłonie – lewa dłoń w pięść, prawa dołącza do niej otwartą dłonią. I tak na zmianę w tempie coraz szybszym. W tym ćwiczeniu mózg musi bardzo pracować.
  5. W powietrzu podpisujemy się imieniem i nazwiskiem, każdym palcem po kolei, jedną, potem drugą ręką.

Wszystkie ćwiczenia palców czy dłoni są śledzone wzrokiem.

I już minęła godzina, skończyły się ćwiczenia, ale oczywiście należy je powtarzać w domu. Następne zajęcia z panią Joanną za tydzień w środę, a w poniedziałek kolejne z panem Piotrem Kociszewskim. A więc ćwiczmy palce i dłonie, żeby ćwiczył mózg, a to jedyna droga, aby być coraz młodszym, no może przesadziłam, żeby się szybko nie starzeć.

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Pierwszy inauguracyjny wykład online dla słuchaczy UOTW                                          11.05.2020 r.

 No to już ponad 30 słuchaczy uczestniczyło w pierwszych zajęciach online, które zainaugurował pan Piotr Kociszewski wykładem "Polska w różnych barwach". Nie wszystkim udało się dzisiaj uzyskać połączenie. Mam nadzieję, że w środę już wszyscy chętni dadzą radę. Zawsze na początku są jakieś trudności, to z mikrofonem, to z kamerką. Miło było natomiast zobaczyć i usłyszeć koleżanki i kolegów, którym szczęście dopisało i sprzęt nie zawiódł. Irenka początkowo była nieostra, a Krzysztof do góry głową, niektórzy początkowo widzieli pana Piotra, zamiast prezentacji, ale większość problemów szybko została wyeliminowana i wykład potoczył się już bez zakłóceń. Na czacie można było zauważyć, że w trakcie trwania jeszcze parę osób dołączyło, kilka wyszło być może przez problemy techniczne. Sam wykład był bardzo interesujący, a tematem ogólne informacje o naszym kraju z jego krajobrazami, ukształtowaniem i wieloma jeszcze czynnikami, a głównie atrakcyjnością obszarów przyrodniczych, które wpłynęły na kształtowanie regionów wypoczynkowo-turystycznych. Pan Piotr obiecał przysłać link do prezentacji, którą oglądaliśmy. Zanim to nastąpi ja pozwoliłam sobie fotografować (jak zwykle), ale z monitora. No to pierwsze koty za płoty i czekamy na środę. Kiedy otrzymam link do wejścia na wykład, natychmiast  Państwu go prześlę. 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu w Zamku Królewskim pani Beaty Artymowskiej                                 10.03.2020 r.

o wyjątkowym prezydencie Warszawy Sokratesie Starynkiewiczu.

W poniedziałek 9 marca odbył się wykład w Zamku Królewskim, który poprowadziła pani Beata Artymowska. Mówiła ona o zasługach w rozwoju Warszawy Sokratesa Starynkiewicza jako prezydenta Warszawy urzędującego w latach 1875 - 1892. Przede wszystkim najpierw nota biograficzna. Urodził się on w 1820 roku w Imperium Rosyjskim i służył w armii rosyjskiej, gdzie awansował do stopnia generała. Bardzo niekorzystnym elementem w jego życiowym dorobku był incydent, kiedy dowodził akcją pacyfikacyjną przeciwko zbuntowanym chłopom pięciu gmin na Lubelszczyźnie. Jednak jego zasługi dla rozwoju Warszawy są bezcenne. Został on powołany na stanowisko prezydenta Warszawy, a właściwie na stanowisko "pełniącego obowiązki prezydenta" i ten tytuł nie zmieniono do końca jego urzędowania w 1892 roku. Najważniejszym dokonaniem Starynkiewicza było zbudowanie miejskiego systemu wodno-kanalizacyjnego ze Stacją Filtrów na Koszykach. Dzięki jego energii przezwyciężono biurokratyczne przeszkody w Petersburgu dotyczące finansowania tego wielkiego projektu. W ten sposób powstał jeden z najnowocześniejszych w Europie systemów dostarczania wody pitnej i odprowadzania ścieków, co znacząco poprawiło sytuację sanitarną miasta. Usunięcie rynsztoków i kanałów umożliwiło także podniesienie estetyki przestrzeni publicznej, urządzenie nowych terenów zielonych i nasadzenia drzew. Inne ważne realizacje w mieście dokonane przez Starynkiewicza na stanowisku prezydenta to m.in.:

- wzrost dochodów miasta (bez zwiększania obciążeń podatkowych mieszkańców)

- uruchomienie pierwszej publicznej linii tramwaju konnego

- poszerzenie i wybrukowanie wielu ulic, tzw. kocie łby zastępowano granitową kostką, pod    koniec jego prezydentury zastosowano także pierwsze nawierzchnie betonowe 

- modernizacja oświetlenia ulic (3 tys. latarni gazowych), zadrzewienie ulic i modernizacja ich chodników

- powołanie Towarzystwa Asenizacyjnego, zajmującego się wywozem z miasta nieczystości, a z brukowanych ulic także błota i śniegu

- powołanie Komitetu Plantacyjnego odpowiedzialnego za tworzenie nowych parków, skwerów i pasów zieleni, inicjatora utworzenia m.in. parku Ujazdowskiego czy Skaryszewskiego

- zainstalowanie przez amerykańskie towarzystwo International Bell Telephone pierwszej centrali i uruchomienie sieci telefonicznej

- otwarcie wielkiego cmentarza Bródnowskiego na terenach wykupionych w tym celu przez miasto

- renowacja kolumny Zygmunta

- wystąpienie z inicjatywą budowy na cmentarzu Bródnowskim kaplicy rzymskokatolickiej (obecny kościół św. Wincentego a Paulo) i przekazanie na ten cel drewna użytego do renowacji kolumny Zygmunta

- modernizacja oświetlenia ulicznego

- budowa nowej gazowni na Woli

- zbudowanie sieci skanalizowanych, ogólnodostępnych szaletów miejskich

- poszerzenie niektórych ulic i wytyczenie nowych

Cechował go proobywatelski styl sprawowania urzędu. Starynkiewicz nie mówił po polsku, ale doskonale ten język rozumiał. Na jego prośbę Polacy rozmawiali przy nim w ojczystym języku, sam używał rosyjskiego (lub francuskiego w rozmowach z Polakami nieznającymi rosyjskiego). Zakończył urzędowanie 12 września 1892 ale pozostał nadal w Warszawie. W uznaniu zasług przyznano mu bardzo wysoką emeryturę. Zmarł w mieście, które mu zawdzięcza wielki rozwój. Zgodnie ze swoim życzeniem został pochowany na cmentarzu prawosławnym na Woli. Był urzędnikiem carskim, który reformował miasto na chwałę Imperium Rosyjskiego. Jest jednak uważany za jednego z najbardziej zasłużonych prezydentów Warszawy. Był powszechnie lubiany i szanowany przez mieszkańców za uczciwość, pracowitość oraz życzliwość dla Polaków. W jego pogrzebie wzięło udział około 100 tys. osób. Wykład był bardzo interesujący jak zwykle i zakończył się brawami. 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka ze spotkania w ramach projektu HEiM                                             1.03.2020 r.

W piątek 28 lutego odbyło się spotkanie w ramach projektu HEiM. Tym razem było niestety niewiele osób. Nieobecne w piątek, wcześniej powiadomiły o swojej absencji. A co się wydarzyło na spotkaniu. Otóż pani Małgorzata Stanowska z panem Tomaszem Gąską przygotowali opisy zaplanowanych trzech z pięciu ścieżek dziedzictwa, czyli tras wcześniej określonych, o których była mowa na pierwszym spotkaniu z tego cyklu. Każdy szlak został omówiony jednocześnie śledząc je na mapach. W najbliższą środę przed 10-tą materiały te zostaną dostarczone dla wszystkich biorących udział w projekcie, a nieobecnych w piątek. Pani Małgorzata oczekuje, że na najbliższe spotkanie wszyscy zapoznają się z dokumentami i wniosą swoje uwagi, refleksje do wyznaczonych ścieżek oraz dołożą swoją wiedzę na temat tych miejsc, które zostały oznaczone, lub innych związanych z tematem. Kolejne spotkanie wyznaczone zostało na środę 11-tego marca po godzinie 13-tej, po warsztatach TDW. Mam wrażenie, że ten termin powinien wszystkim odpowiadać, bo jak sobie przypominam, chodzicie na warsztaty TDW, więc spotkanie zaraz po nich będzie OK.

 

 

    

Autor tekstu:Barbara Wałachowska-Słomka zdjęć Krzysztof Adamski, Barbara Wałachowska-Słomka

 

Stosunki Polsko-Rosyjskie - notatka z wykładu dr Wiktora Rossa         28.02.2020 r.

W środę 26 lutego w OSiRze odbył się jak zwykle bardzo ciekawy wykład pana dr Wiktora Rossa. Opowiedział on o stosunkach między Polską, a Rosją, cofając się do czasów przed  Piotrem Wielkim kiedy to Polska była silna, natomiast już w czasie gdy panował, kiedy za jego wstawiennictwem na tronie polskim zasiedli przedstawiciele dynastii Saskiej, Polska zaczęła słabnąć. W czasie gdy na tronie zasiadała Katarzyna, po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja, zabory odebrały nam niepodległość na wiele lat, wtapiając nasze ziemie między innymi w skład Imperium Carskiego. W międzyczasie następowały zrywy niepodległościowe. I tak w powstaniu listopadowym jeszcze uczestniczyło wojsko polskie, w styczniowym natomiast już go zabrakło. Pojawiły się represje za te próby odzyskania niepodległości, które kończyły się wywózką na Sybir. Na terenach Rosji znalazło się wiele polskiej inteligencji gdzie żyli i pracowali w tragicznych warunkach. Po pierwszej wojnie światowej imperia rozpadają się. Odradza państwo polskie, wypłynął problem ziem polskich na wschodzie. Traktat Brzeski ustanawia nowe granice Rosji, Królestwo Polskie i inne państwa odzyskują swoje ziemie, ale niestety nie w całości, co uznano za czwarty rozbiór Polski, toczą się też walki Polsko-Ukraińskie. Bolszewicy chcieli odtworzyć imperium z czasów carskich. Wybucha wojna Polsko-Bolszewicka (1919-1920) i jej najważniejsze epizody to Bitwa Warszawska, czy Bitwa nad Niemnem. Kończy się ona podpisaniem Traktatu Ryskiego, w wyniku którego granice II Rzeczypospolitej na wschodzie usytuowane są niemal w granicach drugiego zaboru. Reprezentanci Rosji Sowieckiej zobowiązują się do wypłacenia Polsce odszkodowania w wysokości 30 mln rubli w złocie. Zapisów tych nigdy nie zrealizowali. Na papierze pozostały również zobowiązania zwrotu zagrabionych dóbr kultury, podobnie jak ustalenia dotyczące praw Polaków zamieszkujących państwo sowieckie. Polska przedwojenna interesuje się rozwojem kultury w Rosji. Jej literatura tłumaczona jest na język polski, wyświetlane są też rosyjskie filmy.  

 Kiedy Hitler dochodzi do władzy, takie państwa jak Francja i Wielka Brytania idą na ustępstwa na mocy postanowień układu monachijskiego, co pociąga za sobą rozbiór Czechosłowacji, Litwa oddaje okręg Kłajpedy, tylko Polska nie zamierza oddać Gdańska, ani pozwolić na budowę eksterytorialnej autostrady przez swoje ziemie. Wówczas Hitler podpisuje układ ze Związkiem Radzieckim 23 sierpnia 1939 roku tzw. pakt Ribbentrop-Mołotow, co jest wstępem do II wojny światowej. Kiedy wybucha wojna, wojska polskie mają zakaz walki z Rosją. Polska inteligencja w ilości 22 tys. jest internowana przez Rosjan, wywieziona i rozstrzelana w Katyniu, Ostaszkowie czy pod Charkowem. Z tych Polaków, którzy przetrwali w obozach NKWD na terenach ZSRR, stworzono oddziały tzw. Armię Andersa i została ona ewakuowana do Iranu, a dalej przez Palestynę, aby walczyć na froncie włoskim. Po wojnie konferencja jałtańska zdecydowała o kształcie Europy, narzuciła Polsce ciężkie i krzywdzące warunki, a wybory zostały sfałszowane. Związek Sowiecki otrzymał "zwierzchnictwo" nad Polską, 1/3 Niemiec i innymi państwami tzw. bloku wschodniego. Rozprawiano się również z istniejącym jeszcze Polskim Podziemiem, które likwidowano bezwzględnie. Byłych członków Armii Krajowej represjonowano i wywożono. Na czele państwa polskiego staje Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej powołanej przez Bieruta, działacza komunistycznego, agenta NKWD. Tak formowała się Polska Rzeczpospolita Ludowa z niekorzystnymi wieloletnimi kontraktami węglowymi i z partiami PPR, PPS kontrolowanymi przez Moskwę. Politykę zewnętrzną PRL kształtuje ścisłe podporządkowanie Związkowi Radzieckiemu. Struktury takie jak Układ Warszawski i RWPG to narzędzia do penetracji na płaszczyznach polityczno-ideologicznych, militarnych i ekonomicznych. W Polsce kultura i sztuka znajduje się na wyższym poziomie niż w Związku Radzieckim, starali się więc oni korzystać z dobrych wzorców. Doceniali Sienkiewicza, Orzeszkową czy Lema. W latach 60-tych i 70-tych  stowarzyszenie TPPR organizowało różne imprezy propagandowe, między innymi wymianę grup polityczno-turystycznych tzw. pociągi przyjaźni. Nimi wielu Polaków jeździło do ZSRR, zwiedzając Moskwę, Leningrad czy inne miasta i regiony. W tym czasie Gierek zastosował manewr gospodarczy i na krótko Polacy odnieśli wrażenie dobrobytu, jednak wkrótce okazało się, że działania te zwiększyły znacznie zadłużenie państwa, a za nim nastąpił spadek dochodu narodowego i gospodarka załamuje się. W tym czasie wybuchają protesty robotnicze. ZSRR przygląda się z niepokojem wydarzeniom w Polsce, a po pierwszym zjeździe Solidarności zaleca wprowadzenie porządku. Jaruzelski i Kania próbują imitować porozumienie z narodem, jednak niezdolność do zasadniczych reform, spadający dochód narodowy i groźby władzy radzieckiej zablokowania dostaw ropy, gazu spowodowały wprowadzenie nielegalnego stanu wojennego na terenie całej Polski. Sowieci nie mieli zamiaru wprowadzać wojsk, pomimo, że Jaruzelski straszył tym naród. Po półtora roku stan wojenny został odwołany, ale nastąpiła stagnacja, straty gospodarcze były wielkie, opuściło kraj milion rodaków. W ZSRR dochodzi do władzy Gorbaczow, następuje ogólna demokratyzacja. Przychodzi propozycja okrągłego stołu, bez większych strat dla elity – przejmują banki, następuje tzw. uwłaszczenie nomenklatury czyli proces prywatyzacji i przejmowania majątku publicznego przez niektórych działaczy nomenklatury partyjnej i państwowej, które pojawiło się w czasie transformacji ustrojowej w 1989 w Polsce i innych państwach bloku wschodniego. W ZSRR totalny kryzys. W grudniu 1993 roku Jelcyn zostaje prezydentem. Rozpada się Związek Radziecki. W tym czasie wzajemne relacje Polsko-Rosyjskie są zupełnie poprawne. Polska poddana jest szokowej terapii Balcerowicza, powszechna prywatyzacja, strategiczne przedsiębiorstwa idą w ręce kapitału zagranicznego, ludzie z dnia na dzień tracą pracę, a państwo nie zapewnia im żadnej alternatywy, maleje inflacja. Z Rosją prowadzone są konsultacje i pewna współpraca. Negocjowano koszty i terminy wywozu wojsk radzieckich i ich rodzin z terenów Polski. ( Brał w tym udział Glapiński – umowy gospodarcze czy Parys), a wreszcie warunki postawione przez Rosjan okazują się niemożliwe do zrealizowania (rosyjscy żołnierze już po cywilnemu mieli zostać w Polsce i założyć spółkę Joint Venture – Polska miała dla nich wybudować osiedle wielkości średniej wielkości miasta) – nie podpisał tego Olszewski, a delegacja z Wałęsą będąc już w Moskwie musiała wybrnąć z niekomfortowej sytuacji, obiecując poszukiwanie funduszy na budowę. Jelcyn, kiedy był w Polsce, nie stawiał  sprzeciwu aby weszła ona do NATO,  natomiast po powrocie do kraju zanegował tę decyzję. W 1991 roku powstała Wspólnota Niepodległych Państw. Założycielami były Rosja, Białoruś i Ukraina. Następnie dołączyło jeszcze 8 państw, byłych republik Radzieckich. Rosja dwa bogate państwa: USA i Niemcy traktowała z dużą estymą. Prezydent Clinton był uważany za rusofila. W tym czasie stosunki z Polską były bardzo słabe. Gospodarka Polski rozwija się, Rosji natomiast przeciwnie. My kupujemy od nich ropę i gaz, oni żywność, szczególnie mrożone owoce i warzywa. Rosja w 1994 roku angażuje się w wojnę czeczeńską, czego konsekwencją kraj czeczeński pół zależny. Obchodzenie rocznic historycznych to przyczynek do napinania się wzajemnych stosunków, następuje wymiana ciosów propagandowych między Polską a Rosją. 31 grudnia 1999 roku Putin dochodzi do władzy. Odnosi sukces w drugiej wojnie czeczeńskiej. W 2002 roku wizyta Putina w Polsce i następuje pozorne porozumienie – rekompensata dla Sybiraków, zwrot dóbr kultury – w rezultacie nic nie zwrócono, a Sybiracy dostali śmieszne pieniądze (musieli przed sądami udowadniać, że nie byli kryminalistami). Węgrom zwrócili ich zabytkową bibliotekę. Kiedy drugi raz Putin przyjechał do Polski, prezydent Kaczyński w przemówieniu wytknął agresywną politykę Rosji, co wywołało duże zdenerwowanie prezydenta Putina. Wystąpienie Putina w Monachium było werbalnym atakiem na USA i Unię Europejską. W 2008 roku prezydent Kaczyński razem z prezydentami pięciu państw udał się do Gruzji, aby zademonstrować solidarność pięciu państw z narodem, który padł ofiarą agresji. W 2010 roku sytuacja jest napięta, tragedia smoleńska, złe relacje między PO a PIS,  Kampania oszczerstw wymierzona przez Kreml w Polskę nie skończyła się. Po tym, jak pod koniec zeszłego roku Władimir Putin głosił, że "przyczyną II wojny światowej był nie pakt Ribbentrop-Mołotow, a pakt monachijski z 1938 roku i że Polska ponosi swoją ówczesną polityką odpowiedzialność za jej wybuch, Związek Sowiecki we wrześniu 1939 nic jej "w istocie nie odbierał", a poza tym jesteśmy krajem antysemitów" – dziś możemy być pewni, że kultywowane przez lata kłamstwa Kremla będą w dalszym ciągu wykorzystywane do ataku na nasz kraj.  Mosze Kantor, oligarcha rosyjski który był współorganizatorem obchodów rocznicowych wyzwolenia Auschwitz w Izraelu, stał się w Polsce znany w 2012 roku, gdy należąca do niego spółka Acron próbowała przejąć kontrolę nad spółką Zakłady Azotowe SA (dziś Grupa Azoty). Ogromne niezadowolenie budzą również bazy wojskowe NATO i USA, które stacjonują w naszym kraju. A więc jak widać obecne stosunki między Polską a Rosją są bardzo napięte i nic nie wróży, aby miały ulec ociepleniu w najbliższym czasie. I tak zakończył się niezmiernie ciekawy wykład pana dr Wiktora Rossa. Oczywiście otrzymał huczne oklaski.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Krótka notatka z wykładu pana Sławomira Szczockiego o historii sztućców.    25.02.2020 r. 

W poniedziałek 24 lutego w Zamku Królewskim odbył się wykład pana Sławomira Szczockiego, który zastąpił pana Daniela Artymowskiego. Temat to historia sztućców więc na stole pan Sławomir rozłożył różne asortymenty tych przedmiotów, aby w czasie wykładu je prezentować. Nie muszę opisywać szczegółowo co można zobaczyć w prezentacji, gdyż jak zwykle jest ona opisana tam, gdzie tego wymaga. Ja pokrótce tylko, korzystając z Wikipedii wrzucam krótką o nich notkę. 

Sztućce swoją historią sięgają czasów pierwotnych człowieka. Najstarsze znaleziska wskazują, iż pierwsze w użyciu znalazły się łyżki, które służyły nabieraniu najczęściej gorącego pokarmu. Noże przyszły z czasem, przekształcając się następnie w widelce. Kronikarze niemieccy wspominają o tym, że cesarzowa Teofano używała podwójnego szpikulca do nabijania nań jedzenia.

Pierwotnie sztućce wykonywane były z drewna – szczególnie w ubogich rodzinach. Tylko nieliczni mogli pozwalać sobie na metalową zastawę i akcesoria, które w wieku XVI wykonywane były przez płatnerzy.

Za wyraz największej elegancji uważana jest srebrna zastawa w tym i sztućce wykonane z tegoż metalu, mimo to popularne w świecie były inne rodzaje metali jak pierwotnie miedź, cynk, aluminium i ołów. Te ostatnie ze względów na trujące właściwości ołowiu zostały wycofane w końcu XIX wieku. Popularne były również sztućce z rękojeściami wykonanymi z masy perłowej lub kości słoniowej. 

Jak Państwo widzicie na zdjęciach, pan Sławomir opowiadając, wyświetlał elementy prezentacji i w międzyczasie prezentował różne przyniesione przez siebie przedmioty. Tym razem dla mnie również była to trudna praca, ale warto było. Jak zwykle po zakończeniu dostał gromkie oklaski.

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka po spotkaniu na temat drugiego etapu projektu HEiM         24.02.2020 r.

19 lutego grono zainteresowanych słuchaczy drugą edycją projektu HEiM spotkało się z panią Małgorzatą Stanowską, aby usłyszeć jakie ścieżki tras dziedzictwa są zaplanowane i jaki wkład pracy jest spodziewany ze strony seniorów naszego UOTW. Okazało się, że zaplanowano 5 ścieżek – tras, które muszą być opisane i sfotografowane. Kilku ekspertów zrobi opisy, po czym na wspólnych spotkaniach pracując z mapą będziemy próbować dodawać lub usuwać jakieś elementy. Jeden z liderów – pani Barbara Tichy pierwotnie zaproponowała ścieżkę pt: "Z galerii na Trakt Królewski". Jednak nie została ona zaakceptowana ze względu na możliwość słabego zainteresowania tematem ludzi z poza granic naszego kraju, pomimo, że z całą pewnością polskim seniorom taka ścieżka dziedzictwa zrodziłaby chęć do jej przejścia. Ale już pięć tras zostało na razie zaakceptowanych. I są to poniżej wymienione i czego oczekuje się od seniorów w ramach prac przy projekcie:

  1. Szlak Chopinowski od Basi Tichy – jakieś sugestie czy refleksje do opisów.
  2. Szlak Zamków i Pałaców od Piotra Kociszewskiego – szukanie ciekawych miejsc łączących te obiekty, a jeszcze nie zauważanych.
  3. Spacer tematyczny szlakiem Marii Skłodowskiej-Curie od Dominiki Świtkowskiej – ubogacenie o pewne elementy dla innych nieznane, jak poboczne zainteresowanie i działalność naszej bohaterki związanej z emancypacją – gdzie panie się spotykały w Warszawie, gdzie wspólnie jadły, czy chodziły na kawę, jakie ich ślady pozostały po wojnie…Jaki wpływ ich działalność miała na zmiany zachodzące poza granicami naszego kraju.  
  4. Rezerwat Przyrodniczo-Kulturowy Lasu Bielańskiego z UKSW i AWF- ciekawe spostrzeżenia po uprzednio odbytym spacerze.
  5. Słodka Warszawa – to temat, do którego seniorzy mogą wiele wnieść, bo pamiętają "słodkie" miejsca swojej młodości, takie jak "Zielona Budka" – w niej najlepsze lody, pączki na Górczewskiej czy czekolada w Wedlu.

Następne spotkanie zostało ustalone na 28 lutego w piątek po pilatesie o 13.15.

 Małgosia oczekuje na sugestie dotyczące głównie 5 tematu, czyli ewentualnych punktów w Warszawie, które warto zobaczyć i umieścić jako nasze dziedzictwo, a wiążą się z miejscami gdzie np. zajadaliśmy się słodkościami lub inaczej kojarzą się z tematem.      

Autor tekstu Barbara Wałachowska-Słomka,

 

Wspomnienie z pobytu w sanatorium "Przy Tężni" w Inowrocławiu.                        24.02.2020 r.

Wreszcie dobrnęłam do mety z przyszykowaniem zdjęć z pobytu w sanatorium w Inowrocławiu, Jest to składanka z kilku źródeł. Tym razem przede wszystkim od Krzysztofa. Tą drogą chcę podziękować za użyczenie mi swoich prac, dzięki czemu tym razem często czułam się zwolniona z obowiązku pamiętania, aby rejestrować wszystkie liczne wydarzenia, które się działy w sanatorium i poza nim. Tym razem nie było żadnej epidemii grypy ani innych pochodnych, w związku z tym wszyscy wspaniale się bawili, biegali na zabiegi, a w przerwach korzystali w parku z przepięknej pogody, która dopisała szczególnie w pierwszym tygodniu pobytu. W drugim nie było tyle słońca, ale również można było korzystać ze spacerów. Wszyscy prawie codziennie przychodzili do kawiarni, żeby się spotkać, porozmawiać przy małym drinku lub soczku i potańczyć przy muzyce na żywo. Zrobiłam małą sondę przed naszym wyjazdem, bo byłam ciekawa, co sądzą ludzie, którzy byli tam po raz pierwszy, o tym pobycie. Otóż jak  zresztą oczekiwałam, wszyscy jednomyślnie ocenili, że to sanatorium i jego okolice, jest miejscem wpływającym bardzo pozytywnie na dobre samopoczucie, odprężenie, uspokojenie, relaks, a same zabiegi, szczególnie gimnastyka sucha i mokra w basenie wpływają na wzmocnienie kondycji fizycznej i oczywiście psychicznej.

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu Barbara Wałachowska-Słomka, zdjęć Krzysztof Adamski Barbara Wałachowska-Słomka

 

Życzenia dla 90-cio letniej jubilatki-słuchaczki UOTW                                                 1.02.2020 r.

i spotkanie z twórcą filmu o miłościach i ślubach powstańców warszawskich.         

W środę 29 stycznia 2020 roku tradycyjnie słuchacze przybyli na wykład w dużej Sali OSiRu i usłyszeli, że właśnie jedna z koleżanek ukończyła 90 lat i jest najstarszą osobą uczęszczającą na wykłady UOTW. Oczywiście poproszono ją, aby zechciała podejść do szefowej Elżbiety, która opowiedziała o wieloletnim udziale w zajęciach koleżanki Stefanii Bondaruk, nazywanej Stenią. Wszyscy dowiedzieli się wielu informacji, których na co dzień człowiek o drugim człowieku nie wie. Dużo ciepłych słów o Steni powiedziała kol. Bogusia, wręczając jej bukiet kwiatów i cała sala odśpiewała pięknym chórem tradycyjne "Sto lat". Bardzo wzruszona jubilatka podziękowała za tak miłą uroczystość, wspomniała o opiece jej koleżanki, z którą zawsze przychodzą na zajęcia i bardzo jej też podziękowała. Proszę spojrzeć teraz na zdjęcia. Nasza koleżanka jest pogodna, pięknie wygląda, ma sylwetkę i figurę młodej kobiety i jest pogodna, zawsze radosna i bardzo pozytywnie nastawiona do życia. Pewnie dlatego możemy spotykać ją na wykładach naszego Uniwersytetu. Jeszcze raz życzymy jej dużo zdrowia i dalszej pogody ducha oraz żeby wytrwale dalej uczęszczała z nami na nasz Uniwersytet Trzeciego Wieku.

A teraz o wykładzie, na który przyszedł pan Maciej Piwowarczuk, aby zaprezentować zrealizowany przez siebie film. Otóż najpierw opowiedział o Wawerskim Centrum Historii Murowanka, czyli fundacji na rzecz Wielkich Historii działającej w Wawrze, potem padło kilka pytań od słuchaczy na temat historii powstania filmu, który miał być pokazany. Wywiązała się pewna dyskusja na temat Powstania warszawskiego, wreszcie został zaprezentowany film bardzo wzruszający o miłościach i zawieraniu małżeństw w czasie trwania Powstania Warszawskiego. Na filmie zobaczyliśmy ludzi, którzy czynnie brali udział w powstaniu i po latach opowiadali o swoich przeżyciach, miłościach, dziewczynach i nietypowych, jak na tamte czasy w naszych wyobrażeniach zachowaniach i działaniach. Opowiadali jak się w tamtych ciężkich czasach kochali, oświadczali i żenili. Był to film niekonwencjonalny i wart szerszego publikowania. Okraszony starymi piosenkami pana Foga i migawkami filmów dokumentalnych z okresu wojennego. Pana Piwowarczuka mogliśmy gościć dzięki kol. Małgosi Cieszkowskiej, która zaprosiła go do zaprezentowania w naszym Uniwersytecie filmu jego produkcji, który był pokazywany w TVP  Kultura. Po filmie słuchacze nagrodzili twórcę gromkimi oklaskami..

W środę 29 stycznia 2020 roku tradycyjnie słuchacze przybyli na wykład w dużej Sali OSiRu i usłyszeli, że właśnie jedna z koleżanek ukończyła 90 lat i jest najstarszą osobą uczęszczającą na wykłady UOTW. Oczywiście poproszono ją, aby zechciała podejść do szefowej Elżbiety, która opowiedziała o wieloletnim udziale w zajęciach koleżanki Stefanii Bondaruk, nazywanej Stenią. Wszyscy dowiedzieli się wielu informacji, których na co dzień człowiek o drugim człowieku nie wie. Dużo ciepłych słów o Steni powiedziała kol. Bogusia, wręczając jej bukiet kwiatów i cała sala odśpiewała pięknym chórem tradycyjne "Sto lat". Bardzo wzruszona jubilatka podziękowała za tak miłą uroczystość, wspomniała o opiece jej koleżanki, z którą zawsze przychodzą na zajęcia i bardzo jej też podziękowała. Proszę spojrzeć teraz na zdjęcia. Nasza koleżanka jest pogodna, pięknie wygląda, ma sylwetkę i figurę młodej kobiety i jest pogodna, zawsze radosna i bardzo pozytywnie nastawiona do życia. Pewnie dlatego możemy spotykać ją na wykładach naszego Uniwersytetu. Jeszcze raz życzymy jej dużo zdrowia i dalszej pogody ducha oraz żeby wytrwale dalej uczęszczała z nami na nasz Uniwersytet Trzeciego Wieku.

A teraz o wykładzie, na który przyszedł pan Maciej Piwowarczuk, aby zaprezentować zrealizowany przez siebie film. Otóż najpierw opowiedział o Wawerskim Centrum Historii Murowanka, czyli fundacji na rzecz Wielkich Historii działającej w Wawrze, potem padło kilka pytań od słuchaczy na temat historii powstania filmu, który miał być pokazany. Wywiązała się pewna dyskusja na temat Powstania warszawskiego, wreszcie został zaprezentowany film bardzo wzruszający o miłościach i zawieraniu małżeństw w czasie trwania Powstania Warszawskiego. Na filmie zobaczyliśmy ludzi, którzy czynnie brali udział w powstaniu i po latach opowiadali o swoich przeżyciach, miłościach, dziewczynach i nietypowych, jak na tamte czasy w naszych wyobrażeniach zachowaniach i działaniach. Opowiadali jak się w tamtych ciężkich czasach kochali, oświadczali i żenili. Był to film niekonwencjonalny i wart szerszego publikowania. Okraszony starymi piosenkami pana Foga i migawkami filmów dokumentalnych z okresu wojennego. Pana Piwowarczuka mogliśmy gościć dzięki kol. Małgosi Cieszkowskiej, która zaprosiła go do zaprezentowania w naszym Uniwersytecie filmu jego produkcji, który był pokazywany w TVP  Kultura. Po filmie słuchacze nagrodzili twórcę gromkimi oklaskami..

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pani psycholog Zuzanny Celmer                                          24.01.2020 r            

o komunikacji międzyludzkiej i emocjach z tym związanych.                                   .

W środę 22 stycznia wykład poprowadziła psycholog, pani Zuzanna Celmer. Temat ciekawy, mówiący o komunikacji międzyludzkiej i emocjach z ty.m związanych. Pierwsze spostrzeżenie, to – "jak i co myślimy" - wpływa na samopoczucie i narządy wewnętrzne. Złe emocje są szkodliwe i niepotrzebne. Ciepło i serdeczność należy wspierać pozytywną myślą i stwarzać dobre relacje z innymi ludźmi. Od początku życia człowiek nawiązuje kontakty. Jednak często dochodzi do tego, że w dłuższej perspektywie dwoje ludzi, kiedyś bliskich sobie, już nie umie się porozumieć. Wówczas niestety dochodzi do rozstania. Emocje niosą wartość informacyjną i tu pani Celmer zaproponowała prowadzenie zeszytu, w którym należy notować, co wyprowadziło nas z równowagi, co zdenerwowało. I w ten sposób okaże się jakie czynniki zewnętrzne powodują u nas rozdrażnienie, chandrę  i niezadowolenie z życia. Wówczas można unikać pewnych sytuacji, które jak się okaże z notatek mają charakter cykliczny. Należy też przeanalizować takie zjawisko, jak sposób w jakim postrzegamy świat, bo każdy ma własny scenariusz, według którego kształtujemy swoje wyobrażenie o zachowaniu innych ludzi, szczególnie sobie bliskich. I tak mamy np. oczekiwania w stosunku do zachowań dzieci. Jeżeli ich sposób postępowania zgadza się z naszym scenariuszem ich dotyczącym, to jesteśmy zadowoleni. Jeżeli natomiast odbiega od niego, wówczas jesteśmy niezadowoleni i wewnętrznie rozdrażnieni. I tu mądra rada. Otóż należy przedstawiać swoje oczekiwania i reguły partnerowi, czy dziecku i vice versa  gdyż dopiero wówczas obie strony będą znały nasze oczekiwania. Każdy człowiek ma inną wrażliwość i inne cele. Należy nauczyć się słuchać, gdyż wszyscy mają filtry i niby słuchamy, a dopowiadamy coś, czego ta osoba nie powiedziała. Relacje międzyludzkie mogą być ciepłe i należy zawsze trochę się otwierać. Jeżeli mówimy skrótami, to często osoba odbierająca rozumie inaczej, niż osoba nadająca chciała powiedzieć. Nie pouczajmy, nie udzielajmy rad w sensie: "ja to na Twoim miejscu.." Zwykle nie wiemy do końca wszystkiego, co ta osoba przeżywa, więc nie możemy wczuć się w jej rolę. Jeżeli chcemy pomóc, trzeba się dowiedzieć, co konkretnie miała na myśli.

A teraz o kobietach. Otóż okazuje się, że kobiety lubią wszystko kontrolować, muszą wszystko wiedzieć, wszystko robić same. Mężczyźni, kiedy usłyszą, że coś robią źle, natychmiast przestają to wykonywać. A więc nie negować pracy partnera, lub dziecka. Wiecznie nie kontrolować, bo wówczas nie będzie podziału obowiązków, wszystkie prace spadną na kobietę.

Często odczuwamy brak poczucia własnej wartości, szczególnie kiedy pomimo starań i ciężkiej pracy nie mamy z niej żadnej satysfakcji ze względu na brak docenienia czy pochwały ze strony innych ludzi, szefów, rodziny czy przyjaciół . I tu znów pani wykładowca wspomniała o tym, aby zapisywać swoje emocje, co przeszkadza i co jest utrudnieniem w czerpaniu pełnej satysfakcji i zadowolenia z wykonywanej pracy.

Teraz można wymienić 7 stanów emocji na skutek działania których zmienia się wyraz twarzy i są nimi: szczęście, wstręt, zdziwienie, gniew, strach, smutek i pogarda.   

Aby komunikacja międzyludzka była prawidłowa, należy mówić, np. partnerowi, co się naprawdę czuje, trzeba pytać, wyjaśniać, nie obawiać się, że ktoś nie zrozumie, skrytykuje. Wówczas można liczyć, że ta osoba pewnie pomoże. Trzeba też pamiętać, że słuchać, a słyszeć to są zupełnie inne rzeczy.

Jak chronić się przed złymi emocjami. Otóż należy mówić miłe rzeczy innym ludziom, mieć pozytywne, życzliwe nastawienie, pomagać, nie koncentrować w sobie emocji, spokojnie relacjonować swoje odczucia.

Co utrudnia komunikację: porównywanie siebie do innych lub innych do siebie, domyślanie się – należy pytać, osądzanie - bo mamy gotową opinię i ocenę, utożsamianie się – ja miałem/łam to samo, udzielanie rad – ty robisz źle, rób to inaczej - sprzeciwianie się albo obracanie w żart.

Co jest sposobem na postrzeganie ludzi – są różni, mają inne historie. Mówmy – przepraszam – jeżeli uraziliśmy. Stosunki międzyludzkie są podstawą w życiu, a więc pierwszą wartością jest jakość stosunków – blisko, ale nie za blisko, bo oczekujemy zwrotnie tego samego. Jeżeli wyświadczasz coś komuś, to nie oczekuj tego samego zwrotnie. Zastanów się, czy i dlaczego chcesz to dać, bo np. jesteś dobrym człowiekiem. Nie dawaj ponad siły, chyba oczywiście, że jest to dla Ciebie najbliższa osoba. Dbaj o siebie, bo jest to zdrowe dla życia fizycznego jak i psychicznego.

To tyle notatki z wykładu pani psycholog.  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z wykładu pani Beaty Artymowskiej o Warszawie w czasach dynastii Wettynów     24.01.2020 r.

W poniedziałek 20 stycznia odbył się wykład pani Beaty Artymowskiej o Warszawie w czasach dynastii Wettynów. Ich przedstawiciele zasiadali także na tronie w Warszawie. Byli to elektorowie August II Mocny i August III Sas jako królowie Polski i wielcy książęta Litwy oraz król Saksonii  Fryderyk August I jako książę warszawski.

W ciągu 30 lat August II przejął wiele posiadłości i pałaców w Warszawie. Był właścicielem Pałacu Saskiego (niegdysiejszego pałacu Morsztyna), gdzie ulokował rezydencję królewską oraz zaprojektował obszerne założenie ogrodowe z małą architekturą. Ponadto monarcha dysponował Zamkiem Królewskim, Zamkiem Ujazdowskim oraz wydzierżawionym od 1730 roku Wilanowem, pałacem myśliwskim na Marymoncie, Kępie (obecnej Saskiej Kępie) i koszarami gwardii na Krakowskim Przedmieściu. August III, po przejęciu władzy w 1734 roku, dopełniał zamierzenia ojca. Co prawda nie powstał nowy pałac saski, jak to było w zamierzeniu, a adaptowany i znacznie rozbudowany został jedynie pałac Morsztyna. Wzniósł jednak okazałe skrzydło Zamku stanowiące odrębną rezydencję królewską. Ponadto obaj królowie podejmowali fundacje sakralne. Całość inicjatyw wymagała odpowiedniego zaplecza w postaci działających w służbie króla architektów.

Jednym z pierwszych zamierzeń inwestycyjnych Augusta Mocnego była chęć przebudowy Zamku Królewskiego Wzdłuż całego założenia, na skarpie, przewidziano rozłożony na różnych poziomach ogród. Przystąpiono do przebudowy pokoi królewskich oraz Izby Senatorskiej i Sali Poselskiej. Na osi środkowej, w połowie sali, umieszczono kominki, powyżej których z jednej strony, w niszy zwieńczonej kartuszem herbowym, stał posąg Augusta II, a z drugiej zawisło lustro ujęte dekoracyjną oprawą rzeźbiarską. Szczególne znaczenie w pracach przy Zamku Królewskim w czasach Wettynów  ma koniec lat 30.XVIII wieku, kiedy przystąpiono do znaczącej jego rozbudowy o skrzydło od strony Wisły.

W 1713 roku August II Mocny dokonał zakupu dawnego pałacu Morsztyna przy Krakowskim Przedmieściu. Docelowo miała to być główna rezydencja królewska. Obiekt miał dostarczać odpowiedniego do rangi królewskiej splendoru, którego zastałemu pałacowi brakowało.

Jedna z fundacji sakralnych z czasów Augusta II dotyczyła położonego nieopodal Warszawy Ujazdowa. W pierwszej kolejności powstała Kalwaria Ujazdowska. Architekt obmyślił drogę krzyżową o 28 stacjach. Na każdą stację składała się niewielka kaplica oraz obelisk zwieńczony krzyżem usytuowany naprzeciwko, po drugiej stronie drogi. Droga krzyżowa rozpoczynała się na obecnym placu Trzech Krzyży i wiodła wzdłuż długiej alei lipowej do Ujazdowa, gdzie schodziła ze skarpy ku Wiśle i zawracała w pobliże Zamku Ujazdowskiego. Budowa drogi kalwaryjskiej trwała do 1733 roku i zakończona została przez Augusta III. Założenie kalwaryjskie przetrwało do końca XVIII wieku, a jedynymi zachowanymi do dzisiaj reliktami po nim są dwa obeliski zwieńczone krzyżami na placu Trzech Krzyży oraz figura Chrystusa leżącego w grobie z kaplicy Grobu Bożego (obecnie w kościele św. Aleksandra w Warszawie). Szczególnym miejscem dla królewskiej rodziny był kościół Kapucynów. Drugą świątynią bliską Wettynom był sąsiadujący z Ogrodem Saskim kościół Reformatów przy ulicy Senatorskiej.

To tyle pokrótce o tym, jakie architektoniczne obiekty powstały za panowania przedstawicieli dynastii Wettynów w Warszawie. Korzystałam z opracowania pana Piotra Ługowskiego "Architekci sascy w Rzeczypospolitej XVIII wieku. Projekty i realizacje".

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu w Muzeum Warszawy pt" Tajemnice zdjęć dawnej Warszawy"      19.01.2020 r.

Tym razem chciałam Państwu opisać wykład w Muzeum Warszawy, który odbył się w czwartek 16-tego stycznia br. Przyszło niemało słuchaczy, bo temat wzbudził zainteresowanie i brzmiał " Tajemnice zdjęć dawnej Warszawy". Pan Piotr Głogowski miał problemy ze sprzętem komputerowym i wykład zaczął się z niewielkim opóźnieniem, ale i potem były trudności z wyświetlaniem zdjęć. Dopiero po zresetowaniu wykład potoczył się już normalnym trybem i trwał  aż do 12.30. Ale był bardzo ciekawy i słuchacze zaczęli brać czynny w nim udział. A teraz opiszę, dlaczego ten wykład okazał się tak inspirujący dla słuchających. Otóż do Muzeum dostarczane są różne stare zdjęcia, pocztówki i inne pamiątki od ludzi, którzy uważają, że należy je przekazać miastu, aby społeczeństwo mogło również zapoznawać się z historią stolicy, oglądając te zapomniane fotki. Zwykle są one jakoś opisane, ale, jak się okazuje często bardzo niedokładnie, a czasami wręcz błędnie. I tu właśnie zaczyna się żmudna praca pana Głogowskiego, która ma czasami charakter detektywa. Wyszukuje on na podstawie nawet drobnych elemencików, prawdopodobnych tropów, miejsca, gdzie dane zdjęcie, czy pocztówka zostały zrobione. Kiedy popatrzycie Państwo na pierwszą, która została pokazana na prezentacji, jest to kawałek balkonu. Wygląda oczywiście na przedwojenny. Pierwszym zawężającym miejsce było podejrzenie, że tego typu balkony można jeszcze spotkać na ulicy Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście. Zwracał też uwagę cień rzucany przez słońce, z czego wysnuł wniosek, która strona ulic wchodzi w grę. Potem wyszukiwał stare zdjęcia tych ulic w zbiorach internetowych jak i archiwach miasta. Po jakimś czasie trafił na zdjęcie, gdzie widać było podobny balkon i "bingo". Widzicie Państwo zdjęcie współczesne i ten balkon znajduje się rzeczywiście na Nowym Świecie 40. Jedynie został on nieco podwyższony, prawdopodobnie ze względów BHP.  Kolejne zdjęcie, to pan sprzątający ulicę, ale nie wiadomo która to warszawska ulica. I znów pan Piotr zabrał się do szukania. Ale najpierw musiał odczytać, co to za sklepy widać w tle. Nie było łatwo, bo ostrość niedostateczna, ale że to mydlarnia to na bank. I tu pierwszy strzał był właściwie błędny, bo żadnej mydlarni w spisie ówczesnych sklepów w Warszawie nie znalazł. To teraz powtórnie dokładnie przyjrzał się witrynie i odkrył z boków sklepu dwa zawieszone elementy o różnej skali szarości. I znów to było to, co pozwoliło znaleźć nazwę ulicy, na której wykonano zdjęcie. Otóż okazało się, że te elementy mówiły o tym, że w tym sklepie można nabywać farby, czyli branża nie mydlarska, ale żelazno galanteryjna i taki mieścił się na ulicy Górczewskiej 4, a nazwisko widoczne na zdjęciu nad sklepem to Szmulewicz Jakub. A obecnie ta ulica wygląda tak, jak widać na zdjęciu kolorowym. Zdarzają się błędne informacje opisujące zdjęcie, Przykład widać, gdzie opisano, że przedstawia odsłonięcie pomnika księcia Józefa Poniatowskiego, a okazało się po długich poszukiwaniach, że fotkę zrobiono na tle Pałacu Zamoyskich na ul. Foksal. Itd., itd. Widać na kolejnych zdjęciach, że pan Piotr do swoich poszukiwań wykorzystuje też stare mapy, czy zdjęcia robione zaraz po wojnie z góry, co pokazuje wiele zburzonych często częściowo budynków i na podstawie takich obrazów dochodzi prawdy o tych starych fotosach. Kolejne okazują się zrobione nie w Warszawie i to jest jeszcze trudniejsze. Ale już Państwo zorientowaliście się na czym polega praca pana Piotra Głogowskiego. Zapewne domyślacie się też, że czynne uczestnictwo słuchaczy na tym wykładzie polegało na odgadywaniu, gdzie mieści się pokazana ulica, co można wykorzystać w identyfikacji, bo od razu nie widzieliśmy tych kolejnych zdjęć, dzięki którym wykładowca przybliżał się do celu i my mieliśmy trochę frajdy zgadując i wyszukując potrzebne do tego elementy. Pomimo początkowych kłopotów z komputerem i opóźnienia, wszyscy zadowoleni opuszczali salę kinową w Muzeum Warszawy, oczywiście po podziękowaniu oklaskami.

 

 

 

 

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z wykładu pana Piotra Kociszewskiego o turystyce wczoraj, dziś i jutro.    18.01.2020 r.

 Dzisiaj muszę uzupełnić zaległości z zeszłego tygodnia i tak w środę 15-tego stycznia przybył do OSiRu pan Piotr Kociszewski na zaplanowany wykład, ale jednocześnie zainteresowani wycieczką wrześniową do Słowenii dowiedzieli się o terminie wnoszenia przedpłaty (od 9 marca 2020 roku), możliwości dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, sposobu podpisania umowy, otrzymali też program zwiedzania. I już rozpoczął się wykład o turystyce dawnej, obecnej i w przyszłości. Podróżowanie jest jak książka, którą się "czyta" w miarę zwiedzania kolejnych miast, państw czy kontynentów. Było wiele czynników wpływających na rozwój turystyki. Jeden z nich, bardzo banalny to np. kółeczka przy walizkach, które bardzo ułatwiły przemieszczanie się z bagażami. Budowano też wiele dróg, często oplatających całe imperia i tworzono wręcz sieci połączeń z miejscami do zatrzymywania się podróżujących turystów. Wiek pary sprzyjał podróżowaniu kolejami, a płatne urlopy wyjazdom rodzinnym. Już w 1851 roku Thomas Cook brytyjski przedsiębiorca, założyciel pierwszego biura podróży, wykorzystując możliwości kolei organizował pierwsze publiczne wycieczki. Do 1865 roku założył biura podróży w większości państw Europy. Opracował też jedne z pierwszych przewodników turystycznych. Firma ogłosiła upadłość 23 września 2019 roku. Było to najstarsze i jedno z największych biur podróży na świecie. Ogłoszenie upadłości spowodowało organizację największej akcji repatriacyjnej w czasach pokoju w historii Wielkiej Brytanii, operacji "Matterhorn", obejmującej 150 tysięcy brytyjskich turystów. W momencie upadku przedsiębiorstwo zatrudniało ponad 20 tysięcy pracowników na całym świecie.

Na ofertę turystyczną wpływa bardzo wiele czynników zewnętrznych, takich jak polityczno-prawne, ekonomiczne, społeczne, geograficzne, a także demograficzne czy technologiczne. Często turysta czuje się jak na randce w ciemno, do końca nie wiedząc, czy będzie mógł odwiedzić to, co mu wcześniej obiecano w biurze podróży. W miarę upływu czasu lista potrzeb turysty zmieniała się diametralnie. Obecnie dominują trendy samodzielnych wypraw nie grupowych, indywidualnie projektowanych i realizowanych, wykorzystując Internet jako narzędzie do wszelkich rezerwacji. Okazuje się też, że zupełnie inne potrzeby dotyczące oczekiwań turystycznych mają różne grupy wiekowe. I tak nawet w zależności od roku urodzenia wprowadzono podział ludzi na nazwane grupy (tabelka na jednym ze zdjęć) i do tych grup dostosowuje się ofertę turystyczną, tworząc grupy docelowe. Powstała turystyka kulinarna, historyczna, militarna, miejska edukacyjna i jeszcze wiele innych. Statki wycieczkowe to dla ludności miejscowej, którą odwiedzają są bardzo uciążliwe, ze względu na olbrzymią ilość ludzi wychodzących na ląd (kilka tysięcy), emisja spalin itp. Przeprowadzane są badania i próby zrównoważenia turystyki, aby zmiany dokonujące się na skutek dominacji przemian związanych z turystyką, nie zakłóciły pierwotnego charakteru danego obszaru. Ponadto organizatorzy wycieczek muszą zwracać uwagę na bezpieczeństwo turystów na terenach objętych działaniami wojennymi, różnymi groźbami katastrof, czy też nieprzychylnością miejscowej ludności. Obecnie jest kilka głównych trendów, które dominują w nowoczesnej turystyce. To natura, ekologia, cisza i zdrowie. Budowane są Eco Hotele, odrestaurowywane zamki, pałace, domy, czy dawne fabryki. Sukcesywnie zmniejsza się czynnik ludzki, na korzyść automatów i samoobsługi. Wreszcie turyści sami tworzą sobie pakiety wyjazdowe, wyeliminowując w ten sposób biura podróży. Jak widać nie wróży to na przyszłość "pomyślnych wiatrów" dla licznych biur podróży w kraju jak i na świecie. Ale my jako słuchacze UOTW jeszcze długo i z wielką przyjemnością będziemy korzystać z usług Biura Turystycznego PITUR i pana Piotra Kociszewskiego jako naszego pilota, opiekuna i przewodnika na wycieczkach krótszych i dłuższych organizowanych przez jego biuro.

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Koncert kolęd w Instytucie Geologicznym                                      15.01.2020 r.

Dzisiaj, odbył się Koncert Kolęd w Instytucie Geologicznym. Zapewne wiecie Państwo, że w chórze śpiewa aż troje naszych słuchaczy, których na pewno rozpoznacie na zdjęciach. Dyrygentem jest pan Dariusz Zimnicki, który parę lat temu miał u nas wykłady z muzyki. W programie były kolędy popularne, ale również zupełnie nieznane. Na zakończenie przy akompaniamencie pana Zimnickiego wszyscy, tak chór, jak i goście przybyli na występ zaśpiewali wspólnie kilka znanych kolęd. Goście otrzymali brawa od chóru za bardzo czyste wykonanie. Na tym zakończyło się to bardzo miłe spotkanie.

 

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu w Zamku pana Sławomira Szczockiego o historii zegarów    14.01.2020 r.

W poniedziałek 13 stycznia w Zamku Królewskim słuchacze UOTW wysłuchali niezmiernie ciekawego wykładu pana Sławomira Szczockiego o historii zegarów pt. "Ten zegar stary". Otóż pierwszym krokiem w kierunku określenia czasu było obliczenie długości roku z podziałem na miesiące. Do tego oczywiście posłużył ruch planet i księżyca. Ilość dni w tygodniu ustalono umownie, nazywając je od nazw siedmiu planet. W pewnym momencie próbowano użyć systemu dziesiętnego do kalendarza, ale się nie przyjął. Wreszcie podział doby na godziny, minuty i sekundy. I tu systemu dziesiętnego nie zaakceptowano – w palcach jest 12 kostek. Zaczęto budować zegary słoneczne wysokościowe, potem azymutalne czy cieniowe. Próbowano wyznaczać godziny na dłoniach. Tworzono różne systemy tarcz w zegarach słonecznych, takie jak systemy: włoski, norymberski, dwunastogodzinny, tarcze wielościenne. Odkryto, że w różnych szerokościach geograficznych są czasy lokalne i powstała mapa średnich czasów lokalnych oraz czas uniwersalny. Powstał też zegar słoneczno-księżycowy. Aby uniezależnić się od słońca wymyślono sposób odmierzania czasu klepsydrą. Najpierw wodną o różnych kształtach i wielkościach. Jednak woda spływa z różną prędkością w zależności od temperatury i ciśnienia, pomiar taki był niedokładny. Wodę zastąpiono piaskiem, co wyeliminowało parametry zmienne zewnętrzne. Tu tylko w miarę tarcia piasku o materiał klepsydry, po jakimś czasie szybkość przesypywania rosła. Jednak ten sposób odmierzania czasu był powszechnie stosowany. Kolejnym urządzeniem odmierzającym czas były zegary ogniowe np. świeca paląca się na tle podziałki, potem palnik olejowy. Wreszcie użyto systemu kół zębatych i obciążników czyli wag zegarowych. Następna faza rozwoju, to do nakręcania zastosowano kluczyki, którymi skręcało się sprężynę. Po odkryciu Galileusza o izochronizmie drgań można było w zegarach zastosować wahadło i to Christiaan Huygens był pierwszym, który zajął się budową precyzyjnych zegarów mechanicznych wahadłowych. Powstała tarcza zegarowa i od tej pory pojawiały się przeróżne ich wzory. Montowano dzwony, aby wybijały godziny, a nawet kwadranse. Budowano zegary astronomiczne z wieloma tarczami i dodawano jeszcze ruszające się elementy kukiełkowe. Wreszcie skonstruowano zegary domowe wiszące, stojące – stołowe, kaflowe, rotacyjne. Dodano kukułkę na początku w zegarach drewnianych tzw. schwarzwaldzkich. Dzięki zegarom, na morzu można było wyznaczyć długość geograficzną, ale niestety nie szerokość, co uniemożliwiało określenie położenia statku. Po katastrofie na morzu, wyznaczono nagrodę, za rozwiązanie tego problemu. John Harrison pracował nad skonstruowaniem urządzenia, które by rozwiązało problem wyznaczania szerokości geograficznej przez 53 lata i zdobył tę nagrodę. Wcześniej pojawiały się urządzenia, ale gabarytowo i wagowo nie spełniały oczekiwań. Kolejnym krokiem na drodze w rozwoju czasomierzy była ich miniaturyzacja. Dążono do skonstruowania zegarów przenośnych. Tzw. Jajko norymberskie wymyślił Peter Henlein. Potem dla mężczyzn zrobiono zegarki kieszonkowe na łańcuszkach zwanych dewizkami. Kobiety w tamtych czasach nie miały kieszonek, więc zaczęły nosić zegarki na łańcuszkach w formie kolii, traktowane były jako biżuteria. W pierwszej połowie XIX wieku powstała firma zegarkowa o nazwie od nazwisk właścicieli: Patek, Czapek &Co. Ukazały się też zegarki na rękę dla pań, eleganckie i dalej biżuteryjne. Dla żołnierzy wyprodukowano czasomierze zabezpieczone od zniszczenia i już również na rękę. Pierwsze automaty pojawiły się na początku XX wieku. Elektryczne w połowie XX wieku. Kwarcowe weszły do produkcji w 69 latach XX wieku. Pierwsza fabryka zegarków to moskiewska im Kirowa. Polacy również zaczęli produkować zegarki w Błoniu. W 1949 roku powstał zegar atomowy. W 2017 roku grupa Ye JILA zgłosiła eksperymentalny trójwymiarowy optyczny zegar kratowy z gazem kwantowym 3D, Takie zegary mogłyby potencjalnie zostać wykorzystane do badań nad zmianami pola grawitacyjnego Ziemi, poszukiwania cząstek ciemnej materii, wykonywania kwantowych symulacji fizyki wielu ciał oraz badania fundamentalnej natury światła i materii. To tyle pokrótce o tej ciekawej historii zegarów, którą pasjonuje się pan Szczocki, jak nam powiedział i sam ma i próbuje odrestaurować stare egzemplarze. 

 

 

 

  

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Warsztaty TDW o elicie kultury ukraińskiej w latach 20, 30 i późniejszych

na terenach Ukrainy i odrodzonej Polski                                                              10.01.2020 r.

W dniu 8 stycznia po wykładzie pana Igora Pogorzelskiego zainteresowani słuchacze warsztatami TDW prowadzonymi przez pana Rostysława Kramara udali się na drugie piętro do małej sali, aby tym razem dowiedzieć się jak przebiegały losy elity kultury ukraińskiej w latach 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku na terenach Ukrainy będącej republiką w ramach ZSRR i na terenach odrodzonej Polski. Jak można zauważyć na zdjęciach przybyła dosyć liczna grupa, nawet trzech panów, co może świadczyć, że tematy poruszane przez prowadzącego i sposób przekazywania tej bardzo interesującej a jednocześnie mało dla nas znanej wiedzy przyciągają słuchaczy pomimo, że w tym samym czasie odbywała się gimnastyka zwana pilatesem. Pokrótce postaram się nakreślić to, czego można było dowiedzieć się słuchając opowieści o losach osób stanowiących elitę kultury ukraińskiej, kiedy musieli emigrować głównie do Polski, aby uniknąć represji ze strony władz sowieckich. Jednak bezpośrednio po powstaniu ZSRR najpierw nastąpiła liberalizacja w sferze politycznej, co doprowadziło do swego rodzaju renesansu kultury ukraińskiej. Powstawały liczne stowarzyszenia kulturalne. Pomimo że funkcjonowały one wewnątrz systemu komunistycznego, bez ambicji wyjścia poza wyznaczone ramy ideologiczne, pozwalały na odrodzenie się w latach 20-tych inteligencji ukraińskiej i nowoczesnej świadomości narodowej. Jednak już wkrótce w latach 30-tych nastąpiły represje i terror, głównie ucierpiała inteligencja ukraińska. Z 200 czy 300 pisarzy przetrwało 30 czy 40-tu. W tamtych latach rozpoczęła się emigracja inteligencji ukraińskiej między innymi do Polski. Stanowili oni największą mniejszość narodową w odrodzonej Polsce, liczącą około 4,4 mln do ponad 5 mln obywateli, tj. ponad 13% mieszkańców kraju. Tworzyli obozy głównie w Częstochowie, w okolicach Kalisza. Imali się różnych zawodów, ale też próbowali pisać najpierw odręcznie, potem już wychodziły czasopisma drukowane. Była to jeszcze poezja i proza naiwna, ale niezmiernie smutna mówiąca o straconej ojczyźnie. Powszechnie krążyło powiedzenie - "teraz bronią literatura i poezja nie sztylet". W tym czasie sowieci stolicą republiki ukraińskiej zrobili Charków, a zdegradowali Kijów. Najważniejszymi ośrodkami kultury ukraińskiej stała się Warszawa i Praga. W Pradze studiowali po czym przyjeżdżali do Warszawy, gdzie tworzyli różne stowarzyszenia literackie, np. "Tank" o którym mówi jeden ze slajdów z prezentacji. W tym czasie pisarze, którzy pozostali na Ukrainie, wcześniej aresztowani, byli wywożeni z obozów i rozstrzeliwani. Pozostałych poddawano rusyfikacji. Używanie ukraińskiego zakazano i jak mówił pan Kramar, poetka Olena Teliga uczyła się swojego ojczystego języka dopiero będąc na studiach poza krajem, potem natomiast pisała tylko po ukraińsku. Wreszcie pomimo ostrzeżeń wróciła ona na Ukrainę do Kijowa i tam walczyła piórem z reżimem. Jednak w 1942 roku została aresztowana i rozstrzelana jak wielu innych pisarzy patriotów. Dzięki temu, że wielu twórców ukraińskich wyemigrowało i przetrwało w Polsce pisząc poezję i utwory literackie, doskonaląc swoje umiejętności, mogło po powrocie do kraju kontynuować i dalej rozwijać rodzimą kulturę. Na zdjęciach są przedstawiciele poetów tamtych czasów i ich utwory, a warsztaty kończy Ukrainka śpiewająca pieśń opowiadającą o tamtych trudnych czasach dla jej kraju. Pan Rostysław otrzymał podziękowania i oklaski od słuchaczy UOTW po zakończeniu warsztatów.

 

   

  

 

Autor tekstu :Barbara Wałachowska-Słomka zdjęć Barbara Wałachowska-Słomka i Krzysztof Adamski

 

Wykład pana Igora Pogorzelskiego o Leonardzie Bernsteinie   8.01 2020 r.

Wykład o wielkim kompozytorze, wykładowcy i pianiście amerykańskim prowadzonym przez pana Igora Pogorzelskiego odbywał się w dwóch odsłonach. Po raz pierwszy można było wysłuchać tylko części opowieści o Leonardzie Bernsteinie 11 grudnia ubiegłego roku, gdyż została przerwana w związku z awarią klimatyzatora. I tak w dniu dzisiejszym, tj. 8 stycznia 2020 roku mieliśmy przyjemność powtórnie powitać pana Pogorzelskiego i wysłuchać tym razem w całości relacji o tym wyjątkowym człowieku, który tworzył muzykę różnego rodzaju. Oczywiście głównie klasyczną ale i rozrywkową taką jak np. musicalową czy filmową. W prezentacji można było też zobaczyć kilka fragmentów maestrii Bernsteina jako dyrygenta, czy pianisty jednocześnie prowadzącego orkiestrę, pracującego również z dziećmi. Wyjaśniał im zawiłości pracy z orkiestrą nad różnymi utworami. Po wykładzie jak zwykle gromkie brawa potwierdziły tym razem maestrię naszego wykładowcy pana Igora Pogorzelskiego.

  

 

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Krótka notatka ze spotkania Świątecznego i przedstawienia "Jasełka żartobliwe"   21.12.2019 r.

Świąteczne spotkanie w OSiRze 18 grudnia 2019 roku miało jak zwykle bardzo uroczystą oprawę. Już od 10-tej była szykowana sala, czyli ustawiane stoliki z małymi poczęstunkami, a grupa teatralna robiła odpowiednią scenografię do przygotowanego przedstawienia. Wszyscy wykonywali swoje zadania jak mróweczki. Na zdjęciach widać tę pracę. Pomału zaczęli schodzić się słuchacze, zajmując miejsca przy stolikach. Grupa teatralna już wówczas poszła na zaplecze, aby się przebrać do występu i wykonać ćwiczenia, które pozwalały rozgrzać aparat mowy. Dobiegła 11-ta. Szefowa Elżbieta przywitała gości i zapowiedziała występ grupy teatralnej. A tytuł brzmiał: "Jasełka żartobliwe". Jak mówił narrator:

 "Że rzecz dotyczy czasów dzisiejszych.. Choć oczywiście, tak jak w jasełkach,

Nie brak aniołów, śmierci, diabełka, I wielu innych - lecz zdradzić muszę, 

Że wojna idzie o ludzkie dusze! Wszystko się dzieje tuż przed świętami.

Czasy dzisiejsze - zobaczcie sami.. Piekło i niebo przed sobą macie..."

I tak oto zaczęła się akcja. Było sporo śmiechu i braw, a po występie małego diabełka (w tej roli 6-cio letnia wnuczka kol. Renaty - naszego reżysera), huczne oklaski wyraziły podziw dla tej małej aktorki. I tak spektakl dobiegł końca. Myślę, że spodobał się naszym słuchaczom. Zamieściłam zdjęcia, które otrzymałam od kilku osób, bo również brałam udział w przedstawieniu. Mogłam robić fotki tylko przed i po występie. Kolejnym punktem programu spotkania było krótkie wystąpienie nowej Pani Prezes Fundacji TDW i rozdanie pamiątkowych dyplomów dla osób biorących udział w projekcie HeiM - Heritage in Motion. Gościem honorowym, jak tradycja nakazuje był ojciec Oszajca, który przygotował prezentację i krótki wykład na temat Świąt Bożego Narodzenia o tytule "Święto czułości". Spotkanie Świąteczne zakończyło dzielenie się opłatkiem i składanie sobie życzeń. Niektórzy nie chcąc się jeszcze rozstawać, tradycyjnie zeszli na parter, gdzie pijąc kawkę, rozmawiali o pięknej i bardzo udanej uroczystości.

 

  

  

  

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka, zdjęcia M.Kaczanowski, J.Świerżewski, P.Bogdan

 

Spotkanie w Kawiarni Naukowej. 

Informacja o genach i czego jeszcze naukowcy o nich nie wiedzą.               17.12.2019 r.

Piszę do Państwa dzisiaj po raz drugi, bo jesteśmy przed przerwą świąteczno - noworoczną i jutro już w OSiRze spotkanie Świąteczne. (Przypominam, że w czwartek, pojutrze wykład w Muzeum Warszawy). A teraz jeszcze chciałam Państwu wspomnieć o wczorajszym wykładzie w ramach Kawiarni Naukowej. Otóż z dużą satysfakcją muszę przede wszystkim zauważyć, że przychodzi na te spotkania coraz więcej naszych słuchaczy obecnych, jak i dawnych. W dalszym ciągu zachęcam do odwiedzania raz w miesiącu zawsze w przedostatni poniedziałek miesiąca Pałacu Staszica o godzinie 18-tej. Wczoraj wprawdzie było bardzo dużo osób, bo temat był fascynujący, więc trzeba przychodzić nie w ostatniej chwili, aby mieć miejsce siedzące. A teraz do rzeczy. Rozpoczęła spotkanie pani profesor Fikus, przedstawiając prowadzącego wykład. Potem jeszcze plany wykładów na przyszły rok, bardzo zachęcające. Zawsze Państwa uprzedzam na jakiś czas przed wykładem w Kawiarni o spotkaniu i temacie. Proszę śledzić. Wczorajszy wykład był fascynujący, chociaż momentami trudny. Ale pan prof. Paweł Golik tak z pasją i zaangażowaniem opowiadał o tym, co już jest wiadome genetykom i czego jeszcze nie odkryto. Zachęcał młodych ludzi, którzy przybyli na wykład do zaangażowania się w badania i dążenie do dalszego odkrywania tajemnic poszczególnych genów i całości. Po zakończeniu wykładu rozległy się oklaski, które trwały dużo dłużej, niż zwykle to się dzieje na innych spotkaniach w Kawiarni. Zadano jeszcze jak dla mnie bardzo już szczegółowe pytania, na które odpowiedzi również były mniej zrozumiałe. Ale oczywiście zadowoliły pytającego, specjalisty w omawianej dziedzinie. I tak zakończyło się spotkanie z dziedziną wiedzy i nauki, która niesie wspaniałe perspektywy dla całej ludzkości.

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu o Warszawie czasów Wazów i z wystawy w Zamku Królewskim     17.12.2019 r.

W poniedziałek 16 grudnia z Zamku Królewskim słuchacze UOTW wysłuchali wykładu pani Beaty Artymowskiej o Warszawie czasów Wazów, a po nim można było obejrzeć Galerię Czasową o podobnej tematyce, a mianowicie "Świat polskich Wazów – przestrzeń, ludzie, sztuka". W tym roku obchodzimy czterechsetną rocznicę ukończenia rozbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie, zainicjowanej przez Zygmunta III Wazę. W jej wyniku nowa rezydencja królewska stała się centralnym punktem życia politycznego, kulturalnego i dworskiego Rzeczypospolitej na kolejne dziesięciolecia. Prezentacja przedstawiona przez panią Artymowską okazała się kompletna, tzn. każde zdjęcie jest opisane. Przeglądając je, można dokładnie przypomnieć sobie wykład. Natomiast nie wszystkie zdjęcia z wystawy, na którą poszliśmy, są podpisane, za co przepraszam, ale w niektórych miejscach słabe oświetlenie nie pozwalało na sfotografowanie opisu. Wystawa ta pokazuje ówczesną przestrzeń, w której Wazowie działali,  ludzi tamtego czasu i sztukę, a także pozwala oglądać dwór, nasz kraj i Europę. Na eksponaty składają się wybitne dzieła sztuki, a także dokumenty i druki. W ostatniej sali galerii wystawiony jest wybór wazowskich reliktów architektonicznych wydobytych z Wisły w latach 2011–2015. Można też tam obejrzeć bardzo ciekawy film, którego lektorem jest Rafał Olbrychski. Zamieściłam parę ujęć z tego dokumentu. Tym razem w Zamku wysłuchaliśmy nie tylko bardzo ciekawego wykładu, ale też dzięki uprzejmości pani Beaty Artymowskiej, która zaprowadziła nas na wystawę i wprowadziła głębiej w temat, mogliśmy przenieść się w epokę Wazów, obcując z wazowską kolekcją artystyczną.

  

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wycieczka do Galerii Sztuki Średniowiecza w Muzeum Narodowym    14.12.2019 r.

W dniu 12 grudnia 2019 roku grupa słuchaczy zainteresowanych sztuką średniowiecza zwiedziła Galerię Sztuki Średniowiecza w Muzeum Narodowym. W galerii tej znajdują się głównie obiekty z okresu późnego średniowiecza (XIV-XVI w.), pochodzące z różnych regionów dzisiejszej Polski, a także kilka eksponatów z zachodu Europy. Są to dzieła, które pierwotnie przeznaczone były niemal wyłącznie do kościołów. Można tam oglądać imponujące ołtarze skrzydłowe, rzeźby zdobiące tzw. belki tęczowe, filary, jak również liczne obiekty mniejszych rozmiarów: sprzęty liturgiczne, ołtarzyki, obrazy i rzeźby przeznaczone do prywatnej modlitwy. Słynne dzieła – takie jak: Piękna Madonna z Wrocławia, Poliptyk Grudziądzki, Poliptyk Zwiastowania z Jednorożcem, Tryptyk z legendą świętego Stanisława Biskupa z Pławna czy monumentalny ołtarz z Pruszcza Gdańskiego – prezentowane są w nowoczesnej i atrakcyjnej dla współczesnego odbiorcy aranżacji. 

  

 

Autor tekstu::Barbara Wałachowska-Słomka, zdjęć Krzysztof Adamski

Słuchacze UOTW zwiedzają Galerię Faras w Muzeum Narodowym       7.12.2019 r.

Dobry wieczór. Słuchacze UOTW 5 grudnia zwiedzali Galerię Faras w Muzeum Narodowym. Mnie tym razem tam nie było, ale dzięki uprzejmości kolegi Krzysztofa, otrzymałam zdjęcia przez niego zrobione i opis, który zamieściło Muzeum. A więc udostępniam Państwu kilka zdjęć i wybrałam najważniejsze informacje o pochodzeniu eksponatów w galerii.

  Galeria Faras jest jedyną w Europie ekspozycją średniowiecznego malarstwa nubijskiego z Dolinego Nilu. 67 malowideł z okresu od VIII do XIV wieku pochodzi z kościoła katedralnego biskupów Faras, dużego ośrodka miejskiego w średniowiecznym królestwie Nobadii, na obszarach dzisiejszego Sudanu. Kampania Nubijska była wielką międzynarodową akcją ratowania zabytków dawnych kultur, którym groziło zalanie wodami Jeziora Nasera, sztucznego zbiornika, jaki miał powstać po ukończeniu budowy Wysokiej Tamy w egipskim Asuanie. Malowidła odkryte przez pracującą w Faras ekipę polskich archeologów kierowanych przez profesora Kazimierza Michałowskiego. Były wykonane na tynku techniką tempery, zostały zdjęte ze ścian przez konserwatorów z MNW i od 1972 roku były udostępnione publiczności wraz z elementami dekoracji architektonicznej katedry, jak też innych kościołów i budowli w Faras, epitafiami miejscowego duchowieństwa, a także wieloma cennymi znaleziskami z tego stanowiska, m.in. naczyniami ceramicznymi z miejscowych warsztatów. Prof. Kazimierz Michałowski był wybitnym polskim archeologiem, odkrywcą faraskiej świątyni i twórcą Galerii Faras. 

  

  

  

  

Autor tekstu::Barbara Wałachowska-Słomka, zdjęć Krzysztof Adamski

 

Notatka z wykładu pana Sławomira Szczockiego o historii higieny.    7.12.2019 r.

W poniedziałek 2 grudnia pan Sławomir Szczocki w Zamku Królewskim opowiada historię higieny, z podtytułem "Tam gdzie król chodził piechotą". Jak zwykle jest  podana w sposób niezwykle interesujący z prezentacją bardzo szczegółową. Opowieść zaczynała się od 1700 roku p.n.e. i jak się okazuje, używano do mycia ciała wanien, czyli higiena już wówczas obowiązywała. A nawet w 2800 p.n.e. pojawiają się wzmianki o mydle. W 312 p.n.e. budowane są akwedukty, potem termy a następnie łaźnie. Początki chrześcijaństwa – pojawia się sprzeciw dotyczący czystości ciała, czystość duszy jest ważniejsza. Po 1200 roku obmywane są ciała chorych, a możni w małych misach moczą ręce, względnie przecierają wilgotną szmatką twarz. Po 1370 roku budują łaźnie, w których korzystający zażywają wielu uciech, nie tylko związanych z higieną. Epidemia dżumy wprowadza w ludziach zwątpienie, co do konieczności mycia ciała. Wówczas uznano, że zamiast wody, należy wkładać czystą bieliznę lnianą w którą wnika pot, co daje wrażenie czystości. Nie myje się włosów, natomiast nosi na nich peruki, a więc tworzą się kołtuny, mnożą się wszy. Ludzie stosują drapaczki, pułapki i inne akcesoria. W XVIII wieku powstają różne elementy do higieny, takie jak szafki toaletowe czy nocniki, które opróżnia się wylewając fekalia na ulice, gromadzące się w rynsztokach. Nieuważny przechodzień może mieć przykre doznania wchodząc w te nieczystości. Wreszcie ludzie zaczynają zażywać kąpieli, jednak zwykle ci o wyższym statusie majątkowym. Pospólstwo chodzi brudne. Zaczyna się wracać do budowy łaźni publicznych i wychodków na podwórkach. Wzrasta zapotrzebowanie na papier toaletowy, który w 1857 roku wprowadza Josepht Gayetty. Powoli stają się popularne toalety publiczne nawet w wagonach kolejowych. Wreszcie ludzie odkrywają, że dzięki higienie, myciu ciała szybciej dochodzą do zdrowia po przebytej chorobie i ogólnie lepiej się czują. W domach pojawiają się łazienki z wannami, umywalkami i toaletami. Rozpowszechnia się konieczność mycia zębów. Mija godzina, wykład kończy się pokazaniem kosmonauty, korzystającego w kosmosie z kąpieli.

  

  

 

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Zwiedzanie Galerii XIX wieku w Muzeum Narodowym.   2.12.2019 r

W piątek 29 listopada duża grupa słuchaczy UOTW spotkała się w Muzeum Narodowym, aby zwiedzić Galerię XIX wieku z oprowadzającą po niej panią przewodnik. Wyposażeni w sprzęt nagłaśniający pierwsze kroki skierowane zostają do sali, gdzie wiszą płótna Jana Matejki z najbardziej znaczącym "Bitwa pod Grunwaldem". Relacja pani przewodnik rozpoczyna się oczywiście od życiorysu mistrza i jego twórczości, ale główna uwaga skierowana jest właśnie na obraz bitwy 1410 roku i postaci, które tam występują, tak historyczne jak i fikcyjne. Wszystkie namalowane bardzo realistycznie, wręcz z fotograficzną precyzją. Przechodzimy do sali, w której można odnaleźć dzieła o tematyce historycznej jak i portrety. Wszystkie malowane przez przedstawicieli nurtu romantycznego, wynikającego z zainteresowania przeszłością własnego narodu ale jednocześnie przy wykorzystaniu akademickich środków wyrazu. I tak oglądamy portrety Katarzyny Potockiej, czy Elizy Krasińskiej oraz Śmierć Barbary Radziwiłłówny. Najwybitniejszym przedstawicielem romantyzmu w malarstwie polskim był Piotr Michałowski, którego rzeźbę Napoleona i wiele obrazów podziwiamy. Typowym obrazem wykorzystującym akademickie środki wyrazu jest "Akt męski" Dominique Ingres i Siemiradzkiego piękna "Dirce". Oświecenie to Canaletto i Tokarski z jedną z niewielu tamtego okresu martwych natur. Realizm to Chełmoński ze wspaniałymi dziełami jak "Bociany", "Kuropatwy", czy obecnie brakujące w galerii "Babie lato". Następna sala to Aleksander Gierymski i jego pejzaże, widoki miast czy sceny z życia mieszkańców. Chciało by się napisać – "nocne i dzienne zdjęcia". Następny kierunek to symbolizm i Józef Mehoffer  z dziwnym ogrodem i jego atmosferą dziwności, tajemnicy i niepokoju. I na koniec modernizm przełomu XIX i XX wieku z Olgą Boznańską i jej obrazem o tytule "W oranżerii" "(W cieplarni)" . I to była ostatnia sala galerii, którą zwiedziliśmy, przy czym już indywidualnie można było wrócić do sal, w których chcieliśmy jeszcze raz pokontemplować piękno i urok dzieł wspaniałych twórców XIX wiecznych. Dziękujemy koleżance Basi N za zorganizowanie tych jakże ciekawych, tematycznych wycieczek do Muzeum Narodowego z przewodnikiem

  

 

 

Autor tekstu::Barbara Wałachowska-Słomka, zdjęć Krzysztof Adamski

 

Warsztaty podsumowujące cykl spotkań w ramach projektu "Heritage in Motion"       1.12.2019 r.

W środę 27 listopada odbyły się warsztaty podsumowujące cykl spotkań w ramach projektu HeiM – "Poruszamy dziedzictwo". Prowadziła je pani Aleksandra Kujawska – Sekretarz Zarządu TDW. W pierwszej części spotkania uczestnicy przypomnieli gdzie i z kim odbywały się zajęcia. Potem w grupach dwu i trzyosobowych w formie graficznej zaprezentowali ścieżkę jaką przebyli w czasie trwania projektu. I tu grupy bardzo różnie podeszły do zadanej pracy, jednak wszyscy spełnili oczekiwania prowadzącej. Kiedy już byli gotowi, przełożyli formę graficzną na ustną, czyli opowiedzieli o swoich wrażeniach przy realizacji zadań postawionych w projekcie. Obrazują to zdjęcia zrobione na warsztatach. Kolejna praca do wykonania, to na karteczkach żółtych i zielonych wskazanie negatywnych i pozytywnych aspektów realizowanych działań, które były postawione w czasie trwania HeiM. Żółte – to elementy nietrafione, kłopotliwe, czy niepotrzebne, a zielone – to ciekawe, akceptowalne i przynoszące satysfakcję w czasie realizacji. Na koniec jeszcze wypełnianie ankiety, w której znalazły się pytania związane z projektem. I tak minął czas spotkania i zakończyła się pierwsza część projektu "Heritage In Motion", w ramach którego  poznawane było kulturowe dziedzictwo lokalne: spacer przez Rezerwat Przyrody w Lasku Bielańskim, szukanie śladów dziedzictwa Żydów idąc ścieżką "Warszawskie judaica", czy prześledzenie szlaków życia i pracy Marii Skłodowskiej-Curie. Były też próby wyznaczania własnych ścieżek dziedzictwa i prezentowanie ich na spotkaniach w Muzeum Narodowym. W międzyczasie odbyły się też ćwiczenia, które poprzez pracę mięśni pomagały zmuszać mózg do większej aktywności, aby w pełni sprawni, szybkim krokiem szukać śladów kulturowego dziedzictwa w naszym mieście.

  

 

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Etruskowie to wykład pana Daniela Artymowskiego w Zamku Królewskim     22.11.2019 r.

Wykład pana Daniela Artymowskiego z poniedziałku 18 listopada w Zamku Królewskim. Mówił on o Etruskach i trochę informacji o tym ludzie. Etruskowie to współczesna nazwa ludu, który zamieszkiwał w starożytności północną Italię pomiędzy rzekami Arno i Tyber, co najmniej od VII w. p.n.e. aż do I w. n.e. Następnie zostali podporządkowani i wchłonięci przez rozwijającą się kulturę łacińską, z którą graniczyli od południa. Pochodzi od nich nazwa Morze Tyrreńskie. Stanowili ważny łącznik pomiędzy kulturą Grecji a ludami Półwyspu Apenińskiego, które za ich pośrednictwem przyswoiły pismo i system wierzeń. Nie istniało państwo etruskie, każde miasto zachowywało autonomię. Etruskowie uprawiali medycynę, astronomię, przy czym początkiem dnia było u nich południe. Dzielili czas na miesiące księżycowe. System rachuby mieli dwunastkowy. Byli również dobrymi inżynierami. Potrafili nie tylko nawadniać teren, ale również drenować bagna występujące zwłaszcza w Etrurii nadmorskiej. Dzięki technologii podziemnych kanałów likwidowali potencjalnie malaryczne tereny oraz powiększali powierzchnię żyznych pól pod uprawę. Nie cierpieli głodu jak wiele innych cywilizacji okresu 600-300 p.n.e., stawali się ludem bogatym, a często wręcz otyłym. Kobiety etruskie brały czynny udział w życiu towarzyskim i artystycznym miasta. W swoich czasach cieszyły się dużą swobodą, krytykowaną przez późniejszych rzymian ok. IV w. p.n.e. Razem z mężami bawiły się na ucztach, pijąc wino, jeździły do teatrów i na igrzyska, kolekcjonowały wazy i biżuterię. Pismo etruskie to nieco przystosowany alfabet zachodniogrecki używany w Kyme Chalcedońskim. Z kolei alfabet etruski został zapożyczony przez inne ludy zamieszkujące środkową Italię. Języka etruskiego, pomimo usiłowań uczonych, nie udało się jeszcze zrozumieć. Znanych jest bardzo mało ścisłych znaczeń wyrazów etruskich. Etruskowie budowali polis, czyli miasta-państwa. Najważniejsze z nich to Caere, Veii, Tarquinii,  Vulci, Volterrae. Na kształtowanie się cywilizacji etruskiej silny wpływ wywarła kultura Villanova. Charakterystyczne dla tej kultury były urny stożkowo zdobione rytymi motywami geometrycznymi. Urny umieszczane były w grobowcach szybowych. W latach 600 – 475 p.n.e. Etruskowie osiągnęli najwyższą potęgę. Władza ich rozszerzyła się na znaczną część Italii północnej i Kampanii. Niejednokrotnie rozciągali swą władzę na Rzym. Upadek Etrusków datuje się od bitwy pod Cumae. Grecy i Kartagińczycy odepchnęli ich z wybrzeży morskich. Celtowie wyparli ich z górnej Italii. Samnici opanowali Kampanię. Etruskowie ulegli w końcu Rzymianom i po bitwie nad Jeziorem Wadymońskim w 283 p.n.e. dostali się całkowicie pod władzę Rzymian. Byli odtąd ich sojusznikami, na wpół niezależnymi. Wiele rodów rzymskich pochodziło od Etrusków. Wśród ich potomków byli m.in., jak się zdaje, Pompejusz, a także Pliniusz i Mecenas. Tyle na temat tego starożytnego ludu.

 

  

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Pokaz filmu "Moja historia" w Warszawie w ramach projektu "Niepodległa"    21.11.2019 r.

W poniedziałek w dniu 18-tego  listopada w Warszawie odbył się pokaz filmu "Moja historia". Na tę projekcję przyszło sporo słuchaczy UOTW i przyjechały cztery osoby z Kuligowa, biorące udział w filmie. Pani Joanna Stanowska przywitała przybyłych po czym został wyświetlony film. Po zakończeniu rozległy się gromkie oklaski. Niektórzy widzowie zostali zmobilizowani, aby spróbowali powspominać i opowiedzieć wszystkim słuchaczom swoje ciekawe historie z dawnych lat. Spotkanie odbyło się w ciepłej i radosnej atmosferze i widzowie dziękowali i chwalili twórców oraz wykonawców tego projektu.

  

  

 

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Spotkanie w Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w ramach projektu HeiM   20.11.2019 r.

W ramach projektu HeiM w sobotę 16 listopada słuchacze spotkali się w Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie. Na drugim piętrze tego obiektu już czekała przygotowana sala z materiałami piśmiennymi, ekranem do wyświetlania przygotowanej prezentacji oraz kawa, czy herbata i słodycze. Każdy oczywiście skorzystał z możliwości dostarczenia organizmowi rozbudzającej kofeiny. Pani Dominika Świtkowska rozpoczęła swoją opowieść o życiu i pracy dwukrotnej Noblistki Marii Skłodowskiej-Curie. Opowiadała i wyświetlała prezentację, która zawierała bardzo wiele zdjęć Marii, jej rodziny, przedmiotów które do niej należały, czy dokumentów zachowanych i znajdujących się w salach muzealnych. Rozdane zostały wcześniej również materiały zawierające listy i wspomnienia samej bohaterki jak i znających ją osób. W miarę opowiadania o jej działalności naukowej jak i życiu, słuchacze zostali zapoznani z tymi materiałami. Na mapie Warszawy, zaznaczali miejsca, gdzie żyła i bywała Maria. Po wykładzie wszyscy mieli możliwość obejrzenia eksponatów znajdujących się w Muzeum.

 

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład profesora Sławomira Gzella - architekta pracującego dla Warszawy  20.11.2019 r.

 W środę 13-tego listopada odbył się wykład z architektury profesora Sławomira Gzella o Warszawie, czyli mieście w jakim żyjemy. Pierwsze zdjęcia z prezentacji pokazały architekturę Warszawy okresu Canaletta, a potem słuchacze zobaczyli stolicę współczesną z wysokościowcami obok Pałacu Kultury, ale też stare domy Pragi. Pan profesor wskazał udane architektonicznie zrealizowane projekty. Były to Biblioteka Uniwersytecka z pięknym ogrodem na dachu, czy wnętrze Muzeum Polin. Pokazywał też projekt Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Placu Defilad. Następny temat poruszony, to gęsta zabudowa oddalona od centrum miasta. Na mapach słuchacze obejrzeli tę intensyfikację budownictwa na peryferiach Warszawy, co w rezultacie powoduje wszystkie ujemne oddziaływanie gęstej zabudowy – smog, korki dojazdowe do centrum i inne trudności z tym związane. Dzieje się tak nie tylko w Warszawie, ale i w innych miastach naszego kraju jak i w całej Europie. Obrazowała to mapka przedstawiona w prezentacji. W centrum stolicy powstają szklane domy – piękna architektura. Projektanci tworzą nowe koncepcje, aby wykorzystać istniejącą architekturę i stworzyć takie projekty które ukażą nową jakość, np. zadaszą ulice aby potencjalnym kupującym deszcz nie przeszkodził w zakupach. W Złotych Tarasach wygrał kalifornijski projekt, co bardzo zdziwiło polskich architektów. Teraz wykładowca opowiedział, że w 1990 roku zaprojektowano całe kompleksy handlowe stolicy, biorąc pod uwagę ciągi komunikacyjne. Jak musiały zmienić się poprzednie projekty, aby dostosować je do realiów, zobrazowały mapki. W podsumowaniu wykładowca stwierdził, że w  każdym mieście wskazane jest, aby w blokowiskach było jak najwięcej zieleni - roślin i drzew, wówczas ludzie będą mogli żyć w zdrowiu i komforcie.

  

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Warsztaty TDW-Salomea Kruszelnicka-ukraińska wokalistka primadonną Teatru Wielkiego    17.11.2019 r.

W środę 13 listopada w małej sali OSiRu odbyły się warsztaty TDW prowadzone przez pana Rostysława Kramara, wykładowcę UW i Katedry Studiów Interkulturowych Europy Środkowo-Wschodniej. Tematem było życie i kariera śpiewaczki ukraińskiej Salomei Kruszelnickiej, która odnosiła największe sukcesy w Polsce na scenie Warszawskiej Opery Narodowej w latach 1898 do 1902.

  

  

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Premiera filmu "Moja Historia" w Kuligowie w ramach projektu "Niepodległa"         17.11.2019 r.

"Moja historia" to opowieść mieszkańców gminy Dąbrówka o dzieciństwie, dorastaniu i życiu w niepodległej Polsce. Powstał z tych przekazów film i jego premiera odbyła się 15 listopada 2019 roku w miejscowości Kuligów. Do sali OSP przyszło wiele osób, chcących obejrzeć tę produkcję, ale również spotkać z osobami, dzięki którym mógł zaistnieć ten dokument. Przyjechały również koleżanki z warszawskiego UOTW, z którymi został zrealizowany spektakl "Cienie przeszłości". Od tamtej pory nawiązały się przyjaźnie i już wielokrotnie seniorzy z Dąbrówki, Kuligowa i Warszawy spotykali się na różnych imprezach. Na projekcję filmu "Moja historia" do Kuligowa przybyły również pani Prezes Zarządu TDW Ilona Kondrat, pani Aleksandra Kujawska Sekretarz Zarządu i pani Agnieszka Nowińska, której projekt właśnie został zaprezentowany. Pani Joanna Stanowska, która realizowała to przedsięwzięcie przywitała gości i podziękowała wszystkim uczestnikom nagrania za duży wkład pracy, po czym pani Aleksandra Kujawska opowiedziała jak doszło do realizacji tego projektu i oczywiście również podziękowała wszystkim uczestnikom jak i przybyłym, aby obejrzeć produkt pracy wielu osób. Po obejrzeniu filmu wybuchły gromkie brawa. Były kwiaty wręczane aktorom i realizatorom przez panią Prezes TDW, natomiast realizator i reżyser całego przedsięwzięcia pani Joanna rozdała wykonawcom zdjęcia zrobione przez pana Michała Nadolnego, który był operatorem filmu. Ta uroczysta premiera miała finał, kiedy wszyscy spotkali się na poczęstunku, aby przy kawie i słodyczach porozmawiać o kulisach realizacji tego karkołomnego projektu. Deszczowa pogoda zupełnie nie sprzyjała w kręceniu scen w plenerze. Podsumowując: opowiadane historie bardzo ciekawe, często wzruszające, inne bawiące, nie za długie, utrzymujące zainteresowanie widza. Świetny montaż i zdjęcia plenerowe tak z ziemi jak i z drona. Gratuluję pomysłu i wykonania wszystkim biorącym udział w projekcie. Następne pokazy w Dąbrówce 16 listopada, a w Warszawie w poniedziałek 18-tego i na ten pokaz oczywiście większość  słuchaczy UOTW wybiera się, włącznie z piszącą te słowa.   

    

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wyznaczanie własnych tras w ramach kulturowego dziedzictwa lokalnego                          14.11.2019 r.

                             HeiM w Muzeum Narodowym 

W dniu 9 listopada, tj. w sobotę niektórzy słuchacze naszego UOTW przybywają do Muzeum Narodowego, aby kontynuować uczestnictwo w projekcie HeiM. Pani Barbara Tichy, opiekunka z ramienia Muzeum, prowadzi nas do sali, gdzie na ekranie mamy oglądać przygotowane przez nas projekty miejsc, które chcielibyśmy włączyć do warszawskiej ścieżki szlakiem Dziedzictwa. Przed rozpoczęciem prezentacji częstujemy się kawą lub herbatą i ciasteczkami. Teraz już każdy przedstawia swoją propozycję. I tak zaczynamy prezentację sentymentalnego spaceru śladami dzieciństwa jednej z naszych koleżanek. Oglądamy trasę: ulicę Foksal potem Okólnik, dom w którym mieszkała w dzieciństwie, dalej Akademię Muzyczną im. Fryderyka Chopina, potem Muzeum Chopina i ulicę Tamkę. Kolejne przedstawienie to Park Moczydło z jego różnorodną formą, wystrojem i oprzyrządowaniem dla wszystkich pokoleń. Następna osoba pokazuje zdjęcia Bulwarów warszawskich, które zostały tak zrobione, aby przypominały obraz "Piaskarze" Aleksandra Gierymskiego. Drzwi Anielskie Igora Mitoraja okazują się wspaniałym elementem dziedzictwa i słyszymy bardzo ciekawą historię tak autora, jak i tej instalacji. Kolejne zdjęcia są z cmentarza Ewangelicko Augsburskiego i pokazują warszawskie dziedzictwo – wszystko się łączy – jak mówi koleżanka. Zamykamy przegląd, projektem znów wspomnieniowym – spacerem osobistym. I już minął czas przeznaczony na spotkanie w Muzeum. Jeszcze wracamy do aplikacji Wikiloc, oglądając ciekawe ścieżki utworzone przez ludzi i widzimy np. ścieżkę pokazującą mosty we Wrocławiu, albo obiekty handlowe w jakimś innym mieście. Dowiadujemy się, że w ten sposób właśnie można tworzyć własne ścieżki i je publikować.

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Spotkanie na Tamce, Rady Słuchaczy z zarządem Fundacji TDW     11.11.2019 r.

W czwartek 7 listopada Rada Słuchaczy UOTW, Kierownik i Księgowa UOTW spotkały się z zarządem Fundacji Towarzystwa Demokratycznego Wschód. Przede wszystkim koleżanki z Rady Słuchaczy poznały się z nową panią Prezes Zarządu Iloną Kondrat, a pani Aleksandra Kujawska, jako wspierająca działalność Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku przedstawiła zarysy organizacyjne naszej działalności w bieżącym roku akademickim, po zmianach osobowych w zarządzie TDW. Omówiona została dotychczasowa praca Rady Słuchaczy i zadania na obecny rok. Wspomniano o projektach trwających, jak i nowych. Co wiąże się z ich realizacją. Szczególnie w nowy projekt "Erasmus"  będą zaangażowane koleżanki z Rady Słuchaczy. Przewidywane są spotkania dotyczące organizacji kadry zarządzającej uniwersytetem. Obecnie realizowany jest w UOTW projekt Heritage In Motion, w ramach którego poznajemy i promujemy wiedzę o kulturowym dziedzictwie lokalnym i europejskim. Odbyło się już wiele spotkań w jednostkach kultury, takich jak Muzeum Narodowe, ale i spacery tematyczne pokazujące słuchaczom kulturowe dziedzictwo. Następny temat poruszony na spotkaniu, to kwestia pracy wolontariackiej i związana z nią konieczność podpisywania umów, sprecyzowania zakresu obowiązków i rozliczania się ze zrealizowanej pracy. Wreszcie hasłowo na razie przedstawiona kwestia RODO. Ustalono, że spotkania w tym gronie będą się odbywały w miarę potrzeb ale dosyć często. I na tym zakończyło się pierwsze w tym roku akademickim spotkanie Rady Słuchaczy, szefowej i księgowej UOTW z zarządem TDW.

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wystawa w Muzeum Narodowym – Bruegel i Rembrandt     11.11.2019 r

W czwartek 31 października słuchacze UOTW chętni obejrzenia wystawy "Bruegel w towarzystwie, Rembrandt osobiście", stawili się w Muzeum Narodowym. W tym roku przypada 450-ta rocznica śmierci jednego z najbardziej intrygujących twórców sztuki niderlandzkiej.  Dzieła graficzne i rysunki Pietera Bruegel`a są równie fascynujące, jak jego malarstwo, ponieważ do dzisiaj zaskakują swoją aktualnością i uniwersalnym przesłaniem. Z pieczołowitością miniaturzysty przedstawiał w swoich rycinach sceny religijne, rodzajowe, a także alegoryczne.

Rembrandt van Rijn, którego 350-ta rocznica śmierci przypada w tym roku,  jest nie tylko najsłynniejszym holenderskim artystą XVII wieku, ale również pozostaje jednym z najważniejszych twórców malarstwa, rysunku i grafiki w sztuce europejskiej. Jego bogaty dorobek artystyczny i życie są tematem  wielu książek i artykułów, a także wystaw, których w roku rocznicy śmierci zorganizowano szczególnie dużo.

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Zwiedzanie w Muzeum Narodowym ścieżki nazwanej "Żydowskie spotkania artystyczne"  10.11.2019 r.

W dniu 30 października słuchacze UOTW wybrali się do Muzeum Narodowego z zamiarem obejrzenia wystawy Bruegel i Rembrandt. Jednak okazało się, że przyszła pani przewodnik, która była przygotowana do oprowadzania nas po galeriach muzeum aby zrealizować temat "Żydowskie spotkania artystyczne". Oczywiście wszyscy przystają na zmianę i po rozdaniu słuchawek i urządzeń odbiorczych grupa idzie do galerii, gdzie wystawione są dzieła sztuki powojennej i współczesnej. Uczestnicy dowiadują się, że zwiedzanie odbędzie się w porządku chronologicznym odwróconym, czyli będziemy się cofać w latach. Zatrzymujemy się przed asamblażem Jonasza Sterna, który nosi tytuł "Formy zabite II" i wykonany jest z ości i kości przytwierdzonych do płótna. Ma on symbolizować holokaust. Obok obraz Andrzeja Wróblewskiego "Patrzeć wciąż naprzód", gdzie widzimy rozstrzeliwanie ludzi. W kolorze niebieskim to już zabici, pozostali jeszcze przed egzekucją. Przechodzimy do sztuki współczesnej, abstrakcyjnej. I tak oglądamy obraz "Mechanofaktur" Henryka Berlewi płaski, chociaż wygląda na trójwymiarowy. Pani przewodnik zachęca do oglądania go z boku i z bliska, co czynimy, jak widać na zdjęciach. Teraz przechodzimy do Galerii Malarstwa Polskiego XIX wieku i ku naszemu zdziwieniu docieramy do jej końca, gdzie wyeksponowany jest oczywiście obraz Jana Matejki "Bitwa pod Grunwaldem". Pada stwierdzenie, że twórca nie był Żydem, a jednak spodziewamy się właśnie takich dzieł. Otóż dowiadujemy się, po przekazaniu słuchaczom wojennej historii tego obrazu, że w pewnym momencie został on nabyty przez bogatą rodzinę żydowską. Po śmierci nestora rodu, został podarowany przez jego spadkobierców władzom polskim. (Źródła w sieci nie wspominają o takiej rodzinie, natomiast wspominają o heroicznych działaniach prof. Woydy ukrywającego "Bitwę" w jednej z pod lubelskich wsi i naczelnika wydziału w lubelskim magistracie Pieczyraka pilnującego tego cennego rulonu ukrytego najpierw w sianie, potem zakopanego pod ziemią w katakumbach, którego jedyny syn zginął w Oświęcimiu i dwóch innych ludzi zostało zastrzelonych, a nie zdradzili miejsca ukrycia. Po wyzwoleniu Lublina rulon został odkopany i przekazany kierownikowi resortu kultury i sztuki przy PKWN. Płótno zbutwiałe, zostało wstępnie oczyszczone i przewiezione do Muzeum Narodowego). Pani opowiada o poszczególnych postaciach na obrazie, pokazując między innymi autoportret Matejki w fioletowej bluzie nad komturem brandenburskim. Wszyscy z wielkim zainteresowaniem słuchają relacji. Przechodzimy dalej i oglądamy kolejny obraz tym razem żydowskiego malarza Maurycego Gottlieba "Chrystus nauczający w Kafarnaum", gdzie znów widzimy autoportret twórcy - młody Żyd siedzący na ławce na pierwszym planie. Obok kolejna praca tego autora. Wszyscy z wielkim zainteresowaniem słuchają informacji im przekazywanych. Kolejny obraz "Wypadek w podróży"  Alfreda Wierusz-Kowalskiego i tym razem możemy podziwiać na nim ludzi różnej narodowości, tak Polaków jak i Żydów. Tak też jest na następnym Stanisława Witkiewicza, jednak tym razem tematyka powstania styczniowego i ludność żydowska trzymająca się na uboczu. A za chwilę podziwiamy twórczość Aleksandra Gierymskiego: Żydówkę z pomarańczami i Piaskarzy. Na tym drugim obrazie można zobaczyć wśród ludzi przyglądających się ciężkiej pracy piaskarzy także mężczyznę z pejsami i z długą brodą. Tak zakończyło się nasze spotkanie ze sztuką żydowską i polską, gdzie można było zobaczyć w jaki sposób przed laty żyły obok siebie te dwa narody. 

  

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład pani Beaty Artymowskiej w Zamku Królewskim o Warszawie              31.10.2019 r,              

w czasach Książąt Mazowieckich   

W poniedziałek 28 października 2019 roku w Zamku Królewskim słuchacze UOTW wysłuchali wykładu pani Beaty Artymowskiej o Warszawie w czasach Książąt Mazowieckich do XVI wieku. Po wykładzie pani Beata zaprowadziła chętnych słuchaczy do piwnic Zamku i na własne oczy mogli obejrzeć te pięknie zachowane komnaty piwniczne z oknami obecnie zamurowanymi i wspaniałymi krzyżowymi sklepieniami. Skupili się również na dwóch ekspozycjach, zawartość których wcześniej oglądali w prezentacji, a teraz mogli je podziwiać w realu. Poniżej obok kilku zdjęć z prezentacji fotki z piwnic Zamku i drobne przedmioty pozyskane z wykopalisk na terenie Zamku, zgromadzone w gablotach.

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Spacer po Rezerwacie Przyrody w Lasku Bielańskim w ramach projektu HeiM     26.10.2019 r.

W dniu 25 października odbył się spacer tematyczny do Rezerwatu Przyrody w Lasku Bielańskim, w ramach projektu HeiM. Ja niestety nie mogłam tam być, ale dzięki koledze Krzysztofowi otrzymałam świetnie zrobione zdjęcia, jak i ustny przekaz całej wycieczki. Ponadto przesłał mi wytyczoną i zapisaną ścieżkę w aplikacji Wikiloc. A więc zaopatrzona w te pomoce, postaram się Państwu opisać spacer po rezerwacie. W tym miejscu dziękuję koledze Krzysztofowi w imieniu wszystkich słuchaczy, którzy dowiedzą się, co też zobaczyli ci, którzy wybrali się z panią Małgorzatą Stanowską i panem Tomaszem Gąską. Spotkali się oni na pętli autobusowej przy Gwiaździstej i ulicą Podleśną doszli do szlaku, na którym rozpoczęli swoją ścieżkę na Wikiloc, przy tablicy "Plan rezerwatu". Na zdjęciu widać jak w swoich smartfonach rozpoczynają pracę z aplikacją. Ruszają w głąb rezerwatu, mijając tablice informacyjne. Przechodzą obok miejsca, gdzie w latach 50-tych ubiegłego wieku była tzw. "Karuzela na Bielanach", o której śpiewała Maria Koterbska. Napotykają nawet na rosnące kanie. Pod koniec trasy mijają pozostałości wcześniejszego ogrodzenia w postaci dwu słupów z kamienia i kierują się ulicą Kamedulską, gdzie za płotem rozciąga się teren i gmach Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Podążając wzdłuż ogrodzenia, dochodzą do Domu Rekolekcyjnego, gdzie kończą ścieżkę tworzoną w aplikacji Wikiloc. Dalszy spacer jest już poza nią. Podchodzą w okolice Kościoła Pokamedulskiego pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Tam natykają się na bardzo ciekawe obiekty, które wyglądają na zapomniane – to dawne dormitoria mnichów. W małym budyneczku schowane Międzynarodowe Centrum Dialogu Międzykulturowego i Międzyreligijnego, na którego ścianie wisi tablica upamiętniająca generała Hallera, czy nieco dalej, widoczna z podwórca dormitorium, jedna tablica bardzo zniszczona upamiętniająca królów polskich i druga ojca świętego Piusa XI. Stoi też zniszczony pomnik z napisem "Dla poległych za ojczyznę". Naprzeciw ściany, pod murem widoczne ustawione tam, na prowizorycznych podporach głowy, które robią niesamowite wrażenie. Jedną z nich jest na pewno głowa kardynała Wyszyńskiego, drugiej niestety nie rozpoznaję. Żadnych podpisów ani innych śladów, które wskazywałyby na to, że ktoś o to miejsce dba. Na jednym ze zdjęć widać też postument z drewna, bardzo zniszczony z głową jakiegoś zwierzaka. Zwiedzający zatrzymują się przy drzewku oliwnym w glinianej misie. Na swojej drodze napotykają też pomnik dla Stanisława Staszica, jako założyciela Towarzystwa Rolniczego Hrubieszowskiego ufundowany w roku 1847 przez członków tego Towarzystwa i dalej w pniu drzewa kapliczkę Matki Bożej Kodeńskiej. Uczestnicy zaglądają też do pięknego wnętrza Kościoła Pokamedulskiego, bo w tym czasie jest niestety zamknięty. Idąc dalej wychodzą na skarpę nad Wybrzeżem Gdyńskim i odpoczywają po spacerze prowadzą rozmowy i pozują do grupowych zdjęć. Na ich drodze jeszcze pojawia się obelisk z 1835 roku, u podstawy którego widoczny jest tzw. rzygacz w kształcie rybo – smoka, z pyska którego wypływała woda źródlana. I tak kończy się pierwszy spacer w ramach projektu HEiM.  

 

 

  

  

 

                

Autor tekstu Barbara Wałachowska-Słomka i Krzysztof Adamski, autor zdjęć Krzysztof Adamski

 

Warsztaty w ramach projektu HeiM prowadzone po raz drugi przez panią Joannę Stanowską     25.10.2019 r.

Warsztaty w ramach projektu HeiM odbyły się w środę po wykładzie dr Rossa. Po raz drugi prowadziła je Joanna Stanowska i tym razem przyszło dużo osób, tj ok 15-tu. Jak można zaobserwować na zdjęciach, odbyło się jak zwykle krótkie wprowadzenie i relaks polegający na tym, że uczestnicy spotkania mieli po zamknięciu oczu słuchając relaksacyjnej muzyki starać się wyobrazić sobie coś miłego, przyjemnego. Kiedy już wrócili do rzeczywistości, poznawali tajniki schylania się, bez bólu kolan jak i kręgosłupa. Potem utrzymanie równowagi przy wznoszeniu kolejno nóg zgiętych w kolanie. Następne działanie, to prawidłowe schylanie się, sięganie po piłeczki leżące na podłodze i rzucanie ich w górę oraz łapanie. Jeszcze praca w małych grupkach, potem w większych z przerzucaniem piłeczek i na koniec ćwiczenie, przy którym przyznam że najlepiej się bawiłam. Otóż przy rytmicznej muzyce należało wykonywać pewne manipulacje z kubeczkiem, który po kilku ruchach, trafiał do osoby siedzącej obok. Tu mózg i ręce musiały pracować, aby wszyscy wykonywali te same czynności w rytm. Super. I tak dobiegł niestety czas zajęć.

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu dr Wiktora Rossa o Ukrainie po rozpadzie ZSRR     25.10.2019 r.

W środę 23 października wysłuchaliśmy bardzo ciekawego wykładu dr Wiktora Rossa o historii współczesnej Ukrainy od rozpadu ZSRR do wyboru prezydenta Włodymyra Zełenskiego w 2019 roku. Leonid Krawczuk to pierwszy prezydent niepodległej Ukrainy, który postawił jeden z trzech podpisów w akcie rozwodowym z ZSRR. Jednak jest on prezydentem związanym z Rosją i popieranym przez nią. Banki drukują pieniądze bez pokrycia, a od czasu rozpadu ZSRR problemem w stosunkach ukraińsko–rosyjskich jest separatyzm obszarów zamieszkałych przez ludność rosyjskojęzyczną. Dotyczy to szczególnie Krymu, Donbasu i obszarów nadczarnomorskich z centrum administracyjno–politycznym w Odessie. Szczególnie drażliwa jest sprawa Krymu, gdzie w Sewastopolu znajduje się potężna baza radzieckiej marynarki wojennej. Flota Czarnomorska po rozpadzie ZSRR formalnie jest własnością WNP (Wspólnota Niepodległych Państw), w rzeczywistości zostaje przejęta przez Rosję, która nie zamierza rezygnować ze swoich baz na Morzu Czarnym. Następne wybory prezydenckie na Ukrainie wygrywa Leonid Kuczma, przedstawiciel postsowieckiej nomenklatury opowiadający się za bliskimi relacjami z Rosją i powiązany ze zniknięciem opozycyjnego dziennikarza Gongadze który zostaje zamordowany we wrześniu 2000 roku co staje się początkiem szerokiej akcji społecznej "Ukraina bez Kuczmy", demonstracji ulicznych i postawienia miasteczka namiotowego demonstrantów w centrum Kijowa. W tym czasie powstają klany oligarchiczne, Rozszerza się prywatyzacja, jednak działa na zasadzie voucherów, które mogą nabywać w dużej ilości przedsiębiorcy, nawet przestępcy czy  ludzie kontrolujący klany. Dyrektorzy fabryk dostają fabryki za darmo i stają się ich właścicielami. Popularność Leonida Kuczmy spada. W kolejnych wyborach prezydenckich w 2004 Kuczma popiera kandydaturę Wiktora Janukowicza, który był wcześniej ochroniarzem Achmatowa. Po wybuchu pomarańczowej rewolucji bierze on udział w negocjacjach mających zakończyć powstały kryzys. Jedenaście osób na Ukrainie trzyma w ręku połowę jej bogactwa. Np. zięć Leonida Kuczmy ma 3,8 miliarda dolarów, Wadim Nowiński ma 2,8 miliarda dolarów (siedział 10 lat w więzieniu w Stanach Zjednoczonych, a obecnie jest sponsorem prezydenta Zełenskiego). Deputowani przynależą do różnych oligarchów. Zaczyna się Majdan. Powtórzono drugą turę wyborów i wygrywa Juszczenko, ale Tymoszenko zachowuje się wobec niego nielojalnie. Podczas kadencji Juszczenko traci poparcie społeczeństwa Ukrainy i prezydentem zostaje Wiktor Janukowicz, który dostaje więcej głosów niż Tymoszenko. Jest to człowiek oligarchów, przywiązany do rosyjskich interesów. Podpisuje porozumienie z Rosją. Flota czarnomorska liczy 25000 marynarzy. Układ ma obowiązywać długie lata. Tymoszenko idzie do więzienia, oskarżana za podpisanie niekorzystnej umowy gazowej. Janukowicz gra na dwa fronty:  z Rosją ale zawiera też porozumienie o stowarzyszeniu z Unią. W tym czasie na Ukrainie kwitnie korupcja, brak niezależnego sądownictwa. Gruzja, Mołdawia i Ukraina chcą podpisania aktu stowarzyszeniowego, jednak Rosja grozi zamrożeniem wymiany handlowej z tymi państwami i Janukowicz nie podpisuje układu. Młodzież wychodzi na Majdan. Jest rozjeżdżana przez Berkut (specjalną jednostkę milicji ukraińskiej). Jednak protesty te trwają od listopada do marca, ludzie palą opony, dalsze starcia z Berkutem. Wreszcie w lutym 2014 roku na Majdanie ginie 100 osób. W tym czasie prowadzone są negocjacje, do listopada obiecane wybory. Po tej masakrze ludzie atakują pałac, Janukowicz ucieka do Charkowa z całą ciężarówką majątku. Pod Moskwą zakupuje willę i mieszka w niej do dzisiaj. Putin obserwuje w tym czasie olimpiadę w Soczi i żartuje mówiąc o biatlonie czołgowym na terenie Ukrainy. Następuje również ciche przejęcie Półwyspu Krymskiego przez GRU – "zielone ludziki". Niestety brak kontaktu z dowództwem ukraińskim (wojna hybrydowa) i jednostki tam stacjonujące masowo poddają się. Natomiast "zielone ludziki" pojawiają się w Donbasie na posiedzeniu Rad Donieckich i Donbaskich. Zarządzają referendum w sprawie przyłączenia Krymu do Rosji. W Donbasie są nastroje prorosyjskie, termin tylko dwutygodniowy i tak okazuje się, że np. w Sewastopolu za Rosją opowiada się 112%  głosujących. Takie to było referendum. W tym czasie Ukraina jest w bardzo słabej kondycji finansowej, ma tylko 6000 żołnierzy dobrze uzbrojonych i świetnie wyszkolonych, ale to niestety kropla w morzu. Przez cztery miesiące prezydentem jest Turczynow. Jednak 7 czerwca 2014 roku zostaje Petro Poruszenko. W tym czasie oligarchowie nastawieni patriotycznie zaczynają dofinansowywać budżet państwa i realnie bronią ojczyznę  przed zajęciem Charkowa przez  Putina. Upada jego plan budowy Nowo Rosji wzdłuż morza Czarnego. Premierem Ukrainy zostaje  Arsyniuk. Nagonka rosyjska trwa, mówi się, że władze przejęli Banderowcy. Ludność Doniecka i Krymu przestraszona, woli popierać separatystów. Jednak Rosja nie może ingerować działając agresją. Tym czasem Ukraina zyskuje kontrolę nad swoją granicą. Odbywają się wolne wybory w Donieckim i Ługańskim obwodzie. Rosjanie chcą w tych regionach autonomii. Zbliżają się kolejne wybory prezydenckie i wówczas pojawia się człowiek niezwiązany z polityką, ukraiński satyryk, aktor, scenarzysta, producent filmowy, z wykształcenia prawnik Wołodymyr Zełenski. Realizuje i występuje w filmach znanych w Rosji. W czasie wyborów otrzymuje ponad 70% poparcia. Związana z nim partia to "Sługa ludu". Nowy prezydent dąży do zawarcia porozumienia z Rosją, ale ta nigdy nie wejdzie w żadne porozumienia nie na jej warunkach. Rosja przejmuje wszystkie tereny, które mają większość separatystów. Zełenski kontynuuje linię Poroszenki. Tyle udało mi się Państwu przekazać, korzystając z notatek, które robiłam na wykładzie dr Wiktora Rossa. Liczę na to, że merytorycznych błędów nie popełniłam.

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Wykład pana Daniela Artymowskiego w Zamku Królewskim o zapomnianym świecie Sumerów.    22.10.2019 r.

W poniedziałek 21 października po wejściu do Zamku Królewskiego słuchacze UOTW dowiedzieli się, że wykład pana Daniela Artymowskiego tym razem odbędzie się w Sali Koncertowej na pierwszym piętrze. Wprawdzie wystrój piękny, ale oglądanie prezentacji wyświetlanej na ekranie utrudniony, ze względu na brak możliwości zaciemnienia sali. Ale oczywiście sam wykład pana Daniela jak zwykle ciekawy i dotyczył zapomnianego świata Sumerów. Otóż pokrótce postaram się opowiedzieć o dziejach tego zapomnianego świata. Sumerowie to starożytny lud nieznanego pochodzenia, który pod koniec IV tysiąclecia p.n.e. stworzył wysoko rozwiniętą cywilizację w południowej Mezopotamii, międzyrzeczu Eufratu i Tygrysu. Rzeki te w starożytności miały inny bieg niż współcześnie dlatego ruiny miast sumeryjskich znajdują się na pustyni, daleko od koryt rzecznych. Lud o którym mowa posługiwał się językiem sumerskim, zapisywanym za pomocą pisma. Początkowo było to pismo obrazkowe, które w ciągu kilkuset lat ewoluowało do formy pisma klinowego. Jego pierwotną rolą było ewidencjonowanie dóbr w gospodarce, ale z biegiem czasu stawało się coraz doskonalsze i pozwalało na wyrażanie myśli i pojęć abstrakcyjnych, następstwem czego było powstanie literatury. Zaczęto spisywać historie o bogach oraz bohaterach i tak powstały opowieści dzisiaj znane jako mity i eposy. Literatura sumeryjska posiadała wielu bohaterów, z których najlepiej znanym jest Gilgamesz, półbóg i władca państwa-miasta Uruk. Opowiada o nim pięć eposów, które stały się inspiracją do stworzenia w późniejszej Babilonii wzbogaconej, jednolitej wersji dzieła literackiego znanej dzisiaj jako "Gilgamesz - Epos starożytnego dwurzecza". Każde miasto miało swojego boga-opiekuna, a mieszkańcy wyznawali jego szczególny kult. Sumerowie wznosili monumentalne budowle, świątynie dla bogów i pałace dla królów. Świątynie były wznoszone na platformie usypanej z ziemi i gruzów lub budowanych z cegły. Sztuka sumeryjska była wzorem, naśladowanym w całej późniejszej Mezopotamii. Rzeźba charakteryzowała się walcowym kształtem ciała i uwydatnieniem najważniejszych cech twarzy - figury miały duże oczy, uszy i nosy. Rzeźbiono podobizny zarówno bogów, królów, jak i zwykłych ludzi. W płaskorzeźbie najważniejszą rolę odgrywały kamienne płyty z otworem w środku. Jako osiągnięcia cywilizacyjne Sumerów można zatem wymienić monumentalną architekturę, zastosowanie pługa, powstanie systemu nawadniającego, zastosowanie koła do pojazdów i koła garncarskiego, odkrycie sposobu wytapiania metali, pismo, utworzenie systemu miar i wag. W okresie Akadyjskim powstało jedno scentralizowane państwo Sumeru i Akadu, zjednoczonego przez króla Sargona, ze stolicą w mieście Agade.  Okres gutejski to czas najazdu i okupacji Sumeru i Akadu przez plemiona Gutejów. Zniszczono wiele miast z wyjątkiem autonomicznego państwa-miasta Lagasz. Ten okres zaowocował zapoczątkowaniem przemian, będących przyczyną rozkwitu kultury. Najbardziej znanym z nich był Gudea z Lagasz, który poprzez wprowadzenie reform i inwestycje budowlane zapewnił bardzo silną pozycję swojemu państwu-miastu w świecie sumeryjskim. Kolejny okres nowosumeryjski był okresem nazywanym złotym wiekiem kultury i cywilizacji. Mimo mądrych rządów oraz szeregu zwycięstw militarnych przedstawicieli III dynastii z Ur, powoli następował zmierzch państwa sumeryjskiego: postępowała semityzacja, narastało rozwarstwienie społeczne oraz rosły koszty utrzymania państwa. Okres ten zakończył się udanym najazdem na Sumer plemion semickich oraz Elamitów, którzy zdobyli ówczesną stolicę Ur. Okres starobabiloński po roku 2004 p.n.e  to koniec niezależnego państwa sumeryjskiego. Sumerowie mieli już nigdy nie stanowić żadnej siły politycznej. Na terenie Mezopotamii powstało kilka terytorialnych państw. Najsilniejsze ze stolicami w Isin i w Larsie. Język sumeryjski przestawał być używany jako język mówiony, natomiast w dużych dawnych ośrodkach świątynnych powstał rodzaj wielkiej antologii literatury sumeryjskiej. Miało to na celu ocalenie jej od zapomnienia. I tak zakończyły się dzieje starożytnego mało znanego ludu i na tym zakończył się wykład pana Daniela Artymowskiego.

 

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Warsztaty w Muzeum Narodowym w ramach projektu HeiM       20.10.2019 r.

Wczoraj, tj. w sobotę 19-tego października słuchacze zainteresowani projektem HeiM czyli poznawaniem i promowaniem wiedzy o kulturowym dziedzictwie lokalnym, jak i europejskim oraz dążeniem do wspólnego wyznaczenia ścieżki dziedzictwa w Warszawie, a potem na Mazowszu, spotkali się w Muzeum Narodowym. Koordynatorem tych zajęć była pani Barbara Tichy historyk sztuki i adiunkt w Dziale Edukacji MNW i ona koordynuje działania edukacyjne w MNW skierowane do seniorów. Poprowadzeni zostaliśmy do biblioteki, gdzie przechowywane są w warunkach klimatyzowanych najcenniejsze zbiory zabytkowych starodruków, kodeksów, rękopisów. Rzadko są udostępniane zwiedzającym. Czasami zdarza się to w czasie Nocy Muzeów. Do pomieszczenia tego przeszliśmy przez korytarz, gdzie powieszone są piękne obrazy, które nie znalazły miejsca w ekspozycji muzealnej. Dowiedzieliśmy się, że muzealnicy starają się wykorzystać różne miejsca w budynku, aby obrazy wisiały na ścianach w prawidłowej temperaturze i wilgotności, a nie były zgromadzone w piwnicach. W bibliotece zajęliśmy miejsca przy dużym stole, na którym były przygotowane różne pomocnicze materiały i skrzynka. Pierwszy temat, który poruszyła pani Barbara, to sama definicja dziedzictwa. Otóż dziedzictwo, to jest wszystko, co odziedziczyliśmy po poprzednich pokoleniach, szczególnie dziedzictwo kulturowe. My przecież również pozostawimy po sobie dziedzictwo kulturowe następnym pokoleniom. Każde z pokoleń wybiera te najbardziej wartościowe aspekty dziedzictwa. Przecież różne np. wydarzenia historyczne, czy nawet dokonania twórców nie zawsze są powodem do dumy i nie muszą być uznane za warte ich dziedziczenia. I tu natknęliśmy się na różnicę zdań. Jedni twierdzili, że dziedzictwo kulturowe jest ocenne, inni jednak dowodzili, że jest nieocenialne. Wartościowanie różnych aspektów wydarzeń czy zachowań kształtuje naszą świadomość. I tak dziedzictwo może być albo przejawem geniuszu jednostki, albo ludzkości, może też być społeczności lokalnej. Po tym wprowadzeniu pierwsze nam postawione zadanie, to wpisywanie na trzy karteczki różnych elementów dziedzictwa, które nam wpadną do głowy. Potem te karteczki wrzucaliśmy do skrzynki i na koniec pani Barbara je odczytywała. Przytoczę kilka z wielu propozycji: Muzyka Chopina, Muzeum Sienkiewicza, Parki Narodowe, Walka o niepodległość, Opera Narodowa, obraz "Bitwa pod Grunwaldem", wynalazki technologiczne, itd... Następny krok, to dopasowanie tych karteczek do głównych czterech kategorii: Dziedzictwo Światowe, Dziedzictwo Polskie, Dziedzictwo społeczności lokalnej i wreszcie Moje dziedzictwo. To zadanie zostało zrealizowane, co widać na zdjęciach. Kolejne odbywało się w dwóch grupach i polegało na wpisywaniu na dwie plansze różnych rodzajów dziedzictwa, przy czym podział polegał tylko na przypisaniu do dwóch grup: dziedzictwa materialnego i niematerialnego. Jak można przeczytać na planszach, zadanie to zostało zrealizowane bardzo dobrze. To tyle z naszych prac manualnych. Jeszcze dostaliśmy informację, że ukazała się wspaniała książka Freemana Tildena o tytule "Interpretacja dziedzictwa" i pani prowadząca zajęcia przytoczyła kilka cennych dla nas sentencji z tego wydawnictwa, które mówią jak interpretować i przedstawiać różne dobra kulturowe, aby zainteresowały i przekonały odbiorcę/słuchacza. Dam przykład, przede wszystkim Interpretator musi być dystrybutorem szczęścia, musi po prostu tak działać, aby odbiorca odczuwał pełna satysfakcję i szczęście w odbiorze przekazu. Proszę przeczytać na zdjęciach jeszcze kilka wybranych sentencji, które dają rady, jak przekonywać i zachęcać odbiorców naszego przekazu. Kolejny krok w zajęciach, to praca domowa, czyli nad czym mamy się zastanowić i  co przygotować. I tak pytanie - jakie są nasze atuty: po pierwsze mieszkamy w Warszawie od wielu lat, jesteśmy seniorami z wieloletnim stażem życiowym, podobno znamy miejsca w naszym mieście, których nie wymieniają w przewodnikach, a które wiążą się z naszymi emocjami i przeżyciami. Pani Barbara podała jako przykład dziedzictwa, które ktoś z seniorów może znać, to gdzie w czasie powstania warszawskiego ludzie wychodzili z kanałów. Dążymy do stworzenia naszej ścieżki, różniącej się od tych z przewodników, czy takich, które mogą wymyślać młodzi ludzie. Jeszcze jedno ograniczenie. Miejsca, które zostaną wskazane muszą znajdować się w granicach od Wisły do Dworca Centralnego, a z drugiej strony od Zamku Królewskiego do Placu Trzech Krzyży. Zadanie ma być zrealizowane w dowolnej formie - elektronicznie (prezentacja do pokazania na rzutniku z komputera), lub w formie papierowej (zdjęcia papierowe i słowny opis). Należy przygotować tę ścieżkę na sobotę 9 listopada. (Czyli od Muzeum Narodowego do obiektu, który wskażemy jako dziedzictwo kulturowe). Następna część naszego spotkania już odbywała się w Galerii Sztuki XIX wieku i tam po stworzeniu trzech grup rozdzieliliśmy się, aby poszukać przydzielonych nam obrazów. A zadaniem było napisanie krótkiej notatki zachęcającej potencjalnego odbiorcę, który przyszedł oglądać obrazy, do zatrzymania się przed obiektem opisywanym przez nas i popatrzeniem na niego ze zrozumieniem, ale i zaangażowaniem wyobraźni oraz chęci dalszego go poznawania. Nasze spotkanie z dziedzictwem narodowym, tym razem z obrazami Gierymskiego. Podkowińskiego i Canaletto zakończyło się odczytaniem przed każdym z wymienionych obrazów tego, co napisali uczestnicy. I tak minęły trzy godziny warsztatów. Przypominam, że kolejne mamy w OSiRze z panią Joanną Stanowską w środę po wykładzie, po godzinie 12-tej i dalej będziemy uaktywniać mózg za pomocą ruchu.

 

  

 

 

 

 

Autor tekstu Barbara Wałachowska-Słomka, autorzy zdjęć Barbara Wałachowska-Słomka i Krzysztof Adamski

 

Spotkanie słuchaczy UOTW w ramach projektu HeiM z panią Joanną Stanowską.   18.10.2019 r.

W środę odbyło się spotkanie w ramach projektu HeiM z panią Joanną Stanowską. Jak zwykle, kiedy prowadzi zajęcia ta młoda, wielce uzdolniona, radosna osoba, po prostu wszyscy uczestnicy nabierają chęci do wspólnych ćwiczeń i starają się wykonywać wszystkie polecenia Joanny. Okazuje się, że te ćwiczenia fizyczne pozwalają uaktywnić pracę mózgu i zmuszamy obie półkule do czynnego angażowania się. A więc pokrótce opowiem po kolei, co robiliśmy na spotkaniu. Otóż oczywiście najpierw Asia opowiedziała o sobie (w poprzednim projekcie zakończonym występami na kilku scenach Joanna reżyserowała spektakl i wówczas wszyscy uczestnicy projektu mówili sobie po imieniu, co bardzo ułatwiało dobry kontakt). Kolejnym krokiem było ćwiczenie palców dłoni, każdego i każdej osobno. Wyobraźcie sobie Państwo, że to wcale nie jest łatwe. Popróbujcie wyciągnąć najpierw jedną rękę, potem drugą i robić kółeczka po kolei każdym palcem. Następnie dłonią zataczać ósemki, jak widać na zdjęciach. Po czym ósemki całymi rękami, kilka razy w każdą stronę. Będąc w grupie można wspólnie wykonywać różne ćwiczenia, jak to widać na zdjęciach. Potem ściskanie piłek różnymi częściami rąk i dłońmi, wzajemne podawanie sobie i jaką mamy wspaniałą zabawę. Wszyscy są uśmiechnięci, odstresowani. Czas na małe piłeczki. Widzicie Państwo jaką radość przynoszą takie wspólne zajęcia. Powiem w sekrecie, że jedna z naszych koleżanek początkowo usiadła sobie z boczku i uznała, że tylko będzie się przyglądała. Jednak już za chwilę czynnie brała udział w tych jakże miłych ćwiczeniach. Nawet Asia uczyła nas jak się żongluje takimi piłeczkami, a później cienkimi apaszkami. Z piłeczkami był mały kłopot, ale z chustami było już znacznie lepiej. Za tydzień znów mamy spotkanie z Joanną i będą inne przeróżne ćwiczenia pobudzające mózg do myślenia. A więc może po wykładzie i krótkim spotkaniu z naszą szefową Elżbietą, która opowie o wyjeździe do sanatorium w Inowrocławiu, podążycie na piętro wyżej do małej sali OSiRu i trochę pouprawiacie gimnastykę mózgu.

 

 

 

 

 

Autor tekstu Barbara Wałachowska-Słomka, autorzy zdjęć Barbara Wałachowska-Słomka i Michał Nadolny

 

Wykład pana Igora Pogorzelskiego o Stanisławie Moniuszce                                16.10.2019 r.

W środę 16 października wysłuchaliśmy wykładu z muzyki prowadzonego przez pana Igora Pogorzelskiego, a temat to "Stanisław Moniuszko - nie tylko Ojciec Opery Polskiej". Jak zwykle na jego wykładach zgromadziło się duże grono słuchaczy.

Stanisław Moniuszko urodził się we wsi Ubiel w zaborze rosyjskim 5 maja 1819 roku. W tym roku minęła dwusetna rocznica jego urodzin. Zresztą była upamiętniona poprzez liczne koncerty tak w Filharmonii, jak i na ulicach Warszawy. Wówczas można było usłyszeć liczne pieśni, arie z oper, uwertury czy muzykę kościelną. Moniuszko kształcił się muzycznie w Berlinie, a po powrocie ożenił się, zamieszkał w Wilnie i tam pracował jako organista. Dorobił się dziesięciorga dzieci. Pisał, muzykę nacechowaną narodowo, wplatając w swoje kompozycje elementy folkloru polskiego. Wykorzystywał utwory polskich poetów. Był jednym z najwybitniejszych kompozytorów polskiego romantyzmu i nazywany jest ojcem polskiej opery narodowej.

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład w Zamku Królewskim pana Sławomira Szczockiego o historii pieniądza.  15.10.2019 r.

W poniedziałek 14 października w Zamku Królewskim odbył się wykład pana Sławomira Szczockiego, na temat historii pieniądza. Jak zwykle prezentacja była świetnie i niezmiernie szczegółowo opracowana. Dzięki niej,  bardzo zajmującemu i niezwykle ciekawemu opowiadaniu, słuchacze zapoznali się z dziejami wzrostu zapotrzebowania na środek płatniczy, potem historii powstawania monet, ich technologii wybijania i wreszcie koniecznością wprowadzenia pieniądza papierowego, a w ostatnich czasach plastikowego. Pokrótce trzeba wspomnieć, że pierwsze waluty, to kauri, płaciła, obole czy żelazne grzywny. W Lidii bito złote monety - lawa indyjskiego. Potem Obol z Lukanii, obol ateński, wreszcie obol dla Charaona. Garść oboli to drachma. Brąz zastąpił złoto, srebro i był wykorzystywany stopniowo do wytwarzania monet. Podobizny różnych bogów tłoczone na monetach pozwalały rozróżniać nominały. W starożytnym Rzymie bito denary, solidy, a w Moskwie ruble i kopiejki. Dirhem, monetę arabską znaleziono w Polsce, co świadczy, że dotarła ona do naszego kraju w VIII wieku. Każdy król miał ambicję bicia swojej monety. Okazało się, że nie wystarczały one do dużych płatności, powstały więc pierwsze pieniądze papierowe. Złoto jest za ciężkim metalem, aby z tego kruszcu wytwarzać pieniądze. Obecnie ma zastosowanie pieniądz plastikowy = elektroniczny czyli karty płatnicze.

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Pierwsze spotkanie ze słuchaczami UOTW w ramach projektu "Heritage in Motion"   11.10.2019 r

Dzisiaj w małej sali OSiRu słuchacze, którzy zostali zaciekawieni projektem "Heritage in Motion", czyli "Dziedzictwo kulturowe w ruchu" - spotkali się z panią Małgorzatą Stanowską i panem Tomaszem Gąską. Było to pierwsze z zaplanowanego całego cyklu. Ma on na celu dążenie do pozytywnego działania seniorów, budowania wzorca pracy z seniorami oraz wchodzenie w relacje z osobami starszymi, ale przede wszystkim poznanie i promowanie wiedzy o kulturowym dziedzictwie lokalnym i europejskim oraz wspólne wyznaczanie ścieżki dziedzictwa kulturowego na terenie Mazowsza. Jak już wszyscy zauważyli oferta turystyczna sukcesywnie się zmienia i ewaluuje w kierunku indywidualnych wycieczek, krótkich spacerów po wybranych przez zainteresowanych rejonach. Tworzone są często indywidualne trasy, specjalnie zaadoptowane do danego typu turysty. Analiza zasobów dziedzictwa kulturowego na terenie Mazowsza wykazała bardzo liczne i ciekawe regiony, jednak często nie dla osób starszych ze względu na wiele barier tak architektonicznych jak i znacznych odległości. Wspomniano również o ankietach, które były wypełniane w ramach tego projektu i okazało się, że preferowane przez seniorów było zwiedzanie w małej grupie przyjaciół kilkugodzinne, ewentualnie jedno lub kilkudniowe .

Pani Małgosia podała też z kim będziemy pracować, w jakich dniach oraz jakie tematy nas czekają w ramach tych zajęć. Ponadto zachęciła do czynnego udziału. Projekt ma stronę internetową o adresie:  https://www.heimheritage.eu i Facebook-ową  : heritage in motion - erasmus+ project - tak należy wpisać w wyszukiwarkę Facebooka, a potem polubić.

Kolejny punkt naszych zajęć, to obejrzenie filmu "Niedziela w przedwojennej Warszawie"  i zastanowienie się nad tym, jakie ścieżki poznawcze można by rozwinąć na podstawie tego filmu.Te wymieniane przez słuchaczy elementy były zapisywane na tablicy, co można odczytać na zdjęciach. Ostatnim punktem dzisiejszego spotkania i jak się okazało najbardziej skomplikowanym było zainstalowanie, uruchomienie i zapoznanie się z aplikacją Wikiloc. Do domu zadanie - poćwiczyć obsługę aplikacji . I na tym zakończyły się warsztaty. Kto będzie miał ochotę dołączyć na następne zajęcia, zapraszamy 16 października w środę po wykładzie o 12-tej na drugie piętro OSiRu. Tym razem spotkamy się z panią Joanną Stanowską, która pokaże i nauczy, jak zachować zdrowie i jasny umysł w ruchu

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Uroczysta inauguracja roku akademickiego 2019/2020 w UOTW     10.10.2019 r

Dzisiaj odbyła się inauguracja Nowego Roku Akademickiego 2019/2020. Przybyło wielu gości, jak i liczne grono słuchaczy. Szefowa Elżbieta przywitała wszystkich zgromadzonych i zostały wręczone kwiaty nowej pani Prezes Zarządu TDW Ilonie Kondrat i ustępującej pani Aleksandrze Kujawskiej. Następnie tradycyjnie na stojąco został odśpiewany hymn studencki "Gaudeamus igitur", po czym była wyświetlana prezentacja ze zdjęciami z wydarzeń minionego roku akademickiego UOTW i  koleżanka Renata opowiedziała bardzo barwnie i dowcipnie to, co uwieczniły zdjęcia. Ja przypomniałam o prowadzonej stronie internetowej Uniwersytetu i o komunikowaniu się ze słuchaczami poprzez pocztę elektroniczną. Pani Kujawska dodała, że TDW ma również fanpage`a, gdzie też pojawiają się informacje o działalności i różnych wydarzeniach tak w TDW, jak i w UOTW. Następnie zabrała głos pani Małgorzata Stanowska i przypomniała zgromadzonym o rozpoczętym projekcie "Heritage in montion", który promuje innowacyjne metody edukacji i aktywizacji osób starszych w zakresie poznawania i odkrywania dziedzictwa kulturowego. Promuje wiedzę na poziomie lokalnym jak i europejskim. 

Wytrwałość, słuchanie innych ze zrozumieniem i empatią, elastyczność myślenia, danie sobie czasu na przemyślenia, staranność i dążenie do precyzji, zadawanie pytań i formułowanie problemu, używanie zgromadzonej wiedzy w nowych sytuacjach, precyzja myślenia i porozumiewania się, gromadzenie danych i wykorzystywanie wszystkich zmysłów, okazywanie zainteresowania, zaangażowanie, podejmowanie ograniczonego ryzyka, poczucie humoru, współdziałanie - to nawyki umysłowe, które warto doskonalić, aby żyć szczęśliwie dla siebie i dla innych. O tym mówiła dr Grażyna Czetwertyńska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Po zakończeniu wykładu nowa pani Prezes powitała słuchaczy i życzyła wszystkim wielu interesujących wykładów i chęci do podejmowania nowych wyzwań. Potem pan poseł Szczerba, przedstawiciel parlamentarnego zespołu ds. Uniwersytetów Trzeciego Wieku opowiedział o III Wielkim Kongresie UTW, który odbędzie się w Warszawie w Teatrze Polskim 14 października i o corocznej imprezie odbywającej się na Torze Wyścigów Konnych pod nazwą "Dzień Uniwersytetów Trzeciego Wieku". Rozdał też biuletyn "Panorama Uniwersytecka". Na koniec uroczystej inauguracji roku akademickiego wystąpił zespół młodzieżowy "Trele morele" z pięknymi piosenkami. Rozbawił słuchaczy UOTW i gości do tego stopnia, że oklaskami poproszono o bisowanie. Po uroczystości grupy najbardziej z sobą zaprzyjaźnione udały się do różnych kawiarni, aby powspominać wakacje.

 

 

 

 

 

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Słuchacze UOTW na wjeździe pobytowym zwiedzający perły Adriatyku:

                                    Słowenię, Chorwację oraz Bośnię i Hercegowinę        8.10.2019 r

W dniach od 17 do 27 września 2019 r. grupa 52 osób z UOTW wyjechała, aby zwiedzać perły Adriatyku, tj. Słowenię, Chorwację oraz Bośnię i Hercegowinę. W czasie podróży do pierwszego hotelu w miejscowości Karlobag mieliśmy przerwę na nocleg w Słowenii po czym zwiedziliśmy Lublanę, jej stolicę. To piękne miasto wywarło na wszystkich bardzo duże wrażenie, odczuwając wielki sentyment do tak urokliwych kamieniczek i uliczek. Jednak przejazd malowniczym wybrzeżem Chorwacji wywołał nowe uczucia, gdyż jazda wąskimi serpentynami wznoszącymi się nad urwiskiem i opadającymi w połączeniu z niezmiernie porywistym wiatrem o nazwie Bura spowodował niemałe emocje. W hotelu Zagreb spędziliśmy 4 doby. Odbyliśmy w tym czasie wycieczkę do Parku Narodowego Jezior Plitwickich, a także dla chętnych rejs statkiem i zwiedzanie wyspy Pag. Oczywiście miasteczko zostało dokładnie obejrzane i nie zabrakło chętnych do pływania w basenach jak i do opalania się na leżaczkach, mimo, że Bura dalej wiała. Piątego dnia po wykwaterowaniu z hotelu udaliśmy się na zwiedzanie miejscowości Trogir i Split, po czym przekroczyliśmy granicę i wjechaliśmy do Bośni i Hercegowiny. W  miejscowości Neum mieliśmy zarezerwowane pokoje we wspaniałym, olbrzymim hotelu o nazwie Grand Hotel Neum. Następny dzień zaczął się deszczowo, ale  grupa pojechała zwiedzić Mediugorje – miejsce objawień Matki Boskiej z 1981r, a potem spacerowała po miejscowości Mostar, gdzie było wiele meczetów i rezydencji, a przede wszystkim słynny most, z którego rok rocznie skaczą młodzieńcy do płynącej w dole rzeki. Pogoda uległa zmianie i wyszło słonko, co umożliwiło miłe chodzenie po wąskich uliczkach Mostaru. Powrót malowniczą doliną rzeki Neretwy. W kolejnym dniu rejs statkiem po zatoce Neumskiej i degustacje wyrobów miejscowych, głownie tych wzmocnionych. Całe towarzystwo wracało w wyśmienitych humorach ze śpiewem na ustach. Dziesiąty dzień rozpoczął się od wykwaterowania z hotelu, ale przede wszystkimi jeszcze jedna niespodzianka. Zwiedzamy Park Narodowy Krka i oglądamy wodospady na rzece Krka, która płynie przez głębokie krasowe wąwozy. Potem przejazd na nocleg do Słowenii i tam w czasie kolacji kibicujemy naszym siatkarzom, którzy właśnie grają ze Słoweńcami. Niestety ten jedyny mecz w całych rozgrywkach przegrywamy. Nasi gospodarze oczywiście mają satysfakcję z wygranej, a my im klaszczemy. Rano po śniadaniu już spokojnie wracamy do Warszawy, oczywiście zatrzymując się co jakiś czas na kawę, toaletę, czy posiłek. I tak kończy się nasza przygoda. Wszyscy bardzo zadowoleni, dziękują świetnym kierowcom, panu Piotrowi za wspaniale prowadzoną tę piękną wycieczkę, a pan Piotr dziękuje uczestnikom za punktualność i jest wdzięczny, że wszyscy umieli podporządkować się wymogom tak trudnego przedsięwzięcia ze względu na dużą ilość osób, jak i bardzo bogaty program.

   

  

   

   

    

   

   

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Zmarł redaktor Andrzej Godlewski                                                              29.06.2019 r.

Z przykrością dowiedzieliśmy się, że 7 czerwca br. zmarł  w wieku 49 lat dziennikarz i wykładowca Uniwersytetu SWPS Andrzej Godlewski. Gościliśmy go w UOTW dwukrotnie, kiedy to był moderatorem spotkań i jednocześnie debat na temat faktów i dezinformacji. Był też członkiem Rady Fundacji TDW. Żałujemy, że już nie będzie dla nas prowadził spotkań z ciekawymi ludźmi i opowiadał o wielu interesujących seniorów problemach. Będzie brakowało tego miłego, życzliwego i zawsze uśmiechniętego człowieka.

Msza Święta za śp. Andrzeja zostanie odprawiona w kościele Świętego Krzyża  (ul. Krakowskie Przedmieście 3)  17 lipca (środa) 2019 o godzinie 18:00.

  

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Czerwcowy wyjazd pobytowy do Łeby słuchaczy UOTW      29.06.2019 r.

Pobyt słuchaczy UOTW w czerwcu w Łebie okazał się bardzo udanym tak pod względem miejsca jak i wspaniałej pogody. Nie należy oczywiście zapominać o ludziach, którzy właśnie na takich wyjazdach lepiej się poznają, zawiązują przyjaźnie, razem dobrze się bawią i odpoczywają. Nasze wyjazdy grupowe tak zimą jak i latem cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem i słuchacze nie wyobrażają sobie, aby zabrakło tego jakże ważnego elementu w działalności Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku. A teraz pokrótce przedstawię najważniejsze wydarzenia, które uatrakcyjniały pobyt wszystkim uczestnikom. Otóż mieszkaliśmy w hotelu, posiłki były w restauracji hotelowej. Dwa w postaci bufetu, obiad podawany. Jestem przekonana, że nikt nie wychodził po posiłku głodny, były też one smaczne i różnorodne. Każdy ranek większość naszych głównie pań, chociaż nie tylko, rozpoczynała dzień gimnastyką, prowadzoną przez naszą koleżankę Renatę, a przed kolacją dla chętnych również codziennie odbywały się zajęcia z Tai Chi, które prowadził kol. Andrzej z żoną. Chętni do zwiedzania odbywali przeróżne wycieczki bliższe i dalsze. Bardzo ciekawą była wyprawa do "Ruchomych wydm", gdzie pojechaliśmy kilkoma meleksami, potem trzeba było przesiąść się do innych już na terenie Parku Słowińskiego, zwieńczeniem natomiast wspinanie się po piachu na szczyt wydm, co było niemałym wysiłkiem. Część osób po pierwszym wspinaniu uznała ten wyczyn za wystarczający i tylko najbardziej ambitni dotarli na sam szczyt, skąd rozpościerał się piękny widok z jednej strony na morze, z drugiej na jezioro. Oczywiście w ruch poszły aparaty fotograficzne, głównie w smart fonach. Fotografowaliśmy się w dużych grupach, jak i w mniejszych. Wreszcie wszyscy w wyśmienitych humorach schodzili po piachach ze szczytu, już przy lekko przekropnej pogodzie. W tym dniu właśnie była pogoda wymarzona na taką wycieczkę. Nie było ani gorąco ani duszno, lekkie zachmurzenie i na koniec wypadu drobny deszczyk, odświeżający powietrze. Oczywiście w oczekiwaniu na drugie meleksy, które miały nas dowieść do hotelu, w restauracji kawka, ciasteczka i coś na rozgrzewkę. Wszyscy uznali tę wycieczkę za super udaną. Głównymi atrakcjami w czasie pobytu w Łebie były spacery po plaży, które kontynuowano trasą do portu, nad kanałem i do miasta aby powrócić do hotelu. Oczywiście często w czasie tych marszów zdarzało się zahaczyć o cukiernie czy kawiarnie. Jeszcze jedną atrakcją w czasie pobytu, dzięki staraniom szefowej Elżbiety i wysiłkowi reżysera Renaty oraz całego zespołu, został wystawiony wodewil pt. "Ballady i romanse" , które wcześniej słuchacze oglądali na zakończenie roku akademickiego. Tym razem jednak trzeba było wymyślić inne stroje i zastąpić dwoje aktorów, których nie było z nami. Ale po kilku próbach i szukaniu na mieście różnych akcesoriów do występu trzeba stwierdzić, że licznie zgromadzona publiczność co chwila wybuchała śmiechem i nagradzała występ gromkimi brawami. A właśnie ten wodewil miał bawić i rozśmieszać. W czasie naszego pobytu zostały zorganizowane dwa wieczorki taneczne, gdzie wszyscy chętni wspólnie się bawili. Kiedyś po kolacji przyszło nam do głowy, aby chętni spotkali się na leżakach na terenie hotelowym i razem śpiewali piosenki popularne, biesiadne, harcerskie i znane. I tak bardzo szybko minął nam czas pobytu w Łebie, a już trzeba było wracać. Wyjeżdżający pięknie się żegnali śpiewając znaną piosenkę "Bando, bando"  i machali tym, którzy nie jechali autokarem. A w autokarze miła niespodzianka, bo pan kierowca puszczał świetne piosenki, które mogliśmy razem śpiewać, a oprócz tego jak wytrawny przewodnik opowiadał o historii mijanych miejscowości, regionów, czy zabytków. Wszyscy mają nadzieję, że w kolejnym roku również wspólnie będziemy spędzać czas na wyjeździe pobytowym gdzieś nad morzem, a może wrócimy do Łeby.

  

   

  

  

    

  

   

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Zakończenie roku akademickiego 2018/2019                             2.06.2019 r

W dniu 29 maja po raz ostatni w tym roku akademickim słuchacze UOTW spotkali się w Sali OSiRu na uroczystości zakończenia roku akademickiego. Szefowa Elżbieta po przywitaniu zgromadzonych gości i krótkim wprowadzeniu, oddała mikrofon reżyserowi i twórcy scenariusza oraz aktorce w jednej osobie Renacie, która rozpoczęła występ grupy teatralnej - wodewilu "Ballady i romanse". Wykorzystano w nim teksty między innymi Adama Mickiewicza, Juliana Tuwima, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i innych. Zgromadzona publiczność na występie świetnie się bawiła, co chwila odzywały się salwy śmiechu i oklaski. Po zakończeniu spektaklu, reżyser przedstawiła występujących, wręczając im pamiątkowe dyplomy. Od aktorów dostała ona bukiet kwiatów. Oczywiście nie obeszło się bez bisu. Na zakończenie spotkania pani Prezes Zarządu TDW wręczyła pamiątkowe dyplomy i książki najbardziej aktywnym słuchaczom Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku. Grupa aktorów udała się do kawiarni, w której odbyło się wiele prób do spektaklu, aby podziękować właścicielowi  za użyczanie sali i aby tym razem omówić występ i świętować udaną inscenizację. Inni słuchacze również w dużych grupach udawali się do różnych pobliskich kawiarni, aby jeszcze jakiś czas pobyć w swoim towarzystwie i porozmawiać o wrażeniach z dnia obecnego jak i o planach na wakacje.

  

  

  

  

  

  

  

  

  

Autor tekstu Barbara Wałachowska-Słomka, zdjęcia Katarzyna Słomka-Kulik 

 

Ostatnie spotkanie w bieżącym roku akademickim w Collegiun Bobolanum      24.05.2019 r.

W dniu 23 maja 2019 roku po raz ostatni w tym roku akademickim słuchacze UOTW udali się do Collegium Bobolanum, aby uczestniczyć w konwersatorium prowadzonym przez oj. Wacława Oszajcę i tradycyjnie zakończyć rok biorąc udział we Mszy św. celebrowanej przez oj. Oszajcę. Na jednym z poniższych zdjęć cytat z prozy Edwarda Stachury.

  

  

   

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Wycieczka grupy słuchaczy UOTW do Sandomierza                          21.05.2019 r.

W dniu 16 maja duża grupa słuchaczy UOTW wybrała się na wycieczkę do Sandomierza. Pierwszy obiekt zwiedzany i trzy zdjęcia poniżej, to widoczna grupa stojąca przed Bramą Opatowską i na jej szczycie, z którego rozpościerał się przepiękny widok na całe miasto, z wijąca się i błyszczącą od słońca Wisłą. Następne fotki pokazują sławny i bardzo urokliwy sandomierski Rynek, po którym w serialu ojciec Mateusz śmigał na rowerze oraz widoczny okazały Ratusz. Można też dostrzec kotwicę, rzuconą z nieba. Następne pięć zdjęć, to zwiedzanie Bazyliki Katedralnej, niestety w remoncie i Muzeum Diecezjalnego, z wieloma wspaniałymi zabytkowymi arcydziełami kultury i dziedzictwa narodowego. Tym razem zabrakło czasu na dogłębne obejrzenie wszystkich eksponatów. Czekał już obiad, gdzie można było odpocząć, delektując się smakowitym posiłkiem. Potem czas wolny na kawę, czy inne napoje. Siedząc pod parasolami w kawiarni, z której rozpościerał się widok na piękny Rynek, grupa podziwiała jego architekturę i położenie. Za chwilę dalsze zwiedzanie. I tu zaskoczenie, bo należało przejść przez Furtę Dominikańską, która nazywana jest "Igielnym Uchem". Jak widać na zdjęciu jest to przejście bardzo wysokie i wąskie. Droga ta poprowadziła zwiedzających do wąwozu lessowego zwanego wąwozem świętojakubskim, gdzie pan Piotr sięgnął po glebę tam występującą i rozdawał ją uczestnikom, aby przekonali się, że jest ona ze skały lessowej, bardzo drobna i zupełnie nie brudzi rąk. Idąc tym wąwozem dociera się do  kościoła św. Jakuba Ojców Dominikanów. Tam już indywidualnie można było szybko zapoznać się ze znajdującymi się we wnętrzu tego pięknego zabytku elementami  sztuki gotyckiej, barokowej, późnoromańskiej, rokokowej czy renesansowej. Żyrandole natomiast stylizowane na wczesnośredniowieczne, wykonane zostały według projektu prof. Wiktora Zina. (Widać jeden z nich na zdjęciu). Ostatnim punktem programu tej wspaniałej wycieczki był krótki rejs statkiem po Wiśle i oglądanie zabytków miasta od strony rzeki. Szyper statku przystawiał pieczęć z symbolem kotwicy na nadgarstkach uczestnikom rejsu. I tak niestety wycieczka dobiegła końca, a była jak zwykle bardzo udana, gdyż naszym organizatorem i prowadzącym był pan Piotr Kociszewski z biura PITUR. Uczestnicy wyprawy jak zwykle byli bardzo punktualni i w związku z tym wszystkie zaplanowane elementy zostały zrealizowane w 100%, co na zakończenie podkreślił pan Piotr. Cała grupa powróciła do domów w bardzo dobrych nastrojach, nawet pogoda dopisała i pani przewodniczka, która oprowadzała grupę po najciekawszych miejscach tego pięknego miasta, mówiła, że przywieźliśmy słońce do Sandomierza. Warszawa rano żegnała jadących deszczem i wieczorem powitała również opadami. Zauważam, że naszym słuchaczom na wycieczkach zwykle dopisuje piękna pogoda, co widać na poniższych zdjęciach.

  

  

   

  

  

  

  

  

  

  

 

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Pan Igor Pogorzelski opowiada o realizacji filmu "Miś"                            22.05.2019. r

W dniu 15 maja w głównej sali OSiRu słuchacze spotkali się z panem Igorem Pogorzelskim, który przygotował temat: "Miś – efekt dźwiękowy w komedii filmowej, czyli coś o Tym Misiu".  Przekazał on wiele ciekawostek, które wydarzyły się przy realizacji filmu "Miś’, przy którym pracował pan Pogorzelski jako współrealizator dźwięku. Nawet na jednym z pokazanych przez niego zdjęć z zaznaczonymi strzałkami,  jest on przy pracy. Okazało się, że na ekranie filmu widzowie mogli zobaczyć między innymi reżysera "Misia" Stanisława Bareję jako pana Jana – Polaka w Londynie, czy usłyszeć jego głos jako pijaka pod domem, ponadto wystąpił kierownik produkcji Leszek Płowik jako ubek śledzący byłą żonę prezesa Ochódzkiego, wielu pracowników technicznych planu, rekwizytora, sekretarkę – to byli ludzie, którzy pracowali przy filmie i jednocześnie zagrali większe, czy mniejsze role w produkcji.  Kompozytor Jerzy Derfel zagrał dyrygenta Henryka Debicha, Paweł Wawrzecki Krzysztofa Cwynara, Zenon Wiktorczyk PRL-owskiego ministra MSW. Wiele jeszcze innych ciekawych informacji o realizacji filmu "Miś", słuchacze dowiedzieli się w czasie wykładu.

  

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Wykład pana Sławomira Szczockiego w Zamku Królewskim o Wilhelmie II         21.05.2019 r.

W dniu 13 maja 2019 roku odbył się wykład w Zamku Królewskim poprowadzony przez Sławomira Szczockiego, a tematem był "Wilhelm II czyli wielkość i upadek II Rzeszy". Otóż słuchacze dowiedzieli się wiele interesujących wiadomości na temat życia i działalności politycznej Wilhelma II, przedstawiciela dynastii Hohenzollernów. Urodził się jako Friedrich Wilhelm Albert Victor, Prinz von Preußen (książę Prus), syn cesarza Fryderyka III, a wnuk panującego do 1888 r. cesarza Wilhelma I. Matka Wilhelma II – Wiktoria była najstarszą córką królowej Wielkiej Brytanii o tym samym imieniu, a więc był przez nią potomkiem Welfów i linii ernestyńskiej Wettinów. Dzięki babce cesarzowej Auguście, małżonce Wilhelma I, wnuczce cara Pawła I, siostrzenicy Aleksandra I i Mikołaja I, płynęła w Wilhelmie również krew rosyjskiej dynastii Romanowów-Holstein-Gottorp. Wychowywaniem fizycznie niepełnosprawnego dziecka (lewa ręka Wilhelma była zniekształcona od urodzenia) zajął się surowy kalwinista, pedagog Georg Hinzpeter. Kalekie ramię, poddawane okrutnym zabiegom z użyciem prądu, utrudniało naukę jazdy konnej, ale matka i nauczyciel, niewrażliwi na łzy, po każdym z licznych upadków zmuszali go, by ponownie wsiadł na konia. Metoda była drakońska, ale przyniosła zakładane rezultaty; bardzo szybko młody Wilhelm stał się doskonałym jeźdźcem. Z podobną energią podchodził do zajęć szkolnych, lubił uczyć się historii Niemiec. Najwięcej radości sprawiała mu żegluga; Wilhelm – podobnie jak jego młodszy brat Heinrich – interesował się szeroko pojętymi sprawami morskimi, w tym flotami wojennymi swoich czasów. Młody Wilhelm wiele godzin spędzał na nauce. Program zajęć przewidywał także wycieczki i podróże zagraniczne, między innymi do Francji i Włoch. Po ukończeniu gimnazjum w 1877 roku, rozpoczął służbę wojskową i brał udział w ćwiczeniach armii pruskiej. Następnie studiował prawo i nauki polityczne w Bonn. Otoczony adiutantami i traktowany z honorami wyrósł na człowieka pewnego siebie, zarozumiałego, dalekiego od ideału, jaki wymarzyli sobie jego rodzice. W miarę upływu czasu poglądy Wilhelma stawały się coraz bardziej reakcyjne, podobne do tych jakie reprezentował jego dziadek Wilhelm I oraz kanclerz Otto von Bismarck. Po ukończeniu studiów, powrócił do Prus. Wyraźnie faworyzowany przez Bismarcka brał udział w realizowaniu polityki zagranicznej. Został przyjęty do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Książę Wilhelm był typowym przedstawicielem swojego stanu i swej epoki. Ożenił się, ale małżonkę ledwie tolerował. Kobiety nigdy nie były dla niego ważne. Dużo lepiej czuł się w towarzystwie mężczyzn. Na tron niemiecki wstąpił w roku śmierci dziadka Wilhelma, po bardzo krótkim panowaniu ojca Fryderyka III. Cesarzem i królem Prus został obwołany 15 czerwca 1888 – miał wówczas 29 lat. Na skutek odmiennych interesów w polityce kolonialnej zaczęły się ochładzać, dobre dotychczas, kontakty z Wielką Brytanią. Niemiecka polityka kolonialna spotkała się z oporem zarówno Wielkiej Brytanii, jak i Francji. Wilhelm II był przeciwnikiem ograniczenia zbrojeń. Był zdecydowanym zwolennikiem polityki wojennej prowadzonej w latach 1914–1918. W ciągu trwania wojny większość czasu spędził w Głównej Kwaterze. Począwszy od 1915 r. Wilhelm II był praktycznie pozbawiony władzy. Musiał abdykować w wyniku rewolucji listopadowej, która przetoczyła się wówczas przez Niemcy. 10 listopada 1918 r. przeniósł się ze swojej kwatery wojskowej w belgijskim Spa do Holandii, która udzieliła mu  azylu. Do 1920 r. rezydował w Amerongen  , potem przeniósł się do miejscowości Doorn w Holandii, gdzie pozostał do końca życia. Po śmierci cesarzowej Augusty Wiktorii poślubił w 1922 r. owdowiałą księżną Herminę von Schonaich-Carolath z książąt Reuss. Na wygnaniu poświęcił się pisaniu pamiętników oraz rąbaniu drewna. To ostatnie sprawiało mu przyjemność mimo fizycznego upośledzenia, z którym borykał się od dzieciństwa (jego lewa ręka była znacznie krótsza i szczuplejsza od prawej, a dłoń przypominała dziecięcą). Obawiając się propagandowego wykorzystania swego pogrzebu dla celów III Rzeszy, Wilhelm postanowił spocząć na obczyźnie i pochowany został, w zaprojektowanym przez siebie mauzoleum, w zamkowym parku w Doorn, w asyście kompanii honorowej Wehrmachtu. I tak zakończył się ostatni wykład w tym roku akademickim pana Sławomira Szczockiego, który otrzymał bukiet róż z podziękowaniem za wspaniałe, bardzo wyczerpujące i merytoryczne wykłady oraz gromkie brawa od wszystkich słuchaczy, którzy bardzo licznie zawsze przybywają do Sali w Zamku Królewskim.

  

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

W każdym człowieku jest małe dziecko - wykład pani Zuzanny Celmer    9.05.2019 r.

W tę sama środę co warsztaty, odbył się wykład w dużej sali OSiRu pani Zuzanny Celmer. Tytuł brzmiał następująco: " Wpływ rodzaju więzi z rodzicami w dzieciństwie, na relacje emocjonalne ich dorosłych dzieci". I tak pierwsze pytanie retoryczne padło – co to znaczy szczęście?  I okazuje się, że wszystko skumulowane jest w dobrych relacjach międzyludzkich i miłym, życzliwym, serdecznym stosunku do ludzi i życia. Jeżeli tego brak to pojawia się zawiść, w związkach nie układa się, następują rozwody. Psycholog angielski badał wpływ relacji rodzinnych na dzieci i okazało się, że relacje te ważą na całe życie malucha. Przeprowadzał on eksperymenty na małpkach, które oddzielał od matek i dzielił na dwie grupy. W pomieszczenie gdzie przebywała jedna grupa umieszczał instalację z drutu, przypominającą kształtem matkę, w drugie podobna instalacja okręcona była miękkim materiałem. Okazało się, że do tej niby matki miękkiej i przytulnej maluchy natychmiast się przytulały, natomiast tam gdzie była imitacja tylko drutowa, zupełnie na nią nie reagowały. Wnioski nasunęły się, że każda mała istota potrzebuje przytulania się do czegoś, co przypominało matkę, ważny jest dotyk, dawanie sobie wsparcia, a w następstwie dużo lepszy rozwój. Następne pojęcie psychologiczne, to "wewnętrzne dziecko" – okazuje się, że w każdym człowieku jest małe dziecko i nigdy nie przestaje istnieć. I tu prowadząca wykonała na słuchaczach mały eksperyment. Otóż prosiła, aby każdy zamknął oczy po odłożeniu wszystkiego z rąk. Następnie wykonał bardzo wolne wdechy i wydechy wyobrażając sobie, jak to powietrze przepływa przez całe ciało aż do mózgu, zatrzymuje się i wypływa. Należało liczyć odpowiednio do różnych faz tego oddychania. Następnie nie otwierając oczu zagłębić się w daleką przeszłość, aż do lat jak najdawniejszych i zobaczyć obraz z własnego dzieciństwa, pierwszy, który się pojawi zatrzymać. Potem pani Zuzanna poprosiła, aby podnieśli rękę ci, którzy byli szczęśliwi oglądając to wspomnienie, a potem ci, którzy zobaczyli coś niemiłego, złego. Okazało się, że jednak odczucia ludzi były różne, co potwierdziło nam tezę wewnętrznego dziecka. A więc dzieci oczekują od opiekunów, szczególnie od matki poczucia bezpieczeństwa i odczuwają potrzebę fizyczności. Naukowcy stwierdzili, że co najmniej 4 razy dziennie każdy człowiek, mały, czy duży powinien się przytulić do innego człowieka, a najlepiej 8 razy. Jeżeli dziecko odczuwało brak czułości, bliskości i chłód, to w życiu dorosłym ciężko mu zbudować więzi z inną osobą, czasami szuka pomocy na terapiach. Bliskość rodziców do dziecka we wczesnym dzieciństwie, skutkuje większą samodzielnością w późniejszym życiu. To jak ładowanie akumulatorów dziecka na przyszłość. Są osoby, które nie potrafią stworzyć tych więzi, taki stan odczuwa też dziecko w żłobku, wówczas odseparowane od najbliższych. Bardzo negatywnie wpływa to na późniejsze życie. W związku często poszukuje się osoby wypełniającej niedobory z dzieciństwa pierwotnych relacji między opiekunem a dzieckiem. Kontakt fizyczny i zrozumienie potrzeb dziecka daje mu poczucie bezpieczeństwa. Dziecko musi mieć odczucie, że jest kochane. Jeżeli kontakt bywa zrywany, to dla dziecka jest tragiczne. Bezpieczną bazą zawsze powinna być matka, która przytuli, zrozumie. Obraz dobrej matki to przekonanie dziecka, że jest kochane i ważne. Wówczas jest ono w stanie sobie poradzić, Jeżeli umieją sobie ze wszystkim poradzić to szukają właściwych ludzi i instytucji, mają w sobie zasoby. Bazą jest poczucie, że można bezpiecznie eksplorować świat. Mając bezpieczne dzieciństwo, to jest głównie pierwszy rok życia, gdy wie ono, że jest kochane, ważne, wówczas odwzorowuje te zachowania i będzie chciało powtórzyć je w życiu dorosłym. Dziecko rozróżnia swoje emocje od innych, jest odrębnym bytem i należy uwzględniać jego potrzeby. Tworzy obraz świata, wykształcają się własne emocje. Kolejny termin psychologiczny, to "odzwierciedlanie" – czyli sposób, jaki matka wchodzi w relacje z dzieckiem. I tak uśmiecha się dziecko, matka również to czyni. Coś boli malucha, matka uśmierza ból przytulając go do siebie. Powtarzanie gestów osób bliskich, nawet niekoniecznie w relacji z dziećmi, potwierdzają ich bliskość. Jeżeli tego nie ma, ujawnia się brak pierwotnych więzi. Brak odzewu to brak tych więzi w pierwszym okresie życia. Tacy ludzie ujawniają swój stosunek lękowo ambiwalentny do innych, unikają dotyku i nie odczuwają braku opiekunów, sami zapewniają sobie pozorne bezpieczeństwo, nie wiedzą co to jest miłość. A dzieje się tak, gdyż boją się odrzucenia, mają w sobie wiele lęku. Jeżeli już zwiążą się z kimś, to kontrolują stale partnera, są zazdrośni, a kiedy go stracą nadmiernie jest gloryfikowany. Takim ludziom czasami pomaga terapia, dzięki której uzyskuje się wyrównywanie tych zaległości w relacjach międzyludzkich.    

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Ostatnie warsztaty przed wakacjami o krajach wschodu         9.05.2019 r.

W środę w dniu 8 maja, chętni spośród słuchaczy UOTW, spotkali się o 10-tej w małej sali OSiRu na warsztatach podsumowujących informacje, jakie zdobyli przez rok nauki o krajach wschodu. Prowadziła je pani Prezes Zarządu Towarzystwa Demokratycznego Wschód Aleksandra Kujawska. Temat został sprecyzowany w następujący sposób: czego dowiedziałem/dowiedziałam się na zajęciach warsztatowych o krajach wschodu, w kontekście kultury, ludzi, kuchni, tradycji czy religii. Aby zrealizować tak postawione zadanie, na rozdanych karteczkach słuchacze zapisywali to, co zapamiętali uczestnicząc w zajęciach w przeciągu roku akademickiego i przyklejali je na odpowiednie kartony, jak widać na zdjęciach. Po tym prowadząca zajęcia kolejno zbierała te naklejone i zapisane karteczki z kolejnych kart i czytała, często uzupełniając informacje na dany temat, zaznaczając oczywiście jakiego państwa dotyczy opis, jeżeli tej danej zabrakło. I tak najwięcej pisano o dobrych winach produkowanych w Armenii i o najpopularniejszej mołdawskiej winnicy Cricova, Zwiedzanie Cricovy to tak naprawdę zwiedzanie jej słynnych piwnic, jeżdżąc meleksem. Łącznie mają one obecnie ponad 120 kilometrów długości i na obszarze ponad 50 hektarów tworzą prawdziwe podziemne miasto, z ulicami, sygnalizacją świetlną oraz znakami drogowymi. Najlepsze nalewki natomiast można dostać w Gruzji, a koniaki w Armenii. Zapamiętano też, że w Gruzji i Tadżykistanie zwyczajowo posiłki jada się, siedząc na dywanie. Ukraina to kraj na dorobku, Ludzie utrzymują się z przydomowych ogródków. Młodzi emigrują do miast, na wsi kawałek ziemi gwarantuje przetrwanie. Sprzedają też oni owoce, czy warzywa uzyskując za te produkty trochę grosza. Na Ukrainie i Mołdawii wielkie połacie ziemi obsiewane są słonecznikami. Dowiedzieliśmy się, że obecnie w Warszawie można znaleźć piekarnie gruzińskie i jak mówiła pani Kujawska, jest tam podobno wspaniały chleb pieczony z mąki sprowadzanej z Gruzji. A w restauracji uzbeckiej, która mieści się między ul. Dobrą a Wybrzeżem Kościuszkowskim, można skosztować dań z tego regionu. W drugiej części zajęć, słuchacze mogli podziwiać zdjęcia z różnych państw wschodu. I tak kilka zdjęć z Gruzji z daniami regionalnymi czy miejscowość Kutaisi ze świątynią i freskami w niej zachowanymi. Na Ukrainie miasto Berdiańsk położone nad morzem Azowskim. Obecnie flaga jest stałym elementem na ulicach miast ukraińskich. Na jednym ze zdjęć widać blok mieszkalny z zabudowanymi balkonami oraz cerkiew. Kolejne zdjęcia przedstawiają armeńskie chaczkary  czyli ormiańskie kamienne stele lub płyty wotywne upamiętniające szczególne wydarzenia czy osobę, wykonywane ręcznie z piaskowca. Następne fotki są z Erywania, stolicy i największego miasta Armenii. Domy budowane z kamienia wulkanicznego, co spowodowało, że są w kolorze czerwonym i żółtym. Widoczne dwie kobiety, to już Azerbejdżan. Natomiast owoce na gałęzi to granaty w Gruzji. W centrum Tbilisi kobieta sprzedaje torebki własnego ręcznego wyrobu, inna sprzedaje sok wyciskany z tych widocznych kolorowych owoców. Podziwialiśmy też piękne stare uliczki, które jeszcze uchowały się na obrzeżach miasta. I tak niepostrzeżenie minął czas ostatnich w tym roku akademickim warsztatów, na których słuchacze mogli oglądać na zdjęciach kraje byłego ZSRR i dowiadywać się o nich wielu interesujących informacji i ciekawostek, o których nie ma w dostępnych źródłach. Życzenia miłych wakacji zakończyły zajęcia.

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Słuchacze Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku zwiedzali Cmentarz Stare Powązki    7.05.2019 r.

Dzisiaj, czyli we wtorek 7.maja, po warsztatach tanecznych pojechałyśmy na wycieczkę, aby zwiedzić z przewodnikiem i słuchaczami UOTW Stare Powązki. Okazało się, że pani z którą zwiedzaliśmy Starą Pragę będzie nas oprowadzała po cmentarzu. Wszyscy, którzy mieli przyjemność poznać panią przewodnik, byli bardzo zadowoleni, że to właśnie ona oprowadzi nas po najciekawszych miejscach cmentarza. Myślę, że jeżeli nie mogliście Państwo być dzisiaj na Cmentarzu, odwiedzicie te wspaniałe zabytki architektury cmentarnej w innym terminie. 

   

   

   

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Notatka o Konfucjuszu i Laozi z wykładu pana Artymowskiego w Zamku Królewskim   30.04.2019 r.

W dniu 29 kwietnia w Zamku Królewskim odbył się wykład pana Daniela Artymowskiego, na którym była mowa o chińskim filozofie Konfucjuszu. Wspomniano również o innym półlegendarnym chińskim filozofie, twórcy taoizmu zwanym Laozi  (Lao-tsy). Istnienie Laozi nie zostało definitywnie potwierdzone historycznie. Według tradycji żył w VI w. p.n.e., a więc był współczesny Konfucjuszowi i niektóre źródła mówią, że był jego nauczycielem. Jest on przedstawiany jako nieśmiertelny.  Laozi nauczał, by mieć mało pragnień i że ludzie powinni posiadać niewielką wiedzę, a wtedy spełnią się ich wszystkie pragnienia i zdobędą prawdziwą mądrość. A państwo idealne to takie, na którego czele stoi mędrzec, ponieważ on jedynie umie rządzić zgodnie z ruchem Dao.

Konfucjusz nie pozostawił pism – jego nauczanie zebrano i powstał Czteroksiąg Konfucjański i Pięcioksiąg Konfucjański. Zbiór tych dzieł do 1905 roku stanowił podstawę egzaminów dla kandydatów do służby państwowej w Chinach. Głównym tematem rozważań było codzienne życie ludzi i stabilność społeczeństwa. Jego zdaniem podstawowymi cnotami są: humanitaryzm, praworządność, poprawność, mądrość i lojalność. Cnoty te realizują się w pięciu powinnościach, czy też fundamentalnych relacjach społecznych: między panującym i urzędnikiem, ojcem i synem, starszym i młodszym bratem, mężem i żoną oraz między przyjaciółmi. Moralność jednostki i podstawowa rola rodziny jest fundamentem i gwarantem stabilności państwa. Konfucjusz dużą rolę w kształtowaniu ładu społecznego przypisywał wykształceniu, które obejmowało także kwestie ducha i serca. Za życia jako polityk i reformator poniósł porażkę, kolejne pokolenia jego zwolenników rozpropagowały jego idee w całych Chinach. Ostatecznie w II wieku n.e. konfucjanizm został uznany w Chinach za ideologię państwową, a jego samego uhonorowano tytułem Największego Mędrca-Nauczyciela. Ok. 175 roku n.e. jego maksymy wykuto na kamiennych tablicach, których fragmenty zachowały się do dziś. W 555 wydano dekret cesarski nakazujący wybudowanie świątyni ku czci filozofa w każdym mieście, będącym siedzibą władz okręgu. W 637 rozpoczęto umieszczanie jego wizerunków w szkołach. Za panowania dynastii Tang do wyżej wspomnianego tytułu Największego Mędrca-Nauczyciela dodano tytuły Najwyższego Mistrza,  Pierwszego Świętego, a także honorowy tytuł królewski. Kolejnym ważnym wydarzeniem w historii budowania jego kultu było nadanie mu, za panowania dynastii Song, honorowego tytułu cesarskiego. Panowanie dynastii Yuan i Ming przyniosło proklamowanie go Wielkim Nauczycielem Narodu oraz Najdoskonalszym, Najprzenikliwszym, Najcnotliwszym Nauczycielem. Doktryna konfucjańska objęła zasięgiem obszar Chin, Japonii, Korei i Wietnamu.

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Po zwiedzeniu wystawy "Śladami Jezusa".           27.04.2019 r.

W piątek 24 kwietnia chętni do obejrzenia wystawy czasowej "Śladami Jezusa", która została przygotowana obok Świątyni Opatrzności Bożej, wybrali się do Wilanowa. Odwiedzający mieli okazję przenieść się do źródeł chrześcijaństwa, dzięki przede wszystkim wspaniałej narracji Piotra Fronczewskiego, ale także odbyć podróż przez czasy życia założyciela chrześcijaństwa, do Jerozolimy w 33 roku n.e. Wyobraźnia twórców połączona z historyczną rzetelnością i możliwościami nowoczesnych technologii zaowocowała niezwykłym projektem, przybliżającym historię Bożego Grobu oraz przedstawiającym rozwój chrześcijaństwa na przestrzeni wieków. Wizualizacje, animacje komputerowe, kopie unikalnych eksponatów takich jak srebrniki Judaszowe, włócznia którą został przebity bok Jezusa, korona cierniowa, sznury do biczowania czy gwoździe, pozwalają mocno przybliżyć widzowi realia tamtych czasów, kiedy ukrzyżowano Jezusa. Pokazano całun i chusty, którymi był przykryty i zawinięty, kiedy złożono go do grobu. I tu podano wiele szczegółów z wyników badań tych materiałów i widoczną na nich twarz, jak i całe ciało tak w negatywie, jak i pozytywie. Po nałożeniu na siebie tych różnych chust okazało się, że wszystko świetnie do siebie pasuje. W kolejnym pomieszczeniu stajemy u stóp Golgoty, poznajemy historię Bożego Grobu, oglądamy wyjątkowe obiekty związane z historią Jezusa opowiadające o losach miejsca pochówku, jak powstawała i była niszczona świątynia. Ponadto pokazano polskie akcenty wiążące nas z historią chrześcijaństwa w Jerozolimie. 

Po obejrzeniu wystawy, część osób która jeszcze nie miała okazji widzieć wnętrza Świątyni, skorzystała z tej okazji. No i na koniec wspólne picie kawy i jedzenie przepysznych lodów, oczywiście w pobliskiej cukierni, zakończyło tę bardzo udaną wycieczkę.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Środowe wydarzenia w których uczestniczyli słuchacze UOTW     24.04.2019 r.

Dzisiaj, tj w środę 24 kwietnia, słuchacze UOTW mieli przyjemność uczestniczyć w recitalu piosenkarza ukraińskiego Aleksandra Evseeva. Uważam, że wszyscy obecni wspaniale się bawili, klaszcząc do rytmu, czy śpiewając razem z panem Aleksandrem. Usłyszeli wiele piosenek, które były popularne w latach 60-tych, czy 70-tych ubiegłego wieku, a więc znane i pamiętane jak się okazało przez większość koleżanek i kolegów. Występ bardzo się spodobał i na bis została wykonana piosenka na życzenie, a mianowicie "Oczy czarne".

Po zakończeniu koncertu odbyło się zebranie osób, które wyjeżdżają w czerwcu nad morze do Łeby. Zebrani otrzymali karteczki z numerami pokojów i miejsc w autokarze, które będą zajmować oraz dokumenty meldunkowe do wypełnienia i oddania na miejscu. Szefowa poinformowała o czasie i miejscu wyjazdu i wielu jeszcze ważnych dla jadących kwestiach. Wszystkie informacje dotyczące wyjazdu, w formie przypomnienia, prześlę Państwu w połowie maja.

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Notatka z wykładu o Ludwiku II  w Zamku Królewskim       23.04.2019 r.

Już dwa tygodnie temu, 8 kwietnia, w Zamku Królewskim był wykład pani Beaty Artymowskiej o Ludwiku II Wittelsbach, znanym również jako Ludwik Szalony lub Bajkowy Król. Był on królem Bawarii od 1864 do swej śmierci. Ludwik II urodził się w pałacu Nymphenburg nieopodal Monachium jako pierwsze dziecko Maksymiliana II i księżniczki pruskiej Marii. Na chrzcie otrzymał imię Ludwik na cześć dziadka Ludwika I. Dzieciństwo wraz z bratem Ottonem urodzonym w 1848 roku spędzał pod okiem wychowawców na zamku Hohenschwangau, natomiast letnie wakacje w specjalnie wybudowanej willi Berchtesgaden. Wstąpił na tron po śmierci ojca, w wieku 18 lat. Za jego panowania Bawaria została włączona do Rzeszy Niemieckiej, czemu był osobiście niechętny. Od początku swego panowania Ludwik II zaangażowany był w promocję sztuki, zasłynął zwłaszcza jako mecenas muzyki kompozytora Ryszarda Wagnera. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby nie królewskie wsparcie pieniężne, nigdy nie powstałby Pierścień Nibelunga i inne kompozycje. Ludwik II pozostał przyjacielem Wagnera aż do jego śmierci, choć nie były to relacje łatwe. Ludwik był ekscentryczną osobą, Jego dziwactwo postępowało wraz z kolejnymi niepowodzeniami w polityce zagranicznej i wewnętrznej. Pod koniec rządów praktycznie odseparował się od świata, spędzając czas w swoich baśniowych pałacach w Alpach. Najsłynniejszy z nich, Neuschwanstein, nie został ukończony, lecz mimo to jest jedną z najpopularniejszych niemieckich atrakcji turystycznych i symbolem Bawarii. Wielu badaczy uważa, że zachowania bawarskiego króla nie wynikały z obłędu, lecz ze stresu i problemów nieodłącznie związanych ze sprawowaniem władzy przez wrażliwą jednostkę. Ludwik II był nie tylko wielkim budowniczym niesamowitych pałaców (poza Neuschwanstein wybudował również pałace Herrenchiemsee i Liderhof; czwarty z pałaców – Falkenstein – pozostał w sferze planów). Ludwik nigdy się nie ożenił, choć był zaręczony z księżniczką bawarską – Zofią Charlottą, jego kuzynką i siostrą cesarzowej Elżbiety. Zaręczyny ogłoszono 22 stycznia 1867, ale po licznych zmianach daty ślubu, Ludwik wycofał się z danego słowa w październiku tego samego roku, Zapiski w dziennikach króla wskazują na jego orientację homoseksualną. Wydarzenia roku 1867 przyczyniły się walnie do izolacji króla, który bez reszty oddał się sztuce i budownictwu. 9 czerwca 1886 Ludwik II został oficjalnie uznany za niepoczytalnego i faktycznie pozbawiony tronu w wyniku spisku zawiązanego przez wrogich mu ministrów z jego stryjem, księciem Luitpoldem, na czele. Rządy objął regent. Król następnie został przewieziony do zamku Berg, nad jeziorem  Starnberger See, na południe od Monachium. Niejasna jest jego śmierć w jeziorze Starnberg, rozważane było samobójstwo i morderstwo. 13 czerwca 1886 niedaleko brzegu jeziora Starnberger  See  odnaleziono ciało Ludwika i jego lekarza, który wcześniej wydał opinię o niepoczytalności króla. Ludwik został pochowany w kościele św. Michała w Monachium. W pamięci swoich poddanych zapisał się jako król-pacyfista (starał się unikać konfliktu zbrojnego z Prusami, a później z Francją). Pani Artymowska opowiedziała o życiu Ludwika II i pięknych baśniowych niesamowitych pałacach które tworzył, a dzisiaj są perełką architektury i licznie zwiedzają je turyści.

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Wykład dr Dariusza Włodarka na temat niewydolności serca.                          14.04.2019 r.

W środę 10 kwietnia po warsztatach odbył się wykład dr Dariusza Włodarka na temat niewydolności serca. Prezentacja tematu była ułożona chronologicznie. Otóż pierwsza sprawa, to podział niewydolności na różne rodzaje. Następnie omówienie każdego rodzaju poprzez określenie czym jest, jakie są przyczyny, nawet dokładne pokazanie na schematycznych rysunkach  jak przebiegają w organizmie tego rodzaju schorzenia. Potem słuchacze dowiedzieli się jakie są objawy poszczególnych rodzajów niewydolności. Została też sklasyfikowana czynnościowo ta przypadłość i wymieniona różnego rodzaju diagnostyka, którą wykonuje się przy tej chorobie, a następnie sposoby leczenia. Na koniec pokazana została możliwość stosowania odpowiednich diet dla cierpiących na tę chorobę.  Ostatnie spotkanie w tym roku akademickim z dr Włodarkiem zakończyło wręczeniem kwiatów z podziękowaniem za bardzo interesujące wykłady, dotyczące zapobiegania i leczenia różnych chorób, które mogą potencjalnie dotknąć seniorów. 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Notatka z warsztatów o Uniwersytetach Trzeciego Wieku w Chinach.              13.04.2019 r. 

W środę 10 kwietnia br. o godzinie 10-tej w małej Sali OSiRu pani Małgorzata Stanowska poprowadziła warsztaty z ramienia fundacji TDW. Tematem było realizowanie swoich marzeń przez seniorów Uniwersytetów Trzeciego Wieku w Chinach. Nasi słuchacze zainteresowali się, skąd wiedza w tym temacie? Otóż okazało się, że pani Małgorzata dwa lata temu wizytowała UTW właśnie w Chinach i ma bardzo dużą wiedzę na ten temat, jak i wiele zdjęć, które pokazała w prezentacji. Otóż w Chinach jest obecnie aż 65 tysięcy UTW i rozwijają się najszybciej na świecie. Chińczycy mają jednak kłopoty z demografią, bo działające od wielu lat prawo do posiadania tylko jednego dziecka sprawiło, że młodych jest mało w stosunku do ludzi starszych. Ponadto np. rolnicy nie mają emerytur, a młodzi ludzie emigrują ze wsi do miast, pozostawiając starych w ich rodzinnych stronach, co pociąga za sobą rosnącą biedę i wręcz głód. Często dochodzi do samobójstw. Obecnie państwo tworzy sieć wsparcia dla starszych. Szkolnictwo i poziom wykształcenia społeczeństwa stał się priorytetem. W Europie dominuje model sokratejski tj. idea prywatności, bogactwa, rywalizacji, a społeczeństwo masowe, składające się z jednostek niezdolnych do wzięcia na siebie odpowiedzialności za wspólnotę. Natomiast w Chinach model konfucjański, gdzie społeczeństwo kształtuje się odpowiednio,  które nie będzie się buntować przeciwko władzy, będzie piętnowało indywidualizm i wszelkie przejawy egoizmu. Jest tam ogromne zapotrzebowanie seniorów, aby uczestniczyć w zajęciach na UTW. Państwo buduje coraz więcej pięknych dużych budynków z wieloma dużymi salami, które są wyposażane w cały sprzęt, tak do zajęć sportowych, jak i wykładów, czy też do przeróżnych warsztatów, gdzie odbywają się zajęcia z malarstwa, kaligrafii, rękodzieła czy muzyki i tańca. Ludzie dojeżdżają do takich jednostek często z bardzo odległych wsi i miasteczek, stoją po kilka dni w kolejkach, aby zapisać się do takich uniwersytetów. Zwykle przyjmują one po 6000 słuchaczy. Zdarza się, że seniorzy powracający do swojej wsi uczą innych tego, czego nauczyli się w UTW. W Chinach całe społeczeństwo, włącznie z ludźmi starszymi dużo ćwiczy, nawet na peronach oczekując na przyjazd pociągu. Bardzo rozpowszechnione są siłownie na każdym skwerku (zresztą od kilku lat weszły również w krajobraz naszych osiedli), czy stoły do ping ponga. Mają też świadomość, że należy bardzo nawadniać organizm, toteż np. na ławkach, czy w salach UTW stoją termosy z ziołami, do których dolewana jest przez cały dzień woda. Piją też wodę w pociągach, która jest ogólnie dostępna. Sale w UTW są duże i np. mieszczą po 12 stanowisk do gry w badmintona. Tworzone są tam też zespoły reprezentacyjne składające się z orkiestr, tancerzy, czy chórów, występujące na różnych uroczystościach. Obejrzeliśmy właśnie film z takich występów. Ponadto budowane tam są też osiedla integracyjne, wielopokoleniowe, gdzie seniorzy jako wolontariusze pomagają młodym w opiece nad dziećmi, a ludzie młodzi służą pomocą w różnych cięższych pracach na rzecz seniorów. To tyle i aż tyle dowiedzieliśmy się o życiu ludzi starszych w tak odległych kulturowo dla Europejczyków Chinach.        

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Spotkanie Szefowej UOTW i Rady Słuchaczy z panią Prezes TDW w sprawie konkursu     11.04.2019 r.

W poniedziałek 8 kwietnia w godzinach południowych po wykładzie w Zamku, szefowa naszego UOTW pani Elżbieta Kowalska i Rada Słuchaczy spotkała się w biurze Fundacji Towarzystwa Demokratycznego Wschód na ul. Tamka z panią Prezes Zarządu Aleksandrą Kujawską. Głównym celem narady była analiza nowego konkursu, ogłoszonego przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy, dotyczącego prowadzenia Uniwersytetów Trzeciego Wieku w latach 2019-2022. Konkurs taki odbywa się co trzy lata i obecnie jest znacznie większa konkurencja niż w poprzednim okresie. W Warszawie działa obecnie ok. 40 Uniwersytetów Trzeciego Wieku, natomiast trzy lata temu było ich zaledwie 20. "Burza mózgów" trwała ok. dwóch godzin. Po 18-tej miałyśmy spotkanie z Komisją Ekspertów projektu HeiM, o którym w notatce poniżej. 

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Notatka z drugiego spotkania Komisji Ekspertów Projektu HeiM.                                                 9.04.2019 r.

W poniedziałek 8 kwietnia 2019 roku odbyło się drugie już spotkanie Komisji Ekspertów Projektu HeiM. Przybyło na nie wiele osób które uczestniczyły w pierwszym, ale było też kilka nowych, np. pan prof. Jerzy Tyszkiewicz z Rady Naukowej naszego UOTW. Cała lista uczestników w załączniku. Pani Małgorzata Stanowska przywitała obecnych i przedstawiła wyniki i analizę ankiety przeprowadzonej wśród ekspertów uczestniczących w pierwszym inauguracyjnym spotkaniu, dotyczącym projektu HeiM. Po zakończeniu omawiania wyników ankiety, pani Stanowska zachęciła obecnych do dyskusji. I tak zabrał głos pan dr Piotr Kociszewski i przeprowadził analizę trzech szlaków dziedzictwa, a mianowicie: pierwszym był "Szlak Chopinowski" – Żelazowa Wola. Otóż wspominając dawniejsze czasy, komfort zwiedzania tego miejsca zakłócała rzeka Utrata, która wówczas była mocno zanieczyszczona ściekami, obecnie nastąpiła rewitalizacja rzeki. Ponadto dwukrotnie zmieniano wystrój dworku. Pierwszy projekt – to usunięcie wszystkich sprzętów, jednak powrócono do wystroju z epoki Chopina, na życzenie zwiedzających. Aby szlaki wytyczane spełniały oczekiwania seniorów, należy badać dostępność przestrzenną, możliwość zniżek, wybierać takie dni i godziny, aby np. wycieczki szkolne nie zakłócały ciszy i spokoju osobom starszym. Wracając do Żelazowej Woli, obecnie są tam ławeczki, wygodne alejki, a także sala kinowa. Następny szlak, to podążanie śladami Książąt Mazowieckich. I tak Zamek w Ciechanowie z wystawą "SMOK, INTRYGI I TRUCIZNA, czyli 300 lat niezależnego Mazowsza" , Opinogóra i Muzeum Romantyzmu w odbudowanym neogotyckim pałacu. Wystawa na parterze, natomiast wejście na wieżę może już sprawiać kłopot seniorom (trudne schody, czy mało światła). I wreszcie trzeci szlak podany przez pana dr Kociszewskiego to szlak "Bitwy Warszawskiej – sierpień 1920 r."  Co roku, w połowie sierpnia, we wsi odbywają się uroczyste obchody rocznicy Cudu nad Wisłą. Do Ossowa przybywają rzesze turystów, patriotów oraz zwykłych ludzi, by wziąć udział w uroczystościach upamiętniających wydarzenia 1920 roku. Tam mogą się odbywać lekcje żywej historii, jednocześnie można zorganizować np. ognisko.

Pani prof. Ewa Kozdroń z AWF preferowała rozwój aktywizacji seniorów poprzez poznawanie przyrody, krajoznawstwo i różnorodność elementów dodatkowych sprzyjających realizacji tych celów.

Pan prof. Tyszkiewicz zaproponował wycieczki sentymentalne szlakami młodości.

Pani Agnieszka Nowińska to wyznaczanie ścieżek poprzez emocje człowieka, powrót do młodości. I tu padły takie hasła jak "kolejka wąskotorowa" czy "pralka Frania" .

 Pani Barbara Tichy z Muzeum Narodowego opowiedziała o zorganizowanej w jej placówce akcji informacyjnej, w której wolontariusze opowiadają o swoich wspomnieniach z dzieciństwa dotyczących tego Muzeum, a więc o jego historii.

Mówiono też o wyjazdach niezorganizowanych, indywidualnych osób starszych i wówczas pan Piotr Kociszewski pokazał slajd i wykazał, że przed znaczącymi obiektami są umieszczane tablice informacyjne, szlaki są znakowane, więc nawet okazuje się, że wiele informacji o obiektach można uzyskać bez pomocy przewodnika. Ponadto są dostępne aplikacje na smartfony, gdzie można wysłuchać wszystkiego o zwiedzanym obiekcie. Jest też książnica wiedzy o dziedzictwie na Mazowszu w Instagramie, Facebooku czy na blogach.   

Następny krok to postawione zadanie – "Określić do czego dążymy".

Co potrzebujemy: Dostępność informacji, liderów animatorów i przede wszystkim chętnych i otwartych na działanie seniorów, bo wątek ludzki jest najważniejszy. Ponadto scenariusz narzędziowy i szkic w zależności od grupy uczestników.

Pojawił się pomysł: "Zbuduj szlak sam" – seniorzy sami animują swoje szlaki. Preferowane podążanie za wspomnieniami i wykorzystanie doświadczenia. W ramach szlaku oprzeć się na historii i osobistych reminiscencjach. Szlaki powinny być wyznaczane po badaniu potrzeb odbiorców.

W Muzeum Narodowym już są zrealizowane ścieżki zwiedzania wytyczone przez dzieci i zapisane w audio-guide. Senioralnych jeszcze nie ma.

Zgromadzeni na tym spotkaniu mówili o problemie przełamywania bierności ludzi 60+, bo niestety niechętnie się angażują, żeby chcieli zainteresować się ofertą, jednym słowem, żeby się chciało chcieć. Może w tym celu trzeba zastosować nietypowe metody zachęcania do większej aktywizacji. Już wkrótce seniorzy między innymi UOTW otrzymają krótką ankietę do wypełnienia w ramach tego projektu.

Na tym niestety zakończyło się spotkanie, bo godzina zrobiła się już późnowieczorna.  

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Notatka z wykładu prof. W. Dziaka na temat Chin i prognoz ich dominacji nad światem.  5.04.2019 r.

W środę 3 marca słuchacze UOTW wysłuchali wykładu profesora Waldemara Dziaka, na temat Chin i prognoz ich dominacji nad światem. Chińska Republika Ludowa, państwo w Azji Wschodniej, obejmujące historyczne Chiny (bez Tajwanu) oraz Tybet i inne ziemie w Azji Środkowej zamieszkane jest w sumie przez 56  grup etnicznych. Chiny to najludniejsze państwo świata o populacji przekraczającej 1,3 mld osób, co stanowi 19,1% populacji światowej. Pod względem powierzchni trzecie na świecie, a pod względem wielkości gospodarki drugie po USA pod względem PKB nominalnego, jak i pierwsze pod względem PKB realnego. Jest to mocarstwo targane wieloma sprzecznościami, problemami i największymi konfliktami świata – bezpośrednio lub pośrednio. Rozwiązywanie tych konfliktów leży w Pekinie.

Konflikt chińsko-tajwański powstał na skutek tego, że Komunistyczne Chiny uważają demokratyczny Tajwan za swoją "zbuntowaną prowincję" od czasu powstania Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 roku. Przez dziesięciolecia konflikt między państwami Cieśniny Tajwańskiej eskalował wielokrotnie. Wszystko wskazuje na to, że czeka nas kolejne zaostrzenie, na razie, retoryki, a może i stosunków. Tajwan, wspierany przez Amerykę, może stać się polem starcia między USA a Chinami. Chiny po prostu nie chcą uznać samodzielności i niepodległości Tajwanu i chcą go "połknąć" (jak wyraził się prowadzący).

Profesor Dziak uważa, że nie ma potęgi na świecie, która by przeciwstawiła się Chinom. Rosja dawniej wielkie, potężne mocarstwo, obecnie przechodzi między innymi kryzys demograficzny.

Następny wymieniony konflikt, to indyjsko-pakistański. Przedmiotem konfliktu między nowymi państwami stał się podział nadgranicznej prowincji Pendżabu oraz kwestia statusu księstwa Kaszmiru. Chiny wspierają Pakistan, a Indie mocno się zbroją, mają już broń atomową.

Okazuje się, że Chiny mają również roszczenia terytorialne nawet w stosunku do Japonii, która zajmuje tereny tylko na wyspach.

Wojna koreańska tocząca się w latach 1950–1953 na terytorium Półwyspu Koreańskiego między komunistycznymi siłami  KRLD (północnokoreańskimi) i wspierającymi je wojskami ChRL (Chińska Republika Ludowa), a siłami ONZ (głównie amerykańskimi) wspierającymi wojska Republiki Korei (południowokoreańskimi). Utrwaliła podział polityczny półwyspu koreańskiego. Po zakończeniu działań wojennych następowała stopniowa odbudowa KRLD i Republiki Korei z gigantycznych zniszczeń wojennych. Ekonomiczne skutki wojny odczuwały także Stany Zjednoczone, oraz Chiny. Stało się to powodem trudności gospodarczych w Chinach, szczególnie, po śmierci Stalina nowi przywódcy ZSRR nie zgodzili się na umorzenie długów za dostarczony sprzęt wojskowy, co pogłębiło narastający już z przyczyn ideologicznych konflikt między władzami ChRL i ZSRR. W polityce wewnętrznej wojna stała się pretekstem dla Kim Ir Sena do likwidacji opozycji i militaryzacji kraju, wprowadzania w życie idei dżucze i kultu własnej osoby. W ciągu niespełna ostatnich kilkunastu lat umocniła się pozycja i pewność siebie Chińskiej Republiki Ludowej na arenie międzynarodowej.  W wielkiej grze o status drugiego supermocarstwa Chiny nie mogą zrezygnować ze stosowania tak silnej karty przetargowej, jaką stanowi problem północnokoreański w relacjach regionalnych i globalnych, zwłaszcza wobec Stanów Zjednoczonych i Japonii. W interesie Chin leży zatem nie szybkie, ale raczej długotrwałe rozwiązywanie problemu koreańskiego.

Wreszcie konflikt Chiny – Unia Europejska, jak powiedział wykładowca handel jest niestety niezrównoważony: 1:20, 1:18, oczywiście na korzyść ChRL, ponadto dostajemy towary słabej jakości. Na koniec spotkania wspomniano jeszcze o "Nowym Jedwabnym Szlaku", którego koncepcja została przedstawiona przez przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej, Xi Jinpinga, podczas jego wizyty w Kazachstanie w 2013 roku. Dla Chin jest to możliwość dalszego rozwoju, rozszerzania strefy wpływów oraz umacniania swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Chińska koncepcja opiera się na dwóch rodzajach transportu: morskim i kolejowym. Jest to projekt długoterminowy oraz stosunkowo nowy, dlatego cały czas ewoluuje, a jego skala rośnie.

 To tyle, co zdołałam wyłuskać z wykładu, który był urozmaicony różnymi tematami pobocznymi. Główne tezy zanotowane przeze mnie na wykładzie uzupełniłam wiadomościami z Internetu. 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Notatka z prezentacji o religii zwanej Sikhizmem przekazanej przez p. Artymowskiego 3.04.2019 r.

W poniedziałek 1 kwietnia w Zamku Królewskim pan Daniel Artymowski opowiedział słuchaczom UOTW o Guru Nanak, Złotej Świątyni Sikhów i samej religii zwanej Sikhizmem. Sikhizm jest religią powstałą w XV wieku w  Indiach w prowincji Pendżab. Jej założycielem był Guru Nanak. Obecnie na świecie jest ok. 24 milionów wyznawców tej religii (sikhów) – żyją oni głównie w indyjskim Pendżabie, ale posiadają także liczną kilkumilionową diasporę rozsianą po krajach dawnego Imperium Brytyjskiego i w USA. Najważniejszym miejscem kultu jest "Złota Świątynia" w Amritsarze, w której przechowywany jest oryginał świętej księgi sikhów zwanej Sri Guru Sahib. Religia ta jest przeciwna wojnom o podłożu wyznaniowym. Nie chce dzielić ludzi na muzułmanów, hinduistów, chrześcijan itp. Uważa, że Boga można czcić, nazywając go Allahem, Jahwe, Kryszna czy też inaczej. Sikhizm jest częściowo syntezą elementów islamu i hinduizmu. Z islamu pochodzi obraz Boga jako nieposiadającego wizerunku ani wcieleń, mającego natomiast "miliony imion". Z hinduizmu wywodzą się praktyki medytacyjne, wiara w możliwość uzyskania bezpośredniej łączności z Bogiem poprzez medytację prowadzącą do oświecenia, wiara w reinkarnację i wreszcie wiele innych, zewnętrznych przejawów kultu. Centralnym punktem tej religii jest kult pierwszych dziesięciu guru z których według wierzeń każdy był kolejnym wcieleniem Guru Nanaka i miał bezpośredni kontakt z Bogiem. Przekazali oni boskie objawienie na piśmie w formie Pani Księga, którą każdy z nich uzupełniał o kolejny rozdział. Ostatni, dziesiąty Guru Gobind Singh uznał, że dzieło pisania Księgi jest ukończone i ustanowił ją "ostatnim, jedenastym Guru". Według wierzeń Pani Księga jest obecnie guru sikhów w znaczeniu dosłownym. W momencie, gdy między wyznawcami dochodzi do sporu religijnego o kluczowym znaczeniu, otwiera się Panią Księgę na losowo wybranym cytacie, którego słowa rozstrzygają spór, tak jakby to mógł zrobić żywy guru. Pani Księga "udziela" też ślubów, jest obecna przy narodzinach i pogrzebach. Sikhizm jest religią wymagającą od swoich wyznawców szczegółowego przestrzegania zasad moralności, diety i sposobu ubierania się. Ważnymi punktami etyki sikhizmu są: wymóg samodzielnego utrzymywania się z uczciwej pracy, wzajemnego wspierania się i służby dla całej społeczności oraz równości wszystkich wyznawców. Sikhizm nie posiada ścisłej liturgii, a aktywność religijna koncentruje się na czytaniu Pani Księgi – codziennym, osobistym, grupowym, odbywanym w domach modlitw i wreszcie uroczystym, nieprzerwanym, publicznym czytaniem całej Księgi "od deski do deski", wykonywanym w każdej gminie sikhijskiej przynajmniej raz do roku.

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu pana dr Piotra Kociszewskiego o Mazowszu           29.03.2019 r.

W środę 26 marca słuchacze UOTW spotkali się z dr Piotrem Kociszewskim, który przed właściwym wykładem poinformował o terminach kolejnych wpłat na wyjazd do Chorwacji (przypomnę Państwo w kwietniu) i zapowiedział wycieczkę do Sandomierza w maju (o terminie opłaty, szczegółach wyjazdu i zwiedzania przypomnę również w kwietniu). Ponadto zostały rozdane dokumenty do wypełnienia, które miały posłużyć w pisaniu pracy magisterskiej młodej adeptce geografii. Temat, którym zajął się wykładowca, to "Mazowsze – ziemia pośrodku Polski, Mazowsze Chopina, ale czy też Chełmońskiego, Kochanowskiego i innych". Na wstępie dowiedzieliśmy się, że w obecnych czasach turystyka zmieniła całkowicie swoje oblicze, opiera się na cyfryzacji i sztucznej inteligencji. 3S zmieniły się na 3 E czyli po polsku "słońce, plaża i morze" zostały zastąpione przez "rozrywka, wydarzenia i doświadczenia". Ludzie chcą inaczej korzystać z ekspozycji w muzeach i np. w Luwrze wyznaczono specjalne godziny wejścia poza godzinami wstępu dla koneserów, chcących kontemplować w samotności piękno wystawionych eksponatów. Atrakcją staje się samodzielne podziwianie piękna przyrody, czy Twierdzy Modlin, parku dinozaurów, miniatur morskich, parku wodnego, lub też tunelu aerodynamicznego. I na takie oczekiwania muszą obecnie być przygotowane biura turystyczne. Wracając do tematu Mazowsza, słuchacze dowidzieli się trochę na temat jego historycznych granic, a także położenia, które przypomina teatr, gdzie rzeka Wisła to scena leżąca najniżej, wokół niej amfiteatr czyli powyżej położone Wysoczyzny, co widać na mapie. Są też podmokłe tereny występujące w Puszczy Kampinoskiej ale również parki krajobrazowe. W następnej części wykładu poruszony został temat szlaków turystycznych na Mazowszu, które utożsamiają dziedzictwo kulturowe stanowiące fundament tożsamości. Są to np. "Szlak Chopinowski", "Szlak Mazowiecki" czy "Szlak Bitwy Warszawskiej 1920". I tak idąc szlakiem Książąt Mazowieckich odnajdujemy wiele zamków, np. w Wyszogrodzie, Sierpcu, Ciechanowie, Liwie i jeszcze wiele innych śladów działalności i bytności Książąt Mazowieckich. Wreszcie sławni ludzie, którzy mieszkali na Mazowszu. Informacja o Żelazowej Woli, gdzie urodził się Chopin i kilkakrotnej zmianie wystroju, pod wpływem zwiedzających. Józef Chełmoński urodzony w Boczkach koło Łowicza, potem aż do śmierci mieszkający w Kuklówce, podobno na co dzień chodził w stroju pracowników kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Jego dom obecnie jest już w rozsypce.  Z kolei miejscowość Radziejowice i pałac, w którym obecnie mieści się Dom Pracy Twórczej, a stałym jego bywalcem był Jerzy Waldorf. Często się zdarza, że komercja wypiera dziedzictwo. Natomiast pozytywnym objawem zainteresowania sztuką są galerie uliczne i murale. I Jan Kochanowski ze słynnym Czarnolasem, ale i starą plebanią w Zwoleniu, która stała się jego nekropolią. Potencjał regionu wyraża się poprzez dziedzictwo przyrodnicze, kulturowe, infrastrukturę, ale oczywiście najważniejszy jest w tym człowiek, który powinien i korzysta z wszystkich tych form. I na koniec słuchacze obejrzeli film zrobiony w konwencji bardzo dynamicznej, pokazujący architekturę i przyrodę współczesnego i dawnego MAZOWSZA. Wykład został zakończony trafnym stwierdzeniem, że "Mamy być dumni z mieszkania na Mazowszu.".    

  

  

  

    

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Opis z wykładu pani Beaty Artymowskiej o zespole pałacowo-ogrodowym Vaux le Vicomte.   26.03.2019 r

W poniedziałek 25 marca w Zamku Królewskim słuchacze UOTW wysłuchali wykładu pani Beaty Artymowskiej o Vaux le Vicomte  czyli zespole pałacowo-ogrodowym. Jest on położony we Francji, w miejscowości Maincy. Pałac wzniesiony został w latach 1656-61 przez Charles’a le Bruna, Louis le Vau i Andre le Notre’a, w stylu klasycyzującego baroku, zwanego stylem Ludwika XIV, dla Nicolasa Fougueta, wysokiego urzędnika państwowego, od 1653 roku nadintendenta finansów króla Ludwika XIV.  Kompleks ten uważany jest za pierwsze dzieło w tym stylu i stanowi przykład założenia w typie "entre cour et jardin". Obok Wersalu jest najwybitniejszym XVII-wiecznym zespołem parkowo-pałacowym we Francji. Choć ci wszyscy trzej artyści mieli już za sobą spore doświadczenie, to właśnie dzięki Vaux le Vicomte ich kariera osiągnęła szczyt. Oprócz nich Fouquet zatrudnił całą rzeszę najlepszych malarzy, dekoratorów, sztukatorów, stolarzy i rzeźbiarzy. 17 sierpnia 1661, gdy pałac był niemal ukończony, odbyło się przyjęcie, w którym brał udział Ludwik XIV, jego matka Anna Austriaczka oraz cały dwór, który na tę okazję opuścił Fontainebleau i przyjechał do Vaux le Vicomte. Na gości czekały liczne atrakcje: zwiedzania nowej posiadłości Fouqueta, wykwintne posiłki, muzyka wykonywana przez skrzypków, nowa sztuka-balet Moliera pt. Natręty, sztuczne ognie. Uroczystość swoim przepychem olśniła gości i okazała się sukcesem; odtąd kolejne przyjęcia w Wersalu nie mogły obyć się bez podobnych rozrywek. Jednak najprawdopodobniej już wówczas Ludwik XIV zadecydował o zgubie Fouqueta, który ośmielił się budować wspanialsze pałace niż król i wydawać świetniejsze niż on przyjęcia i co więcej, robił to za pieniądze o nie do końca jasnym pochodzeniu. 20 dni później Fouquet został zaaresztowany. Pałac opuścili wszyscy mieszkańcy, po czym został on zapieczętowany. Do końca budowy brakowało jedynie drobnych prac. W 1673 roku posiadłość przekazano w ręce żony Fouqueta. Nicolas Fouquet zmarł w 1680 roku, skazany na dożywotnie więzienie. W 1875 roku pałac z ogrodem przeszedł na własność rodziny Sommier, która podjęła pracę odnowienia budynku. Ponieważ oryginalne meble i wyposażenie wnętrz nie przetrwało, nowi właściciele zakupili inne meble z czasów Ludwika XIV. Także w ogrodzie podjęli niezbędne prace, by uratować założenie Le Nôtre`a. Dziś pałac znajduje się w rękach potomków Sommiera i udostępniany jest turystom. Vaux-le-Vicomte składa się z głównego budynku (pałacu) i dwóch bocznych oficyn, usytuowanych na terenie rozległego ogrodu, otoczonego ze wszystkich stron lasami. Najważniejszą budowlą na terenie posiadłości jest wspomniany już wolnostojący pałac, otoczony fosą i usytuowany na wysokim tarasie. Wzniesiony jest na planie prostokąta z dostawionymi do niego dwoma skrzydłami bocznymi, wysuniętymi nieco przed korpus budynku i tworzącymi od jednej strony niewielki dziedziniec. Część centralną parteru zajmuje prostokątny westybul z klatkami schodowymi oraz owalny salon, przechodzący także przez wyższe kondygnacje. Po obu stronach rozmieszczone są symetrycznie mniejsze, prostokątne pomieszczenia, tworzące dwa trzypokojowe apartamenty w amfiladzie. Przylegają do nich dodatkowe pokoje. Dekoracja pomieszczeń jest bogata, łącząca malarstwo, rzeźbę i elementy architektoniczne. Westybul zdobiony jest dwunastoma kolumnami doryckimi i marmurowymi rzeźbami . Owalny salon zwieńczony kopułą ma ściany w dolnej kondygnacji przeprute oknami i otworami wejściowymi, między które wstawione są pilastry korynckie, wspierające belkowanie. Ponad nim hermy i atlanci dźwigają kosze, na których opiera się drugie belkowanie. Pokoje usytuowane po bokach salonu mają ściany wykładane boazerią i malowane plafony zdobione stiukami i złoconymi rzeźbami.

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu "Mahomet"  pana Daniela Artymowskiego     24.03.2019 r.

W poniedziałek 18 marca w Zamku Królewskim słuchacze UOTW wysłuchali wykładu pt. "Mahomet założyciel islamu".  Mahomet był prorokiem islamu, założycielem pierwszej wspólnoty muzułmańskiej, która przeobraziła się w teokratyczne państwo religijne. Ojciec zmarł przed jego narodzinami, zaś matka kiedy miał ok. 6 lat. Wychowaniem zajął się wtedy dziadek, zaś po jego śmierci dwa lata później wuj, który był bogatym kupcem. Mahomet miał brać udział w wysyłanych przez niego do Syrii karawanach. Te podróże do Syrii były przede wszystkim okazją do przedstawienia wydarzeń mających potwierdzać proroczy status Mahometa. W wieku 25 lat poślubił  Chadidżę, 40-letnią wdowę i matkę kilkorga dzieci, dla której początkowo pracował prowadząc karawany do Syrii. Mimo różnicy wieku miało to być szczęśliwe małżeństwo. Miał z nią kilkoro dzieci, lecz synowie zmarli w niemowlęctwie, a z czterech córek tylko najmłodsza Fatima przeszła do historii. Mahomet miał lubić odosobnienie i często przebywał w grocie na górze Hira w pobliżu Mekki. Tam pewnej nocy miał przeżyć swoje pierwsze objawienie, które zapoczątkowało jego prorocką misję. To wydarzenie, do którego miało dojść ok. 610 r., nazwane zostało w Koranie "Nocą Przeznaczenia". Objawienia, które miały być przekazywane przez archanioła Gabriela, zaczęły się powtarzać i trwały do końca jego życia. Początkowo Mahomet nie był pewny czy pochodzą one od Boga, lecz zgodnie z muzułmańską tradycją Chadidża natychmiast uwierzyła w autentyczność jego prorockiej misji i podtrzymywała go na duchu. W końcu zdecydował się na publiczne wystąpienie jako prorok i wysłannik Boga. W początkowym okresie swojej działalności głosił przede wszystkim właśnie ścisły monoteizm, wiarę w Sąd Ostateczny, w wyniku którego każdy odpowie za swoje czyny, oraz nakreślił podstawowe obowiązki muzułmanina: modlitwę, pomoc sierotom i ubogim, do których z czasem doszły następne. Podkreślał także równość każdego muzułmanina wobec Boga. Pierwszymi wyznawcami nowej wiary byli domownicy, potem młodzi mekkańscy arystokraci. Początkowo przesłanie Mahometa nie wzbudzało większego sprzeciwu. Zmieniło się to jednak wraz z jego gwałtownymi atakami przeciwko czczeniu bożków w sanktuarium Al-Kaby, co zdawało się zagrażać dochodom płynącym z pielgrzymek do niego, oraz wraz ze stałym zwiększaniem się liczby jego wiernych, zwłaszcza wśród warstw uboższych. Demokratyczne zasady islamu wydawały się zagrożeniem dla arystokracji Mekki, która zwróciła się przeciwko niemu. Próbując zmusić Haszymitów do zrezygnowania z opieki nad Mahometem, pozostali Kurajszyci przestali z nimi handlować i zawierać małżeństwa. W roku 622 muzułmańscy emigranci małymi grupami zaczęli udawać się do Jasribu, zaś jako ostatni, 24 września, Mekkę opuścił Mahomet. Data tej emigracji, stała się potem początkiem ery muzułmańskiej. Po przybyciu do Medyny muzułmanie wznieśli pierwszy w historii islamu meczet. Mahomet był z jednej strony wodzem muzułmańskiej wspólnoty, z drugiej zaś arbitrem, rozstrzygającym spory pomiędzy medyńczykami. W roku 623 rozpoczął napady na mekkańskie karawany. W 628 ogłosił, że zamierza udać się do Mekki by dokonać rytuałów umry, ceremonii związanych z okrążeniem Al-Kaby. Pokojowa pielgrzymka muzułmanów spotkała się z mekkańczykami, gdzie zawarto Układ gwarantujący dziesięcioletni pokój pomiędzy mekkańczykami i muzułmanami oraz prawo dla tych ostatnich do odbycia pielgrzymki w następnym roku. Mahomet zajął swoje rodzinne miasto 11 stycznia 630 roku, prawie bez oporu, po czym dokonał rytualnych okrążeń Al-Kaby, porozbijał poustawiane w niej bożki i starł wizerunki bóstw. Wszyscy Kurajszyci złożyli mu przysięgę posłuszeństwa. Zabito kilku najbardziej zagorzałych wrogów, poza tym jednak nie było aktów przemocy. Prorok nakazał także zniszczenie innych lokalnych świątyń pogańskich, nie zmuszał jednak nikogo do przyjęcia islamu. Wiele plemion Półwyspu Arabskiego wraz z uznaniem zwierzchnictwa Mahometa przyjęło islam. Ostatecznie zerwał on z judaizmem i chrześcijaństwem, nadając islamowi odrębną tożsamość: dniem świątecznym stał się piątek zamiast soboty; kierunkiem, w którym modlono się stała się Mekka zamiast Jerozolimy; trąby i gongi wzywające na modlitwę zastąpiło śpiewne nawoływanie,  zaś miesiącem postu stał się ramadan. Mahomet usankcjonował pogański zwyczaj pielgrzymowania do Mekki i związane z tym rytuały, jednak nadał im charakter muzułmański. Teren wokół Al-Kaby stał się uświęcony, zakazany – odtąd obowiązywał zakaz zbliżania się do świętego miejsca dla niemuzułmanów. W marcu 632 roku Mahomet ogłosił że sam poprowadzi pielgrzymkę. Podczas tej tzw. pielgrzymki pożegnalnej "wszyscy wpatrywali się w Proroka, ponieważ jego postawa podczas obrzędów miała stać się prawem". Trzy miesiące później, po stosunkowo krótkiej chorobie, 8 czerwca 632 roku Mahomet zmarł w Medynie. Nie pozostawił męskiego potomka ani dyspozycji co do swego następcy.  Proroctwa i objawienia, jakie Mahomet otrzymał, były notowane już za jego życia, później zaś te zanotowane lub zapamiętane zebrano i zredagowano, przy czym zaczęto nazywać całość Recytacją, po arabsku al-kuran, stąd polskie Koran. Koran jest dla wyznawców islamu słowem Boga. 

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka z Debaty, która odbyła się 20 marca 2019 roku.               24.03.2019 r.

 W środę 20 marca odbyła się debata, na którą zaprosiło według plakatu Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce. Było to już drugie nasze spotkanie z tego cyklu i z tym samym moderatorem. Zmienili się  natomiast zaproszeni eksperci, których w związku z tym przedstawię. Otóż pierwszym był pan Marcin Antosiewicz – dziennikarz i wykładowca na UW i na AFiB Vistula, były korespondent telewizji polskiej w Niemczech, kolejna osoba, to pani dr Elżbieta Skotnicka-Illasiewicz z fundacji "My Obywatele UE" i trzecia, to Bartosz Zadura – przedstawiciel Komisji Europejskiej w Polsce. Poszczególni eksperci omówili następujące tematy: Jakie są potencjalne zagrożenia przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. i innymi wyborami w Europie?  Jakie są najskuteczniejsze metody przeciwdziałania dezinformacji?  Jakie są najlepsze praktyki pozwalające na rozpoznawanie face newsów i docieranie do rzetelnych źródeł informacji?  Gdzie szukać rzetelnych informacji na temat Unii Europejskiej? Jakie są główne cele UE na najbliższe lata? I jaką rolę odgrywa i może odgrywać Polska w Europie?  Przed spotkaniem jak poprzednio, słuchacze zostali poczęstowani kawą czy herbatą i ciasteczkami. W tym czasie przygotowano salę. Przed wejściem udostępniono ulotki i foldery mówiące z ilu i jakich państw składa się Unia Europejska, czym się zajmuje, jakie instytucje uczestniczą w podejmowaniu decyzji i w jaki sposób są one podejmowane. Po rozpoczęciu debaty moderator pan Godlewski przedstawił ekspertów, po czym każdy z nich starał się wyjaśniać sprawy, o których wcześniej wspomniano na plakacie. Wyświetlono też ilu posłów w Euro Parlamencie mają poszczególne państwa członkowskie, pokazano przykładowe niemieckie face newsy. Zaproszony też młody człowiek opowiedział o inicjatywie "Wojownicy klawiatury", która skupiona jest na budowaniu społeczności zaangażowanej w walkę ze zmanipulowanymi treściami dotyczącymi Unii Europejskiej. Projekt ten realizuje się zarówno w mediach społecznościowych, jak i w realu. Debatę zakończyły wypowiedzi naszych słuchaczy, powiązane z pytaniami do ekspertów, na które to otrzymali odpowiedzi.

   

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wycieczka do Kamieńczyka w poszukiwaniu wiosny.                 23.03.2019 r.

I jesteśmy już po pięknej wycieczce do Kamieńczyka nad Liwcem. Jechaliśmy busikiem trochę ponad godzinę. Niby niedaleko od stolicy, a jakie inne powietrze, cisza i zupełnie zmienił się wszystkim nastrój. Gospodarze przywitali nas i zaprosili na pierwszy poczęstunek. Zasiedliśmy przy stole i każdy mógł wypić kawkę czy herbatę oraz poczęstować się pieczywem ze smalcem i ogórkiem. Wzniesiono toast za udaną wycieczkę i wiosenkę, która nie zawiodła i uraczyła nas piękną i ciepłą pogodą. Muzyka grała i można było od razu ruszyć w tany i wspólnie pośpiewać. Gdy już wszyscy poczuli nasycenie, postanowili wyjść na powietrze. Otaczał nas las i cisza. Każdy poczuł pęd do spacerowania, więc wyruszyliśmy z symboliczną Marzanną (gałęzie sosnowe) nad rzekę Liwiec. Spacer wspaniały i urozmaicony śpiewem oczywiście "Wiosna, cieplejszy wiatr wieje….."  - tak kiedyś śpiewali Skaldowie i okazało się, że wspólnymi siłami daliśmy radę i my. Doszliśmy na mostek i do Liwca Krysia wrzuciła "Marzannę". Ten moment został obfotografowany przez wiele osób. Marzanna popłynęła do morza razem z zimą, a my postanowiliśmy szukać śladów wiosny, schodząc na tereny tzw. "plaży miejskiej" – jak je nazwała kol. Ala. I od razu ukazały się nam gałęzie z już rozwiniętymi baziami. Świeciło słonko i dziewczyny zaczęły wystawiać do niego buzie, aby złapać trochę witaminy D. Wszyscy mieli wspaniałe nastroje, każdy się uśmiechał, aż naprawdę chciało się żyć. Wróciliśmy po spacerze do ośrodka, wszyscy zasiedli na ławeczkach, aby odpocząć jednocześnie rozmawiając w podgrupach. Padła od gospodarzy propozycja, odwiedzenia Sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej w Loretto, które okazało się oddalone  tylko o 4 kilometry. Chętni wsiedli do busu i już za kilka minut znaleźliśmy się na terenie Sanktuarium, gdzie wszyscy zwrócili uwagę na to, że cały teren jest pięknie utrzymany i zadbany, panuje całkowita cisza, a jednocześnie jednak żyje tam całe zgromadzenie sióstr Loretanek, mieszkają starsi ludzie w Domu Pomocy Społecznej i prowadzone są roboty wykończeniowe kościoła. My powędrowaliśmy nieco dalej, aby   pomodlić się w kaplicy, gdzie było zgromadzonych wiele sióstr. Idąc do kaplicy mijaliśmy pomnik błogosławionego księdza Ignacego Kłopotowskiego, założyciela tego ośrodka kultu. A teraz trochę prywaty. Otóż ja bardzo chciałam znaleźć kapliczkę Matki Boskiej Loretańskiej, bo właśnie ta w kamieniach utkwiła mi w pamięci, od czasu kiedy jeździłam do Loretto z przedszkolakami na tzw. letnisko. (Chodziłam do przedszkola na Pradze właśnie do sióstr Loretanek). To była dla mnie bardzo sentymentalna wyprawa. I właśnie znaleźliśmy tę kapliczkę. Super. Kiedy wróciliśmy do ośrodka już czekał na nas gorący posiłek. A po nim oczywiście co? Tańczymy przy szybkiej muzyce, nawet przy Disco Polo w pomieszczeniu jak i na powietrzu. Kiedy już wyskakaliśmy te nabyte kalorie, na stołach pojawiły się własnej roboty wyroby wędliniarskie, takie jak wiejska kiełbasa, kaszanka, boczek, ale i szynka oraz baleron - do wyboru, do koloru. I znów tańce, śpiewy i wspaniała atmosfera, która towarzyszyła nam aż do powrotu do Warszawy. Kiedy wyjeżdżaliśmy, gospodarze żegnali nas mówiąc, że byliśmy najlepszą grupą jaką mieli, najlepiej bawiącą się, a jednocześnie zachowującą pełną kulturę. UWAGA : więcej zdjęć z wycieczki w zakładce GALERIA.

   

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z wykładu w Kawiarni Naukowej "Zagadki pamięci przestrzennej"   19.03.2019 r.

W poniedziałek o 18-tej w Pałacu Staszica jak co miesiąc odbyły się zajęcia w Kawiarni Naukowej. Temat ciekawy i brzmiał: "Zagadki pamięci przestrzennej - czyli jak trafiamy tam, dokąd chcemy?".  Wykład poprowadził pan Dr Rafał Czajkowski z Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN. Na spotkanie przyszło wiele osób, między innymi sześć z naszego UOTW (włącznie ze mną). Pomimo, że jest to niewiele, ale jednak widzimy, że na każdych zajęciach pojawia się ktoś po raz pierwszy. Pokrótce postaram się Państwu przybliżyć temat. Może dzięki temu zachęcę do odwiedzania Kawiarni Naukowej. I tak początek - to próba orientacji na mapie i umiejscowienia na niej sali w której byliśmy. Zadanie to było stosunkowo proste. Dalej pojawiła się siatka z południkami i równoleżnikami, na której uwidoczniono mapę Polski. Dzięki takiej siatce, można dokładnie określić położenie danego punktu w przestrzeni. Kolejna część wykładu poświęcona była opisaniu wyników badań mózgów szczurów. Okazało się, że znaleziono, które części mózgu odpowiadają za zdolność do orientacji i sprawnego przemieszczania w środowisku. W ostatnim półwieczu w mózgu zidentyfikowano obszary odpowiedzialne za zapamiętywanie miejsc, kierunków, odległości oraz granic. Badając mózgi szczurów wykryto, że tworzy się tam siatka przestrzenna, granice, miejsce i kierunek. Za te odkrycia naukowcy otrzymali nagrody Nobla. Wykryto też, że są komórki odmierzające czas i prędkość poruszania się. Zastanawiano się, czy mózg szczurów zapamiętuje na dłużej wytyczone wcześniej miejsca, kierunki, granice i odległości. Okazało się, że tak, nazwano to remapowaniem w hipokampie i korze śródwęchowej. A teraz coś o człowieku. Ciekawe doświadczenie: pokazano zdjęcie niby Pałacu Kultury, ale jednak nie do końca. Po wnikliwszej analizie, jednak nie był to ten obiekt. A jednak większość oglądających właśnie tak myślała w pierwszym momencie. Podobno jest to naturalne przetwarzanie informacji, które pokazano na wykresie. Nie należy wierzyć pierwszemu odczuciu, przy spojrzeniu na przedmiot. Dłuższa analiza widzianego obiektu, może okazać się zupełnie czym innym, np. w pierwszym momencie widzimy gałęzie… a jednak w następnym węża. Widok lasu, też można odebrać w zależności od tego, co chcemy w nim wyróżnić, (czy szukamy grzybów, czy też preferujemy ogólne widoki pięknej jesiennej przyrody). Nasze oczy widzą podobnie, jak widzą oczy gada. Mózg potrafi często oszukać. Pomimo, że dwa odcinki są jednakowej długości, w przedstawieniu perspektywicznym, wydaje nam się, że są różne. Jest to złudzenie Ponzo. Inne zwane złudzeniem Ebbinghausa  to kropka we wnętrzu większych wydaje się mniejsza niż, otoczona mniejszymi. Okazuje się też, że w mózgu jest również układ nagrody, jak i siedlisko emocji. Jeżeli wydarzy się coś emocjonującego, mózg zapamiętuje na długo również wszystko to, co towarzyszyło temu zdarzeniu, gdzie w tym czasie byliśmy i nasze emocje z tym związane. Niedawne badania naukowców potwierdziły, że wszystkie cechy wcześniej odkryte w hipokampie szczurów, tj. komórki siatki, miejsca, granicy i kierunku, mają również komórki mózgowe człowieka. Kończąc wykład pan dr Czajkowski zachęcał do zapoznania się z kilkoma pozycjami książkowymi. Jak zwykle każde spotkanie w kawiarni kończy się zadawaniem pytań przez uczestników i oczywiście udzielaniem odpowiedzi wykładowcy.         

  

    

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Notatka z warsztatów o krajach, w których działania fundacja TDW 15.03.2019 r.

W środę 13 marca odbyły się warsztaty prowadzone przez panią Aleksandrę Kujawską – Prezes Zarządu fundacji TDW. W pierwszej części spotkania słuchacze dowiedzieli się o działalności członków fundacji w wielu państwach dawnej ZSRR. Często są oni trenerami i współpracują z ludnością tamtych ziem. Szczególnie z kobietami, pomagając im nauczyć się samodzielnego radzenia sobie, kiedy mężowie wyjeżdżają zarobkowo i zakładają nowe rodziny, zapominając o pozostawionych żonach i dzieciach. Pracują także z uczniami szkół, wdrażając procesy demokratyzacji, ale również z lokalnymi samorządami. Tego, ujmując w skrócie, dowiedzieliśmy się o zadaniach członków fundacji TDW, działających na terenach dawnych republik radzieckich. Przez cały czas zajęć na ekranie wyświetlane były zdjęcia z Ukrainy, Azerbejdżanu, Armenii, gdzie pracowała pani Aleksandra i inni członkowie fundacji. A teraz o głównym temacie warsztatów, który dotyczył literatury, filmów i muzyki autorów pochodzących z byłych republik radzieckich. Jednak najpierw słuchacze mieli za zadanie wyliczenie pozycji szczególnie literackich ale także filmowych, które czytali, czy oglądali nawet uwzględniając lektury szkolne z czasów istnienia ZSRR. Okazało się, że padło wiele tytułów bardziej jak i mniej znanych większości. Okazało się, że pani Aleksandra Kujawska przyniosła wiele pozycji książkowych i filmowych, które będący na warsztatach mogli przejrzeć i dowiedzieć się jakie wartości niosą. Oto lista pozycji,  które przesłała mi pani Aleksandra o których była mowa i na pewno warto je przeczytać:

 Alina Łęska, Jacek Łęski: Pokochać Ukrainę - http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228001/pokochac-ukraine

Aleksandra Marynina: kryminały - tu jest lista jej książek: http://lubimyczytac.pl/autor/15543/aleksandra-marinina

O tej książce nie mówiłam, ale polecam: Dmitry Glushkovsky: Metro 2033

Mariusz Urbanek: Genialni (o Lwowie i lwowskiej szkole matematyków) - http://lubimyczytac.pl/ksiazka/233410/genialni-lwowska-szkola-matematyczna

Wojcech Górecki - mówiłam o "Planecie Kaukaz" i "Buranie", tu inne książki tego autora: https://czarne.com.pl/katalog/autorzy/wojciech-gorecki

Ryszard Kapuściński: Kirgiz schodzi z konia - http://lubimyczytac.pl/ksiazka/50802/kirgiz-schodzi-z-konia

O tej książce nie mówiłam, ale poleca ją Agnieszka Nowińska - to lektura o Gruzji: Nino Haratischwili, Ósme życie (dla Brilki) - http://lubimyczytac.pl/ksiazka/298094/osme-zycie-dla-brilki-tom-1

I jeszcze książka o Rosji:

Jacek Hugo-Bader, Biała gorączka-  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4879047/biala-goraczka

Wacław Radziwinowicz: Creme de la Kreml - http://lubimyczytac.pl/ksiazka/297326/creme-de-la-kreml-172-opowiesci-o-rosji

Ponadto wspomniano też o filmach, wyświetlanych na Festiwalu HumanDOC w Kinotece w Pałacu Kultury i Nauki. Została przysłana też informacja dotycząca tego festiwalu. :

 Festiwal Human DOC: http://festival.humandoc.pl/o-festiwalu/. Festiwal jest jesienią. W 2018 roku był na przełomie listopada i grudnia, zatem zainteresowanych zapraszam do śledzenia strony festiwalu.

  

   

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

"Jerzy III, czyli Farmer George" - wykład pana Sławomira Szczockiego w Zamku Królewskim   9.03.2019 r.

Wykład z Zamku pana Sławomira Szczockiego z poniedziałku 4 marca. Tematem był "Jerzy III, czyli Farmer George". Poniżej mała notatka o życiu i działalności tego króla.

Jerzy III, urodzony jako George William Frederick– ostatni król Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz pierwszy król Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii, ostatni elektor i książę a także pierwszy król Hanoweru. Jerzy III był władcą o dużej inteligencji, chociaż nerwowym, co z czasem doprowadziło go do choroby. Za jego panowania nastąpił bunt kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej i powstały Stany Zjednoczone. Cieszył się wielką popularnością poddanych. Obdarzony świetną pamięcią, znał imiona wielu zwykłych ludzi: służby, rolników, farmerów. Nie był domatorem, lecz lubił jeździć na wieś, gdzie doglądał upraw i hodowli. Nadano mu z tego powodu przydomek "król-farmer", z którego był bardzo dumny. W odróżnieniu od swych poprzedników, król często interesował się posiedzeniami Izby Gmin i ich przedmiotem. Zrobił wszystko, by zachować kolonie amerykańskie. Pomoc udzielona koloniom przez Francję przeważyła jednak szalę na korzyść Jerzego Waszyngtona i powstańców. Odtąd król popierał mocniejsze zakorzenienie się wpływów brytyjskich w Indiach, by zrekompensować tym samym utratę kolonii w Ameryce Północnej. Jerzy III panował przez niemal 60 lat – a zatem najdłużej w historii Wielkiej Brytanii po królowej Wiktorii i Elżbiecie II. Cień na jego sprawnym panowaniu położyła jedynie ciężka choroba - porfiria. Podczas choroby króla na czoło sceny politycznej wysunęli się dwaj ambitni politycy – przewodniczący lewego skrzydła wigów Charles James Fox i umiarkowany torys, premier  William Pitt Młodszy, który od początku swoich rządów, mimo wyrazów szacunku wobec dworu królewskiego, konsekwentnie realizował politykę ograniczania wpływów Korony na bieg spraw politycznych Wielkiej Brytanii. Pomagała mu w tym pogłębiająca się choroba króla. Fox i Pitt starli się w sporze o regencję. Obydwaj politycy zgadzali się, że regentem podczas choroby króla winien być jego najstarszy syn, Jerzy, książę Walii.  W lutym 1789 r. powstała Regency Bill, powierzająca władzę regencyjną księciu Walii. Przeszła ona przez Izbę Gmin, ale przed głosowaniem w Izbie Lordów król Jerzy powrócił do zdrowia dzięki opiece dr Francisa Willisa. Jerzy uznał działania Lordów Komisarzy za ważne, ale przejął pełną kontrolę nad rządem. Ustawa o regencji została odłożona na półkę. Po powrocie Jerzego do zdrowia jego popularność w społeczeństwie wzrosła. Sprzyjała temu rewolucja francuska i obalenie monarchii we Francji. Król Jerzy jawił się swoim poddanym jako ostoja brytyjskiego porządku i tradycji. Kiedy w 1793 r. rewolucyjna Francja wypowiedziała wojnę Wielkiej Brytanii, król zezwolił Pittowi na podniesienie podatków, zaciąg do armii i zawieszenie na czas wojny ustawy zakazująca organom państwa aresztowania obywatela bez zezwolenia sądu. Po 1800 r. polityka brytyjska koncentrowała się na Irlandii. Jerzy nie uznawał pokoju z Francją za rzecz trwałą, raczej jako swego rodzaju "eksperyment". W 1803 r. Wielka Brytania i Francja ponownie znalazły się w stanie wojny. W 1810 r. stan zdrowia króla gwałtownie się pogorszył. Prawdopodobnie było to związane ze śmiercią jego ukochanej najmłodszej córki, Amelii. W 1811 r. król popadł w obłęd i nie mógł już samodzielnie rządzić. Umieszczono go w odosobnieniu w zamku Windsor, gdzie przebywał aż do śmierci. W 1811 r. Parlament przeforsował Akt o regencji, który został podpisany przez Lordów Komisarzy według procedury przyjętej w 1788 r. Najstarszy syn króla, Jerzy, książę Walii, został księciem-regentem i pozostał nim przez resztę życia ojca. Wielka Brytania zwycięsko zakończyła wojny napoleońskie. Kongres wiedeński przyłączył do Hanoweru nowe ziemie i podniósł elektorat do rangi królestwa. Tymczasem stan zdrowia króla coraz bardziej się pogarszał. W okresie świąt Bożego Narodzenia 1819 r. król popadł w jeszcze głębszy obłęd i mówił bez sensu przez 58 godzin. Następnie zapadł w śpiączkę. 29 stycznia 1820 r. zmarł, ślepy, głuchy i unieruchomiony (nogi odmówiły mu posłuszeństwa). Żył 81 lat i 239 dni, rządził przez 59 lat i 96 dni. Jego pogrzeb odbył się 16 lutego w kaplicy św. Jerzego w Windsorze. Tron objął jego najstarszy syn, książę-regent i książę Walii, jako Jerzy IV.

To tyle pokrótce o Jerzym III. W poniedziałek widzimy się właśnie w Zamku i tym razem pan Sławomir Szczocki opowie nam o panowaniu Królowej Wiktorii i o Imperium Brytyjskim.  

 

 

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład dr Małgorzaty Religi - Konfucjusz.       7.03.2019 r.

W środę 6 marca odbył się wykład pani dr Małgorzaty Religi, która opowiadała o chińskim filozofie, jego nauczaniu, rozważaniach i dziełach. Otóż Konfucjusz nie pozostawił pism – jego nauczanie zebrano w księdze "Dialogi konfucjańskie". Głównym tematem jego rozważań było codzienne życie ludzi i stabilność społeczeństwa. Za podstawowe cnoty przyjmował: humanitaryzm, praworządność, poprawność, mądrość i lojalność, które realizują się w  fundamentalnych relacjach społecznych: między panującym i urzędnikiem, ojcem i synem, starszym i młodszym bratem, mężem i żoną oraz między przyjaciółmi. Moralność jednostki i podstawowa rola rodziny jest fundamentem i gwarantem stabilności państwa. Konfucjusz dużą rolę w kształtowaniu ładu społecznego przypisywał wykształceniu, które obejmowało także kwestie ducha i serca.

Doktryna Konfucjusza (konfucjanizm) - była rozwijana początkowo przez uczniów, a później przez filozofów-następców i komentatorów. Myśl konfucjańska objęła zasięgiem obszar Chin, Japonii, Korei i Wietnamu. 

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Warsztaty taneczne w nowej lokalizacji                    5.03.1019 r.

We wtorek 5 marca  odbyły się warsztaty taneczne w nowej lokalizacji (dla przypomnienia: ćwiczmy w MultiPub "Pod Grubą Kaśką", aleja "Solidarności" 68a). Okazało się, że pomieszczenie jest nieco mniejsze od poprzedniego, ale dla nas zupełnie wystarcza. Na zajęcia przyszło 11 osób, w tym nawet jeden kolega, co nas bardzo ucieszyło, bo dotychczas tańczyły same panie. Oczywiście nasz instruktor mając na uwadze dwumiesięczną przerwę i kilkoro nowych uczestników, zorganizował zajęcia tak, aby powtórzyć  podstawowe kroki takich tańców jak samba, cha cha, jive i rumba. Po zakończeniu warsztatów byliśmy zgrzani, ale jednocześnie bardzo szczęśliwi, że mogliśmy się spotkać i razem tańczyć, a jak wiadomo, taniec wyzwala w mózgu endorfiny, czyli jak mówiła pani dr Toeplitz popularne hormony szczęścia. Aby odpocząć i ochłonąć, siedząc przy stoliku, popijając kawkę, prowadziliśmy ożywioną i bardzo miłą dyskusję. I tak to się właśnie nawiązuje bliższe znajomości i przyjaźnie wśród słuchaczy naszego UOTW. Następne warsztaty taneczne będą za dwa tygodnie we wtorek 19-tego marca o godzinie 9-tej. Może na tyle zachęciłam kogoś z Państwa – słuchaczy UOTW, że zajrzy do lokalu "Pod Grubą Kaśką" na Placu Bankowym przy metrze Ratusz Arsenał. Naprawdę warto trochę się poruszać i spędzić razem miło czas.

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

Notatka ze spotkania Rady Słuchaczy z Kierownikiem UOTW        4.03.2019 r.

W dniu 4 marca br. przed wykładem w Zamku Królewskim Rada Słuchaczy zebrała się aby z kierownikiem UOTW omówić najpilniejsze sprawy dotyczące działania naszego Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku. O godzinie 10-tej rozpoczęło się spotkanie. Szefowa poprosiła koleżanki, aby wyraziły swoją opinię o wszystkich zajęciach odbywających się w obecnym roku akademickim, zwracając uwagę na te, które ewentualnie nie należy kontynuować w latach następnych, jeżeli takie są. Oczywiście należało też zwrócić uwagę na te, które uważamy za warte kontynuacji. Okazało się, że bardzo podobało się ostatnie konwersatorium, które odbyło się w zastępstwie nieobecnego dr Rossa i koleżanki postulowały zapraszanie pana Adama Balcera aby dalej dzielił się z taką pasją swoją obszerną wiedzą. Ponadto mówiono jeszcze o kilku naukowcach, którzy wyróżnili się swoją wiedzą i umiejętnościami w przekazywaniu tejże słuchaczom. Koleżanki z Rady Słuchaczy zwróciły uwagę na fakt, że w tym roku tematy omawiane w Muzeum Warszawy nie są tek ciekawe jak w latach ubiegłych. Ponadto nowa lokalizacja zajęć w sali kinowej Muzeum nie jest najwygodniejsza. Mówiono jeszcze o innych zajęciach i tu zdania były podzielone.

Następny temat to turystyka. I tak w tym roku akademickim czekają słuchaczy dwa wyjazdy pobytowe. I tu szefowa Elżbieta zwróciła uwagę, że koniecznie należy napisać i wdrożyć regulamin wyjazdowy, z którym każdy zapisujący się na wyjazd pobytowy zostanie z nim zapoznany, będzie zobowiązany go podpisać i przestrzegać zawartych w nim postanowień. A tam przede wszystkim będą ujęte sprawy dotyczące zaliczek, które są wpłacane przy zapisie na wycieczki. Zostanie określony czasokres do którego uczestnik wyjazdu może zrezygnować i odebrać wpłaconą zaliczkę. Po tym terminie zaliczka nie będzie zwracana. Podobnie dzieje się we wszystkich placówkach organizujących podróże. Ta propozycja została zaakceptowana przez uczestników zebrania.

Ostatnim tematem, który został poruszony, to rozpoczynające się właśnie jutro warsztaty taneczne, które po dwumiesięcznej przerwie związanej ze zmianą lokalu, wracają bardzo oczekiwane do stałych zajęć cotygodniowych. Jutro jednocześnie sprawdzimy o godzinie 9-tej w piwnicach lokalu "Pod Grubą Kaśką" na Placu Bankowym przy metrze Ratusz Arsenał, razem z naszą szefową, czy powierzchnia, którą nam użyczono jest wystarczająca, aby warsztaty taneczne spełniały swoją rolę, tj. dzięki ruchowi przy muzyce nasze różne krągłości nagle się zmniejszały, endorfiny szczęścia licznie się wydzielały. Oczekujemy, że na te wspaniałe zajęcia przyjdzie wystarczająca liczba uczestników, aby dalej mogły być kontynuowane te jakże wspaniałe warsztaty.   

 Czas na naradę niestety dobiegł końca, bo już pan Szczocki w Sali Zamkowej zaczynał wykład.     

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład dr Zuzanny Toeplitz o poczuciu humoru                                      2.03.2019 r.

W środę 27 lutego odbył się również wykład z psychologii, którego temat był złożony i brzmiał: "Czy śmiech to zdrowie - poczucie humoru, a jakość życia", a poprowadziła go pani dr Zuzanna Toeplitz.  I tak pokrótce najpierw co to jest jakość życia? Otóż jest to stosunek do własnego życia oraz różnych jego aspektów, poprzez ocenę poznawczą i emocjonalną. A jakie zmiany następują w związku z jesienią życia. Otóż jakość życia nie spada na starość, zmienia się wprawdzie sprawność fizyczna, zdrowie, oczekiwanie wobec życia, zaczyna się doceniać czynniki wpływające na jego jakość, takie jak brak dyskryminacji ze strony otoczenia, aktywność w życiu, dobre relacje społeczne, zdrowie czy zabezpieczenie materialne. Oczekujemy też realizacji naszych planów, jednak uwzględniamy możliwości ich spełnienia. Po takim wstępie pani Toeplitz przeszła do meritum, czyli najpierw zdefiniowała poczucie humoru, a więc mamy go podobno, gdy umiemy się śmiać z dowcipów na nasz temat. Stałą cechą osobowości jest to, jak reaguje się na różne sytuacje życiowe, tak u siebie jak i u otocznia.  A teraz jak działa śmiech. Otóż gdy się śmiejemy, mózg zaczyna produkować endorfiny – popularny hormon szczęścia. A jakie są funkcje humoru? Otóż jest on funkcją komunikacji, formą wywierania nacisku i wpływu (nie lubimy, gdy się z nas śmieją), rozładowuje napięcie, wpływa na pamięć i kreatywność. Śmiejemy się zwykle wspólnie z innymi ludźmi, bo jest "zaraźliwy" i wywołuje pozytywne emocje. A teraz trochę statystyki. Otóż dziecko śmieje się 300 do 400 razy dziennie. Natomiast człowiek dorosły 30 do 40 razy dziennie, Dlaczego tak się dzieje? Otóż dorośli przewidują konsekwencje swojego śmiechu – śmiech z potknięć innych osób lub też problem ze śmiania się z siebie. Humor nie jedno ma imię. Może służyć odbudowaniu relacji, poniżeniu innych czy manipulowaniu. Są różne rodzaje humoru. Na własny użytek może być destruktywny lub też konstruktywny, ponadto można się śmiać z absurdów dnia codziennego, z trudnych sytuacji życiowych czy w celu rozluźnienia się. Humor destrukcyjny ma miejsce wówczas, gdy śmiejemy się z siebie, aby inni nie śmiali się z nas, bo to negatywnie wpływa na samopoczucie. Ludzie działający w ten sposób starają się zdobyć sympatię innych, wyśmiewając się z własnych słabostek i wad.  Natomiast poprzez sarkazm i ironię, łącząc z agresywnością, wyśmiewają się z innych,. Kiedy kogoś nie lubią, starają się go ośmieszyć. A humor zorientowany na innych – konstruktywny, – opowiadamy dowcipy po to, aby grupa poczuła się lepiej, aby rozśmieszać innych.  A jak przedstawiła pani Toeplitz wpływ poczucia humoru. Otóż wszystko zależy od rodzaju poczucia humoru. I tak konstruktywny podnosi jakość życia, natomiast destruktywny na chwilę pomaga, na dłuższą metę szkodzi. Poczucie humoru nie zależy od wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania ani płci. Zapewnia dobre kontakty, a jak pamiętamy śmiech jest zaraźliwy, smutek niestety również. Chętnie przebywamy wśród osób wesołych. Podobno osby z wysokim poczuciem humoru lekceważą swoje zdrowie, ale żyją lepiej.

I na koniec mądra sentencja "Uśmiechnij się, jutro będzie za późno!!!!!". I to motto zakończyło wykład.

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka 

 

Konwersatorium nie dr Rossa tylko pana Adama Balcera.               1.03.2019 r.

W środę 27 lutego słuchacze UOTW zostali bardzo mile zaskoczeni. Na konwersatorium o godzinie 10-tej przybył po raz pierwszy w zastępstwie pana dr Wiktora Rossa pan Adam Balcer. W pierwszym momencie wszyscy poczuli się mocno zawiedzeni, bo na spotkania z dr Wiktorem Rossem przychodzą takie ilości słuchaczy, że z ledwością mieszczą się w małej Sali OSiRu. Jednak już po kilku minutach spotkania z nowym prelegentem okazało się, że zdobył serca wszystkich obecnych. Jego sposób przekazywania informacji z wielką pasją i całkowitym zaangażowaniem przekonał wszystkich do siebie. Jednak nie można skreślać nikogo, dopóki ten ktoś nie zrealizuje swojego przekazu. I tak pan Balcer opowiadał o idei Unii Euroazjatyckiej, która proponowała gospodarczą i polityczną unię Rosji, Kazachstanu, Białorusi Kirgistanu i Tadżykistanu. Miała być wzorowana na Unii Europejskiej i NATO. Wizja Rosji w ramach Unii to wielonarodowa, o strukturze etnicznej, o charakterze ekonomicznym, geopolitycznym i cywilizacyjnym. Moskwa ma być centrum integracji. Chiny kluczowym partnerem  ekonomicznym. Rosja jest jedynym krajem Multi kulturowym, jednak występuje brak wrażliwości względem innych narodów i występują sprzeczności wewnętrzne, a kraj jest w stagnacji gospodarczej. Nie sposób przekazać tego wszystkiego, co słuchacze dowiedzieli się w trakcie niestety za krótkiego spotkania z panem Adamem Balcerem. Okazało się, że oczekują dalszych spotkań z tym pasjonatem, który przekazywał informacje w taki sposób, że wszyscy poczuli niedosyt i chęć zapoznania się z innymi tematami, które może im opowiedzieć. Oczywiście absolutnie nie chcą rezygnować ze spotkań z dr Rossem.    

 

Józef II czyli reformator na tronie - notatka z wykładu pana Sławomira Szczockiego.  27.02 2019 r.

W poniedziałek 25 lutego w Zamku Królewskim odbył się wykład pana Sławomira Szczockiego o Józefie II - reformatorze na tronie. Otóż charakter tego człowieka był bardzo skomplikowany i jego działania na tronie jak i w życiu prywatnym pełne kontrowersji. Przekażę Państwu krótki opis bardzo bogatego w rozliczne dokonania, życia cesarza rzymsko-niemieckiego, potem współrządzącego w krajach austriackich, wreszcie władcy krajów habsburskich. A teraz od początku: Józef urodził się w 1741 r. Był czwartym dzieckiem i pierwszym synem Marii Teresy i Franciszka Lotaryńskiego. Po raz pierwszy pokazano go publicznie, kiedy miał zaledwie 2 miesiące. Było to 18 maja 1741 r, podczas koronacji Marii Teresy na królową Węgier. Papież Benedykt XIV był jednym z jego ojców chrzestnych. Wysłał on Józefowi poświęconą kołyskę, jednak z powodu napięć między Rzymem a Wiedniem  dotarła ona na miejsce z kilkuletnim opóźnieniem. Wychowanie następcy tronu powierzono jezuicie Ignzowi Hollerowi i augustianinowi Franzowi Josephowi Wegerowi. Największy nacisk kładł on na naukę historii i prawa. Egzamin z prawa natury i prawa publicznego Józef zdał 23 lutego 1756 r. W przeciwieństwie do większości rodziny Józef nie grał na żadnym instrumencie, ale potrafił odczytać nuty. Kolejnym wychowawcą Józefa został ochmistrz feldmarszałek hrabia Karl Joseph von Batthyany, który wychowywał następcę tronu jako żołnierza. Józef nie uznawał instytucji stanowych, przywilejów i dotychczasowych systemów prawnych. Wróg etykiety i dworskich splendorów, niemający pociągu do zabaw, kobiet i polowań, wiecznie zapracowany "sługa państwa" odznaczał się prostotą ubioru i sposobem obcowania z ludźmi. Żądny wiedzy wiele podróżował, zarówno po kraju, jak i za granicą, przeważnie incognito.  W 1760 r. został powołany do Rady Państwa. W tym samym roku, 6 października w Wiedniu, poślubił Izabelę Marię Burbon. Była ona ładną, miłą i inteligentną dziewczyną. Józef miał z nią dwie córki zmarłe w dzieciństwie i darzył ją szczerą miłością, jednak nieodwzajemnioną. Izabela coraz bardziej pogrążała się w melancholii, a swoje uczucia przelała na siostrę Józefa, Marię Krystynę. Zmarła w 1763 r. Wkrótce za namową matki Józef ożenił się ponownie. 23 stycznia 1765 r. z Marią Józefą Antoniną Wittwlsbach.  Małżeństwo to było nieudane. Józef przedzielił ścianą małżeńską sypialnię, a żonę lżył i obrażał.  23 września 1765 roku Maria Teresa mianowała syna współwładcą w Austrii, Czechach i na Węgrzech (od tej pory dzielił z matką jej tytuły i władzę, pozostając pod jej zwierzchnictwem). W 1766 r. został również naczelnym wodzem armii austriackiej. W tym okresie cesarz Józef dużo podróżował. W sierpniu 1769 w Nysie spotkał się potajemnie z Fryderykiem II, który określił cesarza mianem człowieka ambitnego, zdolnego podpalić cały świat. Pod koniec lat 70. odwiedził Rosję i spotkał się z cesarzową Katarzyną II . Od śmierci starej cesarzowej na kraje habsburskie spadł istny deszcz cesarskich dekretów. W ciągu 10 lat panowania Józef wydał ich łącznie 6 000. Dotyczyły one administracji, spraw społecznych, skarbowych, gospodarczych, sądowych, szkolnych i kościelnych. Wprowadził reformy chłopskie, reformy prawa, szkolnictwa, kościelne czy gospodarcze. Józef, czasami postrzegany jako wręcz rewolucjonista czy jakobin, uparcie zwalczał społeczne i narodowe siły w swojej monarchii.  Łamanie przywilejów stanowych i reformy chłopskie wywoływały sprzeciw szlachty. Reformy kościelne napotykały na opór nie tylko ze strony duchowieństwa, ale również i chłopów, przywiązanych do religijnych tradycji. Mieszczanie byli niezadowoleni z powodu ograniczenia samorządu i równouprawnienia Żydów. Chłopom ciążyły podatki i służba wojskowa, obawiali się również dalszych "nowości". Rządy Józefa rozczarowały również liberałów i wolnomyślicieli. Ustawa o cenzurze z 1781 r. była bardzo liberalna. Zakazywała ona tylko krytykowania ustroju państwa. Dopuszczała natomiast krytykę kleru, szlachty, a nawet cesarza. Łamanie swobód prowincji napotkało opór w Niderlandach. W latach 1786–1787 na ten kraj spadł istny deszcz cesarskich dekretów. W 1787 r. stany prowincji odmówiły publikacji cesarskich dekretów i płacenia podatków. Ich opór został złamany przez wojsko i w 1788 r. Józef nałożył na kraj nowe podatki. Mniejsze prowincje ugięły się pod jego wolą, ale Brabancja i Hainaut wciąż się opierały. Józef złamał więc prawa tych prowincji i zreformował ich ustrój. Spowodowało to rewolucję w Brabancji i ostatecznie oderwanie się Niderlandów od Austrii. Secesja ta utrzymała się do grudnia 1790 r. Secesyjne nastroje panowały również na Węgrzech, gdzie szlachta groziła odłączeniem się od monarchii, jeśli cesarz nie zwoła sejmu. Podobne nastroje panowały również w Galicji. Stany krajowe odmawiały płacenia podatków, a kraj nawiedzały bunty chłopskie. Józef był zmuszony wycofać patent urbanialny z 1789 r. W styczniu 1790 r., leżąc już na łożu śmierci, odwołał wszystkie dekrety dotyczące Węgier, z wyjątkiem patentu tolerancyjnego oraz zniesienia poddaństwa osobistego chłopów. Cierpiący na gruźlicę i chorobę wątroby cesarz zmarł 20 lutego 1790 r. Józef został pochowany w Krypcie Cesarskiej pod Kościołem Kapucynów w Wiedniu. Na swoim grobie kazał napisać: Tu spoczywa Józef II, który przegrał we wszystkich swoich przedsięwzięciach.Tron objął jego młodszy brat, Leopold II Habsburg, który odwołał większość reform Józefa. 

To tyle z życia i poczynań Józefa II. Na wykładzie słuchacze dowiedzieli się znacznie więcej. 

  

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

"Abdulhamid I - czyli wojownik mimo woli" - notatka z wykładu pana Sławomira Szczockiego   23.02.2019 r

W poniedziałek 18-tego lutego w Zamku był wykład pana Sławomira Szczockiego. Ponieważ pani Beata Artymowska ostatnio opowiadała o Topkapi, rezydencji sułtanów, to teraz tematem byli sułtanowie zamieszkujący właśnie w tej rezydencji. Pokrótce została przedstawiona historia panowania wcześniejszych władców, przed tytułowym bohaterem. A główny bohater wykładu to człowiek, który będąc pacyfistą był zmuszony przez całe swoje życie, kiedy sprawował funkcje sułtana, prowadzić wojny. Abdülhamid I był 27 sułtanem Imperium Osmańskiego. Większość swojego życia (do roku 1767) spędził w komfortowym uwięzieniu, co nakazywała tradycja dynastyczna dla uniknięcia wojen domowych. W tym okresie otrzymał wykształcenie, pobierając nauki u swojej matki - Rabii (znanej też jako Faize). Od niej uczył się historii i kaligrafii.

Długie uwięzienie sprawiło, że przyszły sułtan stał się obojętny na sprawy państwa i podatny na wpływy nadwornych doradców. Z natury pacyfista i bardzo religijny. Gdy objął tron, ze względu na kiepski stan skarbu sułtan nie był w stanie wypłacić corocznej premii janczarom. Po wstąpieniu na tron w 1774 "odziedziczył" po bracie Mustafie III wojnę z Rosją, której losów nie zdołał już odwrócić i po klęsce w bitwie pod Kozłudżą  oraz niepowodzeniu pod Kerczem został zmuszony do podpisania bardzo niekorzystnego traktatu pokojowego.

Pomimo tego początkowego niepowodzenia sułtan jest traktowany jako jeden z najlepszych władców osmańskich. Podczas pożaru Stambułu w 1782 roku zorganizował brygadę przeciwpożarową, a z powodu jego religijności ludność stolicy nadała mu przydomek Święty. Starał się przeprowadzić reformy polityczne i ściśle współpracować z rządową administracją oraz działaczami państwowymi. Pomimo swojego pacyfizmu rozumiał potrzebę modernizacji przestarzałej armii. Starał się zreformować oddziały janczarów oraz flotę wojenną. Udało mu się przeprowadzić spis żołnierzy w pułkach janczarskich oraz rozpocząć wymianę artylerii na bardziej nowoczesną. Jak na ironię jednak sułtan-pacyfista w następnych latach musiał toczyć kolejne walki. Najpierw Abdülhamid I zdołał się rozprawić z drobnymi buntami w Syrii i Morei. Nie mógł się jednak pogodzić z utratą zwierzchności nad Krymem (jedno z postanowień pokojowych z 1774 roku). Skutkiem tego w 1787 roku wybuchła nowa wojna z Rosją, a następnie Austrią jako rosyjską sojuszniczką. Pomimo że Prusy i Szwecja formalnie wystąpiły w tych konfliktach po stronie Turków, to jednak żadnego wsparcia militarnego sułtanowi nie udzieliły. Zasłynął on w Europie wielkim zwycięstwem nad cesarzem Józefem II w bitwie pod Karansebes, w której nie stracił nawet jednego żołnierza. W trakcie wojny z Rosją, Turcy stracili na jej rzecz ważne miasto – Oczaków  którego cała ludność została przez Rosjan zmasakrowana. Gdy Abdülhamid dowiedział się o rzezi Oczakowa, zapadł na poważną chorobę i zmarł 4 miesiące później, w wieku 64 lat. Został pochowany w Bahçekapı, w grobowcu, który sam zaprojektował.

 I tak zakończyła się jak zwykle bardzo interesująca opowieść pana Szczockiego. Już pojutrze znów spotkamy się w Zamku z tym samym wykładowcą, który tym razem będzie snuł opowieść o życiu i działalności Józefa II - reformatora na tronie.

  

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład "Ciemność dnia i światła nocy"              21.02.2019 r.

W środę 20 lutego odbył się wykład w OSiRze. Zawitał w progi UOTW pasjonat i jednocześnie profesjonalista w swojej dziedzinie, którą ukochał i uprawia. A jest to oglądanie nieba, a właściwie zjawisk astronomicznych, które zdarzają się w najbliższym kosmosie i można dokładnie określić kiedy występują  i w jakim rejonie świata można je zaobserwować. Ten młody człowiek, który opowiadał o swojej pasji to pan Karol Wójcicki. I tak najpierw próbował wyjaśnić czym różni się całkowite zaćmienie Słońca od częściowego i obrączkowego. Udowodnił, że zaćmienie, które kilka osób widziało w Polsce w 1954 roku było niestety tylko częściowym, a nie całkowitym, chociaż panie nasze pewnie stwierdzały, że jest w błędzie. Jednak zestawienia w postaci wykresów mówiły co innego. Zdał relacje ze swojej wyprawy do Ameryki Północnej, gdzie wybrał najdogodniejszy punkt, aby oglądać, sfotografować i uwiecznić na innych nośnikach całkowite zaćmienie Słońca. Miał na to dosłownie kilka minut, a do tego przedsięwzięcia przygotowywał się kilka lat. Podziwialiśmy efekty tej pracy w postaci filmu, jak i wspaniałego zdjęcia, gdzie widoczny jest Księżyc na tle zasłoniętego Słońca, którego piękne promienie pokazują cały czar tego zjawiska. I nie dziwię się, że pokazując nam to właśnie zdjęcie był z niego bardzo dumny i z tego, co udało mu się osiągnąć.  Emanował z niego entuzjazm i chęć do dalszych prób oraz osiągania jeszcze lepszych efektów. Następne zjawisko, które pasjonuje naszego młodego wykładowcę, to zorze polarne. Ale stwierdził też, że jeżdżąc po świcie nie pozostaje obojętny na piękno przyrody. Podziwialiśmy więc jego piękne zdjęcia wykonane z drona. Wracając do zorzy polarnej, otóż  jest to zjawisko świetlne obserwowane w górnej atmosferze w pobliżu biegunów magnetycznych planety, która ma silne pole magnetyczne o charakterze dwubiegunowym. To Słońce jest ojcem zórz polarnych i to jemu zawdzięczamy ten niezwykły fenomen. W trakcie wielkich wybuchów i rozbłysków, ogromne ilości cząstek elementarnych wyrzucane są z gwiazdy w przestrzeń kosmiczną. Gdy cząsteczki te zbliżą się do Ziemi, tworzą okrąg wokół bieguna północnego, gdzie zderzają się z górną warstwą atmosfery. Uwolniona wówczas energia, to właśnie zorza polarna. Wszystko to dzieje się mniej więcej 100 kilometrów nad Ziemią. Jest ona widoczna zazwyczaj nocą nad lądową częścią Norwegii , Islandii i jeszcze innych ziemiach północy. Z powodu zróżnicowanego składu atmosfery, zorza polarna przybiera kolory od zieleni do fioletu. I tu znów oglądaliśmy wiele zdjęć zrobionych przez pana Karola Wójcika, który nieustannie jeździ po północnych częściach naszej planety, zabiera z sobą chętnych i poluje wręcz na to jakże wspaniałe widowiskowo zjawisko, utrwalając je oczywiście na różnych nośnikach. No i na zakończenie rozszyfrowany został sens tematu przedstawianego wykładu, który brzmiał "Ciemność dnia, światła nocy". Niby o tym właśnie dotychczas była mowa. A jednak idąc dalej, pozornie te dwa zjawiska nie powinny nigdy wystąpić jednocześnie, a jednak… Okazuje się, że pan entuzjasta i pasjonat znalazł czas i miejsce, gdzie możliwe będzie ujrzenie tych dwóch zjawisk w jednym punkcie Ziemi. I na to wydarzenie już się szykuje. Otóż pokazał na mapie naszej Ziemi miejsce, gdzie przetną się czyli spotkają: całkowite zaćmienie słońca w czasie białych nocy na krańcach lądu w okolicach morza Łaptiewów, a kiedy Słońce będące nad horyzontem zostanie przesłonięte całkowicie przez Księżyc, wówczas powinny być widoczne zorze polarne. On tam wtedy będzie.- tak sobie postanowił. To jest człowiek, który realizuje swoje pasje, dzieląc się też nimi z innymi ludźmi. To tyle chciałam Państwu opowiedzieć o osobie z pasją i oczywiście przy okazji o wykładzie, który wszyscy z przyjemnością wysłuchali.  

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Krótkie sprawozdanie z wycieczki do Muzeum Fryderyka Chopina        21.02.2019 r.

We wtorek 19-tego lutego część słuchaczy naszego UOTW zwiedzała Muzeum Fryderyka Chopina. Koleżanka Wiesia miała dla wszystkich przygotowane karty wstępu, które jednocześnie po aktywizacji umożliwiały włączanie różnych elementów audiowizualnych na wystawie. Ponieważ grupa nasza była dość liczna, podzieliliśmy się na dwie, do których dołączyły panie przewodniczki. I tak wyruszyliśmy na spotkanie z życiem, twórczością i licznymi pamiątkami po Fryderyku Chopinie. A teraz co można było dowiedzieć się od pani przewodnik, przekażę w pigułce. Otóż Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie jest największą kolekcją chopinianów na świecie. Są to pamiątki związane z życiem i twórczością kompozytora, która liczy ponad 7500 obiektów. Kolekcja zawiera rękopisy muzyczne, wydania dzieł Chopina, jego korespondencję, ikonografię historyczną i współczesną, drogocenne przedmioty osobiste, a także dokumenty związane z biografistyką, komentarzami krytycznymi utworów i szeroko pojętą recepcją osoby i twórczości kompozytora. Do najcenniejszych obiektów ikonograficznych należą portrety wykonane za życia kompozytora.  Odrębną grupę stanowią odlewy dłoni Chopina i maski pośmiertnej. Do grupy najbardziej wartościowych pamiątek obok książek z biblioteki ojca kompozytora, należą ostatni fortepian Fryderyka Chopina, złoty zegarek – prezent od Angeliki Catalani, notatniki osobiste z lat 1834, 1848 i 1849, maleńki ołówek, breloczek z inicjałami kompozytora, eleganckie spinki do gorsu, pudełko na cukierki, chustki haftowane przez George Sand, dzwonek, zegarek podróżny, a także pukiel włosów Fryderyka Chopina i zasuszone kwiaty z jego łoża śmierci. Ekspozycja została rozmieszczona na czterech poziomach warszawskiego Pałacu Ostrogskich, włącznie z piwnicą. Na każdej kondygnacji można było obejrzeć zestaw różnorodnie sprofilowanych informacji na temat życia i twórczości Fryderyka Chopina, np. okresu warszawskiego czy działalności w Paryżu. Poszczególne elementy audiowizualne ekspozycji zostały skonstruowane w taki sposób, aby w Muzeum każdy zwiedzający odnalazł coś dla siebie,  Ostatnim etapem zwiedzania był poziom -1, gdzie można było po zajęciu miejsca przy stoliku i nałożeniu słuchawek, wysłuchać wybranego utworu naszego wielkiego kompozytora. Wszyscy uczestnicy tej wycieczki skorzystali z tej możliwości i chociaż przez kilkanaście minut weszli w ten magiczny świat muzyki mazurków, polonezów, ballad, czy etiud Fryderyka Chopina. 

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład pani Artymowskiej w Zamku Królewskim - Topkapi - pałac w centrum Stambułu     17.02.2019 r.

Informacje o pałacu w centrum Stambułu o nazwie Topkapi przekazała słuchaczom pani Beata Artymowska w  Zamku Królewskim 11 lutego br., a ja skorzystałam z danych zamieszczonych w Wikipedii  jak i w blogu pana Tomasza.

"Topkapi to pałac w centrum Stambułu, był rezydencją sułtanów przez ponad 380 lat, od 1453 roku. Budowę rozpoczęto za panowania sułtana Mehmeda II Zdobywcy w 1453 roku, zaraz po zdobyciu Konstantynopola, a zakończono w 1465 roku. Ostatnim używającym pałacu sułtanem był Mahmud II. Sułtan Abdulmecid I przeniósł siedzibę władców do pałacu Dolmabahce. Budowa pierwszej wersji pałacu trwała co najmniej 7 lat, ale każdy kolejny sułtan dobudowywał w nim coś "od siebie", przez co Topkapi zmieniał się przez wieki, dochodząc w końcu do dzisiejszych monumentalnych rozmiarów, z czterema dziedzińcami i wieloma budynkami, pochodzącymi z różnych okresów. W szczycie swojej "kariery", pałac zajmował 600 tys. m2, a zamieszkiwało go 4000 osób. Wejście na teren pałacu stanowi dziś, tak jak i dawniej, ogromna, kamienna Brama Imperialna, do której prowadziła kiedyś droga z Hagii Sofii, używana do procesji z udziałem władców. Wybudowana w 1478 r. i odrestaurowana w XIX w., stanowi wejście na pierwszy z czterech dziedzińców pałacowych. Przed bramą, na placu który kiedyś stanowił miejsce zgromadzeń, stoi okazała fontanna, zbudowana za czasów sułtana Ahmeda III, w 1728 r. Pierwszy dziedziniec był jedynym dostępnym publicznie, także jedynym, na który można było wjechać konno. Większość budynków, które tu się znajdowały, nie przetrwała do czasów dzisiejszych, dziedziniec wygląda jak park z alejkami pomiędzy drzewami. Jedyne pozostałości to dworska mennica oraz bizantyjski kościół Hagia Irene, uważany dziś za pierwszy chrześcijański kościół w Konstantynopolu (wybudowany przez cesarza Konstantyna w IV w., przed Hagią Sofią). Po zdobyciu Konstantynopola przez Osmanów w 1453 r., Hagia Irene nie została przekształcona w meczet (to dziwne, bo Turcy prawie wszystkie kościoły chrześcijańskie zamieniali natychmiast w meczety), ale służyła jako arsenał. W swojej historii służył także kościół m.in. jako muzeum wojskowe. Dziś działa jako sala koncertowa. Płatne wejście zaczyna się od Bramy Pozdrowień (zwanej też Bramą Srodkową), za którą jest drugi dziedziniec pałacowy. Brama wybudowana została w 1542 r., przez nią konno mógł przejechać wyłącznie sułtan, reszta musiała dalej poruszać się tylko piechotą. Po prawej stronie drugiego dziedzińca, który kiedyś był parkiem, używanym do zgromadzeń dla mieszkańców pałacu, znajdują się dawne kuchnie pałacowe, wybudowane w XV w., ale przebudowane później przez słynnego Mimara Sinana (jego pomysłem są m.in. charakterystyczne strzeliste kominy). Kuchnie te były największymi w całym Imperium Osmańskim, zatrudnionych tu było do 1000 osób, przygotowujących do 6000 posiłków dziennie. Po przeciwległej (lewej) stronie znajduje się wejście do Haremu oraz kilka innych budynków, w tym pomieszczenia Rady Imperialnej, w których władze (wezyrowie, ministrowie itp.) odbywali narady. Pierwsze pomieszczenia zostały wybudowane razem z pałacem, w XV w. Narady odbywały się tu prawie do końca XIX w., aczkolwiek pomieszczenia straciły na znaczeniu w XVII w., kiedy Radę przeniesiono do osobnej siedziby w innej części miasta. Nad pomieszczeniami Rady góruje widoczna z daleka, najwyższa budowla pałacu Topkapi – Wieża Sprawiedliwości, wybudowana prawdopodobnie także w XV w. Nazwa miała symbolizować czujność sułtana przeciw niesprawiedliwości. Miała półprzepuszczalne okna, pozwalające sułtanowi oglądać dziedziniec, samemu nie będąc widzianym. Za wieżą i pomieszczeniami Rady znajdują się dawne pomieszczenia skarbca (kolejne znajdują się na trzecim dziedzińcu), które dziś używane są jako sale prezentujące zbiory broni z czasów osmańskich – jedne z najbogatszych tego rodzaju zbiorów na świecie, prezentujące broń z przestrzeni 1300 lat (VII – XX wiek). Na trzeci dziedziniec prowadzi droga przez kolejną pałacową bramę – Bramę Szczęśliwości. Za nią rozpoczynają się już prywatne posiadłości sułtanów – wstęp tutaj mieli tylko posiadacze specjalnych pozwoleń. Sułtan używał bramy i drugiego dziedzińca tylko w specjalnych okolicznościach (uroczystościach religijnych lub państwowych). Przed nią odbywały się także uroczystości pogrzebowe sułtanów. Przed samą Bramą Szczęśliwości znajduje się mały kamień, wyznaczający miejsce, gdzie zatykano sztandar Mahometa, oznaczający rozpoczęcie wojny. Trzeci dziedziniec stanowił właściwie "serce" pałacu Topkapi – to tu wolny czas spędzał sułtan – jeśli akurat nie przebywał w haremie. Nikt, nawet Wielki Wezyr nie mógł przejść przez Bramę Szczęśliwości bez pozwolenia, straż nie dopuszczała tu nikogo niepowołanego. Tuż za bramą znajduje się pomieszczenie, w którym odbywały się audiencje u sułtana, kwadratowy budynek, mieszczący wewnątrz kilka pomieszczeń, w tym właściwą salę tronową. Przed wejściem do budynku znajduje się mała fontanna, która miała służyć nie tylko do odświeżenia się gości, ale także do zagłuszania rozmów, odbywających się wewnątrz. Za tym budynkiem, na środku trzeciego dziedzińca stoi budynek biblioteki, wybudowany w 1719 r. na rozkaz sułtana Ahmeda III. Biblioteka przetrzymywała głównie tureckie, arabskie i perskie księgi religijne i dotyczące prawa islamskiego W 1928 r. zbiory biblioteki zostały przeniesione do stojącego obok meczetu Ağalar Camii. Wnętrza biblioteki wyłożone są XVI-wieczną ceramiką z Izniku.

Po prawej stronie od wejścia na trzeci dziedziniec znajduje się pawilon, poprzedzony od strony dziedzińca widowiskowymi arkadami, jeden z najstarszych w całym pałacu, wybudowany ok.1460 r. Dziś mieści on wystawy sułtańskiej garderoby oraz cennych darów od przybyszów odwiedzających sułtanów. Znajdują się tu także zbiory tronów oraz przedmiotów, używanych przez sułtanów podczas ważnych uroczystości oraz biżuterii i kosztowności. Po lewej stronie trzeciego dziedzińca znajduje się wspomniany już meczet Ağalar Camii, a za nim najcenniejsza dla wyznawców Islamu część pałacu Topkapi – pomieszczenia w których oglądać można święte relikwie Islamu, w dużej części związane z prorokiem Mahometem. Znajdują się tu: płaszcz, miecze, łuk, fragmenty zęba, odcisk stopy oraz włosy z brody Mahometa. Znajdziemy tu także podpisany przez Mahometa list, znaleziony w Egipcie. Znajdują się tu także inne relikwie: miecze pierwszych kalifów, turban Józefa czy dywan córki Mahometa. Do pomieszczeń tych wstęp miał wyłącznie sułtan i jego rodzina – i to tylko raz w roku – 15-tego dnia Ramadanu. Na trzecim dziedzińcu znajdują się także galerie portretów sułtanów, zawierające portrety 37 sułtanów. Czwarty dziedziniec pałacu Topkapi tak naprawdę jest najbardziej oddaloną częścią trzeciego, wyodrębnioną jako najbardziej prywatna przestrzeń rodziny sułtana. Znajduje się tu kilka pawilonów, otoczonych ogrodami i tarasami. Turyści najbardziej zapamiętują tę część ze względu na nieziemskie widoki, roztaczające się na wybrzeże i Bosfor. Szczególne upodobanie zyskał Pawilon Iftar, będący złoconą altaną postawioną na marmurowym tarasie (XVII w.) z niezwykłym widokiem na okolicę. Równie widowiskowe i często fotografowane są także fontanna i altana Sulejmana Wspaniałego obok kiosku Revan. Na czwartym dziedzińcu znajdziemy także meczet Sofa Camii, zbudowany w XIX w. oraz Grand Kiosk z 1840 r., będący ostatnią dużą budowlą, dobudowaną do pałacu, zbudowany jako miejsce wypoczynku dla sułtanów, ze względu na roztaczający się z niego widok na Morze Marmara i Bosfor. Znajduje się tu także znana restauracja, odwiedzana w przeszłości m.in. przez królową brytyjską Elżbietę II, prezydenta USA Nixona czy boksera Mohammeda Alego. Na deser zostawiamy sobie Harem zajmujący ponad 400 pokoi, stanowiący całkowicie prywatną część rezydencji sułtanów i miejscem zamieszkania matki sułtana (tzw. Valide Sultan). Mieszkały tu także żony oraz konkubiny sułtana (zgodnie z religią, mężczyzna mógł mieć cztery żony oraz tyle konkubin, ile zdołał utrzymać), wszystkie jego dzieci oraz ich niewolnicy. Harem został dobudowany do pałacu Topkapi w końcówce XVI w., a większość pomieszczeń zaprojektował sam Mimar Sinan. W haremie najbardziej widowiskowe są wewnętrzne dziedzińce: dziedziniec konkubin, dziedziniec faworyt, dziedziniec eunuchów oraz prywatne apartamenty poszczególnych sułtanów oraz apartamenty matki sułtana."

I jeszcze chciałam dodać, że pani Beata Artymowska zarekomendowała film pt. "Topkapi" z Meliną Mercouri i Peterem Ustinovem. Podobno kręcony był w murach pałacu Topkapi w Istambule i pokazano tam oryginalne wnętrza, jak i stroje z tamtej epoki.

  

  

  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Streszczenie wykładu o muzach artystów, przedstawionego przez pana Pogorzelskiego   17.02.2019 r.

W środowym wykładzie pana Igora Pogorzelskiego, głównymi bohaterkami były kobiety  - muzy artystów. Temat wzbudzał zainteresowanie, bo zwykle wiemy co nieco o artystach, ale o ich muzach już znacznie mniej, a nawet wcale. I tak pierwszym omawianym artystą był Robert Schumann i jego muza - wspaniała pianistka i kompozytorka, później żona i wykonawczyni jego utworów - Klara Schumann z domu Wieck, z którą miał aż ośmioro dzieci. Jednak dotknęła go choroba dwubiegunowa i przeżywał silne stany depresji, targnął się na życie skacząc z mostu, odratowano go, ale końcówkę życia spędził w klinice dla nerwowo chorych i mając 46 lat zmarł, pozostawiając jednak po sobie bardzo dużą spuściznę w postaci wielu pięknych utworów orkiestrowych i kameralnych, publikował też recenzje muzyczne w magazynach. Następny wielki artysta, który miał aż siedem muz głównych, to Pablo Picasso. On zaprzyjaźniał się z wieloma kobietami, ale tych siedem znanych jest z imienia i nazwiska. Z Fernande Olivier żył siedem lat. Powstało wiele jej portretów i rzeźb, Następna to Eva Gouel. Tym razem tworzy abstrakcyjne portrety. Żyją szczęśliwi, jednak jej śmierć wygrywa z miłością. Następna muza to Olga Koklova, tancerka z terenów dzisiejszej Ukrainy. Tym razem Picasso ożenił się z nią i miał syna. Jednak wkrótce miłość jego wygasa. Byli w separacji, aż do śmierci Olgi w 1955 roku, bo rozwód pozbawiłyby go połowy majątku. Kolejna muza to Marie-Therese Walter 17-to letnia dziewczyna, która związała się z 45-letnim artystą. Jej portrety utrzymane są w żywej wręcz fowistycznej kolorystyce. Ta pani urodziła mu córkę Mayę. Coś się kończy i coś zaczyna, więc Picasso ma następną muzę Dorę Maar, której pasją była fotografia, malarstwo i poezja. To ich zbliżyło. Niektóre fragmenty Guerniki wyszły nawet spod jej pędzla. Namalował  wiele portretów Dory, między innymi "Płacząca kobieta". Na slajdzie obok żony Olgi portret uśmiechającej się Dory z 1937 roku. w 1944 roku wpadła w depresję po rozstaniu z artystą. Z Francoise Gilot przeżyli razem 10 lat, dzieliło ich 40 wiosen, a łączyło dwoje dzieci. Ona studentka sztuki on uznany malarz - partner ale i mistrz. W końcu podobno porzuciła go, bo nie chciała spędzić życia z "zabytkiem historycznym". I tak dochodzimy do ostatniej znanej muzy Pabla Picassa. Była nią Jacqueline Rogue której mistrz poświęcił największą ilość dzieł, ze wszystkich kobiet razem wziętych i właśnie z nią ożenił się pomimo nieudanego związku z Koklovą. Różnica wieku była między nimi również olbrzymia, ale tym razem miłość dotknęła również mistrza i podziw dla kobiety życia wyraził nawet na łożu śmierci. Ona zresztą po 9 latach samotności popełniła samobójstwo. Przechodzimy już szybciutko do bardzo znanej muzy tym razem wielu artystów, a mianowicie do Misi Godebskiej-Natanson-Sert. Malowali ją tacy sławni malarze jak Renoir, Toulouse-Lautrec, Vallotton, Vuillard. Jej dom stał się miejscem spotkań wielu artystów. Bywał też i Picasso. Znała również pisarzy takich jak Cocteau, Zolę, Prousta, którzy uwiecznili ją w literaturze.Kolejny artysta to Ravel i Ida Rubinstein, która zainspirowała muzyka do napisania sławnego Bolera, którego finał pan Pogorzelski przedstawił na filmie, gdzie tańczy na stole sławna primabalerina Maja Plisieckaja. Kolejna inspiracja filmowca kobietami, to materiał muzyczny z głosami kobiet w kontrapunkcie do obrazów kobiet i fascynacja nimi mężczyzny-głównego bohatera filmu. Wykładowca wspomniał też o Romanie Polańskim i jego trzech kobietach. Wreszcie Czajkowski, który w pewnym momencie swego życia popadł w depresję i pomoc nadeszła ze strony wdowy Nadieżdy von Meck, której mąż zrobił fortunę na rosyjskich kolejach żelaznych. Nadieżdę von Meck oczarowała muzyka Czajkowskiego. Utwór, który napisał dla niej, stał się powodem nawiązania korespondencji trwającej blisko 13 lat, w ciągu których dwoje przyjaciół wymieniło około 1100 listów, wysyłanych niekiedy po trzy lub cztery dziennie. Związek ten istniał jedynie na papierze, co znakomicie odpowiadało Czajkowskiemu. I na koniec z wielką przyjemnością obejrzeliśmy scenę finałową z filmu "Czarny łabędź" z Natalie Portman w roli tytułowej tancerki. I to już koniec wykładu i mojego pisania na ten temat. Nie mogłam nie opisać tych muz, o których opowiadał pan Pogorzelski,  dzięki którym świat otrzymał tak wiele wspaniałych dzieł. 

  

  

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Warsztaty porowadzone przez panią Agnieszkę Nowińską.       13.02.2019 r. 

Dzisiaj, tj. w środę 13-tego lutego o 10-tej odbyły się warsztaty, które prowadziła pani Agnieszka Nowińska, Wiceprezes Zarządu fundacji TDW. Informacje przekazane były bardzo istotne dla wszystkich słuchaczy naszego UOTW. Postaram się opisać w skrócie najważniejsze treści. 

Otóż powstały w ostatnim czasie dwa projekty o zasięgu międzynarodowym, w których uczestniczy nasza fundacja. Jeden, już otwarty o nazwie "Heim Heritage in Motion" - "Dziedzictwo w ruchu",  dotyczy innowacyjnych metod edukacji dorosłych w zakresie dziedzictwa kulturowego, aktywnego starzenia się. Drugi to zupełnie nowa rzecz w ramach programu Unii Europejskiej uczenia dorosłych i tu został złożony projekt o nazwie "Europa porusza mobilność dla nowoczesności". 

 No to teraz zajmijmy się tym projektem otwartym. Aby do niego przystąpić, brać czynny udział w warsztatach, uczestniczyć w wyjazdach i otrzymywać wszelkie informacje o toczących się wydarzeniach związanych z tym projektem, należy wejść na stronę projektu i wpisać swój adres mailowy oraz imię do tabliczki z nazwą Newsletter. Kliknąć na przycisk "Zapisz mnie" i poczekać na zwrotnego maila, potwierdzającego przystąpienie do projektu. Poniżej link do tej strony:  

  http://www.heimheritage.pl/ 

A oto założenia projektu, które przekopiowałam ze strony Newslettera: 

" "Dziedzictwo w ruchu"("HeiM-Heritage in Motion") to projekt, w ramach którego będziemy promować wiedzę o kulturowym dziedzictwie lokalnym i europejskim. Celem naszych działań jest zachowanie właściwych dla społeczności wartości, które mają wpływ na rozwój całego społeczeństwa europejskiego. Podczas realizacji projektu będziemy rozwijać i wprowadzać innowacyjne metody nauczania wykorzystujące doświadczenie, umiejętności i aktywność osób dorosłych i starszych. Wykorzystamy technologie informacyjno-komunikacyjne, Internet, platformy edukacyjne., ponieważ uważamy, że otwarta edukacja powinna odgrywać zasadniczą rolę w dzisiejszym społeczeństwie. 
Projekt "Heritage in Motion (HeiM)" w programie Erasmus+ realizujemy we współpracy

z Uniwersytetem Permanentnym w Alicante (Hiszpania), UTW w Reykjawiku (Islandia) oraz

Uniwersytetem Otwartym w Zagrzebiu (Chorwacja)."

Natomiast najnowszy projekt będzie miał na celu podnoszenie kwalifikacji seniorów. Współpraca również z Hiszpanią i Chorwacją. Przewiduje się tygodniowe staże do Hiszpanii jak i Chorwacji dla kilku osób z naszego UOTW, mające na celu obserwacje sposobów pracy tak uniwersytetów trzeciego wieku jak i innych placówek dydaktycznych dla dorosłych. Jakich narzędzi one używają, aby realizować te cele. Na podstawie tych doświadczeń i obserwacji powstaną opracowania nowych programów edukacyjnych, wygenerowane zostaną nowe techniki nauczania i sposoby zachęcania seniorów do angażowania się w te niestandardowe techniki wykładów, czy innych zajęć dydaktycznych. Tyle z notatek, które zrobiłam, słuchając pani Agnieszki.

Link do strony erasmus+:

http://erasmusplus.org.pl/edukacja-doroslych/

   

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Krótki opis pobytu słuchaczy UOTW w "Sanatorium przy Tężni" w Inowrocławiu.    12.02.2019 r.

Minęły ferie i należy powspominać pobyt słuchaczy UOTW w sanatorium "Przy Tężni" w Inowrocławiu. Podróż przebiegła spokojnie i bez żadnych przygód. Po dojechaniu na miejsce spotkanie z panią pielęgniarką, a potem z lekarzem i zabiegi już w niedziele część osób miała zlecone. Potem posiłek i miła niespodzianka, bo jedliśmy w nowej sali gdzie obowiązywał tzw. "stół szwedzki", co wiązało się z ruchomym czasem posiłków i bardzo dużą różnorodnością jedzenia z wieloma surówkami do wyboru. Pod koniec pobytu wszyscy "narzekali", że z całą pewnością przybyło kilka kilogramów, pomimo możliwości bardzo intensywnych ćwiczeń tak w wodzie jak na sali gimnastycznej, czy na parkiecie. Prawie w każde popołudnie czy/i wieczór w Sali Multimedialnej można było podziwiać występy różnych grup muzycznych, czy tanecznych lub też pokazy na których doradzano jak dbać o zdrowie w różnych aspektach tego tematu. Codziennie schodziliśmy do kawiarni po 19-tej aby korzystając z muzyki na żywo tańczyć aż do 21.30. Piękno Parku Solankowego, przy którym położone jest Sanatorium przy Tężni zachęcało kuracjuszy do spacerowania, zahaczając oczywiście o tężnie. W Pijalni Wód oczekiwał na nas pomnik Teściowej, a w głębi Palmiarnia i Skansen, do którego warto było zajrzeć, aby przypomnieć sobie jak wyglądała tara, czy maselnica, włocławskie fajanse, piec kaflowy, czy lampa naftowa.  Na ławeczce w parku od lat oczekuje na nas bardzo przystojny gen. Władysław Sikorski. No i moje ulubienice, trzy boginie, które nazywam Mojrami, a autor nazwał je Trzema Gadułami (jak mało romantycznie). Co roku pozują mi i robię im zdjęcia w różnych warunkach atmosferycznych i przy różnym oświetleniu. Tym razem były lekko okryte, dzięki małej warstewce śniegu. To tyle o moich faworytach Inowrocławskich. I już minęły 2 tygodnie. Pożegnanie z szefową Elą, odśpiewanie "Sto lat" i jedziemy do domów z jedną przerwą na kawę i rozprostowanie nóg. Cztery godziny upłynęły bardzo szybko i byliśmy w Warszawie. 

  

  

   

  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Krótki opis wydarzeń ze środy 23 stycznia w UOTW                               24.01.2019 r.

W środę 23 stycznia słuchacze UOTW usłyszeli wykład pana dr Piotra Kociszewskiego na temat "Warszawskie i mazowieckie drogi do wolności".  Opowiedział on o wyboistej drodze Polaków dążących do wolności po rozbiorach. Wspomniał o pięciu powstaniach narodowych. Zwrócił też uwagę na szlak Bitwy Warszawskiej, omawiając ją szerzej w kontekście walk na Mazowszu i podnosząc zasługi marszałka Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego wodza wojny polsko-bolszewickiej. Na jednej z map widocznej na slajdzie, zostały zaznaczone miejsca w Warszawie, które upamiętniają tę bitwę, a na innych widać trzy pomniki marszałka, które są w stolicy. Pan Piotr Kociszewski wspomniał też o innych miejscach na Mazowszu upamiętniających martyrologię Polaków walczących o niepodległość swojego kraju. Wykład był niezmiernie interesujący, ale nieco nietypowy jak dla geografa, a jednak cała relacja osadzona była w konkretnych realiach geograficznych.

Przed pilatesem słuchacze UOTW wypełnili ankietę, przygotowaną przez pracowników władz miasta, a dotyczącą oceny naszego Uniwersytetu. Wszyscy chętnie zgodzili się, aby rzetelnie odpowiedzieć na pytania.

Życzę wszystkim dobrego i czynnego spędzenia ferii i do zobaczenia 11-tego lutego na wykładzie pani Beaty Artymowskiej w Zamku Królewskim.   

  

  

  

 Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Ostatnie zajęcia na warsztatach tanecznych w tym roku          20.12.2018 r. 

We wtorek 18-tego grudnia odbyły się ostatnie warsztaty taneczne w tym roku. Okazuje się, że w przyszłym roku w sali Remont nie będą już mogły się odbywać. Uczestniczki tych jakże pożytecznych w wieku senioralnym zajęć wyrażały chęci kontynuowania warsztatów w roku 2019-tym, nawet w innym lokalu. Jest taka opinia wśród słuchaczek naszego UOTW, że zajęcia te nie tylko wprowadzają ruch tak wskazany w trzecim wieku, ale też jednocześnie zmuszają do intensywnego myślenia i zapamiętywania sekwencji kroków, co jest również zalecane tak starszym jak i młodszym. Tak więc jednak nigdy zwykłe potańcówki nie zastąpią  zajęć warsztatowych, na których uczestniczki już poznały nawet długie układy taneczne takich tańców jak rumba, samba, cha-cha, dżajf czy salsa. A więc będziemy oczekiwać z niecierpliwością na te zajęcia w przyszłym roku.   

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Spotkanie świąteczne słuchaczy UOTW w OSiRze              19.12.2018 r.

Dzisiaj, tj. 19-tego grudnia do OSiRu słuchacze UOTW przybyli na spotkanie świąteczne. Tam przy cieście, ciasteczkach i mandarynkach towarzyszyli przy śpiewaniu kolęd grupie teatralnej Serenata, po czym wysłuchali opowieści ojca Wacława Oszajcy o tym, co wydarza się w poszczególnych miesiącach roku z naciskiem oczywiście na sferę sacrum. Zwieńczeniem uroczystości było dzielenie się opłatkiem, wzajemne życzenia świąteczne i noworoczne.

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Napoleon III, czyli bratanek wielkiego cesarza                     18.12.2018 r.

Poniedziałek, to dzień wykładów w Zamku Królewskim. Tym razem 16 grudnia pan Sławomir Szczocki opowiedział o życiu i działalności politycznej Napoleona III Bonaparte. Był on synem Ludwika, brata Napoleona Bonapartego i Hortensji de Beauharnais córki Józefiny, z jej pierwszego małżeństwa z wicehrabią Beauharnais. Król Ludwik XVIII wygnał edyktem z roku 1816 wszystkich Bonapartów z Francji, więc swą młodość Ludwik Napoleon przeżył w Niemczech i Szwajcarii – do końca życia mówił po francusku z wyraźnym niemieckim akcentem. W latach 1836 i 1840 próbował przejąć rządy we Francji w drodze zamachów stanu. Po pierwszej próbie król Ludwik Filip zgodził się na wyjazd Ludwika Napoleona do Stanów Zjednoczonych, po kolejnej został osadzony w twierdzy Ham, skąd w 1846 roku udało mu się zbiec do Anglii. Po rewolucji lutowej 1848 r. wybrano go do Zgromadzenia, a w grudniu został prezydentem II Republiki W grudniu 1851 r. w drodze zamachu stanu prezydent uchylił konstytucję z 1848 r. i rozwiązał Zgromadzenie Prawodawcze. Nowa konstytucja, powierzyła Ludwikowi Napoleonowi funkcję prezydenta z dyktatorskim zakresem władzy na 10 lat. Jednak już 2 grudnia 1852 r, po uchwale Senatu i plebiscycie ludowym, proklamował się dziedzicznym Cesarzem Francuzów z łaski Bożej i woli narodu, jako Napoleon III. Przez pierwszych osiem lat swego panowania cesarz Napoleon III rządził bardzo autorytarnie. 29 stycznia 1853 roku Napoleon III poślubił hrabinę Eugenię de Montijo, z którą miał syna Ludwika Napoleona Eugeniusza, zwanego przez bonapartystów  Napoleonem IV. Prawie przez cały czas istnienia II Cesarstwa francuskiego, gospodarka kraju rozwijała się względnie intensywnie, stymulowana zwłaszcza rozwojem przemysłu. Do zasług Napoleona III należy także popieranie i finansowanie budowy Kanału Sueskiego. Tron Bonapartów wydawał się spoczywać na solidnym fundamencie, ale władza cesarska osłabła. Pięć miesięcy po bitwie pod Sadową tylko Napoleon III widział niebezpieczeństwo grożące ze strony Prus i zażądał zgody parlamentu na podwyższenie stanu liczebnego wojska. Partia  republikańska i konserwatywna wyraziły sprzeciw. W lipcu 1870 r. rząd francuski wypowiedział Prusom wojnę. Napoleon popełnił błąd obejmując naczelne dowództwo armii, nie posiadając ku temu kwalifikacji. Premier pruski Bismarck, kanclerz Związku Północnoniemieckiego, tylko na to czekał. Do września wojska pruskie i innych państw sprzymierzonych zdobyły Sedan, biorąc do niewoli 100 tys. żołnierzy francuskich i samego cesarza. Kapitulacja Napoleona III i poddanie przez niego swej armii Prusom, wywołały szok i oburzenie części Francuzów. W wielkich miastach z Paryżem na czele żądano likwidacji Cesarstwa i tak się stało. 4 września 1870 r. ogłoszono powstanie III Republiki i wówczas Napoleon III, po zakończeniu wojny z Prusami oraz powrocie z niewoli w Kassel, emigrował do Anglii, gdzie osiedlił się w pałacyku Camden House . Zmarł tam w 1873 r. po nieudanej operacji na kamnicę nerkową i został pochowany w miejscowym kościółku katolickim St. Mary’s. Żona jego Eugenia, wybudowała później mauzoleum cesarskie w Farnborough, gdzie przeniosła zwłoki męża i jedynego syna.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Warsztaty o uchodźcach i kryzysie migracyjnym                  15.12.2018 r.    

 

Warsztaty na których prezes Fundacji Refugee.pl pani Agnieszka Kunicka przedstawiła temat "Uchodźstwo i kryzys migracyjny". Fundacja ta skupia się na :

    działaniach na rzecz ochrony praw człowieka w Polsce i za granicą;

    działaniach na rzecz budowy społeczeństwa obywatelskiego i otwartego, zapobieganiu  przejawom nietolerancji, dyskryminacji i rasizmowi oraz propagowaniu postaw obywatelskiej aktywności i odpowiedzialności zarówno w Polsce i  za granicą;

   przeciwdziałaniu marginalizacji społecznej, ekonomicznej i systemowej grup szczególnego  ryzyka;

   niesieniu pomocy humanitarnej w Polsce;

   wspieraniu, upowszechnianiu i propagowaniu działalności kulturalnej, naukowej, oświatowej oraz promującej Polskę, jej tradycje, kulturę, twórców i dorobek artystyczny;

  wspieraniu wolontariatu i postaw obywatelskich;

  zwiększaniu świadomości społeczeństwa przyjmującego na temat zjawiska przymusowej  migracji i imigracji.

Słuchacze dowiedzieli się również, że status uchodźcy mówi, iż uchodźcą jest osoba, która na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa, którego jest obywatelem, i nie może lub nie chce z powodu tych obaw korzystać z ochrony tego państwa, albo która nie ma żadnego obywatelstwa i znajdując się na skutek podobnych zdarzeń, poza państwem swojego dawnego stałego zamieszkania nie może lub nie chce  z powodu tych obaw powrócić do tego państwa.

W Europie głównym celem przyjmowania uchodźców jest integracja ze społeczeństwem oraz stworzenie perspektyw rozwoju dla tych ludzi. Tzw. "pomoc na miejscu" ma inny charakter; jest to pomoc emergency/humanitarna, czyli rozdawnictwo żywności, leków czy zapewnienie procedur medycznych – i jest umożliwieniem fizycznego przeżycia ludzi. Od 1992 roku Polska przyjęła ok 80 tys uchodźców głównie z Czeczenii.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

 

Wykład o zapomnianych twórcach literatury emigracyjnej     15.12.2018 r.

W środę 12 grudnia 2018 roku słuchacze mieli przyjemność wysłuchać interesującego wykładu, który przeprowadziła pani dr Ewa Lewandowska-Tarasiuk, która jest członkiem Rady Naukowej naszego UOTW. Temat to "O zapomnianych twórcach literatury emigracyjnej".

Pierwszy autor, o którym mówiła pani doktor, to Bolesław Taborski. Był on poetą i tłumaczem, twórczym humanistą, varsavianistą, teatrologiem, znawcą sztuki muzycznej.  Walczył w Powstaniu Warszawskim na Mokotowie. Po zakończeniu Powstania Warszawskiego, przebywał w obozie przejściowym w Pruszkowie, a następnie znalazł się w Stalagu X B Sandbostel. Był tam do czasu wyzwolenia w 1945 roku i przeniósł się do Lubeki w północnych Niemczech. Od 1946 działał na emigracji w Wielkiej Brytanii. Związany z pokoleniem Baczyńskiego. Został pochowany 20 maja 2011 w Panteonie Żołnierzy Armii Krajowej na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Ostatnim wydanym tomikiem tego autora był "Mój przyjaciel Szekspir".

Następnym polskim poetą na uchodźstwie był Mieczysław Paszkiewicz, pisarz, historyk sztuki, pedagog, profesor i wieloletni dziekan Wydziału Humanistycznego Polskiego Uniwersytetu Na Obczyźnie - PUNO. Po wybuchu II Wojny Światowej był żołnierzem Narodowej Organizacji Wojskowej. Po aresztowaniu i uwięzieniu na Zamku w Lublinie, w 1941 został wywieziony do obozu koncentracyjnego Auschwitz, a następnie do Mauthausen-Gusen. W obozie uczestniczył w konspiracyjnych konkursach literackich. W 1944 uzyskał swoją pierwszą nagrodę za wiersz "Madonna bruku". Od 1946 przebywał w Londynie, studiował na The Politechnic School of Art / University of Westminster w Londynie. W 1984 r. uzyskał stopień naukowy doktora na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie. Był twórcą rysunku i grafiki, poetyckość była jego stanem ducha. Artysta sztuki i recenzent, kochał teatr. Zmarł w 2014 roku w Londynie.

Krystyna Bednarczyk była polską poetką emigracyjną. Po ukończeniu liceum ogólnokształcącego studiowała malarstwo. W czasie II Wojny Światowej była żołnierzem AK. Od 1946 mieszkała w Wielkiej Brytanii. Po wojnie wraz z mężem Czesławem Bednarczykiem założyli londyńskie wydawnictwo – Oficyna Poetów i Malarzy, znane wśród Polonii. Jako poetka debiutowała w 1951 na łamach miesięcznika "Kultura"  (Paryż). Wydała trzy tomiki poezji, w 1978 "Obmowy świtów", w 2000 "Niedocałowane" "Szczęście" oraz w 2005 "Wiersze Wybrane". Wszystkie tomiki ukazały się drukiem Oficyny Poetów i Malarzy w Londynie. Promowała twórczość polskich poetów poza Krajem. (Mówiła, że "Krajem" trzeba pisać dużą literą). Zmarła w kwietniu 2011 roku na obczyźnie.

I na tym pani dr Tarasiuk zakończyła swój wykład, który był podany pięknym literackim językiem polskim, co w ostatnich czasach jest rzadkością.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

 

Wykład Daniela Artymowskiego w Zamku Królewskim                                   9.12.2018 r.

W poniedziałek 3 grudnia w Zamku Królewskim odbył się wykład pana Daniela Artymowskiego z cyklu "Proroctwa nauczycieli, nauki proroków". Tym razem temat to "Adi Śankara, czyli święta nić hinduizmu". Hinduizm jest religią bez jednego głównego założyciela. Rozpoczął się razem z rozkwitem kultury Ariów w Indiach. Wówczas powstała Rygweda – najstarsza święta księga hinduizmu. Z czasem do kanonu świętych pism tej wiary dołączyły pozostałe Wedy oraz wiele innych tekstów religijnych. Hinduizm jako religia powstał właśnie z Wed. Adi Śankara był  indyjskim mędrcem, myślicielem, filozofem, reformatorem tradycji wedyjskiej oraz bramińskiej. Podróżował on po Indiach nauczając, propagując własny system filozoficzny oraz prowadząc dysputy z przedstawicielami innych szkół filozoficznych. Założył cztery klasztory, które odegrały ważną rolę w rozwoju i rozpowszechnieniu hinduizmu pobuddyjskiego i adwajtawedanty w Indiach oraz spadku popularności buddyzmu. Był twórcą zakonu daśanami oraz tradycji Śanmata. Poniżej kilka zdjęć z prezentacji.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

 

Wykład z medycyny - "Nerki - co o nich wiemy?"                                        5.12.2018 r.

Dzisiaj tj. 5 grudnia 2018 roku, odbył się wykład, który przygotowała i zaprezentowała nasza koleżanka i słuchaczka UOTW, a jednocześnie pani doktor nauk medycznych, specjalizacji nefrolog Bożenna Kaczanowska. Film, który rozpoczął prezentację, zapoznał słuchaczy z wyglądem, budową, położeniem nerek, a także funkcjami jakie pełnią. Następnie dalsza część wykładu to informacje o tym, jaką one pełnią rolę, do jakich lekarzy należy zgłaszać się z dolegliwościami tychże nerek i jakich chorób z nimi związanych można uniknąć, stosując między innymi np. diety niskobiałkowe. Pani doktor założyła 35 lat temu i kieruje stacją dializ w Pruszkowie. Wytłumaczyła słuchaczom, na czym polega hemodializa, dializa otrzewnowa i jakim wspaniałym darem dla chorego dializowanego jest zdrowy człowiek, który daje swoją nerkę do przeszczepu. Poniżej kilka zdjęć z tego bardzo interesującego wykładu.

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

 

Wykład w GUS-ie                                                                                             5.12.2018 r.

29 listopada spora grupa słuchaczek UOTW wzięła udział w wykładzie "Główny Urząd Statystyczny jakiego nie znacie", przeprowadzonym w Centralnej Bibliotece Statystycznej tego urzędu. Przywitała nas Pani Dyrektor Bożena Łazowska a wykład poprowadził Pan Remigiusz Gużydło. Centralna Biblioteka Statystyczna została założona w 1918 roku. Pełniąc obowiązki głównej biblioteki statystyki publicznej sprawuje również funkcję publicznej biblioteki naukowej. Gromadzi dzieła naukowe i popularnonaukowe z zakresu statystyki, demografii, nauk społeczno - ekonomicznych oraz bibliotekoznawstwa. Księgozbiór główny, liczący obecnie 500 tys. woluminów jest najstarszą i największą tego typu specjalistyczną kolekcją w Polsce i drugą co do wielkości kolekcją w Europie. Zawiera wszystkie wydawnictwa GUS od początku jego powstania w 1918 roku oraz najważniejsze publikacje wojewódzkich urzędów statystycznych. Biblioteka posiada też najbogatszy w kraju zbiór polskich i zagranicznych wydawnictw statystycznych bieżących i retrospektywnych. Podczas wykładu można było obejrzeć najstarsze i  najcenniejsze eksponaty zgromadzone w bibliotece. Najstarszym eksponatem jest  zbiór kazań Jana Frideryka Sapiehy "Wolny Głos" z 1727 roku. Biblioteka umożliwia dostęp do publikacji w czytelni a także zamawianie odbitek kserograficznych i skanów  na miejscu. Możliwy jest dostęp do publikacji w wersji cyfrowej oraz internetowej bazy OECD iLibrary. Zostałyśmy bardzo serdecznie zaproszone do korzystania z biblioteki w GUS, która jest ogólnie dostępna.

 

Autor tekstu: Barbara Dowgird, autor zdjęć: Elżbieta Dąbrowska

 

Wykład Igora Pogorzelskiego o sztuce dyrygowania.                              28.11.2018 r.

Dzisiaj tj. 28 listopada 2018 roku, słuchacze naszego UOTW byli zachwyceni po wykładzie zreferowanym przez Igora Pogorzelskiego. Aby wprowadzić w wykład o sztuce dyrygowania, pan Pogorzelski zaznaczył, że nie dziwi go fakt kilkakrotnie większej gaży dyrygentów niż np. pierwszych skrzypków w orkiestrze. Otóż wyjaśnił, że dyrygent, oprócz swoich umiejętności dyrygenckich, powinien umieć grać przynajmniej na instrumencie smyczkowym, ponadto umieć śpiewać, następnie być nauczycielem, psychologiem i jeszcze mieć wiele innych umiejętności, które pozwalają wykonywać ten bardzo ciężki zawód. Następnie słuchacze poznali sylwetki dyrygentów i ich sztukę dyrygowania, poczynając od Jeana Baptiste, pierwszego dyrygenta, poprzez Hans Von Bulowa, pierwszego nowożytnego dyrygenta, panią dyrygent Ligię Amadio, aż do współczesnych Jerzego Maksymiuka, Simona Rattle czy  Valerego Gergieva.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Konwersatorium o stosunkach Rosji z USA                                                29.11.2018 r.

W środę 28 listopada w małej Sali OSiR-u o godzinie 10-tej słuchacze UOTW, w bardzo licznej jak zwykle grupie, spotkali się z panem dr Wiktorem Rossem, aby uczestniczyć w konwersatorium na temat stosunków Rosji i USA.

Jak przekazał prelegent, Rosja XIX wieku to żandarm Europy. Przetoczyły się tam trzy rewolucje. Dla świata była nieprzewidywalna. W 1920 roku Rosja atakuje Polskę w nadziei rozszerzenia rewolucji do Niemiec i Europy Zachodniej. Po wybuchu Pierwszej Wojny Światowej prezydent USA Woodrow Wilson ogłasza deklarację neutralności i proponuje mediację między zwaśnionymi stronami. Dopiero pod koniec 1916 roku Stany Zjednoczone przystępują do wojny jako państwo stowarzyszone. W lipcu 1918 Wilson, po naradzie gabinetowej zdecydował się na interwencję w Rosji. Po wojnie Europa była skonfliktowana. Stany deklarowały liberalny stosunek i integralność wszystkich państw. Wyznawały zasadę równego traktowania, demokratycznego rozwoju i samostanowienia narodów. Po 5 latach państwa Europy uznają system bolszewicki w Rosji, natomiast USA wstrzymuje się, mając krytyczny stosunek do bolszewickiej Rosji. Mimo to w 1933 roku dochodzi do ocieplenia stosunków gospodarczych, tym bardziej, że w Niemczech budzi się hitleryzm. Po wybuchu II Wojny Światowej Stalin liczy, że będzie to wojna zachodnich państw Europy, a po zaatakowaniu ZSRR przez Hitlera Komintern, czyli Międzynarodówka Komunistyczna odegra w walce z najeźdźcą duże znaczenie. Roosvelt i Churchill podpisują porozumienie zwane Kartą Atlantycką, następnie Stalin z Roosveltem spotyka się w Teheranie, wreszcie na konferencji jałtańskiej oraz poczdamskiej gdzie zapadają decyzje najwyższej wagi. Mają one decydujące znaczenie dla powojennego kształtu Europy. Utworzono zony okupacyjne czterech państw. Stalin liczy, że Berlin będzie komunistyczny, Polska jest w strefie ZSRR. Powojenna Rosja może liczyć na pomoc USA w dostarczaniu żywności czy ciężarówek. W 1948 roku ZSRR nie dysponuje bronią atomową, a po Nagasaki, uruchamia swój program atomowy. Już w 1949 roku ma broń atomową. Rodzina amerykańska, dzięki której tajemnice związane ze sposobem pozyskiwania bomby przeniknęły do ZSRR zostaje skazana na śmierć. W 1953 roku umiera Stalin. Rosja próbuje dopędzić gospodarczo inne państwa i prze do III Wojny Światowej. Następuje wyścig dwóch systemów: kapitalistycznego i komunistycznego. Dochodzi do władzy Chruszczow, który odżegnuje się od stalinizmu i zbrodni przeciwko partii. Likwidacji ulega dyktatura indywidualna i zostaje zastąpiona władzą nomenklatury partyjnej. Beria stracony, inni stalinowcy opuszczają ZSRR. Następuje "odwilż" w życiu społecznym, nauce, kulturze. W 1958 roku odbywa się międzynarodowy konkurs muzyczny im. Czajkowskiego i w kategorii fortepianu wygrywa pianista amerykański Van Cliburn, W 1954 i 1959 roku Nikita Chruszczow spotyka się z prezydentem USA Dwight Eisenhowerem, gdzie dochodzi do lekkiego polepszenia wzajemnych stosunków. ZSRR modernizuje armię, rozwija program kosmiczny – pierwszy sputnik na orbicie i pierwszy człowiek w kosmosie. Chruszczow dwukrotnie spotyka się z prezydentem USA Richardem Nixonem. Mimo tego wyścig zbrojeń trwa. Na Kubie rządzi Castro i nawiązuje współpracę z ZSRR, otrzymuje od nich pożyczkę w wysokości 100 mil. dolarów, Tam Sowieci realizują instalacje nuklearne. Trzecia wojna światowa jest o krok. Kryzys żywnościowy w Rosji, porażki dyplomatyczne jak i nieprzewidywalność pozwalają odwołać Chruszczowa z zajmowanego stanowiska. Breżniew obejmuje władzę i zaczynają się w sowieckiej strefie wpływów ruchy wolnościowe. Najpierw Węgry, potem 68 rok Czechosłowacja, Utrzymuje się retoryka wojenna. Bazy w Polsce, na Węgrzech i w NRD. W państwach bloku sowieckiego ciężka sytuacja ekonomiczna. Między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR w 1972 roku podpisano pierwszy z układów o ograniczeniu zbrojeń strategicznych nazwany SALD.  Zawarta została też doktryna MAD o strategii wojskowej, według której należy zmierzać do stanu, gdzie w przypadku wywiązania się konfliktu nuklearnego między dwiema stronami, doszłoby do zagłady obu przeciwników. Opiera się ona na teorii odstraszania. Dobra współpraca z państwami Europy zachodniej powoduje wezwanie do zwołania konferencji europejskiej, która zaowocowała podpisaniem przez 33 państwa w Helsinkach aktu końcowego KBWE oraz układu SALT II. Następuje chwilowe zbliżenie zachodu ze wschodem i tzw. konwergencja, czyli przenikanie się systemów. W 1979 ZSRR dokonuje interwencji na Afganistan, co powoduje nowy wyścig zbrojeń i pogorszenie stosunków z państwami Zachodu. Sportowcy USA nie jadą na olimpiadę do Moskwy. Początek lat 80-tych i w Polsce Solidarność. Ronald Regan powiedział, że ZSRR to imperium zła. Wyścig zbrojeń i "Gwiezdne wojny" – unieważnia wcześniejsze porozumienia. Nowa strategia Regana – laserowa broń w kosmosie eliminuje rakiety, Rosja nie jest w stanie odpowiedzieć tym samym, ceny ropy maleją do 6 dolarów za baryłkę. Gorbaczow spotyka się w Rejkiawiku z Reganem. Zgoda na zjednoczenie Niemiec, Rozpad ZSRR , wewnętrzny kryzys, "parada niepodległości" - powstają państwa niezależne od Moskwy. Rosja w kryzysie. Poza bronią nuklearną jedynie surowce. Baza naukowa wyczerpała się ze względu na brak funduszy, naukowcy uciekają za granicę, Potencjał broni konwencjonalnej osłabił się, sprzęt zużył. Jelcyn u władzy, pozytywne rozmowy z Bilem Clintonem i kredyty dla Rosji. Współpraca USA i Rosji układa się dobrze, ale od USA dostają "wędkę a nie rybę". Jednak wojna w Czeczenii w 1994 roku o której zdecydował Jelcyn, potem kontynuował Putin zdecydowała o zerwaniu kontaktów z USA. Poziom technologiczny w Rosji w tym czasie jest bardzo niski. Kupuje nowe technologie od USA. I znów od 2000 roku polepszenie stosunków Rosja – USA, jednak od 2007 roku Putin wraca do zimnowojennych nurtów. W 2013, 14 Ukraina dąży do uzyskania możliwości wejścia do Unii, jednak prezydent Rosji wywiera presje na Janukowicza, aby odstąpił od starań. I tu wykład został niestety przerwany. Godzina spotkania okazała się za krótka, aby przekazać tak szeroki materiał, a poza tym słuchacze chcieli dowiedzieć się, co sądzi pan Ross na temat obecnych wydarzeń, które toczą się między Rosją i Ukrainą. Niestety czekający już słuchaczy wykład pana Igora Pogorzelskiego uniemożliwił rozwinięcie tego tematu.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Środa 21 listopada to wiele wydarzeń dla słuchaczy UOTW                         22.11.2018 r.

Środa 21 listopada 2018 roku była dniem obfitującym w wydarzenia, które miały miejsce w OSiRze na ul. Polnej. Słuchacze przybyli na godzinę 10-tą do dużej sali, gdzie rozpoczął się spektakl. Był on przygotowany z okazji 100-nej rocznicy odzyskania niepodległości i nosił tytuł "Drogi do wolności". Wystąpiła grupa teatralna "Serenata", złożona ze słuchaczy naszego Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku. W scenariuszu wykorzystane zostały wspomnienia nauczyciela Mariana Cichego, wiersze Edwarda Stachury oraz pieśni legionowe i inne patriotyczne. Po zakończeniu spektaklu oglądający mieli łzy w oczach i gratulowali tak udanego występu i wspaniałej reżyserii koleżance Renacie. W imieniu wszystkich słuchaczy jedna z koleżanek podziękowała zespołowi za ten bardzo udany i wzruszający występ, wręczając upominek słodkości na ręce pani reżyser.

 

Autor tekstu:Barbara Wałachowska-Słomka, zdjęć Barbara Wałachowska-Słomka i Józef Świerżewski

 

Kolejnym w tym dniu punktem programu, był wykład członka Rady Naukowej naszego UOTW prof. dr hab. Jerzego Tyszkiewicza - matematyka, który tym razem wykazał się zamiłowaniem do odkrywania staropolskich przepisów dań, dawno już zapomnianych. Jednocześnie stał się rekonstruktorem i sam przygotowywał te odkryte przez siebie potrawy, degustując je za smakiem. Wszystkie swoje działania dokumentował fotograficznie i przedstawił w postaci prezentacji. Wybrane zdjęcia z tego wykładu przedstawiam poniżej.

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

I wreszcie ostatnim wydarzeniem zajęć w UOTW tego dnia była debata, w której organizatorzy i sponsorzy zaprosili do udziału w dialogu, na temat strategii obrony przed dezinformacją. Przed tym spotkaniem zaproszono uczestników na poczęstunek, gdzie można było skosztować drobnych kanapeczek oraz przy kawie, sokach i ciasteczkach podyskutować stojąc przy bardzo eleganckich stolikach. O godzinie 12-tej organizatorzy zaprosili wszystkich na salę i po przedstawieniu uczestników dyskusji, moderator zadawał pytania dyskutantom, na które udzielali wyczerpujących odpowiedzi. Wreszcie przyszła kolej na pytania z sali i tu padały one z ust naszych słuchaczy jak i osób zaproszonych przez organizatorów. Na zeskanowanym plakacie, który dostaliśmy przed rozpoczęciem debaty, możecie Państwo sprawdzić, jakie zagadnienia były poruszane w czasie spotkania, nazwiska i funkcje uczestników dyskusji, jak i sponsorów tego wydarzenia.  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Kawiarnia Naukowa - Wikipedia a Akademia                                                  20.11.2018 r.

Poniedziałek 19 listopada obfitował w wydarzenia związane z pozyskiwaniem wiedzy naszych słuchaczy UOTW. Wieczorem o 18-tej kilka osób z naszego uniwersytetu pofatygowało się do Pałacu Staszica, aby w ramach Kawiarni Naukowej poszerzyć swoją wiedzę na temat encyklopedii internetowej o nazwie Wikipedia. Prelegentem był pan profesor dr hab. Dariusz Jemielniak, który jest między innymi członkiem Rady Powierniczej Fundacji Wikimedia pierwszą osobą wybraną przez społeczność spoza USA i Europy Zachodniej. Jest też orędownikiem większego zaangażowania naukowców i uczelni w wykorzystanie Wikipedii na studiach (pisania artykułów przez studentów jako dobrej formy sprawdzania wiedzy, jak i tworzenia czegoś społecznie użytecznego). Twierdzi, że moralnym obowiązkiem wszystkich korzystających z Wikipedii, o ile nie przekazują dotacji na jej rozwój, jest poprawianie zauważonych błędów. Wikipedia to wielojęzyczna encyklopedia internetowa, działająca w oparciu o zasadę otwartej treści. Jej oprogramowanie umożliwia edycję każdemu użytkownikowi odwiedzającemu stronę i aktualizację jej treści w czasie rzeczywistym. Szeroki dostęp do edytowania umożliwia działanie na jej szkodę, ale ponieważ każda edycja jest odnotowana, wandalizmy mogą być wykryte i usunięte. Wersje strony zatwierdzane są przez zaufanego użytkownika – redaktora. W encyklopedii tej obowiązuje kilka zasad. Pierwszą i podstawową jest zakaz wprowadzania twierdzeń, które wcześniej nie zostały opublikowane, czyli Wikipedia jest wtórnym źródłem informacji. Następna zasada to możliwość publikowania informacji o różnych punktach widzenia wraz z przytoczeniem argumentacji, lecz bez wskazywania, który pogląd jest słuszny i kolejna to umieszczanie odniesień do opublikowanych, rzetelnych źródeł pierwotnych. Słuchacze w trakcie prezentacji zadawali liczne pytania (zresztą na początku do tego zachęceni przez profesora) i oczywiście otrzymywali konkretne odpowiedzi. Mogę podsumować to spotkanie tym, że Wikipedia nie zawiera prawd, a udokumentowane informacje, które mogą okazać się zupełnie skrajnymi punktami widzenia tego samego tematu. Zawsze muszą być podane źródła i odnośniki do nich, aby zainteresowani, w przypadku wątpliwości, mogli dalej drążyć temat.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Próba generalna przed spektaklem "Drogi do wolności"                             20.11.2018 r.

Próba generalna przed występem środowym odbyła się w poniedziałek 19 listopada po zajęciach w Zamku, w kawiarni Celibar. Pomimo, że nie wszyscy mogli przybyć, pani reżyser Renata udzielała ostatnich wskazówek i cały spektakl został wypróbowany.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład w Zamku Królewskim pana Daniela Artymowskiego o Buddzie      20.11.2018 r.

W poniedziałek 19 listopada słuchacze UOTW spotkali się w Zamku Królewskim, gdzie wysłuchali pana Daniela Artymowskiego. Opowiadał on o życiu, oświeceniu i nauczaniu Buddy czyli Gautama Siddhartha, którego nauki stały się podstawą buddyzmu. Jak zwykle wiele informacji podanych pięknym językiem, przy jednoczesnym wtrącaniu anegdot, które zawsze ożywiają przekaz. Staje się on bardziej interesujący.  

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład z medycyny dr hab. Dariusza Włodarka                                           20.11.2018 r.

W środę 14 listopada dr hab. Dariusz Włodarek spotkał się ze słuchaczami UOTW, aby opowiedzieć o zakaźnych chorobach przewodu pokarmowego. Na wykładzie zostały omówione różne rodzaje zatruć w tym przewodzie, pierwsze objawy, jakie są mechanizmy obronne naszego organizmu i diagnostyka. Dowiedzieliśmy się o różnych rodzajach zakażeń bakteryjnych, ich rozpoznawaniu, leczeniu i zapobieganiu.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Premiera spektaklu "Drogi do wolności"                                                      13.11.2018 r.

We wtorek 13 listopada w Centrum Aktywności Międzypokoleniowej Nowolipie odbyła się premiera spektaklu "Drogi do wolności", w wykonaniu naszej grupy teatralnej, noszącej nazwę "Serenata". Prowadzi ją nasza koleżanka, słuchaczka UOTW Renata Baranowska-Bogdan już szósty rok. Oczywiście skład zespołu ulega zmianom. Ostatnio pozyskałyśmy dwóch panów, oczywiście również słuchaczy naszego Uniwersytetu. A teraz o samym spektaklu. Wielką niespodziankę zrobiły nam swoim przyjściem na premierę panie Joanna Stanowska - reżyser spektaklu "Cienie przeszłości" oraz pani Małgorzata Stanowska -koordynator tamtego projektu, w którym uczestniczyłyśmy. Przybył także nasz kolega, który brał udział w poprzednim spektaklu. Miło nam też było, że mogłyśmy wystąpić w CAM Nowolipie dzięki naszej szefowej Elżbiecie Kowalskiej, która też otoczyła nas opieką przed występem, jak i ugościła po nim. Myślę, że sam występ spodobał się przybyłej publiczności, bo wszystkie pieśni patriotyczne śpiewali razem z nami i po występie nagrodzeni zostaliśmy gromkimi brawami. Dla pani reżyser tego spektaklu zostało odśpiewane "Sto lat" z uwagi na wczorajszy dzień jej imienin i udany spektakl. Zadedykowała go ona swojemu dziadkowi, ułanowi walczącemu o wyzwolenie naszego kraju. Nie mogłam zrobić zdjęć z występu, ponieważ brałam w nim udział, ale zamieszczam poniżej fotki, które zrobiłam przed spektaklem i po, kiedy wspólnie świętowaliśmy udany występ. 

 

  

  

    

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Próba generalna przed spektaklem                                                                  9.11.2018 r.

W środę 7 listopada w sali w OSiRze odbyła się próba generalna przed premierą spektaklu "Drogi do wolności". Premiera przewidziana jest w Centrum Aktywności Międzypokoleniowej Nowolipie 13-tego listopada o godzinie 14.30.

 Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Spacer po Puszczy Kampinoskiej                                                                      7.11.2018 r.        

We wtorek 7 listopada odbył się spacer po Puszczy Kampinoskiej. Ponieważ tym razem nie byłam na tej wycieczce, korzystam z opisu, który przysłała mi kol. Wiesia Drozd, i ze zdjęć kol. Elżbiety Dąbrowskiej. Wybrałam i obrobiłam zdjęcia oraz tekst i publikuję dla Państwa.

Spacer po Puszczy Kampinoskiej, prowadził Wiesiek. Po krótkiej podróży Autobusem 110 wędrówkę rozpoczęliśmy w miejscowości Mościska. Dzikimi ścieżkami, drogami poza szlakiem, doszliśmy do Ścieżki Dydaktycznej wokół Opalenia. Następnie podziwiając piękną przyrodę Puszczy, dotarliśmy do Góry Ojca, gdzie zjedliśmy mały posiłek . W Dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego obejrzeliśmy wystawę  stałą zwierząt, które żyją w Puszczy. Na wystawie czasowej podziwialiśmy piękne fotografie fauny puszczańskiej wykonane przez Pana Grzegorza Okołów. Kiedy doszliśmy na Polanę Jakubów przy KPN-ie, zdecydowaliśmy wracać do domu. W sumie przeszliśmy około dziesięciu kilometrów, mierząc krokomierzem 12 000 kroków.

Koleżanki BRAWO !!!!!! Do zobaczenia na szlaku.....!

 

     Autor tekstu Wiesława Drozd, zdjęć Elżbieta Dąbrowska, opracowanie Barbara Wałachowska-Słomka.                        

 

Wykład pani Beaty Artymowskiej w Zamku Królewskim                                    6.11.2018 r

W poniedziałek 5 listopada spotkaliśmy się w Zamku Królewskim z panią Beatą Artymowską. która opowiedziała o rezydencjach Napoleona Bonapartego. Wykład ten opatrzyła wieloma zdjęciami w przedstawionej prezentacji, na której podziwialiśmy rezydencje, gdzie przebywał Napoleon. Najpierw oglądaliśmy dom rodzinny na Korsyce w miejscowości Ajaccio, gdzie się urodził. Potem zamek w Malmaison we Francji. Tu mogliśmy zachwycać się wyglądem zewnętrznym jak i pięknymi wnętrzami. Napoleon mieszkał często w tym zamku aż do 1804 roku, kiedy przeniósł swoją siedzibę do zamku w Saint-Cloud  większego od Malmaison i bardziej reprezentacyjnego, odpowiedniego dla tytułu nowego cesarza Francji. Jednak wracał do Zamku w Malmaison aż do jego rozwodu z Józefiną w 1809. Kolejna rezydencja to zamek Fontainebleau z ponad 1500 komnatami w samym sercu 130-akrowego parku. Był on jedynym królewskim zamkiem nieustannie zamieszkiwanym przez osiem wieków przez francuskich władców. Rezydencję tę Napoleon określił mianem "prawdziwego domu francuskich monarchów". Przybywał on też w pałacu Schoenbrunn – letniej rezydencji Habsburgów. Pałac Tuileries  był królewskim i cesarskim pałacem w Paryżu, który stał na prawym brzegu Sekwany. Typowa paryska rezydencja większości francuskich monarchów od Henryka IV do Napoleona III. Niestety została spalona przez Komunę Paryską w 1871 roku. Plany odbudowy pałacu nie zostały zrealizowane. To pokrótce tylko zarysy tego, o czym mówiła pani Artymowska, której wykład jak zwykle zgromadził liczną rzeszę słuchaczy.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład pana Igora Pogorzelskiego o życiu i twórczości Gustava Mahlera       1.11.2018 r.

W środę 31 października odbył się wykład pana Igora Pogorzelskiego, a temat to "Gustav Mahler – romantyk muzyczny końca pewnej epoki" . Żył on w latach 1860 do 1911 i był austriackim kompozytorem oraz dyrygentem doby neoromantyzmu. Za życia ceniony przede wszystkim jako dyrygent, a jego własne kompozycje nigdy nie zostały do końca zaakceptowane przez wiedeńskie środowisko muzyczne. Stopniowo jednak jego utwory utorowały sobie drogę do sal koncertowych całego świata. Wzrost zainteresowania twórczością kompozytora przypada na II połowę XX wieku. Trzon jego twórczości stanowią symfonie (łącznie 11) i pieśni. W 1897 do 1907 kierował Operą Wiedeńską, a 1907 do 1909 w Metropolitan Opera. W ostatnich latach swojego życia, korzystając z okazji pobytu w Ameryce Mahler prowadził prawykonania własnych dzieł. Między innymi VIII Symfonię, która odniosła niebywały sukces, największy w jego życiu. W 1911 roku stan zdrowia kompozytora zaczął się coraz bardziej pogarszać. Lekarze amerykańscy nie byli w stanie mu pomóc. W kwietniu wrócił razem z żoną Almą do Europy. Starania lekarzy w Paryżu i Wiedniu nie przyniosły rezultatów. 18 maja 1911 zmarł w wiedeńskiej klinice w wieku 50 lat.

Wykład pana Pogorzelskiego, był przeplatany wieloma fragmentami utworów Mahlera, które wykonywały orkiestry pod batutą najsławniejszych dyrygentów. Ponadto zawsze opowieść o znanych muzykach jest urozmaicana ciekawymi anegdotami z ich życia, a nawet ploteczkami, co wzbudza w słuchaczach większe zainteresowanie tematem.  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Po występie w spektaklu "Cienie przeszłości" w Trojanach.                               28.10.2018 r.

W sobotę 27 października, w następny dzień po premierze w Dąbrówce odbyła się w miejscowości Trojany otwarta próba teatralna, połączona z warsztatami. Przyszło na to spotkanie kilkanaście osób i kilkoro dzieci. Dla nas, występujących w tym projekcie, co zaplanowała pani reżyser na ten dzień było również zagadką tak jak dla widzów. Po krótkim wprowadzeniu przybyłych w tematykę przedstawienia, został zaproponowany wspólny taniec rozgrzewający widzów jak i aktorów. Wszyscy chętnie uczestniczyli w tym przedsięwzięciu. Nie tylko pracowały mięśnie, ale i głowa, bo należało powtarzać w tempie teksty, jak i gesty. Nawet dzieci dobrze się bawiły. Po tych wspólnych zajęciach ruchowych zaprezentowaliśmy wybrane przez panią reżyser Joannę Stanowską sceny z naszego spektaklu. Każdy występ był nagradzany gromkimi oklaskami, a na zakończenie również nie szczędzono braw. Oczywiście po spektaklu słodkości, kawa i herbata dla wszystkich. Jak widać na zdjęciach uczestnicy spotkania chętnie dzielili się swoimi wrażeniami i odczuciami ze spektaklu. W dyskusji brał nawet udział pan Michał Nadolny, który w tym projekcie pełnił rolę fotoreportera i nie odkładał aparatu oraz kamery przez wszystkie nasze próby i występy. Dzięki temu, ja mogłam spokojnie wyjść z mojej zwykłej roli fotografa i oddać się roli aktora. Dlatego niestety nie dysponuję obecnie żadnymi zdjęciami z premiery w Dąbrówce. 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Konwersatorium dr Wiktora Rossa – 10 faktów z życia politycznego Rosji.      28.10.2018 r.

W tym roku akademickim spotkania z dr Rossem zaplanowano w małej sali w formule konwersatorium o godzinie 10-tej, przed wykładami, które zawsze rozpoczynają się o 11-tej. Na te zajęcia przyszło nadspodziewanie dużo słuchaczy, trzeba było dostawiać krzesła. Wydawałoby się, że tematy polityczne i to dotyczące Rosji, bez żadnej prezentacji wizualnej, nie powinny cieszyć się takim zainteresowaniem, a jednak sala "pękała w szwach". Dr Wiktor Ross postanowił tym razem opowiedzieć o dziesięciu faktach z bieżącej polityki Rosji. Ponieważ niektórzy słuchacze prosili mnie, abym pokrótce streściła wykład, ze względu na niemożliwość dotarcia na 10-tą na czas rozpoczęcia spotkania, więc postaram się spełnić tę prośbę (tym razem robiłam notatki).

1. Reforma systemu emerytalnego w Rosji – przyczyny to nadumieralność ze względu na między innymi plagę alkoholizmu. Odbyły się demonstracje w 100 miastach Rosji, na ich czele stali komuniści. Demonstracje były rejestrowane, nastąpiły aresztowania, Gwardia Narodowa tłumiła te manifestacje.

2. Szefem Gwardii Narodowej jest gen. Zołotow, a liczy ona 400 tysięcy żołnierzy. Natomiast sam Zołotow to oligarcha rosyjski, multimilioner, właściciel wielu posiadłości i nieruchomości.

3. Siergiej Skripal rosyjski oficer wywiadu wojskowego, który działał jako podwójny agent brytyjskich służb wywiadowczych w latach 1990. i na początku XXI wieku. W grudniu 2004 został aresztowany przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa Rosji (FSB), a następnie skazany za zdradę stanu na 13 lat więzienia. Osiedlił się w Wielkiej Brytanii w 2010 roku po wymianie za dziesięciu rosyjskich agentów aresztowanych w Stanach Zjednoczonych. W marcu 2018 on i jego córka zostali otruci środkiem trującym typu nowiczok. Córka była w śpiączce 3 tygodnie, ojciec miesiąc. Środek trujący był we flakonie po perfumach, który po użyciu na Skripala został wrzucony do śmietnika. Znalazca zmarł. Sprawcy zostali wykryci i okazali się pułkownikami GRU. Najciekawsze jest to, że zostali uhonorowani przez Putina i są bohaterami Rosji.

4. Wybory lokalne – następują zakłócenia w procesie, znacznie mniejsza przewaga rządzących od oczekiwanej. W drugiej turze wymagają, aby dominowali. Sytuacja na rynku paliw trudna. Wzrost cen ropy, 69-70 dolarów za baryłkę. Tzw. choroba holenderska – za dużo waluty obcej, nie można jej wykorzystać, zły kurs krajowej osłabia aktywność produkcji. Duży import, słaby eksport. Cofają się w rozwoju (ropa, gaz) – wydają środki. Jedynie dobre wyniki w rolnictwie.

5 Zestrzelenie rosyjskiego samolotu w Syrii rakietami dostarczonymi przez Rosję: S300, S400, S500 – podobne do Patriorów. Pasażerami zestrzelonego samolotu było 11 osób z wywiadu rosyjskiego. Nad Syrią w tym czasie przelatywał również samolot izraelski. Po prostu pomylono samoloty – afera wojskowa.

6. Prywatne kompanie wojskowe kierowane przez półkownika Dmitija Utkina, któremu imponuje niemiecki faszyzm, nazywane "Muzykanci grupy Wagnera". Finansuje je oligarcha Prigożin – kucharz Putina. Powstała tzw. "Fabryka troli" – prowadzona jest wojna hybrydowa – fałszerstwa, dezinformacja. Grupy Wagnera działają w Libii, zabezpieczają tereny przy odwiertach ropy w Syrii. Amerykanie zaatakowali rakietą, zabijając ludzi Wagnera. Zauważono również aktywność Wagnera w republice środkowej Afryki, gdzie są złoża złota i brylantów. Na pustyni grupa Wagnera została zamordowana – finansował Chodorowski. Prywatne grupy takie jak Wagnera mają charakter terrorystyczny. Legalne armie mogą być tylko państwowe.

7. Chiny i Indie zakupiły od Rosji rakiety S400.

8. W Soczi wystąpił na forum zgromadzenia 34 państw Władimir Putin mówiąc o bezpieczeństwie takimi słowami: " Jeżeli ktoś by zaatakował Rosję, to on ostro odpowie. I tu cytat, który wzbudził wiele kontrowersji:  "My jako ofiary ataku pójdziemy do raju, a tamci zdechną" . Wypowiedź ta świadczy o dużej nerwowości Putina.

9. W sporcie na olimpiadzie mała reprezentacja, a sportowcy występowali pod swoim nazwiskiem lub flagą olimpijską.

10. Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego chce uniezależnienia ukraińskiego prawosławia od Moskwy. Rosyjska Cerkiew Prawosławna zagroziła, że zerwie kontakty z patriarchą Konstantynopola Bartłomiejem.

To wszystkie fakty z życia politycznego Rosji, które przytoczył dr Wiktor Ross.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład pani profesor Iwony Wawer na temat "Naturalne środki na przeziębienie i grypę"         28.10.2018 r. 

 

Wykład ten odbył się w środę 24 października. Pani profesor po informacji na temat korzyści jakie przynosi stosowanie wszelkich surowców ziołowych wspomagających leczenie infekcji o działaniu przeciwzapalnym, przeciwkaszlowym i wykrztuśnym, oraz przeciwgorączkowym i napotnym, przeszła do omawiania korzystnych właściwości konkretnych ziół. I tak jednym z najbardziej ciekawych ziół jest czarny bez. Opowieści o jego "magicznej" skuteczności, jak i badania naukowe z nim związane powodują wzrost zainteresowania tą rośliną. Pomaga ona w przezwyciężeniu przeziębień i grypy. Następna roślina polecana przez wykładowcę, to porost islandzki stosowany w leczeniu układu oddechowego i pokarmowego. Trzecia roślina, to pelargonia afrykańska, która ma działanie przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne. Na koniec pani profesor wymieniła znaną i mniej znana role witaminy D. I rolę tę widać na ostatnim z zamieszczonych poniżej zdjęć.  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Spacer po Starej Pradze w deszczu.                                                                       28.10.2018 r.                              

W dniu 23 października odbył się mimo deszczu i wiatru spacer po Starej Pradze. Tak niekorzystna aura przeszkadzała w zwiedzaniu, a mnie dodatkowo w obsłudze fotoreporterskiej. Zbiórka była w Bazylice  pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego na Kawęczyńskej. Pani przewodnik przede wszystkim zwróciła uwagę na monumentalne kolumny granitowe bazyliki, które zostały pierwotnie wykonane dla bazyliki św. Pawła za Murami w Rzymie. Okazały się jednak za krótkie i zostały sprzedane w 1915 roku Marii Radziwiłłowej, która oddała je na potrzeby wznoszonej Bazyliki. Dwadzieścia cztery kolumny transportowane były specjalnie połączonymi wagonami w 1915 roku. Bazylika na Kawęczyńskiej była największym kościołem przedwojennej Warszawy. Wnętrze świątyni jest starannie utrzymywane przez księży salezjanów. Dalsze zwiedzanie to przejście ulicą Otwocką, gdzie na budynku szkoły podstawowej zobaczyliśmy tablicę pamiątkową mówiącą o tym, że w tym budynku w latach 1944 - 1945 mieściła się pierwsza siedziba warszawskich władz miejskich w Polsce Ludowej. Krótki przystanek przy Otwockiej 14, gdzie mieściła się Fabryka Trzciny, obecnie działa centrum kultury pod nazwą Mała Warszawa. Przeszliśmy przez bramę i nagle znaleźliśmy się w miejscu, gdzie bardzo zniszczone kamienice pustostany, zaczynają być remontowane. Jeszcze widać stare ozdobne elewacje, które zostaną wkrótce skute. W kolejnym budynku na istniejących ceglanych stropach dobudowano kilka nowych pięter. Następne budynek idzie również do remontu. Na ścianie jednego z nich pani przewodnik określiła, że widać marchewkę z groszkiem, a jeszcze dalej jakieś słoneczko z buźką. Idąc dalej przechodziliśmy obok najstarszej zajezdni tramwajowej na ulicy Folwarcznej. Mijaliśmy kompleks o nazwie Fabryka na Pradze który jest starannie zaprojektowanym zespołem mieszkaniowo-usługowym łączącym przedwojenną zabytkową zabudowę fabryczną z nowoczesną architekturą. Przed wojna mieściły się tam trzy manufaktury: farb drukarskich, kondensatorów i makaronu. W dzielnicy przez nas zwiedzanej napotkaliśmy dużo oryginalnych kapliczek usytuowanych tak na ulicach, jak w podwórkach. Na ulicy Ząbkowskiej naszą uwagę pani przewodnik zwróciła na Warszawską Wytwórnię Wódek o nazwie "Koneser". Kolejną ciekawostką był budynek, który zobaczyliśmy na przedwojennym zdjęciu, a potem mogliśmy porównać jak wygląda obecnie. Jak widać na zdjęciu, do parteru w starym stylu dobudowano nowoczesne kondygnacje. Wygląda to super. Potem znów stare zdjęcia i nowa zabudowa. Idąc dalej w stale padającym deszczu zobaczyliśmy cały dom oklejony srebrną folią - to taki performance - tym razem autor był przeciw zamianie starych kamienic w nowoczesną architekturę, którą zresztą widać w kolejnych dwóch domach. I tym razem byłam w szoku. Nie poznałam domu, w którym mieszkałam od urodzenia przez 7 lat przy Ząbkowskiej 5. Wówczas kamienica z cegły, brama z odbojami, w środku podwórko, a dzisiaj nowoczesny budynek. No nic. Idźmy dalej. Zdążamy Targową w stronę Cerkwi św. Magdaleny. Przeszliśmy przez ulicę schodząc do metra, aby mniej zmoknąć. Wreszcie znaleźliśmy się w Metropolitalnej Cerkwi Prawosławnej, która powstała w 1847 roku w stylu  bizantyjsko -weneckim.  Wnętrze zachowało pierwotny wystrój wraz z pozłacanymi ołtarzami, w tym głównym, tzw. ikonostasem. Jest on bogato zdobiony, trójkondygnacyjny, z umieszczonymi tradycyjnie w centrum tzw. carskimi wrotami.  Na wewnętrznych ścianach kopuły głównej między innymi widnieje Modlitwa Pańska. Specjalny przewodnik, opowiedział nam historię powstania tego sanktuarium, kogo przedstawiają poszczególne obrazy. Odpowiadał też na zadawane pytania naszych słuchaczy. I tak dobiegła końca niezmiernie interesująca, ale bardzo mokra ta nasza wycieczka. Na zdjęciach często widać niestety krople wody na obiektywie, za co przepraszam. 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Zebranie Rady Słuchaczy                                                                                            19.10.2018 r.

Dnia 19-tego października br. o godzinie 10.30 rozpoczęło się spotkanie wszystkich członków Rady Słuchaczy z szefową naszego Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku w kawiarni OSiRu na Polnej. Pierwszym i najważniejszym tematem była turystyka w obecnym roku akademickim. Czeka nas kilka wyjazdów pobytowych, a więc należało ustalić, kiedy słuchacze wyjeżdżający będą dokonywali zapisów z uiszczaniem przedpłat. Następnym tematem była ocena zaplanowanego programu na bieżący rok akademicki. Wypadła ona bardzo dobrze. Nikt nie zgłosił zastrzeżeń. Potem koleżanka zajmująca się organizowaniem spacerów po Warszawie i okolicach poinformowała o zaplanowanych wyprawach i możliwości zwiedzania kilku obiektów. Rozpatrywano również różne możliwości występów zespołów zewnętrznych w czasie np. przedświątecznym. Na koniec koleżanki z Rady Słuchaczy uznały, że należy podawać słuchaczom informacje, gdzie w Warszawie mogą oni potańczyć, czyli gdzie odbywają się dyskoteki dla seniorów. Na tym pierwsze spotkanie Rady Słuchaczy zakończyło się, a chętni pomaszerowali na zajęcia pilatesu.  

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka   

 

Debata oxfordzka                                                                                                         19.10 2018 r.

W środę 17-tego października w Sali Kameralnej Teatru Polskiego w Warszawie odbyła się debata z cyklu Zderzenia, gdzie została postawiona teza "Pozaziemska kolonizacja jest jedynym sposobem przetrwania gatunku Homo sapiens". Oczywiście zawsze staramy się, aby przedstawiciele naszego UOTW znaleźli się na tych debatach. Jak zwykle prowadzącą debatę oxfordzką była prof. Magdalena Fikus i redaktor Grzegorz Nawrocki. Dyskutantami byli za tezą: Agata Kołodziejczyk, Marek Oramus i Tomasz Rożek, natomiast przeciw tezie wystąpili: Jakub Bochiński, Mirosław Hermaszewski i Andrzej Ziemba. Zwykle przed rozpoczęciem spotkania, przychodzący oddają swoje głosy za lub przeciw postawionej tezie, a po zakończeniu debaty powtórnie oddają swój głos, często zmieniony dzięki dyskutantom, którzy zdołali ich przekonać. I tak w tym przypadku na początku spotkania większość ludzi była przeciwko tezie i po zakończeniu okazało się, że jednak liczba osób przeciwko tezie jeszcze znacznie wzrosła. Czyli większość przybyłych na spotkanie uznała, że ludzkość pozostanie na matce Ziemi na dobre i na złe. Sama dyskusja była bardzo fascynująca, a po wystąpieniach dyskutantów padały z sali pytania, na które udzielali oni odpowiedzi. Cała debata była trzymana w ryzach czasowych, więc nikt nie mógł się rozgadywać, dzięki temu wszystkie wypowiedzi były treściwe i stosunkowo krótkie, co dynamizowało całe spotkanie. Czekając na podanie wyników głosowania, wszyscy uczestnicy spotkania wzięli udział w bankiecie, gdzie zaserwowano drobne przekąski i wino. Po ogłoszeniu wyników spotkanie zakończyło się, a ludzie opuszczali Teatr Polski dalej dyskutując, starając się przekonać wzajemnie do swoich racji.        

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład "Świat chińskiej poezji"                                                                                    17.10.2018

W środę 17-tego października słuchacze UOTW wysłuchali bardzo ciekawego wykładu na temat chińskiej poezji. Przed spotkaniem z panią dr Małgorzatą Religą wiele osób nastawiło się bardzo sceptycznie, ze względu na temat, którym była poezja, a jak wiadomo nawet polska nie cieszy się szerokim zainteresowaniem, a co dopiero chińska. Jednak okazało się, że pani dr Religa potrafiła zainteresować tematem. Otóż dowiedzieliśmy się, że wspaniały rozkwit kultury, a więc i poezji chińskiej nastąpił w czasie panowania dynastii Tang w latach 618 – 906. Całość poezji z epoki Tang liczy niemal pięćset tysięcy wierszy, ponad dwóch tysięcy autorów. Poeci ci są uznani za największych w całej historii Chin. A teraz co dowiedzieliśmy się o samej poezji. Otóż klasyczna poezja chińska jest zawsze rymowana. Regularny wers jest pięciozgłoskowy lub siedmiozgłoskowy. Ponieważ zwykle w języku chińskim większość słów jest jednosylabowa,  zatem pięciozgłoskowiec to pięć słów, a siedmiozgłoskowiec, to siedem słów. Pod względem ilości wersów, to ośmiowersowe czterowiersze. Ponadto drugi i trzeci dwuwiersz musiały być ze sobą skontrastowane  pod względem znaczenia, a schemat układów tonowych zgodny ze schematem. I to tyle co do zasad pisania poezji w epoce Tang. Powstawała wówczas poezja pejzażowa lub mówiąca o rozstaniach, tęsknotach, pisano o alkoholach czy służbie wojskowej. Najbardziej znani poeci tamtej epoki to Wang Wei, Li Bai czy  Du Fu. Pani Małgorzata Religa przeczytała kilka utworów tych wyżej wymienionych poetów, we własnym tłumaczeniu. Po wykładzie słuchacze zadali jeszcze kilka pytań, na które uzyskali wyczerpujące odpowiedzi.

   

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Inauguracja roku akademickiego 2018/2019                                                   13.10.2018 r

W środę 10 października odbyła się inauguracja roku akademickiego w naszym Uniwersytecie Otwartym Trzeciego Wieku. Tradycyjnie zgromadzeni na tej uroczystości odśpiewali pieśń Gaudeamus igitur, po czym została przedstawiona prezentacja zdjęciowa, mówiąca czym zajmowali się słuchacze UOTW w minionym roku, tj. w jakich zajęciach uczestniczyli, na jakich byli wycieczkach i wyjazdach pobytowych. Mogli siebie zobaczyć wykonujących ćwiczenia na pilatesie, czy tańczących na warsztatach tanecznych. I tak miło i przyjemnie weszliśmy w nowy rok akademicki. Prezes Zarządu Fundacji TDW powitała słuchaczy tak z długim stażem jak i nowicjuszy, życząc wszystkim wielu miłych chwil we wspólnym uczestnictwie w bardzo interesujących zajęciach przewidzianych na ten rok akademicki. Po tym wystąpieniu pani profesor Magdalena Fikus w ramach wykładu opowiedziała o edycji genomów i obawach oraz nadziejach z tym związanych. W części artystycznej wystąpił chór seniorów ze Śródmieścia. Po naszym oficjalnym spotkaniu w OSiRze w dużej Sali, przyszedł czas na spotkania w kawiarence w małych grupach osób zaprzyjaźnionych, gdzie między innymi słuchacze wspominali minione wakacje.   

 

   

   

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Kolejne spotkanie grupy warszawskiej przy projekcie Niepodległa                 26.08.2018 r.  

  

Następne spotkanie grupy warszawskiej w piątek 24 sierpnia. Najpierw rozgrzewka ciała i trening mózgu, potem praca nad interpretacją pewnego tekstu, który w pewnym momencie przeistoczył się w piosenkę.

Na koniec znów nauka różnorodnego odtwarzania tekstu, z poszatkowaniem go na drobne elementy.

Po weekendzie 27 sierpnia spotkanie wyjazdowe z całą grupą w miejscowości Trojany i pierwsza wspólna próba.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Pierwsze spotkanie grupy warszawskiej przy projekcie Niepodległa                02.08.2018 r.

Na pierwszej próbie grupy warszawskiej z naszego UOTW 31 lipca spotkałyśmy się w Centrum Aktywności Międzypokoleniowej, przy ulicy Nowolipie 25B. Tym razem było nas tylko pięć koleżanek i oczywiście prowadząca zajęcia pani Joanna Stanowska oraz organizatorka projektu pani Małgorzata Stanowska. Sala okazała się wszechstronna i pięknie odnowiona, z nowymi meblami i klimatyzacją, co w ostatnich tygodniach miało istotne znaczenie. Pierwszy krok w naszej pracy, to krótkie omówienie odczuć jakie towarzyszyły nam przy zapoznawaniu się w domu z dwiema historiami, które wydarzyły się w miejscowościach Kuligów i Kołaków, położonych niedaleko siebie na Mazowszu w dorzeczu Bugu, ale w innych okresach walki o polskość. W Kuligowie w 1920 roku walczyli w obronie ojczyzny z bolszewicką Rosją  bezwzględni tzw. Huzarzy Śmierci, którzy za sobą nie zostawiali jeńców i szli ramie w ramie z przydzielonym do nich policyjnym szwadronem konnym. Natomiast w Kołakowie w kwietniu 1944 roku nastąpił zrzut oddziału cichociemnych, którzy po desancie do Polski, doskonale wyszkoleni, skutecznie działali w wywiadzie, w podziemnych akcjach dywersyjnych przeciwko Niemcom,  czy realizowali jeszcze wiele różnych akcji na terenie całego kraju.  

Następnym zadaniem dla nas było znalezienie znaczenia słowa WOLNOŚĆ, ale nie słownikowego, a należało poszukać we własnych odczuciach różnych aspektów tego słowa. I tak np. u kilku osób powtórzyło się określenie: "Brak ograniczeń w podejmowaniu decyzji". Okazało się, że to słowo klucz przeważnie dla każdej z nas znaczy coś innego i zupełnie czegoś innego oczekujemy rozszyfrowując w swoich myślach znaczenie tego słowa.

Dowiedziałyśmy się też, że aby człowiek żył w harmonii sam ze sobą, musi zwracać uwagę jednocześnie na swoje emocje, dążyć do realizacji wartości, dbać o ciało i poszerzać wiedzę. Ważne jest też, aby nie rezygnował z relacji międzyludzkich.      

Do domu dostałyśmy pracę do wykonania, która szczegółowo zostanie nam przekazana drogą mailową.

Po zajęciach delektowałyśmy się galaretką owocową i kawą z ekspresu za jedyne 3 złote w kawiarence tego Centrum.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Spotkanie integracyjne w ramach projektu "Niepodległa"                                          14.07.2018 r.

Przedstawiciele naszego UOTW biorą udział w projekcie "Niepodległa", wraz z seniorami z gmin podwarszawskich. Dzisiaj odbyło się spotkanie integracyjne, które jak widać na zdjęciach przebiegało w miłej, koleżeńskiej i radosnej atmosferze, a trwało, bagatela, od 10-tej do 17.30. Prowadzone ono było przez panie Aleksandrę Kujawską, Agnieszkę Nowińską, a koordynowała całą naszą wyprawę pani Małgorzata Stanowska.  Kolejne spotkania przewidziane są w sierpniu, wrześniu i październiku, na których pracować będziemy nad programem przedstawienia, które zwieńczy nasze dzieło.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka


 

Spotkanie Rady Słuchaczy z panią Prezes TDW                                                          21.06.2018 r.

Wczoraj tj. 21 czerwca 2018 roku odbyło się spotkanie Rady Słuchaczy, szefowej Eli Kowalskiej i księgowej Barbary Okine w siedzibie Fundacji Towarzystwa Demokratycznego Wschód z panią Prezes Zarządu Fundacji Aleksandrą Kujawską i panią Małgorzatą Stanowską, odpowiedzialną za koordynację projektu o nazwie "Niepodległa".  Pierwszą część spotkania wypełniło krótkie podsumowanie działalności naszego Uniwersytetu. Pani Prezes była zainteresowana pozytywnymi, jak i negatywnymi odczuciami słuchaczy dotyczącymi wykładów, warsztatów, czy innych zajęć w minionym roku akademickim. Każda z koleżanek starała się przekazać uwagi, które docierały przez miniony rok do Rady Słuchaczy. Następnym punktem spotkania była informacja o projekcie "Niepodległa", który będzie realizowany przy współudziale różnych grup senioralnych w miesiącach lipiec - październik.Termin pierwszego integracyjnego spotkania będzie podany wkrótce. Zachęcamy wszystkich do udziału w tym projekcie. Będzie to działalność na pograniczu improwizacji i dramy, całkiem niezależna od naszych warsztatów teatralnych. Żadne szczególne predyspozycje aktorskie nie są konieczne do udziału w tym przedsięwzięciu. Ważne są dobre chęci i dobry humor. O szczegółach będę informowała na bieżąco.

 

   

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Zakończenie roku akademickiego 2017/2018                                                                  25.05.2018 r.

W dniu 23 maja zakończył się rok akademicki 2017/2018 w sali gimnastycznej OSiRu. Jak zwykle zgromadziło się wielu słuchaczy. Zaproszeni goście w osobach ojca Wacława Oszajcy, Prezesa Zarządu TDW Aleksandry Kujawskiej i Dyrektora OSiRu wystąpili podsumowując rok pracy i życząc wszystkim dobrego odpoczynku w czasie wakacji. Natomiast przedstawicielka Rady Słuchaczy podziękowała szefowej Elżbiecie Kowalskiej za duży i wieloletni wkład pracy dla Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku, w rozwój działalności, za starania aby wykładowcy prezentowali bardzo wysoki poziom intelektualny, dzięki czemu wykłady przez nich prowadzone były zawsze niezmiernie ciekawe, a warsztaty gromadziły jak największą ilość słuchaczy. Po wystąpieniach, pani Prezes Fundacji wręczyła wyróżniającym się swoją aktywnością dla dobra UOTW, ciekawe pozycje wydawnicze razem z podziękowaniem za pracę na rzecz naszego Uniwersytetu. Część oficjalna dobiegła końca i mikrofon przejęła pani Danuta Sałyga, która w czasie roku akademickiego prowadziła warsztaty taneczne dla par, natomiast grupę pań z UOTW w ramach warsztatów tanecznych, uczył tańca pan Adrian Sobolewski. Początek części artystycznej zdominowały pary taneczne. Pani Danusia opowiadała o tancerzach i tańcach, które były prezentowane, a potem zmobilizowała wszystkich zgromadzonych na sali, aby siedząc na krzesełkach tańczyli, wykonując różne figury rękami. W ten sposób próbowała udowodnić, że taniec jest dobry dla każdego. Wreszcie przyszedł czas na krótki występ taneczny w tańcach latino solo grupy koleżanek z naszego UOTW, które zaprezentowały układy zaprojektowane przez pana Adriana, a były to Cha-Cha-Cha, a nieco później samba.  I tak wśród oklasków i ogólnego rozbawienia zakończył się kolejny rok akademicki UOTW, chociaż wiele słuchaczek udało się na zajęcia pilatesu, które prowadzi co tydzień pan Łukasz, pracownik OSiRu.   

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka i Aleksandra Kujawska

 

Konwersatorium i Msza Św. w Bobolanum, kończąca rok akademicki 2017/2018.      24.05.2018 r. 

W dniu 24 maja w czwartek, już po zakończeniu roku akademickiego w naszym Uniwersytecie Otwartym Trzeciego Wieku, odbyło się jeszcze konwersatorium w Collegium Bobolanum i Msza Święta zamykająca tradycyjnie rok, w którym słuchacze spotykali się na przeróżnych zajęciach. Dzisiaj ojciec Wacław Oszajca wystąpił z tematem przedwakacyjnym, a więc lekkim. Otóż był to temat "Pożytki z poezji" i przytaczał piękne wiersze znanych autorów,  wielokrotnie tłumacząc głębszy sens przytoczonych fraz. Po tym spotkaniu z poezją wszyscy udali się do kaplicy, gdzie odbyła się Msza Święta w intencji wszystkich słuchaczy, aby po wakacjach w październiku zdrowi i wypoczęci wrócili do UOTW. Ponadto jak zwykle uczestnicy liturgii zgłaszali swoje prywatne, lub bardziej ogólne intencje. Po zakończeniu nabożeństwa oj. Oszajca otrzymał kwiaty i podziękowanie za spotkania z seniorami w minionym roku, poprosił też o wykonanie zdjęcia grupowego, co zostało spełnione.     

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Spotkanie w Kawiarni Naukowej - Uroda pomaga czy przeszkadza            22.05 2018 r.

W poniedziałek 21 maja w Pałacu Staszica jak co miesiąc odbyło się spotkanie w Kawiarni Naukowej i tym razem w Sali Koncertowej, gdyż temat był interesujący dla szerokiej rzeszy ludzi, a mianowicie czy uroda jest darem sprawiedliwym, czy pomaga, czy też przeszkadza?. Prelegentem był dr hab. Janusz Leon Wiśniewski. Przekonywał słuchaczy i podawał wiele przykładów, że ludzi atrakcyjnych obdarza się większym zaufaniem, poświęca się im więcej uwagi, podnosi ich status. Urodę dziedziczy się zwykle po przodkach, dostaje w genach, brzydotę również. Kanon piękna kobiety jak i mężczyzny zmieniał się w poszczególnych epokach. Starożytne rzeźby greckie Afrodyty i Doryforosa były uznane za ideał piękna i ilustrowały obowiązujący kanon tamtych czasów. Jak zwykle pod koniec spotkania padały pytania, na które wszyscy uzyskali wyczerpujące odpowiedzi.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład w Zamku Królewskim - Mikołaj Kopernik                                              22.05.2018 r.

W dniu 21 maja po raz ostatni w tym roku akademickim słuchacze UOTW byli w Zamku Królewskim na wykładzie o Mikołaju Koperniku, poprowadzonym przez Sławomira Szczockiego i oczywiście frekwencja jak zwykle dopisała. Dowiedzieliśmy się, że największe spory naukowcy toczą, czy Kopernik był Polakiem, czy też Niemcem. Ale podobno sam o sobie mówił, że był poddanym polskiego króla, więc wątpliwości nie powinno być. Mikołaj Kopernik to renesansowy polihistor i poza astronomią zajmował się również matematyką, prawem, ekonomią, astrologią, był też lekarzem i tłumaczem. W okresie studiów otrzymał niższe święcenia i został kanonikiem warmińskim. W pierwszej części już dorosłego życia czynnie uczestniczył w działalności politycznej. Dopiero po powrocie do Fromborka mógł spokojnie zająć się pracą naukową i poświęcić obserwacji nieba. Jego teoria heliocentryczna zaczęła zataczać coraz szersze kręgi wśród wielu zagranicznych naukowców. W połowie 1542 roku Kopernik wysłał dzieło de Revolutionibus do druku w Norymberdze. W grudniu 1542 roku astronom doznał wylewu krwi do mózgu i pomimo, że wydana książka dotarła do niego podobno w ostatnim dniu życia, zapewne nie zdawał już sobie z tego wydarzenia sprawy. Przez bardzo długi czas teoria heliocentryczna sformułowana przez Kopernika była na indeksie dzieł zakazanych. W ostatnich latach wykonano na podstawie czaszki Kopernika rekonstrukcję głowy i teraz możemy sobie wyobrazić, że tak właśnie wyglądał, kiedy żył.

Na koniec spotkania koleżanka wręczyła panu Sławomirowi bukiet kwiatów z wyrazami wdzięczności za ciekawe wykłady, a on ze swojej strony podziękował i obiecał, że w przyszłym roku akademickim tematy, które zostały zaplanowane będą jeszcze bardziej ciekawe niż tegoroczne. Oczywiście został nagrodzony gromkimi oklaskami.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wycieczka do Puław i Kazimierza Dolnego                                                            19.05.2018 r.

W dniu 15-tym maja grupa ok.50 słuchaczy UOTW wybrała się na wycieczkę w krainę lessowych wąwozów do Puław i Kazimierza Dolnego. Już przy sprawdzaniu listy obecności okazało się, że jedzie z nami solenizantka Zosia, której oczywiście wszyscy złożyli życzenia i odśpiewali tradycyjne "Sto lat". I w tak dobrych nastrojach i przy ładnej pogodzie grupa wyruszyła w drogę. Mniej więcej po dwóch godzinach przerwa na śniadanie i kawę. Następny przystanek już w Puławach, gdzie powędrowaliśmy do zespołu pałacowo-parkowego. Najpierw zwiedzanie Pałacu Czartoryskich, gdzie urządzono muzeum. Potem spacer po romantycznym – krajobrazowym parku pałacowym z ciekawymi budowlami, m.in. oglądaliśmy Dom Gotycki i Świątynię Sybilli. Po krótkim odpoczynku w parku powrót do autokaru i przejazd do Kazimierza Dolnego, miasteczka położonego nad Wisłą, nazwanego perłą renesansu. Była już godzina 13-ta, więc wszyscy zdecydowali się na obiad, który był już zamówiony przez naszego przewodnika pana Piotra Kociszewskiego. Lokal tylko dla nas i od razu były serwowane dania. W pełni sił po posiłku grupa była gotowa do zwiedzania. I tak najpierw przejście wałem wzdłuż biegu Wisły, podziwiając z daleka kościół farny, ruiny zamku, oraz statki stojące na nabrzeżu. Potem już przejście na rynek z zabytkowymi kamienicami pełnymi przepychu siedzibami znamienitych rodów Przybyłów, Celejów i Górskich zdobione motywami odpowiadającymi wówczas kanonom manieryzmu. Teraz już z bliska podziwialiśmy kościół farny i przeszliśmy do Małego Rynku z drewnianymi jatkami i dawną synagogą. Idąc dalej doszliśmy do klasztoru oo. Reformatorów. Będąc tam oglądaliśmy panoramę średniowiecznego układu miasta. Potem we wnętrzu kościoła podziwialiśmy ołtarz  z obrazem zwiastowania NMP czczony od wieków. Ostatnim punktem programu zaplanowanym przez pana Piotra był spacer po jednym z lessowych wąwozów, na który już niestety nie wszyscy się zdecydowali. Nieco zmęczeni, kierowali swoje kroki na Rynek, aby spokojnie napić się kawy. Pozostali po przejściu wąwozem również wrócili na umówione miejsce, tj. na Rynek, aby odpocząć po trudach spaceru. Wiele osób na pamiątkę pobytu nabyło w sklepie upieczone koguty, lub na lodówki magnesiki "koguty" .  Nadszedł wreszcie czas na policzenie się i przejście do autokaru. Podróż powrotna minęła bardzo szybko i byliśmy mile zaskoczeni, gdy autokar zatrzymał się przy metrze "Politechnika", umożliwiając wielu osobom wcześniejsze dotarcie do swoich domów.

Wycieczka była bardzo udana, pogoda dopisała, pan Piotr podziękował wszystkim za dużą punktualność i przyjemną atmosferę, a my również byliśmy jak zwykle wdzięczni za świetną organizację, podanie bardzo wielu ciekawych informacji o mijanych przez nas miejscowościach i znakomite zaopiekowanie się tak liczną grupą. Wszyscy w znakomitych humorach wracali do domów. 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład w Muzeum Warszawy - Dawne kina Warszawy                                         18.05.2018 r.

W dniu 17-tego maja słuchacze UOTW spotkali się w Muzeum Warszawy i wysłuchali wykładu o dawnych kinach tego miasta. W tym roku akademickim ciekawe informacje o naszym mieście – stolicy Polski jak zwykle świetnie przygotowany opowiadał pan Jan Bliźniak. Tym razem w czwartek słuchacze dowiedzieli się najpierw o historii kina. Otóż bracia Lumiere byli francuskimi wynalazcami i pionierami kinematografii. Thomas Edison był również wielkim wynalazcą, dzięki któremu ludzkość może korzystać z kamery filmowej, projektora filmowego, perforowanej taśmy filmowej i jeszcze wielu innych osiągnięć jego talentu. W Polsce do rozpropagowania kinematografii przyczynił się Władysław Krzemiński ze swoim bratem Antonim, wykorzystując wynalazek braci Lumiere zorganizowali kino najpierw stacjonarne, potem objazdowe i jeździli po Polsce, pokazując ludziom krótkie filmiki przez siebie nagrane. Dzięki temu zaczęły powstawać w różnych miastach Polski kina, do których coraz liczniej przychodzili ludzie, aby zobaczyć obrazy w ruchu, a potem też z dźwiękiem. W Warszawie przedwojennej powstały takie kina jak Palladium, Splendid, Świat, Trianon czy Roma. W 1929 roku wyświetlano już filmy długometrażowe, takie jak np. "Parada miłości" z Maurice Chevalier. W filmach przedwojennych grali tacy aktorzy polscy jak Hanka Ordonówna, Mieczysława Ćwiklińska, czy Pola Negri. Po wojnie uruchomiono wiele kin, między innymi Moskwa, Polonia, Skarpa, Relax czy Femina. Niestety już te kina przestały istnieć. Część z nich przebudowano na sale teatralne, inne zburzono. Obecnie powstają tzw. multipleksy, gdzie w jednym budynku znajduje się wiele sal kinowych. Na koniec wykładu przedstawicielka Rady Słuchaczy wręczyła kwiaty wykładowcy w podziękowaniu za przekazywanie wiedzy o Warszawie przez cały rok akademicki. Było to już ostatnie spotkanie w Muzeum Warszawy  przed wakacjami.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład w OSiRze o Chinach widzianych oczami pana Michała Cessanis          16.05.2018 r.

W środę 16-tego maja słuchacze UOTW spotkali się w OSiRze z panem Michałem Cessanisem, który przyniósł właśnie wydaną przez National Geographic napisaną przez siebie książkę o tytule "Made In China", która niezmiernie zainteresowała przybyłych na to spotkanie i po wykładzie chętnie ją nabywali. A wykład polegał na prezentacji filmu z pobytu pana Michała w Chinach i jednocześnie można było wysłuchać bardzo ciekawej relacji z tej bytności. Opowiadanie i film na pewno zachęciły wszystkich słuchających do dążenia, aby na własne oczy te wszystkie cudeńka obejrzeć i posmakować wielu potraw, o których była mowa i które można było zobaczyć na prezentowanym filmie.  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład w Zamku Królewskim o renesansowym architekcie Andrea Palladio     14.05.2018 r.

  W poniedziałek 14 maja odbył się w Zamku Królewskim ostatni w tym semestrze wykład pani Beaty Artymowskiej. Tym razem opowiadała o włoskim architekcie i teoretyku architektury renesansu Andrea Palladio. Jak co tydzień frekwencja dopisała i cała sala była wypełniona słuchaczami UOTW. Bohater wykładu nie tylko był twórcą wielu rezydencji i budynków użyteczności publicznej, w tym pałaców miejskich, willi, jak i kościołów w Wenecji, ale też autorem traktatów o architekturze. Jego kontynuatorzy stworzyli styl zwany palladianizmem. Po zakończeniu wykładu na ręce pani Beaty Artymowskiej zostały wręczone kwiaty z podziękowaniem za bardzo interesujące przekazywanie słuchaczom wiedzy o świecie architektury renesansu.  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Spacer po Puszczy Kampinoskiej                                                                               13.05.2018 r.

Wycieczka po Puszczy Kampinoskiej była bardzo udana i odbyła się we wtorek 8 maja. Przewodnik pokazał różne ciekawostki znajdujące się w lesie. I tak szkielet jelenia i jego futro, czy gniazdo jakiegoś ptaka ukryte głęboko w drzewie, kapliczkę o której opowiadał wiele ciekawych historii i kamień upamiętniający walczących żołnierzy AK. A potem już ognisko i pieczenie kiełbasek. Kiedy wszyscy odpoczęli i się nasycili, jeszcze pamiątkowe grupowe zdjęcia. Powrót do domów w bardzo dobrych humorach zakończył ten wspaniały wypad do lasu. Bardzo dziękujemy kol. Wiesi za zorganizowanie tej wycieczki.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład fizjoterapeuty o aktywności ruchowej.                                                   13.05.2018 r.            

W dniu 9-tym maja w Sali OSiRu odbył się wykład fizjoterapeuty mgr Dariusza Straszewskiego na temat aktywności fizycznej, dzięki której niezawodnie utrzymuje się sprawność do późnych lat życia. Jak zawsze w środy przed właściwym tematem, słuchacze otrzymali garść informacji bieżących o czekającej wycieczce do Kazimierza, jak i podsumowanie odbytej do Puszczy Kampinoskiej z podziękowaniami dla organizatorki kol. Wiesi.

Sam wykład był bardzo interesujący i w miarę przekazywania przez pana Dariusza informacji, słuchacze coraz bardziej byli wciągani w tematykę, bo właściwie każdego w pewnym wieku boli kręgosłup lędźwiowy, lub odczuwa bóle mięśniowe czy stawowe, a właśnie o tym mówił prelegent. Czasami padały pytania o rodzaj ćwiczeń na konkretne partie ciała. Okazało się, że aktywność ruchowa nie tylko wzmacnia mięśnie, ale też zapobiega przedwczesnemu starzeniu, czy może zastąpić wiele leków i jest w stanie usprawnić umysł. Nawet smarowanie żelami przeciwbólowymi jest pozorne i raczej skuteczniej działa masowanie mięśni przy smarowaniu niż sama maść. Nigdy ona nie przeniknie tak głęboko, aby dotarła przez warstwy naskórka, skóry, dwóch warstw powięzi razem z warstwą tłuszczową, za którą dopiero znajdują się właściwe bolące mięśnie. Tak więc regularne kilkuminutowe  nacieranie, czyli masaż, odniesie bardziej pożądany skutek, niż położony na bolące miejsce żel. Jeszcze jedna ciekawostka – ruch dolnego odcinka pleców powiązany jest z boczną stroną kończyny dolnej, powięzią powierzchniowych mięśni, co wskazuje, że ból uda może być ściśle powiązany ze zwyrodnieniami kręgosłupa lędźwiowego. Wskazane są różnego typu ćwiczenia, które pan Dariusz nawet demonstrował. Usprawnia się wówczas stawy, mięśnie, lepiej pracuje układ oddechowy, krwionośny, nerwowy, mózg, narządy wewnętrzne, wzrasta odporność i działa jak antydepresant. Czego chcieć więcej?  Należy tylko zmienić nawyki. Przede wszystkim zmniejszyć ilość godzin spędzanych przed telewizorem i komputerem, a wychodzić na spacery, jeździć na rowerze, tańczyć, ćwiczyć różnego rodzaje gimnastyki w sali i na powietrzu, chodzić z kijkami i na siłownię.

 Pod koniec zajęć wystąpiła pani dr Daria Mejnartowicz, pokazując krótki filmik, który prezentował jej działalność. Okazało się, że sama organizuje pomoc, która trafia w najodleglejsze zakątki świata: do Nigerii, Tanzanii, Kenii, Ghany, Nepalu, Syrii, Indii, Zimbabwe. W ośrodkach zdrowia, które odwiedza, pracuje jako fizjoterapeutka, w sierocińcach opiekuje się dziećmi. Mówi, że walka o innych to jej misja. Wszyscy nazywają ją Wojowniczką.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład w Zamku Królewskim prowadzony przez pana Daniela Artymowskiego    08.05.2018 r.

W poniedziałek 7 maja w Zamku Królewskim słuchacze UOTW wysłuchali ostatniego wykładu w tym semestrze, prowadzonego przez pana Daniela Artymowskiego, z aktywnym udziałem aktora Jacka Pacuły. Tematem były nowele tworzone przez renesansowych twórców. Boccaccio, Petrarca, Alighieri i Giotto byli między innymi nowelistami.  Pan Artymowski opowiadał o życiu i twórczości tych wielkich humanistów, natomiast jego opowieść przeplatana była urywkami utworów, czytanych przez pana Pacułę. Na zakończenie spotkania przedstawicielki Rady Słuchaczy wręczyły piękne bukiety kwiatów obu panom, dziękując za bardzo interesujące wykłady prowadzone przez nich w tym roku akademickim.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład w Zamku Królewskim o Zygmuncie I Starym                                          24.04.2018 r.

W poniedziałek 23 kwietnia w Zamku Królewskim odbył się wykład pana Sławomira Szczockiego, który w tym roku akademickim przedstawia słuchaczom żywoty sławnych ludzi. Tym razem była mowa o Zygmuncie I Starym, czyli o złotym wieku Rzeczpospolitej. Niespodzianką dla wszystkich przybyłych było to, że mogli podziwiać kunszt oratorski wykładowcy w pięknej Sali Koncertowej Zamku, gdzie wyjątkowo to wnętrze udostępniono jako sali wykładowej. Prezentacja była przygotowana bardzo sumiennie i zawierała wiele elementów, gdyż życie Zygmunta Starego obfitowało w liczne wydarzenia tak osobiste, jak i związane z polityką wewnętrzna oraz zagraniczną. Ja opiszę pokrótce jego życie prywatne, a po informacje o działalności politycznej można sięgnąć do licznych źródeł w sieci, lub na karty wielu publikacji historycznych. Otóż Zygmunt był  przedostatnim z sześciu synów Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki, a po śmierci ojca jedynym, który nie piastował żadnych godności. W tym czasie żył w związku nieformalnym z Katarzyna Telniczanką, z którą miał trójkę dzieci. Kiedy wreszcie został królem obowiązek kazał mu ożenić się z Barbarą Zapolya, córką węgierskiego magnata i cieszyńskiej Piastówny. Stało się to po śmierci króla Aleksandra Jagiellończyka. Zygmunt udał się do Wilna i przez litewską radę wielkoksiążęcą  został wyniesiony na tron litewski. Na sejmie piotrkowskim Senat obrał go na króla polskiego, po czym przybył z Wilna do Krakowa i został koronowany 24 stycznia 1507 roku w katedrze na Wawelu. Barbara Zapolya zmarła zaledwie po trzech latach od jej koronacji, mając dwie córki z Zygmuntem. Przy czym młodsza przeżyła tylko pięć lat. Po śmierci królowej Barbary, król Zygmunt żeni się z Boną Sforza, której ślub i koronacja ma miejsce w kwietniu 1518 roku. Królowa Bona urodziła pięcioro dzieci, szóste niestety zmarło po wypadku na polowaniu. Żyjące, to cztery dziewczynki i tylko jeden chłopiec, który za namową Bony, uzyskał przyznanie tronu wielkoksiążęcego na Litwie, jak i tronu polskiego jako małoletni syn. W 1530 Zygmunt August został koronowany na króla Polski mając dziesięć lat. Był to pierwszy i zarazem ostatni, tego typu wybór władcy na tron królewski w Polsce. Rozwaga i pokojowe usposobienie Zygmunta I Starego sprawiły, że w chwili śmierci cieszył się ogólnym szacunkiem w kraju i za granicą. Okres jego panowania określany jest jako złoty wiek w Polsce.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład dr Dariusza Włodarka - Uchyłkowatość jelita grubego                         19.04.2018 r.

18-tego kwietnia odbył się wykład z medycyny, który poprowadził dr hab. Dariusz Włodarek. Tematem była uchyłkowatość jelita grubego – przyczyny, objawy, zapobieganie i leczenie. I rzeczywiście w przedstawionej prezentacji wszystkie powyższe elementy zostały szczegółowo omówione. Słuchacze dowiedzieli się przede wszystkim co to jest "uchyłkowatość jelita grubego". Na rycinach dr Włodarek dokładnie pokazał te wypustki, które robią się na jelicie, kiedy człowiek, szczególnie w starszym wieku ma mało ruchu i jego dieta pozbawiona jest błonnika pokarmowego oraz płynów. Te braki powodują zaparcia i wzdęcia (stolec o twardszej konsystencji powoduje wzrost ciśnienia w świetle jelita aby przemieścić masę), następuje przerost błony mięśniowej, co w rezultacie prowadzi do tego, że błona śluzowa jest wypychana poza błonę mięśniową, tworząc wypustki na jelicie. A to często powoduje chorobę uchyłkową i prowadzi do zapalenia tych uchyłków, co należy leczyć operacyjnie. Jak widać na zdjęciu taki pacjent często pozbawiany jest części jelita i w niektórych przypadkach sytuacja ta pociąga za sobą konieczność zastosowania stomii na czas leczenia, lub na stałe. Tak więc należy pamiętać o właściwej diecie bogatoresztkowej, czyli bogatobłonnikowej.   

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

OSiR - miejsce przyjazne seniorom                                                                           19.04.2018 r

W środę 18 kwietnia przed właściwym wykładem pan Dyrektor OSiRu czyli Ośrodka Sportu i Rekreacji na ul. Polnej przyszedł, aby pochwalić się, że prowadzona przez niego jednostka niedawno otrzymała certyfikat: "Miejsce przyjazne seniorom 2017 r.".  Uniwersytet Otwarty Trzeciego Wieku wynajmuje już od wielu lat, na godzinę raz w tygodniu, dużą salę w tym ośrodku w każdą środę, aby słuchacze mogli wysłuchać wykładu i małą salę, gdzie godzinę wcześniej odbywają się warsztaty. Jeden z pracowników OSiRu prowadzi dla chętnych zajęcia z pilatesu. Jak widać na zdjęciach pan Dyrektor był bardzo dumny z otrzymanego wyróżnienia, a słuchacze z dużym zainteresowaniem ten certyfikat oglądali.  

   

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wykład w Zamku Królewskim - Leonardo da Vinci                                                  17.04.2018 r

W poniedziałek 16-tego kwietnia w Zamku Królewskim słuchacze UOTW wysłuchali bardzo interesującego wykładu o życiu i twórczości Leonardo da Vinci. Przedstawiła go pani Beata Artymowska, jednocześnie pokazując prezentację składającą się z wielu elementów. Można tam było zobaczyć miejsca gdzie żył i pracował bohater opowieści, a także podziwiać jego prace malarskie, rzeźbiarskie, ale przede wszystkim grafiki. Słuchacze mogli się przekonać, jaką wiedzą i zdolnościami Leonardo dysponował. Przede wszystkim dogłębną znajomością anatomii człowieka, (przeprowadzał zabronione sekcje zwłok), co uwidaczniają jego liczne rysunki wielu układów (kostny, oddechowy, ponadto mózg, serce) ze szczegółowymi opisami.  Na innych znajomość matematyki i geometrii pozwoliła mu wyliczać i wyrysować projekty machin wojennych, gigantycznej kuszy, helikoptera, czołgu czy spadochronu.  Był też nadwornym malarzem Ludwika Sforzy. Mieszkając na dworze w Mediolanie powstał portret Cecylii Gallerani "Dama z gronostajem", obraz "Madonna w grocie" i oczywiście najbardziej znany "Ostatnia wieczerza". Oczywiście nie sposób w kilku zdaniach przekazać całej treści wykładu, a co za tym idzie tak bogatego i twórczego życia jednego z najbardziej sławnych, a jednocześnie wszechstronnie uzdolnionego w wielu dziedzinach wiedzy człowieka renesansu, jakim był Leonardo da Vinci.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Wycieczka na Nową Pragę                                                                                               13.04.2018 r.

We wtorek 10 kwietnia br. duża grupa słuchaczy UOTW wybrała się na zorganizowaną wycieczkę po tzw. Nowej Pradze. Wydaje się, że nazwa przeczy rzeczywistości. Oglądaliśmy stare, rozsypujące się kamienice, pozostałości po różnych fabryczkach czy garnizonie wojskowym i dawnych składach artyleryjskich. Widzieliśmy dom, gdzie mieszkał Wiech, gdzie kręcono kadry do różnych filmów z okresu przedwojennego lub wojennego. Pani przewodnik pokazywała też różne zdjęcia obrazujące jak wyglądały obiekty na które właśnie patrzyliśmy, kiedy były jeszcze w całej swojej świetności. Jednak paradoksalnie to co było dawniej okazało się dużo ładniejsze niż jest obecnie. Niektóre budynki zostały odremontowane, np. na ulicy Małej 1 i w tym wypadku nikt by się nie domyślił, że jest on najstarszym domem w tej dzielnicy. Wchodziliśmy też do kilku podwórek przez bramy. Na suficie zobaczyliśmy piękne freski, a podwórka to zwykle "studnie" gdzie słońce bardzo rzadko dociera, bo ten kawałek przestrzeni między budynkami jest otoczony wokoło wysokimi domami. Zwykle przy bramach były tzw. odboje w różnych kształtach. Cała wycieczka dała wiele do myślenia i zmuszała do zadumy. Widzieliśmy wiele  zabytkowych, popadających w ruinę budynków, o które nikt nie dba. W większości są one pozostawione same sobie, aby wreszcie uległy całkowitej degradacji i wówczas jakiś deweloper na pewno wybuduje w tym miejscu nowoczesne gmaszyska, odbiegające od tego praskiego, pełnego nostalgii klimatu architektonicznego.

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Narada Rady Słuchaczy z szefową UOTW Elżbietą Kowalską                                12.04.2018 r.

W środę 11 kwietnia Rada Słuchaczy spotkała się z szefową Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku, aby omówić najistotniejsze sprawy organizacyjne dotyczące zakończenia roku akademickiego. Ponadto wiele czasu poświęcono na burzę mózgów w temacie przyszłorocznych zajęć. Chodziło o zaproponowanie nowych wykładowców, nowych tematów wartych rozpropagowania, nowych miejsc wartych odwiedzania, a także zaakceptowania wykładów i wykładowców, którzy będą cieszyli się powszechną akceptacją wśród większości słuchaczy w przyszłym roku akademickim. Następny temat, to wycieczki i dłuższe wyjazdy, które trzeba proponować jeszcze w tym roku akademickim, a realizacja nastąpi w przyszłym. Spotkanie trwało ok. 2 godzin, ale zakończone zostało wnioskami, które będą na pewno procentować w dalszej pracy całego zespołu, a więc także całego Uniwersytetu Otwartego Trzeciego Wieku.      

 

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Warsztaty o Mołdawii - prowadzenie Agnieszka Nowińska                                      12.04.2018 r.

Mołdawia to kolejny kraj, gdzie prowadzi swoją działalność Fundacja Towarzystwo Demokratyczne Wschód i po raz pierwszy wielu wiadomości o tym państwie słuchacze UOTW dowiedzieli się na warsztatach w środę 11 kwietnia br. Okazało się, że państwo to wielkością zbliżone do naszego województwa Mazowieckiego, leży na lewym brzegu Dniestru. Przeważają tam starzy ludzie zajmujący się głównie łuskaniem kukurydzy. Żyją z ziemi, która jest żyzna uprawiając kukurydzę, pszenicę i jęczmień. Ważną rolę odgrywa uprawa winorośli, winnice zajmują ponad 100 tys. ha. Wiele win Mołdawia eksportuje do krajów całego świata. Młodzi ludzie jednak wyjeżdżają do Europy lub Rosji. Ze względu na niesamowitą biedę, która tam panuje rozpowszechnił się handel organami. Stolicą tego małego państewka jest miasto Kiszyniów , jedno z najbardziej zielonych stolic Europy. W państwie tym jest również wytwórnia brandy, która powstała w XIX wieku na terenie Naddniestrza, które od Mołdawii jednostronnie odłączyło się już w roku 1990-tym. Koniak o nazwie Kwint znany jest w całej Europie. Beczki do leżakowania win mają już 60 lat i dalej są wykorzystywane. Wioska blisko Kiszyniowa posiada piwnice z leżakującymi winami o długości 250 km. Np. wino Kagor jest winem słodkim, ale okazuje się, że bez dodatku cukru. Region Purcuri charakteryzuje się żyznymi glebami i tam produkuje się wina czerwone wytrawne np o nazwie Kodru. Najbardziej tradycyjną potrawą w Mołdawii jest tzw. mamałyga, czyli kukurydza zmielona ze skwarkami i bryndzą. Do tego tokanica - mięso wieprzowe z cebulą. A zupa to zama czyli rosół gotowany na prawdziwym kurczaku, zakwaszany zakwasem do żurku + starty na tarce pomidor z dużą ilością zieleniny (natka, szczypior, kolendra). Przed opowieścią o tym małym, acz ciekawym państewku, słuchacze dostali polecenie od prowadzącej, aby utworzyli kilka grup i otrzymali kartki z testem. Należało znaleźć odpowiednią odpowiedź na postawione pytania. Jeszcze wówczas nikt nie wiedział, o jakim państwie będzie mowa na warsztatach. Jak widać poniżej na zdjęciach wszyscy mocno się biedzili nad znalezieniem prawidłowej odpowiedzi. Wcale nie było to proste. Oczywiście potem grupa z największą ilością pozytywnych odpowiedzi otrzymała nagrodę w postaci cukiereczków, które zresztą zostały rozdane wszystkim przez liderów testu.  

 

Autor tekstu i zdjęć:Barbara Wałachowska-Słomka

 

Warsztaty taneczne                                                                                                                 9.04.2018 r.

Od końca lutego br. dzień kiedy odbywają się warsztaty taneczne został przeniesiony z piątków na poniedziałki, na godzinę 9-tą rano, ze względu na prowadzącego pana Adriana Sobolewskiego. Pomimo tej zmiany, uczestniczki tych warsztatów starają się uczęszczać regularnie i na 11-tą zdążać na wykład do Zamku Królewskiego. Zwykle zajęcia rozpoczynają się rozgrzewką, do której świetnie nadaje się taniec jave. Kroki jive`a są bardzo szybkie, muzyka jazzująca, a rytm synkopowany. Bardzo przypomina rock and rolla, jest jednak od niego nieco prostszy. Obecnie wykonywane są przez nasze tańczące, kroki podstawowe i w obrocie po kwadracie. Następny taniec, który już w tym momencie ma ułożony cały układ figur i jest wykonywana płynnie, to cha-cha. Taniec cha-chy opiera się na kroku chasse czyli kroku w formacie odstaw-dostaw-odstaw. Podstawowa technika taneczna cha-chy jest bardzo zbliżona do techniki rumby, którą również poznaliśmy. Ostatnim tańcem, który jest ćwiczony, to samba, ze swoimi różnorodnymi figurami, które niekiedy sprawiają wiele kłopotu. Ale jeszcze parę spotkań i też zostanie